Friday, January 31, 2014

Świt z Góry Św. Marcina

W zasadzie to spod stóp góry i z góry samej. ale szkoda gadać lepiej patrzeć.

 Z Alei Tarnowskich

 Też z Alei ale z innego miejsca - już znacznie bliżej Góry

Podjazd pod Górę św. Marcina od strony Tarnowca. Mroczno
Zdjęcia robię z wolnej ręki, zapierając aparat o oczodół.
Pech chce za mna pojawia się... radiowóz!
Co oni tu robią o tej porze?
Co gorsza jestem tu całkiem nielegalnie, bo to droga zamknięta,
tylko do użytku mieszkańców.
Ale na szczęście chyba sami byli tu niezbyt legalnie (pewnie się urwali na chwile ze służby)
i nie czepiają się mnie.
 
 Parking pod kościołem - to sam szczyt - wyżej jest tylko z:

 
 dzwonnicy

 
 i przekaźnika.

lata temu byłem na jego szczycie - kosztowało to sześciopak żywca postawiony dozorcy
(przez kumpla który przegrał zakład) - teraz pewnie nie poszło by tak tanio.

I powtórka z ciut innego miejsca.

rzut oka na Tarnów - budzi się, 
Zawada jeszcze śpi
wracam na śniadanie.






Tuesday, January 28, 2014

Zwariowana ósemka zimową porą.

Wykreśliłem sobie wczoraj ósemeczkę, taką zwariowaną co nieco, wykorzystując fakt że wreszcie jest śnieg. Bez śniegu, to cała impreza już nie jest tak malownicza, no może jeszcze tuż przed żniwami, jest tam równie malowniczo. Słoneczka tylko mało było, zbyt mało, by fajnie na zdjęciach to wszystko pokazać, ale trudno - telewizornia zapowiada odwilż, nie było na co czekać - nogi dopominały się marszu.

Ruszyłem przed dziesiątą, wiedząc że najpóźniej około pierwszej muszę być w domu, tak aby coś zjeść, jechać po dzieci i zdążyć wyjść  na autobus do pracy.

 Podejście pod "Marcionkę" - stromo, ale urokliwie - na mnie zresztą nie robi większego wrażenia, gdyż pokonuję je prawie codziennie idąc z Aurą na spacer - tym razem Aura też miała iść ze mną i nawet poszła... tylko się suce zachciało obchód po osiedlu zrobić a nie po górach i paryjach łazić.

 Kościół Św. Marcina - zawsze piękny, ale "pod śniegiem" to już rzuca na kolana - oczywiście jak zawsze, zostawiłem swój wpis w księdze pamiątkowej z opisem zamiarowanej trasy.

 Św. Marcin na posterunku - cokolwiek plecami do Tarnowa odwrócony - i tak dobrze że pion trzyma, bo jak by był przygarbiony, to skojarzenie z wypinaniem się na Tarnów było by oczywiste.
Jak by kto chciał, to obok widać konstrukcję altanki - nawet jadąc samochodem warto tu "zahaczyć" i 
odpocząć podziwiając widoki.Tym bardziej ze jest tu spory parking.


Kolonia Łękawica- w temacie zadupia, lepiej się wyrazić nie sposób. To w zasadzie dwa domy, stodoły, jakieś wiaty i kawałek dalej mała pasieka.


Tu już trzeba znać ścieżki, i to znać bez ich widoczności - bo wszystko jest zasypane śniegiem - tyle że ja te ścieżki znam i wiem obok których drzew iść, którędy.
A propos - na wprost to Trzemesna - choć kiepsko ja widać.


 Schodzę w dół, kijki zapierane o bruzdy na polach, świetnie pozwalają odpocząć nogom.A zdjęcie jest robione w pół drogi i pod górę, stąd wrażenie jak bym jednak podchodził.

Do Łękawicy schodzę bez problemów, potem spokojny marsz pomiędzy domami i do Skrzyszowa - tu już zaczyna się większy ruch, więc odbijam "w pola" i ścieżkami wytyczonymi przez zwierzaki zdążam do lasu - w lasach nie polecam takimi traktami łazić - raz że praktycznie na sto procent łapie się kleszcza (bo tam jest ich najwięcej), to jeszcze w niektórych okolicach można wejść w potrzask zastawiony przez kłusownika.

Wkrótce docieram do Kruka, schodzę między drzewa i wychodzę po jego drugiej stronie, dokładnie tam gdzie chciałem -ma miejsce biwakowania.


Leśny biwak w Skrzyszowie -w oddali wieża kościoła, szamam Horalkę - zdecydowanie polecam na rajdy - lekka, dodaje mocy, nie obciąża ani żołądka ani plecaka. Patrze na zegarek - za piętnaście 12 - mam więc godzinę i piętnaście minut by wrócić - nie realne, nie zimą - ale będę się starał.

Na podejściu staram się wyciągać krok - nie da rady, śnieg skutecznie zniechęca, obsuwając się spod nóg, co powoduje że na każdy krok zaledwie 2/3 dystansu okazuje się skuteczne, reszta to mielenie nogami w miejscu. Co gorsza, pod śniegiem jest lód - więc stopki na kijkach ślizgają się nie dając pewnego podparcia, zdejmuję je - ale tu niespodzianka. Spieki wolframowe, są ostre i twarde, bez problemu przebijają cienką warstewkę lodu i kijek zagłębia się w podłożu, trzeba go wyszarpywać przy użyciu sporej siły i ze sporą stratą czasu, tak źle i tak niedobrze - co kilkadziesiąt metrów zdejmuje lub zakładam stopki, tak by dostosować się do warunków nawierzchniowych - to jedyna metoda, ale skuteczna, co prawda wymaga robienia przerw, ale nie wybija z rytmu przy każdym kroku.


Znów było zejście, Kolonię Łękawicę, zostawiłem z tyłu i wkraczam znów do lasku. Jakiś tuman, testował tu na strumyku swoją terenówę, więc rozjeździł bród - co gorsza jest on teraz skryty pod lodem i doprawdy nie wiem gdzie postawić nogę. sonduje przeprawę wolframem - działa - łub jest na tyle silny że dźwiga mnie bez problemu - zresztą tu zawsze jest bardzo zimno - nawet wiosną, gdy na pobliskich stokach już w najlepsze kwitną  zawilce i szczawiki tu na strumyku wciąż jeszcze jest lód.


I znów na górce - jakoś wylazłem, ale mięśnie na pośladkach bolą mniej jakby po ataku rozochoconej watahy kolesi Biedronia.
Tarnów wita. 

A nad Zawadą zaczynają się zbierać śniegowe chmury - najwyższa pora stąd spadać - tym bardziej ze zostało mi 20 minut.

Schodzę, starym szlakiem miejscowych działkowców. Po chwili jestem na Harcerskiej - tu ju z łatwo - tyle ze zmęczenie nie pozwala przyśpieszyć. W domu tyle czasu by szybko zdjąć przemoczone spodnie i buty, dopalić w piecu, zjeść (harcerskie danie - ryż, kiełbasa smażona w plasterkach z mrożonymi warzywami) i jechać po dzieciaki - na szczęście w pracy spokój.

Ps. "skruszona" Aura skręca się pod moimi nogami, udając że wcale nie specjalnie poszła na boki...



Route 2 423 916 - powered by www.bikemap.net

Wednesday, January 22, 2014

Kapliczka w Sośninie - czyli druga część wczorajszego wpisu.

Wczoraj pisałem o krzyżu w przysiołku Bachówki, dziś część dalsza tej trasy.
Cmentarz pominąłem - w tym roku zamierzam zdobyć stosowną odznakę PTTK (PDF) i wtedy będę zamieszczał poświęcone wyłącznie im wpisy - zasługują na lepsze traktowanie niż punkt oboczny rekreacyjnej wycieczki rowerowej.

Musiałem co nieco pomeandrować, nawet zważywszy na moją niechęć do utartych ścieżek, to i tak przemieszczając się na przełaj nie da się jechać do prosta tylko trzeba kluczyć.

Na kapliczkę trafiłem całkiem niespodziewanie, w zasadzie było to tak, że zerknąłem na zegarek - okazało się że jestem w czasie dodatnim, czyli jeszcze mam pół godziny w stosunku do tego co założyłem, aby zdążyć do pracy, czyli... pojechałem ścieżką całkiem w bok, zobaczyć co tam jest - wiedziałem że coś tam jest - bo jak z żoną na dozory kuratorskie jeżdżę (szofer / ochroniarz - kolejny z moich niskoopłacalnych dodatkowych zawodów, po ratowniku chemicznym i strażaku - choć za to mi co nieco płacą) - to widuję ją pomiędzy drzewami.

Dołożywszy drogi (i radości) - dotarłem do stóp kapliczki wzniesionej Jasnogórskiej Pani, przez działkowców.


Mówcie co chcecie, ale chyba nawet niewierzący, jeśli nie jest skończonym cymbałem, musi dostrzec że majówka w takim miejscu ma swój urok?


Malowniczo wkomponowana w zieleń drzew, pól i działek, z widokiem na otaczające Tarnów wzgórza. 
Zazwyczaj jestem wściekły na działkowców, bo mają chamski zwyczaj (oczywiście nie wszyscy) wywalania śmieci i zużytego sprzętu gdzieś w paryję - byle poza obręb siatki otaczającej ogrody - tym razem jednak oddaje im honor - to naprawdę urokliwe miejsce. 


No i jak tu nie zostawić roweru, usiąść, pomodlić się (opcjonalnie) - w każdym razie zatrzymać swój pęd, byle dalej, byle przed siebie


No byłbym zapomniał - jeszcze nader malownicze uroczysko śródpolne -co prawda wylęgarnia komarów - ale o czternastej w lecie spokojnie można sobie pozwolić na niezaprzątanie sobie nimi głowy.

Trudno - trzeba jechać dalej. Jeszcze kilka kilometrów zostało.


Route 2,419,672 - powered by www.bikemap.net

Tuesday, January 21, 2014

Krzyż w Bachówkach

Żadna tam rewelacja, ot zwykły spawany z rurek metalowy krzyż, w przysiółku, o którego istnieniu pojęcia nie miałem aż do lata ubiegłego roku. Wciśnięty pomiędzy obwodnicę Tarnowa i ślimaka do nie prowadzącego.


Sam dojechałem tu drogą techniczną (dojazdy do pól) prowadząca wzdłuż obwodnicy. Dla przejezdnych miejsce, choć mijane w odległości kilkunastu metrów, jest praktycznie niedostępne - no nikt przy zdrowych zmysłach nie zatrzyma się w miejscu gdzie auta suną grubo ponad 100 km/h!
I tu właśnie jest przewaga poznawania świata na rowerze, w stosunku do przejeżdżania przez świat w samochodzie.



Krzyż jest nadal aktywnym miejscem kultu.
Tyle że w tym miejscu szlak techniczny się kończy i trzeba albo dymać całkiem w innym kierunku, niż zamierzałem  - bo to w drodze do pracy było - albo ścieżką wydeptana przez miejscowych żuli czyli "szlakiem po winnym" dotrzeć do korony ślimaka i poboczem zjechać w kierunku miasta.
Wybrałem tę drugą opcję, po drodze mając jeszcze cmentarz z I W. Ś i uroczą kapliczkę maryjną przy lasku Sosnina w Mościcach (Świerczkowie) - ale to kolejnym razem.

Saturday, January 18, 2014

Tunel bynajmniej nie miłości

Kolejne z miejsc do których na 99,99% nie traficie - i słusznie, bo nie jest to miejsce dla porządnych ludzi, skoro nawet lumpy omijają je z daleka. Sam trafiłem tu idąc zupełnie gdzie indziej, latem zarośnięta ścieżka nie pozwalała się domyśleć że kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się ten tunel, przepust w zasadzie z funkcji, co innego zimową porą, opadłe liście odsłoniły czarne kuszące, ziejące głębią czworoboki.


Mężczyzna to konstrukcja działająca głównie na zasadzie przymusu. Tyle że różnią się obiektami w stosunku do których odczuwają przymus, dla jednych przymusem są kobiety, dla innych alkohol, dla jeszcze innych telewizor, a dla mnie włażenie tam gdzie nikt normalny nie wchodzi.
Więc...


Wlazłem - jedyne miejsce które jako tako można sforsować, to przepust dla Strusinki - Strusinka płynie z mojego osiedla więc generalnie traktuję ją jak swoją. tylko że ten tunel jest co najmniej sto razy za duży w stosunku do ilości wód która musi tędy przepłynąć nawet po gwałtownych opadach i w czasie powodzi - po prostu jest cholernie duży.
Poza tym jest czarno, wilgotno, cuchnie i wolę nie patrzeć pod nogi...


Strusinka w całej choć podziemnej okazałości.


Światełko w tunelu - wrodzony optymizm każe mi upatrywać w każdym "światełku w tunelu" świateł nadjeżdżającego pociągu. Tym razem jednak pociągi i to mnóstwo mam nad głową, powyżej jest zwrotnica rozrządowa, gdzie dziesiątki składów czekają na odjazd, przekonfigurowanie, lub po prostu stoją.


Ot doszedłem do końca, drugiego tego którym wszedłem nie widać w mroku - tunel jest lekko załamany, nie mam przy sobie busoli by sprawdzić ile, ale jest w sposób widoczny - bo nie widać drugiego końca - czasami widoczne coś jest własnie dlatego że jest niewidoczne - ot sprowadzona do poziomu kanału jedna z metod obserwacji astronomicznych. 

Szukałem informacji o tym miejscu na necie, nic, pytałem znajomych kolejarzy, generalnie wygląda na to że nikt na ten temat nic nie wie. Tymczasem w tym miejscu spokojnie mogą się zmieścić dwa rzędy czołgów stojąc obok siebie, a w każdym rzędzie co najmniej kilkanaście sztuk - sporo. 
Czemu to zbudowano? 
Jak pisałem wyżej, odpada przepust dla strumyczka, bo nigdy nie niesie tyle wody by potrzebna była aż taka konstrukcja. 
Nie ma wewnątrz też żadnej infrastruktury, rur, kabli, nic - gołe ściany. 
Tak na moje oko, zrobiono to własnie w celu zamaskowanie ewentualnych wojsk w czasie dyslokacji. Obserwator lotniczy, zobaczył by tylko normalny ruch kolejowy i składy oczekujące na rozrządzie. podejrzewam iż nawet bombardowania nie uszkodziły by stropu.
No ale to tylko dywagacje, żadnych konkretnych informacji nie posiadam.  
   

Tuesday, January 14, 2014

Ku pamięci

Pamięć ludzka zawodna jest (spece z mendiów wiedzą o tym najlepiej), można ją protezować papierem, można spiżem i kamieniem - te ostatnie chyba najtrwalsze - choć papier też swoje zalety ma.

Lecz trudno by księgi pamiątkowe na publicznych placach wystawiać, zresztą kto by je przeczytał? a tak tuż obok drogi, naprzeciw kościoła postawiono pomnik,niby niewielki, skromny, nie rzucający się w oczy, ale ważny. Z mnogości nazwisk wynika że chyba każda rodzina z Łękawicy, w ten czy inny sposób, w pierwszej, czy drugiej wojnie, czy na froncie, czy w obozie, czy podczas nalotów, czy z rak gestapo, nawet w Powstaniu Warszawskim kogoś straciła. Pewnie gdyby tu dołączyć ofiary NKWD i "utrwalaczy" lista była by zdecydowanie dłuższa.

Więc zawsze jest ta możliwość, że potomek jednego z rodów, znajdzie swoje nazwisko na cokole i... poczuje się do czegoś zobowiązany, może niekoniecznie do aktu bohaterstwa, czasami wystarczy po prostu nie być szują.


Taka klasyczna galicyjska kamienica, pasuje do tego krajobrazu średnio, ale zamieszczam ją aby pokazać typowy dla Galicji z okresu Franciszka Józefa styl budowlany. Zapewne mamy do czynienia z budynkiem powstałym na potrzeby mieszkaniowe nauczycieli miejscowej szkoły, albo innych funkcjonariuszy państwa Austro Węgierskiego.
Obecnie zamiast tarasu (lub daszku) nad portykiem mamy tandetna werandę.


Pomnik - ufundowany w 1933 roku, po bokach tablice z czerwonego granitu, z nazwiskami poległych w czasie II W. Ś. rzecz jasna późniejsze.


Niestety nie miałem kogo się spytać jak komuna tolerowała tego ukoronowanego orła- być może udawała że go nie dostrzega?


Jak widać listy obejmują wiele nazwisk.


Ogromna danina żyć ludzkich, zwłaszcza na tak w sumie niezbyt ludną okolicę.

Te zdjęcia są pomniejszone na potrzeby internetu, ale gdyby ktoś chciał, to dysponuję większymi na których spokojnie można odczytać wszystkie nazwiska.


Tuesday, January 7, 2014

Przez Górę św. Marcina do Św Mikołaja.

Liczyłem że uda mi się zrobić tę trasę, przy pięknej śnieżnej okrywie, skrzącym się na niej słońcu i błękitnym niebie - ale tak jakoś w tym roku wyszło buro i ponuro. Ponieważ jednak okres świąteczno noworoczny zdecydowanie się kończy, a ja uparłem się żeby pójść do Św Mikołaja właśnie teraz więc... poszedłem.

Rzecz jasna, pisząc o św Mikołaju mam na myśli Mikołaja Biskupa, a nie przygłupa przebranego za krasnala - a swoją drogą, lewica tak uparcie zwalczająca z jednej strony wszelkie przejawy religijności a z drugiej konsumpcjonizmu, nie ma żadnych oporów przed gorącym propagowaniem medialnego "kultu" santa Clausa który z jednej strony przybiera postać pseudo religijną, a z drugiej jest kwintesencją konsumpcjonizmu i komercji... Pewnie można by na ten temat napisać szereg magisterek, i doktoratów tudzież rozpraw habilitacyjnych - tyle że akurat byłoby to bardzo niemile w tym środowisku widziane...

Kościół pod wezwaniem Św. Mikołaja Biskupa znajduje się w Łękawicy, niewielkiej acz uroczej miejscowości położonej w dolince pomiędzy  Górami Marcina i Trzemesną. Postanowiłem dojść tam Przez Górę św. Marcina, Kolonię Łękawicy, zejść polną drogą do Łękawicy, a potem wrócić inną polną drogą do Zawady i do domu.

i

Udało się!



Kolonia Łękawica - dwa domy, kilka szop i ambona myśliwska - nic więcej - ale widoki piękne - no to teraz sobie wyobraźcie że stoicie tu śnieżną porą, mróz szczypie uszy,wiatr wyciska z oczu łzy a słońce skrzy się dookoła zamarzniętej krainy... i na wyobraźni musimy poprzestać.

Do Łękawicy schodzi się sympatycznymi polnymi dróżkami, obecnie miejscami nieco błotnistymi,ale przy mrozach doskonałymi do trekkingu.


Sama Łękawica to nader przyjemna miejscowość (opiszę w następnym poście, wraz z ciekawym pomnikiem i kilkoma innymi widokami)

Dziś Św. Mikołaj.

Kościół pod wezwaniem Św Mikołaja Biskupa to neogotyk obecnie stuletni. Od razu widać że architektowi nie brakło kunsztu, ale parafii brakło finansów by postawić coś tak okazałego jak chociażby kościół O.O Misjonarzy w Tarnowie, czy kościół w Piotrkowicach - też neogotyckie.
Trudno się zresztą dziwić - Łękawica to nie jest duża Parafia, więc budowla stawiana była naprawdę kosztem sporych wyrzeczeń i trzeba docenić dzieło mieszkańców.

Kościół leży na niewielkim wzniesieniu tuż obok głównej drogi prowadzącej ze Skrzyszowa, przez Łękawkę do Piotrkowic.


Ciekawe rozwiązanie komunikacji pionowej wewnątrz świątyni - nawiązujące do oryginalnych średniowiecznych wzorców, jednocześnie czyniące cała bryłę zdecydowanie lżejszą i bardziej urozmaiconą.


Front kościoła. 
Rozeta, nawiązująca również do tradycji budownictwa gotyckiego.  
Niestety kościół zamknięty, nie da się wejść nawet do przedsionka.


Absyda, również nawiązująca do tradycji średniowiecznych kapliczka absydna.
Po prawej stronie krzyża (dla patrzącego) lista poległych mieszkańców miejscowości, po lewej zmarli proboszczowie.
Lecz do poległych i ich upamiętnienia jeszcze wrócę.

  


Droga powrotna, prowadząca sporym szmatem przez miedze, tu naprawdę można docenić wartość kijków.
A oto zarys trasy, wykopiowany z serwisu Bikemap - nie wiem czemu, ale jak przeklejam skrypt to niknie mi zarys pionowy trasy, a szkoda.

Wg tej mapy 14 km,wg moich pomiarów na mapie drukowanej 15-czas przejścia trzy godziny (z przerwami na robienie zdjęć)

Friday, January 3, 2014

Buty!

Szlag trafił mi kolejną parę !!!!

Dobrą parę! Duńskie HKS'y. Nie w kij dmuchał.

Jak mawia Skipper - "Dania to zimny kraj i rodzi zimne dusze", od siebie dodam, że te zimne dusze robią całkiem ciepłe buty!


To już trzecia para w ubiegłym roku (nie liczę trampek, bo te wytrzymują nie dłużej niż miesiąc).
Miałem też polskie AKIM'y (tyle że robione chyba w Chinach), osobiście lubię obuwie robocze na rajdy, choćby z tego względu, że często zatrybiam paluchami o wertepy, konary, kamienie czy cokolwiek innego (jak się preferuje bezdroża....), i w obu nogach mam je połamane, więc każdy kolejny uraz to ból niemiłosierny. Tymczasem buty robocze zazwyczaj mają wzmacniane noski (czasami metalowymi, czasami kompozytowymi kołpakami) i ... mogę kopać w skały bezboleśnie...prawie.  
Pierwszą kupiłem w styczniu, prawie dokładnie rok temu, wytrzymała do marca - pojawiła się dziura w podeszwie, oddałem na reklamacji, po kilku tygodniach otrzymałem inną parę (trochę inny model, ale niech będzie). Było już ciepło,więc chodziłem głównie w trampkach, wytrzymała do września - we wrześniu poszła na reklamację.To samo - podeszwa pękała. Minął miesiąc, potem drugi - producent/importer - diabli wiedzą, grał na zwłokę. w końcu gdy postraszyłem sprzedawcę pozwem, to wymiękli i ... chcieli dać mi jakieś badziewie które na targu kosztuje 60 zeta i wygląda jak z filmów Barei. Chcąc nie chcąc oddali mi pieniądze.

HKS'y i tak służyły najdłużej.

W zasadzie jedyne podeszwy którym jeszcze nie dałem rady to podeszwy Gardii - buty ma faktycznie obciachowo siermiężne, ale nie do zniszczenia! W jednej parze zrobiłem całą budowę domu a i teraz jeszcze czasami ubieram je idąc z psem gdzieś w dzikie okolice, lub do prac gospodarczych (choćby przygotowywanie drzewa do kominka).

Niniejszym zwracam się do producentów obuwia z ofertą!
Dajcie mi swoje produkty do testowania - lepszego nie znajdziecie - jeśli wytrzymają mnie wytrzymają wszystko! Ze swej strony spokojnie mogę się zobowiązać do przebiegu nie mniejszego niż 200 km miesięcznie i to w terenie mieszanym od gruzowisk i okolic przemysłowych, poprzez szlaki leśne, skalne, piaszczyste, żwirowe, trawiaste, betonowe, asfaltowe - jak macie coś jeszcze to podpowiedzcie.
Lepszego nie znajdziecie!