Thursday, November 27, 2014

Kazimierz podcienisty

Podcienia to wizytówka Kazimierza, są dla tego miasta czymś absolutnie oczywistym i naturalnym. Co cieszy tym bardziej że w wielu miastach podcienia znikają w pogoni za "przestrzenią handlową". Ja tam jednak od butików czy czegoś równie tandetnego wolę straganik z pamiątkami, rękodziełem (no Chinki to wszystko własnymi łapkami...;-) ), a zwłaszcza pocztówkami i grafikami.






Tuesday, November 25, 2014

Kazimierz murowany

I tak jak w poprzednim poście - mało słów. Wobec miejsca tak niesamowitego jak Kazimierz Dolny (ten krakowski Kazimierz, także miejscem jest niesamowitym), większość słów, zwrotów, określeń i tak pozostaje niewspółmierna, a te oddające istotę miejsca nader łatwo uderzają w patos, emfazę czy górnolotność... nie dla mnie. Wolę zatem bez słów. Kolejny raz nie będzie też opisów - to była nasza podróż poślubna, nie krajoznawcza.












Friday, November 21, 2014

Kazimierz drewniany

Pisać o Kazimierzu Dolnym? Może poeta, może prozaik wybitny o piórze lekkim niczym stąpnięcia zamkowych białych dam, może ktoś z nich, ja nie.
Zwłaszcza...
Zwłaszcza że byliśmy tu w naszą podróż poślubną, taką kolejną, bez dzieci (kolonie to wspaniały wynalazek) sami ze sobą, sobą zajęci, sobą pochłonięci. Owszem robiłem zdjęcia, ale nie zbierałem ciekawostek, nie notowałem ani nie zapamiętywałem nazw, adresów... niczego. Po prostu tam byliśmy.

A dziś Kazimierz drewniany. Ani to wszystkie ani być może najciekawsze z drewnianych zabytków i budynków tego miasta - po prostu te sfotografowałem:.








Wednesday, November 19, 2014

Cysterny - video

Witam
Kolejny mój filmik - tym razem z podkładem muzycznym dramatycznym wielce. Generalnie to wolę pisać (lepiej się kituje, mając czas na dobór słów ;-) ) niż narratorować ("narratorzyć" podkreśla, znaczy nieprawidłowa forma - ... tak jak by "narratorować" była prawidłowa. Zresztą - newet gdyby była stanowi maszkarę językową). No ale zważywszy że młode pokolenia zamiast liter rozeznają jedynie ikony i ideogramy a erudyci pośród nich także piktogramy, specjalnego wyboru nie mam. Chcąc mieć odbiorców, muszę mówić w ich języku. Co oczywiście nie znaczy że zaprzestane bloga pisanego - nie mam takiego zamiaru - w poczekalni są dalsze zamki, Kazimierz, kilka rajdów, nieco cmentarzy a nogi cały czas świerzbią...

Zatem mamy bocznice kolejową, na niej kilka wagonów i mnie...
Mamy też cykora przed nakryciem - ale akurat to uczucie nie jest mi obce ;-)

Zatem zapraszam na film.
Dwie dziurki w nosie (u Papuasa i miłośników piercingu więcej) i skończyłosię.

Jak macie ochotę na więcej to dajcie znać.
Co powiedzielibyście np na film o promieniotwórczości, opadzie i skażeniach ?

Friday, November 14, 2014

W gorącym uścisku raubritterki

Bochotnica - urocze miejsce nad Bystrą, opodal Kazimierza nad Wisłą. Podobno siedlisko "alkoholizmu i złodziejstwa" przynajmniej w/g niefortunnego sformułowania państwa Zanussich. Osobiście nie mam nic przeciw budowie kościołów i kaplic (o ile lokalna społeczność ich rzeczywiście potrzebuje - to raczej sobie porazi z inwestycją), ale warto uważać co, jak i gdzie się pisze.

Bochotnica, to także stara siedziba rycerska a za sprawą Katarzyny z Zbąskich Oleśnickiej ponoć raubritterów. Podobno dama ta waleczna wielce i zacietrzewiona niemało miała w zwyczaju kupców łupić tudzież dwory i siedziby okoliczne najeżdżać. Wyobraźnia podsuwa widok seksownej laski z mieczem, w kolczudze wyposażonej w zmysłowy dekolt, w wysokich butach na obcasie itp. z hollywoodzkich produkcji zaczerpnięte obrazy. W rzeczywistości pewnie była zwykłą matroną, skłóconą z okoliczną szlachtą która rekwirowała (w/g ówczesnego zwyczaju, należne jej po prawie lub prawem kaduka - to zależy od punktu widzenia) to i owo. Po prawdzie wiele na ten temat nie wiemy, ale trudno mniemać o kryminalnych dokonaniach jejmości, gdyż syn jej  Jan Oleśnicki  do znacznych doszedł zaszczytów, co raczej trudno uznać za dowód królewskiej niełaski, a przecież raubritterów się wieszało (no ścinało, tych z możniejszych rodów) a nie nagradzało promowaniem potomstwa, do godności tak znacznych jak starostwo czy wojewodzenie. Jak było, tak było, a pomarzyć miło...

Obecnie ze świetności zamku zostały jedynie ułomki z szyderczym uśmiechem - a swoją drogą z kogo, czego, lub na myśl o czym? 

 Droga do ruin, wiedzie szlakiem niezbyt przyjaznym - pomijając niesamowite ilości komarów, jest błotniście, zarośliście, mokrzyście i ślisko. Poza tym oznaczenie kiepskie.
Ale trafiłem - z Kazimierza prowadzi szlak spacerowy - pewnie lepiej wydeptany. Po drodze tablica pamiątkowa "Krwawej środy

 Spoza gęstego sklepienia drzew przebłyskiwać poczynają fragmenty murów.

 Coraz większe fragmenty... i widać ów szyderczy uśmiech

 wersja "mroczna" 

 wersja "słoneczna" 

O samym zamku przeczytacie na stronach "zamki polskie" i "polskie zamki" - polecam bo to ciekawe strony - a ja zmiatam do małżowinki pozostawionej w samochodzie.

Wednesday, November 12, 2014

Z wizytą do Kazimierza - part1 - Wojciechów

Tereny cokolwiek bliskie, przynajmniej w mym skromnym odczuciu, klimatom Rancza - znaczy się jest generalnie OK tyle że do metropolii daleko (mnie to nie peszy, ale dla miejscowych, zwłaszcza młodych z ambicjami to już nie tak fajnie). Teren zadbany - nie żadna "Polska B czy C" jak to sobie lubią mniemać bronami wyczesane ze ścierniska buraki z typu "młody, wykształcony z dużego miasta", ale urokliwa mała miejscowość gdzieś przy szosie. Ja serdecznie polecam!

Czasu mieliśmy pod dostatkiem - CHŁOPCY NA KOLONIACH !!!! Normalnie młoda para w podróży poślubnej... Sprośne żarty, nieskromne obietnice... bez czułych uszu latorośli... ach co za jazda.
Lokum w Kazimierzu zabukowane, ogólne plany poczynione... reszta na żywioł.

Więc pora "zrobić" kolejną garść zamków w Polsce - z ogólnej liczby 300 zabytków (relikty, ruiny, obiekty przebudowane, obiekty całe i wreszcie muzea) jesteśmy już poza połową, ale do końca wciąż nam sporo brakuje.Tak układamy trasę, aby objechać ich jak najwięcej, niestety zgodnie z tym co podaje Leksykon Zamków w Polsce (wybitnie miarodajne źródło - polecam, chociaż drogi jak diabli), wiele z tych miejsc to strata czasu - kiedyś coś tam było, a potem... "no wicie panie, Wiesiek tyn od Pytlowej tej co o lasce łazi, no to un nie wiedzioł i zaoroł panie". Ale niemniej jednak coś zostało!

Po drodze do zamku mijamy  kuźnie Romana Czernieca

Zdjęcie ze strony  http://www.wojciechow.pl/146-al-ciekawe-miejsca.html - stamtąd także opis wieży.

Wojciechów kowalami stoi.

 Ten fragment murów wita nas od samej drogi - nie sposób nie trafić. A swoja droga - widzicie te strzelnice... a przed nimi musieli przedefilować wszyscy odwiedzający właścicieli zamku... Niby w przyjaznych zamiarach.. ale dreszcz pewnie niejednemu po krzyżach ciarkami mrówczył...

 
 
Sama wieża została wybudowana w latach 1520-1530, jest jedynym na Lubelszczyźnie przykładem tego typu budowli gotycko renesansowej. 

Początkowo była rezydencją właścicieli Wojciechowa.
W latach 1550-1598 znalazł w niej swoją siedzibę zbór kalwiński. (Jak słyszę durniów pieprzących bez sensu o "polskiej nietolerancji" to mnie cholera bierze - w którym innym państwie mogły działać zbiory lub kościoły innowierców w sposób praktycznie w pełni legalny, nie w kazamatach, czy katakumbach, ale w zamkach, kamienicach i własnych posiadłościach?)


W pocz. XVII w. kolejny właściciel Wojciechowa Paweł Orzechowski herbu Rogala wybudował na północ od wieży wygodny pałac, od tej pory wieża została przeznaczona na spichlerz - a swoją drogą, musiała być solidnie i mądzre wybudowana, bo gdyby "trzymała wilgoć" to nikt by w niej spichlerza nie urządzał.







W 1910 roku kolejni właściciele ; Natalia i Józef Popławscy przekazali zniszczoną wieżę Towarzystwu Opieki nad Zabytkami Przeszłości, które już w 1911 roku przystąpiło do jej odbudowy.

 
 Myśmy też na remont trafili...

Prace kierowane przez Jana Koszczyc - Witkiewicza przerwała wojna. Powtórną próbę odbudowy spotkał ten sam los w 1939 roku. Dopiero w 1972 ponownie przystąpiono do gruntownego remontu. Tym razem udało się to bez przeszkód i po trzech latach swoją siedzibę znalazł tu Gminny Ośrodek Kultury. Obecnie mieści się tu również Muzeum Kowalstwa, Wojciechowskie Muzeum Regionalne, Gminna Biblioteka Publiczna oraz Stowarzyszenie Kowali Polskich.

I oczywiście nieodzowna replika narzędzia tortur - w/g mniemania współczesnych w średniowieczu albo się katowano, albo głodzono w lochach, ewentualnie rozwalano sobie łby toporami i mieczami - no powiedzcie sami czy nie tak jest w muzeach, ekspozycjach i na piknikach rycerskich - tymczasem o życiu ówczesnym mało kto wie cokolwiek. Nie wierzycie? No to pytanie - za prawidłową odpowiedź stawiam kawę, herbatę tarninówkę lub piwo - czym podcierano się w średniowieczu?
 
 Na koniec zamkowy majdan, okolony niskimi już teraz wałami, sprawuje rolę placu przed sceną, miejsca spacerowego, na moje oko w sam raz na piknik rycerski... no tak żeby ludzie o tych bach zakutych toporem rozprutych nie zapomnieli...

I dalej w drogę.









Wednesday, November 5, 2014

Spacer z Słońcem w zawołaniu

Złota polska jesień - tyleż postulowana i oczekiwana co rzadko widywana. Więc jak już jest, to trudno nie ulec imperatywowi, spaceru i naciskania spustu migawki. Tym razem taka prosta banalna trasa, przez "Marcinkę", ruiny Zamku Tarnowskich i ulicą Leliwitów (ulica z najpiękniejszymi w Tarnowie widokami a najmniej znana) do Tuchowskiej z zamiarem zrobienia zakupów w Biedronce... z zakupów nici, bo padł im internet, a ja miałem przy sobie tylko karty.

Popatrzcie:

 Okolice krzyża milenijnego (z 1900 roku) 

 Dziewanna na ruinach Zamku Tarnowskich

 Ot i ruiny same

 Widok na dolinę Białej - nieszczęśni którzy nie mają takich widoków... 

 Klony rozświetlone

 Chatynka - ma bardzo wiele lat, już nikt tu chyba nie mieszka, ale właściciele dbają o to miejsce.
Onegdaj wszystko tu było takie - mi trochę szkoda tamtych czasów - Urodziłem się i pierwsze dzieciństwo spędziłem w Gumniskach, pośród takich chatynek i ... Pałacu Sanguszków.

 Prywatny borek świerkowy.

 Harfa traw 

 Zachód już definitywny, pora schodzić do ludzi.