Showing posts with label rynek. Show all posts
Showing posts with label rynek. Show all posts

Tuesday, July 29, 2014

Tu bije serce Wrocławia

Zasięgamy języka, jak było do przewidzenia trzeba iść dokładnie w przeciwnym kierunku, niż szliśmy. Słusznie przynajmniej wiem czego się trzymać. wkrótce jesteśmy przy Świdnickiej i już dokładnie wiem jak iść. Jenak wcześniej wykorzystany czas na kręcenie się po niewłaściwej stronie Wrocławia, uniemożliwia nam dotarcie do Odry - moglibyśmy nie zdążyć wrócić na czas. Pozostaje pokręcenie się po Rynku i jego przyległościach, ale tak by owo "kręcenie się" było jednocześnie formą powrotu, tym bardziej że zmierzch to klimat bardziej do siedzenia przy kawiarnianym stoliku, niż do czynnej turystyki - bo i cóż można zobaczyć, skoro szczegóły zacierają się w kontrastach pomiędzy wywoływanych jasnymi plamami oświetlenia?

 Jedna za słynniejszych Wrocławskich rzeźb - czytałem o niej lata temu i... nadal uważam że to świetny pomysł był.
 Trudno mi powiedzieć czy to główny dreptak we Wrocławiu - w każdym razie na pewno jeden z główniejszych. czemu "dreptak" a nie deptak? - bo tak wolę.
A czym się różni dreptak od corso? Granica jest ulotna i trudno definiowalna. Na swoje potrzeby mam opracowane rozróżnienie;
Jak w sanatorium czy letnisku to corso - jak w dużym miescie to dreptak
Jak mamusie przyprowadzają tam swoje córeczki aby im męża w tłumie wyszukać - to corso - jak przychodzą ot tak sobie to dreptak (w/g powyższego Schody Hiszpańskie w Rzymie to corso nie dreptak)
W każdym razie mamuś z córkami nie widziałem - pewnie dlatego że po zmierzchu to już żadnego przyzwoitego kawalera tam lepiej nie spotykać - stąd określenie miejsca jako dreptak - pewnie zresztą właściwe.

 No co tytułem zgrzeszyłem? Ależ bym tam sobie wparował i tak piwko zarzucił na przełyk... pomarzyć - to dopiero początek a nie koniec naszej wycieczki.

 Fredro... ma facet swoiste szczęście - Europę przemierzył w armii Napoleona (fenomenalne pamiętniki - polecam), a jego pomniki z jednych kresów na drugie rzucają. Bo tenże ze Lwowa pochodzi.  A swoją drogą - Fredrę ze sobie przesiedleńcy ("osadnicy" - jak wołała na nich PRLowska propaganda) zabrali a Adasia już nie! Ciekawe czemu? Czyżby przeczówali iż poczucie humoru i dystans do świata bardziej pomogą im przetrwać te ciemne dziesięciolecia niż napuszone wersety wieszcza?

 Rynek ze strony jednej
I z drugiej - Nawet ktoś kto nie zna Wrocławia, powinien stosunkowo łatwo określić jaką drogę zrobiłem pomiędzy jednym a drugim zdjęciem - traktujcie to jako zagadkę.

A potem powrót - akurat trwał Mundial - tuż za "sercem" była reszta organizmu Wrocławia - miejsca może mniej chwalebne za to ... ciekawsze - małe knajackie knajpki obok linii kolejowej. Mecz na dużych ekranach, piwo, dym papierosowy, wstawione towarzystwo, niecenzuralne komentarze, dziewczyny usiłujące dorównać swoim partnerom tak w słownictwie jak i w piciu piwa... ehhhh. w takich miejscach czuję się jak najbardziej u siebie. A potem dworzec i czekanie na autokar. Starczyło czasu, by sobie zapalić na uboczu (przez cały dzień nie palę, ale wieczorami lubię, bo inaczej przemieniam się w wilkołaka i zaczynam wyć głosem strasznym a dreszcze tudzież ciarki na plecy postronnym przywodzącym).

Wkrótce siedzimy już w przytulnym, klimatyzowanym bebechu wielkiego autobusy - przed nam główna część przygody.    

Thursday, November 28, 2013

Brzesko - Rynek

Rynek jak sama nazwa wskazuje... No właśnie, nie trzeba być ekonomistą by mieć pojęcie czym jest rynek kapitałowy, rynek zbytu, rynek wewnętrzny, zewnętrzny et caetera.
W dawnych mądrzejszych czasach gdy powstawały miasta, na rynek wjeżdżały wozy podróżnych, kupcy szli na odpoczynek do swych kolegów po fachu, podróżni do gospody, czeladź oporządzała wozy i zwierzęta, rynek żył całą dobę. Mamy mnóstwo zdjęć z początków XX wieku, ilustrujących jak powinien wyglądać rynek. Sklepy, kramy, szynki, sprzedawcy obwoźni, obnośni i tacy ze znajomością których lepiej się nie obnosić ;-).
Rynek zawsze oznaczał ruch, wymianę towarów i usług, rynek to było życie - pusty rynek to zastój, marazm, uwiąd, śmierć ekonomiczna. 

Tymczasem

Tymczasem jakieś szaleństwo każe w naszych miastach rynki pustoszyć. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu tętniące życiem, kramami i przekupniami rynki,dziś zamienione zostały w świecące pustką, odświętnie wybrukowane ogromne place z figurką św. Floriana który od pożaru chroni, a jakże. Dziś na rynkach "szpecą", "zasłaniają architekturę" i "dewastują przestrzeń miejską" nawet parasole ogródków piwnych (ciekawe że  "estetom" jakoś nie przeszkadzają zaparkowane wzdłuż zabytków samochody - zwłaszcza gdy są to ich samochody...).



Ruch taki że nawet koty zdychają z nudów...



 Wielka pusta przestrzeń,ostatni ogródek piwny i św.Florian.
To nie ewenement, tak jest w 90% miast średniej i małej wielkości!



 Pierzeje północna i wschodnia. w narożniku św. Jakub (ale to boksersko zabrzmiało), architektura bardzo zróżnicowana, każdy znajdzie coś w swoim stylu.


Znane z butelek piwa koziołki - no cóż dzisiejszy Okocim to już nie jest to dawne piwo z duszą (i pływającym "czymś" w butelkach), teraz to piwo na maksa uśrednione, dla każdego, a skoro ma smakować wszystkim, to...
Ja przynajmniej żadnej różnicy w smaku pomiędzy Okocimiem,Tyskim czy innymi masowymi markami nie czuję.

Każdemu coś w/g gustu. 
Jak dla mnie cacuszko. 

No dobrze to tyle o Brzesku, pewnie w przyszłym roku, urządzę sobie tu trekking, to wtedy powrócę do tematu. 

Tuesday, September 20, 2011

Z Miłoszem w plecaku

Dzieci rosną...
Kiedy mężczyzna pierwszy raz boleśnie przekonuje się że o tym fakcie?
Myślicie że jak dzieciak wyciąga rękę po kieszonkowe? - nie
Albo kiedy wraca do domu śmierdzący piwem i papierosami? - też nie

Pierwszy raz mężczyzna zdaje sobie sprawę że dzieci rosną gdy...
zaczynają go boleć ręce i grzbiet od ich noszenia...
I ja ten stan osiągnąłem.
Jednakowoż od czego harcerska umiejętność radzenia sobie i męska zdolność do myślenia niekonwencjonalnego?!

Zamiast tachać Miłosza na rękach - wsadzam go do plecaka i hajda na spacer!


Ul. Małe schody - jedna z nielicznych ulic na których chętnie zobaczył bym samochód...

Północna połeć rynku (kamienice niewidoczne po mojej prawej ręce) i ściana ratusza, a za mną rynku wschodnia pierzeja.

Wystawa na rynku - połeć południowa - był czas gdy królowały tu stragany, potem królowała tu wielka pusta przestrzeń - teraz to miejsce znów żyje - choć podnoszą się głosy że "zasłania się architekturę" - będę brutalny, ale zapytam tak - to czy ja do jasnej cholery w skansenie jakimś mieszkam czy w żywym mieście?

ps - Miłosz bardzo sobie takie spacery ceni, powodując tatą niczym Indianin koniem czyli .. szarpiąc za włosy w odpowiednim kierunku...

ps2 - wszystkie zdjęcia autorstwa Mikołaja (9lat)