Showing posts with label Ratusz w Szydłowcu. Show all posts
Showing posts with label Ratusz w Szydłowcu. Show all posts

Monday, August 8, 2016

Szydłowiec - cyli perła szlaku zamków Polski centralnej.

To kolejny przystanek na naszym szlaku zamków Polski centralnej.

Szydłowiec jest przeciwieństwem Radomia, o ile tam ubolewałem na wymarłym miastem, to tu wymarłe są przedmieścia, a nawet uliczki do centrum prowadzące, za to centrum samo - żyje!  Co prawda dogorywał już czas targowy i zwijano kramy, ale za to w tutejszym kościele parafialnym śluby odprawiano praktycznie seryjnie, po ryneczku, zadbanym i miłym dla oka kręciły się gromady wesołych ludzi, kilku podchmielonych komentatorów omawiało rzeczywistość z ławeczki, sklepy były pootwierane, Informacja Turystyczna na wysokim poziomie... ale po kolei!

Zamek znajdujemy, za pomocą rozpytania w sklepie, przy okazji Marzenka kupuje kartki pocztowe - w sumie to dziwnie wyszło, z tym zamkiem, bo jak jest ulica Zamkowa, to zazwyczaj prowadzi do zamku, lub w jego okolice (uwaga nie obowiązuje w Tarnowie... u nas wciąż jeszcze obowiązują dekrety wojenne o "zaciemnianiu") . W Szydłowcu także jest Zamkowa, znajdujemy bez trudu, skręcamy, jedziemy i nagle...   nagle przypominam sobie e czytałem w opisie iż zamek jest zaraz na początku! A my przejechaliśmy już kilkaset metrów - coś musi być nie tak... I faktycznie było... To nie był ten początek...

Sam zamek elegancki, pięknie utrzymany teren (nawet za pięknie, bujne drzewa, skutecznie zasłaniają plan całościowy i front zamku). Mam przed oczami przewodnik pani Danuty Paprockiej (dobra robota - polecam) a w nim zdjęcia sprzed lat, kiedy ten park dopiero odnawiano, nasadzając w nim drzewa które dziś... to już starodrzew... Rany, a to zdjęcie powstało kiedy już byłem na tym świecie...
Ale człowiek nie drzewo - jest w ruchu, a jak wiemy dla obiektów znajdujących się w ruchu, czas płynie wolniej... 

Na zamku impreza ! Właściwie to dopiero przygotowania do imprezy, bo wieczorem będzie "ROCK na Zamku" - tak sądząc po klasie przygotowań... będzie (było) czadowo - jak ktoś był, to poproszę o relację! Bo nas już wtedy tam nie było. 

Kręcimy się pomiędzy gośćmi, ekipami technicznymi, publicznością już zbierającą się by zając sobie najlepsze miejsca, zaglądamy tu i ówdzie. Świetnie jest!


Jako się rzekło, nie było szans na dobre ujęcie od frontu, więc weszliśmy do środka.
Muzeum instrumentów ludowych. 
 
 Dziedziniec - przygotowanie trwają.

 Rzygacz - mam nadzieję że im nie popada - bo nawet przy małym deszczu, ten zbiorczy ściek urządzi ludziom na dziedzińcu nielichą kąpiel...
Ale on jest już tylko na postrach - rynny  odprowadzają deszczówkę do kanałów odpływowych, może trochę szkoda, bo to fajnie musiało wyglądać... 
Obserwowałem kiedyś działanie podobnych rzygaczy w Ciężkowicach na kościele - robiło wrażenie.

 Kamienna tablica z historią zamku - choć pomysł współczesny z 2005 roku - to trzeba przyzna że dobry. 
(co za upadek - konserwatysta przyznający ze coś współczesnego jest dobre...)

 To drzewo to znacznie starsze nasadzenie, podejrzewam że ponad stuletnie, gdy w czasach neogotyku i eklektyzmu, tworzono takie romantyczne parki. 
 
 Wkoło zamku jest galeria rzeźby kamiennej 
bardzo warta zobaczenia i dotknięcia. 

 Ślady po balkonie - podejrzewam zresztą iż nie był on przeznaczony do schadzek, ale jako część gospodarcza zamku, pełnił role rampy wyładowczej. 

 Kolejne rzeźby. 




 Pamiątki - mnóstwo pamiątek, to dobrze - lubię takie detale, świadczą o tym że miejsce żyło, a nie tylko trwało.

Pora kończyć z zamkiem, odpalamy i jedziemy bardziej w kierunku rynku. Tak się składa że mój teść mieszkał tu przez kilka lat, a nadal mieszka tu jego siostra i moja żona postanowiła odbyć sobie spacer do miejsc zapamiętanych z dzieciństwa. 
Widać po jej oczach i zachowaniu, że odnalazła tamten klimat, ciesze się razem z nią. Dla mnie to pierwszy tu pobyt i ... uległem zauroczeniu. 

 Ratusz miejski - niewielki, proporcjonalny, ładnie wykończony. Pogratulować gustu i kunsztu budowniczym i konserwatorom.
 

Obchodzimy rynek dookoła, przy okazji odkrywamy restauracyjkę z kebabem, nowizna - z maja tego roku! za lada autentyczny turek - idzie się dogadać, ale bez popisów krasomówczych. za to sam kebab... mniam! Równie dobry jak ten w reszowskim DARA (rzeszowskiej DARZE?- jak to się odmienia?) - a ten rzeszowski to najlepszy jaki w Polsce jadłem! 

Potem odnajdujemy Informację Turystyczną, brawa dla "organu założycielskiego" bo dobrą pracownicę wybrali!  Wychodzę obładowany folderami i przewodnikami a na dodatek kupuję (co mi się rzadko zdarza, bo ja amator darmochy jestem) szklanego aniołka na szczęście - mamy już ich sporą kolekcję... w kuchni ;-) 

A potem przesuwamy się spacerkiem w stronę stareńkiego kościoła farnego. 

1.1.1. - magia liczb 
pierwszy stycznia tysiąc czterysta pierwszego roku!  
Ale to nie ten kościół... to jego poprzednik - drewniany - ten pochodzi sprzed 1525 roku.
 
Gotyk łamany renesansem ale kamienna piaskowcowa fasada (w zasadzie to całość, ale jesteśmy akurat przy fasadzie) nadają mu urok cokolwiek romański. 
Przemijają pokolenia a on trwa.
 
 Przemijają pokolenia a ludzie się pobierają, rodzą dzieci, starzeją, wszystko się zmienia a jednoczenie nie zmienia się nic - trwanie. jak nie cenić tych starych budowli? 

 Radość nowego życia i ... grobowe epitafia. 
Chyba tak być powinno.
zuj ze świadomością śmierci, 
umieraj ze świadomością życia.

 A Chrystus frasobliwy, zapewne już zastanawia się ile z dzisiaj zawartych małżeństw, przetrwa próbę czasu...? 

 Mury upstrzone są wyrytymi podpisami - dawniej do zabytków miano nieco inne podejście, a drobnoziarnisty piaskowiec świętokrzyski aż prosi by w nim rylcować.
ps. to nie jest 3nin - tylko Znin! 




 Janusz Buc z Kowna
przynajmniej się podpisał... obecni graficiarze tego nie czynią ;-) 
A propos - sądzę że te "epitafia" to pozwolono ryć za opłatą i zastanawiam się czy ustawiona gdzieś w okolicy rynku płyta z piaskowca, na której można by wyryć za stosownie wysoką opłatą, swoje imię i w ten sposób uwiecznić je na wieki (no przynajmniej do czasu, aż ktoś wpadnie na pomysł, żeby z niej inny użytek zrobić) nie była by niezłym biznesem...  

Nie to nie działanie na zasadzie "wasze czyny za życia odbiją się cieniem w wieczności" po obejrzeniu dzieła Ridleya Scotta - to prawdopodobnie (podaję za przewodnikiem Danuty Paprockiej)

I już zawracałem gdy dostrzegłem mury otaczając kościelny pagórek...

 A to trzygwiazdkowa restauracja (w/g Michelina) dla takiego ja ja inskrypcjożercy.



 Czas - odwieczny ekonom, był nieubłagany - zmuszał do wyboru - czytaj lub jedź - przeczytasz nie zdarzysz objechać - nie przeczytasz zdążysz... oszukałem drania - zrobiłem zdjęcia i przeczytałem w domu - koślawo, marnie ale przeczytałem - kopalnia wiedzy o dawnych czasach. 

Nadarzyła się okazja wejścia do świątyni - jedni nowopobrani już poszli opijać swoje wstąpienie w szranki małżeńskie, a następni i ich goście, dopiero się gromadzili. No to myk - fotografowie błyskali fleszami, przystrzeliwując aparaty do aktualnych warunków oświetlenia, więc i ja jakoś się w tym rozgardiaszu zakonspirowałem i oto efekt. 

 Mój aparat powoli kończy żywotność - ostatnio coś mu się porobiło i ma tylko dwie funkcje lampy auto i zawsze - czyli nie mogę jej wyłączyć - podczas gdy w takim miejscu osiągnął bym możliwie najlepszy efekt, bez lampy a za to z nieco dłuższym czasem, tyle że on i tak błyśnie i zdjęcie (nawet pomimo jej zamknięcia) wyjdzie nie takie jak powinno. 

 Ale jakoś sobie radzę. 

 A wnętrze robi wrażenie - co prawda liczyłem na więcej renesansu a mniej baroku...

 lecz i tak nie narzekam! 

 W przewodnikach piszą "czarny marmur" - nie ma czegoś takiego! 
To co widzimy to ciemno zabarwiona, głębinowa (lecz nie metamorficzna skała wapienna), mająca podobnie jak marmur zastosowanie kamieniarskie i dająca się na gładko polerować ale... nie krystaliczna - a marmury to skały krystaliczne! 
 
 W przedsionku kościoła taka płaskorzeźba - ciekawostka. 

 na koniec jeszcze postój pod pręgierzem... 
całkiem seksowny ten pręgierz... Ciekawe co twórca chciał przez to powiedzieć? ;-)
 
I już całkiem współczesne ale nawiązujące do historycznych klimatów tablice na ratuszu. 

Idziemy do samochodu, przed nami jeszcze szmat drogi, kebab przyjemnie syci, Szydłowiec nam się bardzo spodobał - jestem pewien, że gdy znów będziemy w okolicy wpadniemy tu - choćby na kebab i żeby rozglądnąwszy się dostrzec jeszcze niejeden smaczek, bo jesteśmy pewni że nawet po tygodniu spacerów, jeszcze by nam co nieco tych smaczków szydłowieckich do zakosztowania zostało.