Jedno jedyne, kultowe, niezwykłe.
Jamna to spiek wielu różnych historii; tej o twardym życiu Pogórzan, tej o wielkiej, krwawej partyzanckiej bitwie i stratach pomszczonych przez Niemców, na niewinnych kobietach i dzieciach, to także historia Republiki Dominikana i Domu św Jacka, ale też historia bacówki i człowieka który uczynił z niej miejsce kultowe, to jego historia jako twórcy miejsca jeszcze bardziej niezwykłego - Schroniska Dobrych Myśli i Chatki Włóczykija.
I żeby było jasne... nie zamierzam o tym pisać!!! Przyjedzcie, (lepiej przyjdźcie, lub przypedałujcie)... po prostu bądźcie tutaj i sami wypytajcie!
Jedziemy na Jamną - bez żadnych wielkich planów wędrówkowych. Marzenka ma prace od 16, trzeba machnąć jakiś obiad, ja muszę się chwile przekimać bo jestem między nocami - ale jedziemy, żeby nie marnować życia w mieście.
Załamanie pogody, wita nas już przed Tuchowem, potem na moment się rozjaśnia, w sam raz tyle żebyśmy zdążyli, zwiedzić w Gromniku ścieżki przy kościele - będzie osobny wpis - znów zaczyna lać gdy jesteśmy w Paleśnicy - pomysł zejścia z Jamnej do Bukowca, pada na pysk. Zagrzebiemy się w błocku, a nie o to chodzi. Zatem jedziemy do Bukowca - szczerze mówiąc bałem się że trakt będzie nieprzejezdny... ale się udało! Głupi mają szczęście, albo inaczej ... Bóg kocha szaleńców.
W Bukowcu znów przestaje padać - w sam raz na tyle by zobaczyć kościół i Diable Skały - do auta wracamy już pod ostrzałem deszczu, ale chroni nas geste poszycie lasu - praktycznie nie mokniemy, za to cały czas grzmi i Aura (która rzecz jasna jest z nami) dostaje szału - na sekundę nie można jej zostawić samej.
Na Jamną śmigam kolejnym traktem który w/g moich pieszych rozeznań może być nieprzejezdny - ale jest i wkrótce docieramy na szczyt Góry a potem do Schroniska Dobrych Myśli.
BUKOWIEC
Kościół Niepokalanego Serca NMP w Bukowcu
Swojej strony WWW zdaje się nie ma, jest tylko wizytówka na stronach diecezji
Wnętrze - mój aparat niestety nie jest w stanie zrobić nic lepszego...
Wcześniej była to cerkiew - przeniesiona tu pop Akcji Wisła - gdy komuna zastosowała przymusowe przesiedlenia Rusaków, jako sposób na zniszczenie pewnej odrębności kulturowej i etnicznej tych ludzi.
Marzenka z Widokami...
Oraz my - tyle że Aura zerwała się ze smyczy po kolejnym grzmocie i pilnuje naszych osób, tak jak byśmy mieli patent na gromoodporność ;-)
A potem szybkim marszykiem na Diable skały - nim się rozpada.
Zawsze robią na mnie wrażenie - chciałem Miłosza zabrać na górę - ale już brakło czasu.
JAMNA
Jak juz pisałem wyżej - dojazd nawet nie tyle droga co traktem leśnym... burza, deszcz, mgła... adrenalina podskoczyła mi jak przy skoku na banji... bez banji ;-)
Szczęśliwie dotarliśmy jenak na Jamną - po drodze mijając Dom Św Jacka
i kilka przepieknych kapliczek.
I była okazja przymierzyć solidne wedrownicze buty ;-)
Oczywiście musiała wejść za nami...
Klimatyczne, choć jeszcze młode wnętrza.
Widzieliście kiedyś takie kawały szarlotki?
Zareczam wam ze sa arcypyszne! A się znam bom łasuch!
No tak znów grzmi, a oni sobie robią zdjęcia... jakie głupie te człowieki!
I jeszcze naleśniki dla Miłosza
Chatka Włóczykija
Krótka lekcja etnografii - co, po co, do czego...
Rodzinnie
I klimatycznie.
Ale potem trzeba jechać. Drogi mokre, co chwile rwie się gwałtowny deszcz - tu na górze co prawda spokój, burza przeszła bokiem i dołem, ale nie mamy wyjścia, prędzej czy później znajdziemy się w jej zasięgu bo idzie na Tarnów.
Do następnego razu i Wam i... Jamnej!
W sumie to żąłuję jednego, że nie zrobiłem zapisu trasy na Traseo - mógł by przydać się innym.