Sunday, June 29, 2014

Jeden z najstarszych

Cmentarz w Dębnie jest jednym z najstarszych dotąd czynnych cmentarzy katolickich w Małopolsce. Powstał w latach 30 XIX wieku. Jest to fakt godzien zapamiętania, gdyż, zdecydowana większość pochówków włościańskich odbywała się do mogił ziemnych, uczynionych na wybranym wzgórzu, gdzieś w okolicy wioski. Stosunkowo szybko, miejsca takie zostawały na powrót odzyskane przez las a po pochówkach nie zostawało ani śladu. Z kolei zamożniejsi lub mieszczanie chowani byli w obrębie ogrodzenia kościelnego, lub w samym kościele - w tym drugim przypadku trudno mówić o cmentarzu, w tym pierwszym... mamy choćby katedrę w Tarnowie, gdzie teraz jest płyta parkingu. Ja rozumiem iż wiele jest zaszłości historycznych, poleceń władz austriackich, a także zaborczych itp. ale parking? Rozumiem iż nie jesteśmy Żydami, dla katolików "Bóg jest Bogiem żywych" (Łk 20,38), ciało to tylko doczesna skorupa więc żadne specjalne względy się jej nie należą, ale... nie jestem też zwolennikiem tak dalece posuniętego pragmatyzmu. 

Mniejsza. Jest jednym z najstarszych. Tu także jedynie najbogatsi mieli szansę by ich pochówki przetrwały przez wieki, na miejscu mogił ziemnych już stoją współczesne grobowce, a one same wielokrotnie zapewne zostały przekopane. Tym nie mniej i tak jest tu nie mało do zobaczenia. Dla mnie najważniejszy był Cmentarz Wojenny nr 281, ale nie spodziewałem się że napotkam na tak ciekawe pomniki na terenie otaczającego go cmentarza cywilnego. 

 Pomnik Franciszka Gali

 Choć jak widać "polska język trudna język" i bezmózgi eurourzędowe nie umieją poprawnie polskiego nazwiska odmienić.

Swego czasu będąc świadkiem na Policji, odmówiłem podpisania protokołu, twierdząc iż nie znam pana J T...man - co wywołało niesamowitą konsternację u mundurowych. znam  - dodałem pana J T....mana, ale to zupełnie różne nazwiska. Inna sprawa że proboszczowi też zwracałem na to uwagę... z miernym skutkiem, panie i panowie z telemarketingu również są regularnie pouczani że moje nazwisko się odmienia, z równie marnymi rezultatami - moda taka jakaś durna czy nieuctwo porażające?




A to pomnik wystawiony rodzicom, Nazwiska już okrutnie mało czytelne - bodajże Katarzyna Leśna.
 Wystawiony przez: 
wdzięcznego syna
Roku Pańskiego 1865

 I kolejna mogiła, bez wglądu w księgi parafialne, raczej nie do zidentyfikowania.
W piaskowcu ryte litery, rychło rozmywane zostają przez deszcze, 
wykruszane przez mrozy, wmiatane przez wiatry. 
Może to i dobrze?
Odchodzą wraz z tymi dla których te nazwiska znaczyło cośkolwiek więcej niż tylko ciekawostki napotkane na szlaku?  

Tuesday, June 24, 2014

Chrystus Frasobliwy w Dębnie

Że się ma czym frasować, to jedna sprawa, a że o figurkę przydrożną chodzi to inna.
Starzy bywalcy tego Bloga powinni pamiętać jak jesienią ubiegłego roku, gderałem o figurce zabranej do renowacji. Wszystko przy okazji pielgrzymowania szlakiem jakubowym z Wojnicza do Dębna. 
Aleć tegoż roku...
Stoi, pięknie jaśnieje w słońcu, oczy włóczęgi się cieszą!  No co b y się miały nie cieszyć, skoro to zabytek rzadki, cenny i ciekawy? No skoro znów tu jestem (ja zawsze dotrzymuję obietnic), to trzeba przedstawić także i jego. Po prawdzie chronologicznie wcześniej to zawędrowałem na cmentarz (dość dwuznacznie to brzmi - nieprawdaż), także ciekawy, bo jeden z najstarszych w Małopolsce, to jednak Frasobliwemu oprzeć się nie umiem i o nim wcześniej.  Z drugiej strony, słup stoi właśnie przy cmentarzu i jest z nim traktowany jako jedna całość - to że akurat ja na cmentarz wszedłem "partyzancką" drogą od dołu, nie znaczy że 99% nie wchodzi tam głównym wejściem od parkingu, a wtedy to właśnie figurka będzie pierwsza z kolejności.
Tak czy siak - pierwszeństwo się należy.

Oficjalne dane są takie: (przepisuje z tabliczki informacyjnej) - "figura wykonana przez twórce pomnika św.Kingi nad Niedźwiedziem (to ichniejsza rzeczka, ten Niedźwiedź),  na polecenie Anny Tarłowej herbu topór, właścicielki wsi Dębno w 1 połowie XVIIIw. /1747?/  Stanowiła pierwotnie rzeźbę przydrożną. Znajdujący się za nią cmentarz powstał ,dopiero w połowie XIX w. ... " 

 Jednocześnie na cokole wyraźnie widać datę, 1384...
Niby jest też słowo DIEM - dzień, ale konia z rzędem temu kto przypisze te cyfry do konkretnej daty. 

 Na moje oko obiekt pochodzi właśnie z XIV w. sama rzeźba lub na tym miejscu wcześniej stała inna, do której odnosi się ta data. Dopiero Anna Tarłowa, tragicznie doświadczona śmiercią swych dzieci nakazała albo wykonanie cokołu pod istniejąca rzeźbę, albo wykonanie nowej na wzór starej (naonczas niespecjalnie zabytkami się przejmowano). Albo też postawienie od nowa figury w miejscu gdzie stałą wcześniejsza - teraz chyba nie sposób to ustalić. W każdym razie na moje oko mamy do czynienia z kontynuacją miejsca świętego nawiązującą do czasów gdy zamek Dębno i wieś okoliczna dopiero powstawały.

Bezdyskusyjne jest że cokół i rzeźba od siebie się różnią,  Nie ma też wątpliwości że DIEM nie oznacza daty dziennej - bo raz ze bez sensu a dwa że było by to przedziwne pośród ludzi dla których miesiąc w tę, czy wewtę nie stanowiło problemu, a najważniejsze akty wagi państwowej noszą jedynie datę roczną.
Być może owo DIEM to zatarte i kiepsko przywrócone D.O.M. czyli DEO OPTIMO MAXIMO
(Bogu Najmilszemu i Najwyższemu).
Ja tak uważam, wszelkie uwagi sprzeczne z moim punktem widzenia jak najbardziej mile widziane.
 
"na rozstaju dróg, gdzie przydrożny Chrystus stał, zapytałeś dokąd iść... frasobliwą minę miał..." 


Sunday, June 22, 2014

Dębno Zamek

Rozwinięcie poprzedniej opowieści.

Do Zamku na zwiedzanie wybieramy się z dzieciakami w najbliższym czasie, więc pewnie zdjęć przybędzie, ale to już wnętrza pokażę. Sam bywam tam stosunkowo często, choćby z racji turniejów rycerskich.

Historia zamku sięga XIII stulecia kiedy to powstaje wewnątrz ziemno kamiennych wałów drewniana warownia - która wszak stosunkowo rychło poszła z dymem...
Kolejna inwestycja w tym miejscu to dzieło Piotra herbu Odrowąż który wznosi tu kamienną wierze, kaplicę obronną i wał oblicowany kamieniami. Następnie z tegoż samego rodu kasztelan krakowski Jakób (sic! bo przed reformą) buduje tu kamienno ceglaną rezydencję obronną, która po wielu przeróbkach i poprzez ręce wielu właścicieli dotarła do naszych czasów.

 Wejście na zamek.
Po lewej stronie parking na kilka samochodów. Ja preferuję dojście pieszo - prowadzą tu dwa urokliwe szlaki, Jakubowa Via Regia i Niebieski np. z północy na południe (lub odwrotnie) 
Nie trafić nie sposób - od samej "czwórki" są kierunkowskazy - zresztą droga i tak jest jedna jedyna.
Po drodze mamy jeszcze urokliwy staw, jakich onegdaj wiele było. 
Po lewej cmentarz, kawałek dalej kościół św. Małgorzaty   

 Budynki wschodnie, Kaplica i wykusze.
W przyziemiu od południa znajdują się kibelki i kasy. 

 A to rzut oka na lochy, obecnie zaadoptowane na sale muzealne - a ekspozycji tu wiele i ciekawych

 Wejście do wschodnich budynków i jednocześnie do samego zamku. 

 Plafon na murze. obok wejścia, choć mało widoczny bo zasłonięty. 

 Wykusz. W wielu zamkach takie wykusze przewieszone nad fosami robiły za... toalety. 
Tu jednak to romantyczne, z kamiennymi ławami podokiennymi miejsca, skąd każda stęskniona dama może wypatrywać nadjeżdżającego na białym koniu (białym mercedesem), rycerza (biznesmena), który ją powiezie i takie tam...
szczęścia życzę.  

A to już część zachodnia zamiku.
Jak widać oblepiona przez wycieczkę szkolną.
Tu mieściły się główne komnaty Odrowążów i kolejnych właścicieli zamku.

Ciut współczesności

Mostek niegdyś zwodzony dziś stały i solidny, a fosa naprawdę głęboka.

I wreszcie podarunek ode mnie dla wszystkich księżniczek.
Moja księżniczka już ma zdjęcie z tymi różami, inne zapraszam w okresie kwitnięcia.

Ps, jest na tych murach pewna ciekawostka, ale dopiero jak coś się o niej dowiem to napisze co zacz.

Monday, June 16, 2014

rajd "Liberatora"

16 sierpnia 1944 roku z Północnych Włoszech wystartował Liberator dowodzony przez kpt. Georga Lawrie, był to drugi wspólny lot tej maszyny i tych ludzi z zaopatrzeniem dla walczącej Warszawy. Misję wykonali, zrzut z bronią trafił w ręce Polaków działających w placówce "Hamak" w Puszczy Kampinoskiej, stamtąd karabiny maszynowe, pistolety, granatniki typu PIAT i granaty, trafiały w ręce Powstańców. Gdy wracali dopadły ich dwa niemieckie nocne myśliwce. Nie mieli szans, strącenie Liberatora zapisano asowi nocnego myślistwa na froncie wschodnim Leutnantowi Gustawovi Francsi;sowi. 
Postanowiłem odwiedzić to miejsce.



Route 2 649 771 - powered by www.wandermap.net


Do Dębna podjechałem busem, to najlepszy środek lokomocji na trasach podmiejskich, jeżdżą co chwila, więc nie trzeba znać rozkładu jazdy, wystarczy wiedzieć skąd odjeżdżają. Oczywiście z planów iż odwiozę żonę do pracy, potem dzieciaki do szkoły i od razu sobie pójdę, nie wyszło nic. Jeden zapomniał pracy na ZPT, drugi czapki, a jeszcze to, a jeszcze tamto... suma niewielkich drobiazgów, dała w konsekwencji godzinne opóźnienie i konieczność modyfikacji planów. 

Ale koniec końców do Dębna dotarłem i rozpocząłem wędrówkę. 

 Dębno - pomnik w 20 lecie odzyskania niepodległości Polski, poległym na polu chwały 

 Punkt kontrolny szlaku niebieskiego - będzie, mnie prowadził przez znaczną część drogi.

 Zamek w Dębnie

 Cmentarz w Dębnie - poza starymi, ciekawymi nagrobkami, jest tu tez kwatera z czasów I Wojny Światowej i to ona była głównym celem, aczkolwiek tego ze zobaczyłem więcej bynajmniej nie żałuję. 

Z cmentarza kieruję się w lewo, niebieskim szlakiem prowadzącym stad do Zakliczyna, przez kilkaset metrów pokrywa się on ze szlakiem św. Jakuba, którym szedłem w zeszłym roku.  Prowadzi wzdłuż strumienia, małej rzeczki, o uroczej nazwie Domońka. Kija są tu zupełnie nieprzydatne, wręcz przeszkadzają, plącząc się w wysokiej trawie. Jednak szybko dochodzę do drogi asfaltowej, prowadzącej z Dębna do Granic Dębińskich. Tu oczywiście kije idą w ruch, pomagając mi utrzymać stabilny rytm marszu. Przerywany tylko w celu zrobienia zdjęcia.

Granice Dębińskie
 Zielone drzewo na szlaku, ktoś miał ciekawy pomysł i to faktycznie jest nader widowiskowy obiekt,

 Po mniej więcej kilometrze asfalt się kończy, dalej podążam drogą szutrową, klnąc na swoją głupotę, bo zamiast szczurokotek, wzułem trampki, przez co moje biedne rozhartowane podeszwy, boleśnie odczuwały każdy kamień a były ich tysiące. 
Z drugiej strony widoki uniemożliwiały roztkliwiane się nad sobą. 

 Kraina sadów i plantacji 
Dobra ziemia, świetne nasłonecznienie i... powiedzmy sobie szczerze... komu by tu się chciało orać? 
Za to krzewy porzeczek ciągną się po widnokrąg.
 A nieco wyżej rzędy, starannie przyciętych jabłoni. 
 
 To już Łysa Góra. 

 Tablica opisująca ostatni lot Liberatora.
W prawo obok tablicy, na narożnym słupku ogrodzenia, widać tabliczkę, to ona wskazuje gdzie trzeba iść. 
Zejście do wąwozu jest bardzo strome, na odcinku może 200 metrów mamy aż 7 poziomic - każda po 10 metrów różnicy. Poza obszarami skalnymi, takich pochyłości, nie powstydzą się żadne góry. 
 
 W Wąwozie jest cicho i skromne.

 A sam pomnik to zaledwie maleńka mogiła - lecz teraz bez szczegółów, dziś ważna jest droga, miejsca po drodze opiszę w osobnych postach. 

Z wąwozu wychodzę okrężną drogą, kierując się mapą i busolą. Zresztą jest tam też całkiem sympatyczna dróżka wysypana tłuczniem, problem w tym  że potem dociera się do rozstajnych dróg przy których brak oznaczeń, a którąś trzeba wybrać, w prawo czy w lewo... ot zagwozdka. Wyżej znów rozstaje i oznaczenia szlaku, problem w tym że także bez znaków kierunkowych w efekcie wiedząc że jest się na dobrej drodze... nie wie się w którym kierunku zmierzać. No ale od czego sprzęt? Rozkładam resztki mapy na ziemi, orientuję je w/g wskazań busoli. Więcej mi nie potrzeba.
Wracam w miejsce z którego rozpocząłem zejście do wąwozu, wkrótce też opuszczam niebieski szlak, do Porąbki Uszewskiej zmierzając żółtym.  

 Popatrzcie na horyzont - już wiecie czemu ta kraina nazywa się Beskidem Wyspowym? 
Niestety zdjęcia nie oddają wszystkiego, Dobrze tu być wcześniejszą porą, wiosną lub słoneczną jesienią, gdy poranne mgły zalewają doliny a ponad nie wystają jedynie szczytu wzgórz - niczym wyspy z morza. 

Już w Porąbce schodzę też z żółtego i kierując się instynktem szukam drogi przy której znajdę kolejny cmentarz wojenny. 

Wcześniej jednak dolinka potoku Niedźwiedź - bo z Niedźwiedzy płynie - gdybym nie zmitrężył godziny na duperele właśnie stamtąd bym nadchodził. Potoczek jest płytki, wątły i ... jak dobrze popada zamienia się na kilka godzin w ryczącego potwora - ot taki Gremlin (one też po kontakcie z wodą zaczynały rozrabiać). 
Po lewej szkoła w środku elegancka neogotycka bryła kościoła.

Zdaję się na instynkt i ... nagle coś każe mi się odwrócić w prawo, gdzieś między krzewy, zarośla, busz straszliwy i trawy. 

Jest - znalazłem go Cmentarz wojenny nr 280 oraz... w co trudno mi uwierzyć, zachwaszczony, zrujnowany, opuszczony.. zapomniany - cmentarz katolicki, dla miejscowych, parafialny... więc czemu? 
Usiłuję się dowiedzieć.

Przede mną ostatni już punkt rajdu 
Sanktuarium Matki Bożej z Loudr

A ściślej mówiąc jego replika...
Choć trzeba przyznać że całkiem z gustem zrobiona, bez plastiku, sztucznych kwiatów, kiczowatych kolorów itp. charakterystycznych dla ludowej religijności akcentów. 

Dzwonie do Kazka, Mieszka w o0kolicach i będzie zaraz jechał do pracy - tak zresztą korelowałem rajd, by być we właściwym miejscu o właściwej porze.
Już ruszał, nie zdążyłem nawet zjeść Horalki. śpieszno mu było, chciał jeszcze przed pracą zrobić przegląd techniczny swojego auta....
w ten sposób
otrzymałem premię od losu! 

 

Jak ktoś czyta mojego bloga i komentarze dłużej, to doskonale wie że mój stosunek do motoryzacji jest cokolwiek niechętny. 
 Ale ta maszyna jest po prostu piękna! 
Właściciel (obok) wrzucił w nią straszny szmal, lecz efekt uzyskał znakomity.





Monday, June 9, 2014

Pamięci

Tak wiem, żadnej okrągłej rocznicy teraz nie mamy, niedawno obchodziliśmy 25 lecie oznajmienia przez Joannę Szczepkowską że właśnie skończył się komunizm... (jeśli ów koniec polegał na tym że słynne Pietrzakowskie "ono" się zebrało i zadekretowało - no to faktycznie był koniec). Poza tym jest taki gorąc, że całe dnie spędzam w piwnicy - pisałem już że jestem typem borealnym - jak jest minus dwadzieścia to biorę psa i idę na spacer, jak plus dwadzieścia to  siedzę w domu przy kawusi, a jak plus dobija do trzydziestki to schodzę do piwnicy. Wyjątkiem są tylko okresy wyjazdowe - zresztą jakoś te państwa położone nad Morzem Śródziemnym, taki fajny klimat mają że upały mniej tam męczą. Ciekawe czemu, czy to efekt placebo, czy adrenaliny i endorfin, a może faktycznie powietrze jest tam inne. Jak kiedyś znajdę stosowne ustalenia na ten temat to się podzielę.

W każdym razie siedziałem większą część dnia w piwnicy, układając drewno do kominka w zgrabne piramidki, no jest tego trochę, wszystko bardzo ekologiczne, żadnej wycinki, same wiatrołomy. Więc tak sobie tam pracuję rękoma, a głowa pracuje niezależnie, bo i co tu dużo myśleć przy układaniu drewna? Hmmm gdyby tak rząd nasz umiłowany zapędzić do układania wiatrołomów, to może zaczęli by myśleć?

No dobrze tak mi się skojarzyło moje podziemie z podziemiem niepodległościowym i przypomniałem sobie o zdjęciach jeszcze z zeszłego roku.

Poległym w obronie odrodzonej ojczyzny oficerom i szeregowym 5 pułku Strzelców Konnych 
Koledzy 1920 - 1923

 Pamięci więźniów politycznym okresu stalinowskiego 1945 - 1954
(kamień pierwszy z prawej)
 Pamięci członków organizacji Wolność i Niezawisłość pomordowanych przez Urząd Bezpieczeństwa  i NKWD
(ciut w prawo od środka)

 1940 - 1956
Dla pamięci o Sybirakach którzy zginęli w ZSRR z głodu, chłodu i katorżniczej pracy. 
(po prawej) 
Bóg - Honor - Ojczyzna
W 50 rocznicę powstania Batalionów Górniczych represjonowanym żołnierzom górnikom składają hołd koledzy

 A wszystkiemu tremu z dala przyglądają się szyderczo uśmiechnięte mordy maszkaronów - ten z lewej to toćka w toćke znajomy oficer UB który przy wódce w knajpie tłumaczył mi jak to teraz będziemy mieli "przepierdolone jak nam się skurwysynom zachciało wolności"... nie kłamał - pamiętacie nagły skokowy wzrost przestępczości, pojawienie się mafii, układów, gangów, strzelanin, morderstw... Samo się wzięło?
Nie bądźmy naiwni - UB miało zinfiltrowane wszystkie środowiska przestepcze, dało im wolna rękę i parasol ochronny... póki płacili, jak przestawali płacić haracz to natychmiast policja rozbijała kolejny gang...
jak to w wolnym kraju.

Na szczęście jest jeszcze nadzieja i ...
Z tyłu to kompleks PWSZ w Tarnowie - starzy mają swoje pomniki a młodzi... zdobywają kwalifikacje inżynierskie do obsługi zmywaka w Londynie - jak to w wolnym kraju...

Sunday, June 8, 2014

Nawy szlak na Górze św Marcina

W zasadzie to wcale jeszcze nie jest szlak, ale zamierzam się z tym zwrócić do PTTK'u może zaaprobują? Póki co traktuje go jako prywatny dorobek. w zasadzie to nawet byłem pewien że ... już o nim zimą pisałem, gdyż ostatnio jedynie go powtórzyłem.

Trasa nie nazbyt trudna, kilkanaście kilometrów mieszanymi terenami, bo i poprzez pola, i przez lasy, więc ochłody zawsze można się spodziewać, lub tego że się człowiek na słońcu rozgrzeje. Widokowo ciekawa, bo i krajobraz lesisty i łąki, i pola, i pasmo Brzanki na horyzoncie.

Route 2 640 680 - powered by www.wandermap.net


Podejścia też nie zbijają z nóg, choć oczywiście co nieco treningu się przyda.


Wierzchnica Góry św Marcina od strony Łękawicy. Tereny aktywne rolniczo, podczas gdy większość pół uprawnych zwłaszcza tych "pod górkę" od strony Skrzyszowa, porasta już wieloletni młodnik, głównie zresztą brzozowy, bo to samosiejki.


 Dróżki pośród pól

 Kolonia Łękawica - gdzieś już chyba pisałem że to zadupie ostateczne.

 Pola uprawne to czysty eklektyzm gatunkowy w jednym nasianiu spotyka się żyto i pszenicę i pszenżyto i chyba też jęczmień (choć nie wiem czy to będzie czytelne na moich zdjęciach), albo ktoś całkiem nie dba, albo zasiew zrobił z myślą o paleniu ziarnem w piecu CO - (choć do tego owies jest najlepszy)


 No jak nie chabry to maki - szkoda że się podzieliły bo zdjęcie wyszło by bardziej barwne.

 A to już zejście do Łękawicy
Nie pytajcie mnie w czym Aura się tarza.

 Łękawica, lasek "pod Dabrami". Metrowej wysokości ściany wąwozu wypłukanego w zboczu wzniesienia dają świetny wgląd, na to co dzieje się pośród korzeni a się dzieje i to wiele.  
Tu np "kiełkują" owocniki grzybów. Ale kilka metrów niżej tuż obok mnie jak spod ziemi wyskoczył ptak i w mgnieniu oka zniknął pomiędzy gałęziami - nie wiem czy gniazduje gdzieś w skarpie pośród mchów i korzeni, czy tylko tam żerował, lub przebywał... nawet nie rozpoznałem w przybliżeniu gatunku, bo wtedy łatwo było by ustalić.

A to już widok z Zawady, na pasmo Brzanki (jego środkowa część). 
Kiedyś także Tam Was zabiorę.