Showing posts with label Frombork. Show all posts
Showing posts with label Frombork. Show all posts

Monday, October 28, 2013

Dzikie plaże

"Już nie ma dzikich plaż..." śpiewała onegdaj Irena Santor i zasadniczo miała rację, zasadniczo, gdyż praktycznie na polskim wybrzeżu Bałtyku dzikich plaż już nie ma.  Każdy skrawek gruntu jest własnością gminy, lub prywatnego inwestora, wszędzie przewalają się setki wczasowiczów, obnosząc swoje tłuste brzuchy i znudzenie. Marzących tylko o wieczorze, tak aby wychylić kilka piw, poprawić wódką poodmóżdżać się telewizorem i iść spać w zadowoleniu że oto minął kolejny dzień wczasów, na które wyjechać trzeba była a na które tak naprawdę żadnej ochoty się nie miało. Że minął kolejny dzień podczas którego stale obok siebie miało się małżonka, z którym seks już nie łączy, rozmawiać nie bardzo jest o czym a wspólne dzieci są jedynie powodem niekończącej się irytacji. Doprawdy nieciekawe towarzystwo.
Poza wczasowiczami jest jeszcze młodzież - też znudzona, niekiedy sfrustrowana brakiem szmalu na modne atrakcje, najarana dopalaczami kupowanymi za grosze w sklepach z pamiątkami...
Już nie ma dzikich plaż...

Gdzie nie ma tam nie ma! A ja na dzikich plażach spędzałem dnie całe!
Gdzie?
Na Warmii, nad Zalewem Wiślanym, Pomiędzy Tolkmickiem a Fromborkiem nie ma nic poza dzikimi plażami. Człowiek czuje się nagle niczym Dick Sand wyrzucony gdzieś na brzeg nieznanego sobie kontynentu, sam, zdany na siebie i... wreszcie wolny.


Z jednej strony kilkudziesięciometrowe wzgórza polodowcowej moreny, z drugiej połać Zalewu i czasami biały żagiel gdzieś na błękitnym tle (wystarczy włączyć wyobraźnię że to kliper handlarzy niewolników...)


Żadnych śladów człowieka, jedynie tropy saren i dzików, czasami psie - może wilcze szlaki.

Przewrócone drzewa, zagradzające trasę wędrówki, można je obejść wodą, lub pomiędzy konarami, jak kto woli, jak komuś się chce- tu jesteśmy wolni.


I muszle, pokłady muszki na brzegu sięgające znacznie poniżej zasięgu wyciągniętego ramienia uzbrojonego w saperkę. Chodzi się po muszlach, z muszli buduje zamki, na  muszlach rozkłada biwak i koc do opalania (to akurat żona).

Dzieci można puścić samopas, pod samochód nie wpadną bo tu nie ma samochodów, utopić się nie utopią bo nawet kilkanaście metrów od brzegu woda nie sięga wyżej niż do kolan. O kamienie głów nie rozbiją, bo tu nie ma takich kamieni, nie potną nóg na szkle, bo praktycznie nie ma tu śmieci. Za to mają kilometry pustej dzikiej plaży, gdzie mogą wyczyniać najdziksze swawole i skąd pozwalają się zabrać dopiero w obliczu śmierci głodowej.

A ja?
Raj dla przyrodnika - mnóstwo gatunków roślin gdzie indziej niespotykanych, lub występujących tu w nietypowych siedliskach, ptactwo, zwierzyna, ciekawostki geologiczne i geofizyczne.
Raj dla miłośnika wodnych przygód - windsurfing, czy kajak i ma się przed sobą godziny radości, obcowania z natura i przygody.
Raj dla miłośnika spacerów - kilometry wolnego, piaszczysto muszlanego szlaku, pagórki, wzniesienia ścieżki wydeptane przez mieszkańców i gości leśniczówki położonej kilkaset metrów od brzegu. Przepiękne lasy bukowe i mieszane, świetliste prawie bez podszytu, zachęcają do wędrówek.
Wreszcie last but not least... można namówić żonę by opalała się toples gdzieś na tysięcznej polance pośród szuwarów, dzieciakom wymyślić jakąś czasochłonną zabawę, a samemu zająć się kontemplacją urody żony wpisanej w piękno otoczenia i to jakim cwanym szczęściarzem się jest, że na cel wakacyjnych podróży wybrało się akurat Warmię.



Wednesday, September 25, 2013

Święty Kamień

Lanzania - bajeczna mistyczno mityczna kraina na północnych rubieżach Polski, kraj Prusów.
Lanzanie - Prusowie - choć sami siebie Prusami nie nazywali. Piękny rosły, silny i gościnny lud Bałtyjski.
Warmia - ogólna nazwa nadana tej krainie od jednego z ludów tereny te zajmujących - Warmowie nazwali swój kraj Warmią (Lanzanie - Lanzanią) - zupełnie tak jak z Polską - było plemię Polan i już tak zostało - z mojego punktu widzenia Polska mogła by się nazywać Wiślania i też bym ją kochał.

W czasie gdy w początkach II Tysiąclecia po Chrystusie, nastały czasy scalania organizmów plemiennych w ponad plemienne, czasy podbojów, uzasadnianych "nawracaniem pogan"- co było taką samą prawda jak to że dziś prowadzący wojny na Bliskim wschodzie i w Afryce robią to w celu ochrony ludności chrześcijańskiej - Prusowie dzielnie i wytrwale chronili swojej suwerenności. Mogli opierać się ekspansji Polski, przez jakiś czas mogli opierać się Krzyżakom - opierać się jednym i drugim nie mogli. Część z nich asymilowała się do Polskości część do Germaństwa (nota bene - klasyczny Niemiec ma znaczną część genów pochodzącą z.... Półwyspu Iberyjskiego! - za to klasyczny Prusak to... geny pruskie i  jedynie język niemiecki - czyżby więc nastąpiło dziwne przemieszczenie środka ciężkości, lud zawojowany zawojował najeźdźców?)

Dziś Prusowie niemieckojęzyczni przyjeżdżają tu oglądać ziemię swoich ojców spotykają się z Prusami polskojęzycznymi żyjącymi na ziemi swoich ojców patrzącymi na nich nieufnie...



Święty Kamień Prusów leży gdzieś tak w pół drogi między Tolkmickiem a Fromborkiem. Spory głaz narzutowy (import ze Szwecji), przywleczony tu przez lodowiec 15 tysięcy lat temu. Fragment skały liczący 13,8m obwodu, tudzież 2,2 metra wysokości, zanurzony w wodach Zalewu Wiślanego, kilkadziesiąt metrów od brzegu. Na wierzchołku ma wgłębienie - dziś cel wspinaczek, onegdaj miejsce składania rybnych ofiar dla bóstw morskich. To chyba zresztą reguła że takie kamienie to albo święte albo diable - bo jak inaczej można było wyjaśnić skąd się wzięły?





Odchodząc słyszę w szumie wiatru:
"nie było was, ja byłem w tym miejscu, was już dawno nie będzie, ja nadal będę tu trwał"



Pisząc ten tekst korzystałem ze świetnego opracowania  Lechosława Rutkowiaka "Dzieje Ziemi Tolkmickiej" - dostępnego (może jeszcze) bezpłatnie w Informacji Turystycznej.