Monday, October 17, 2016

Świętokrzyski Szlak Literacki - dzień pierwszy: Ciekoty i Oblegorek.

Czasami tak jest - planujesz dwa dni rajdu, wszystko "robisz" w jeden - czasami planujesz jeden wyjdą ci z tego dwa, taki los. Tak było tym razem. Mieliśmy objechać w ciągu jednego dnia, a udało się w dwa i to praktycznie bez "ruszania" miejsc obocznych. Spory wpływ miały tu fatalne oznaczenia na drogach, przez co kilka razy musiałem zawracać samochód, ale największy jednak to bogactwo miejsc które odwiedziliśmy. Po prostu nie wypadało się śpieszyć, bo tyle było do zobaczenia.   

Pomysł zakiełkował w nas niedługo po tym jak wróciliśmy z objazdu po zamkach Polski Centralnej (link wyżej), siedzieliśmy przy kawie i czytali otrzymane broszury. W pewnym momencie Marzenka  rzuciła hasło że przejechała by się do Żelazowej Woli (akurat czytała broszurkę "szlak Chopinowski) i że w zasadzie to Czarnolas jest po drodze (bardzie w zasadzie niż po drodze - prawdę mówiąc...), a to się dzieciom "do szkoły" przyda... (jasne że o dzieci tiu chodzi ;-) ). Mnie wiele nie potrzeba, podreptałem do regału, pobrałem naręcze map, odpaliłem tablet i ustaliłem że: trasa była by dobrze ponad 600 km i że na jednodniówkę to się nie piszę, bo w zmęczonym stanie nie daję rękojmi bezpiecznej jazdy, poza tym kwestia treści, a ściślej czasu jaki potrzeba by zobaczyć wszystko, a wychodziło że ... go zabraknie. zatem gdzieś nocleg, ale jak nocleg to kwestia pracy. Nie byłem pewien czy nie będę komuś kolidował, a Marzenka nie chciała brać urlopu (oddanie i lojalność wobec szefa ;-) ) Prawdę powiedziawszy nie było dogodnych terminów.
Ale skoro już byłem na stronach Czarnolasu, to wybadałem coś takiego jak Świętokrzyski Szlak Literacki  i tak od słowa do słowa...
Stanęło na tym że rezygnujemy z Żelazowej i z Czarnolasu, ale w zamian  śmigamy na trasie Ciekoty - Oblęgorek - Nagłowice - Wiślica - spoko w ciągu jednego dnia - trasa w różnych wariantach, ale trzymała się w okolicach 500km (będzie zmęczenie, ale przeżyjemy), na bogato i ciekawie.

W piątek zakończyłem drugie zmiany, w sobotę miałem dopiero na noc, zatem (pomijając, problemy z zaśnięciem wywołane upalnymi nocami) w sam raz termin żeby jechać. 

Ale oczywiście nic nie jest takie proste żeby się nie mogło skomplikować - nim wyjechaliśmy minęły już dawno godziny poranne.

No ale nic ważne że w trasie...
Dotarcie na miejsce zajęło nam nieco czasu, w efekcie jesteśmy na miejscu koło południa, już wiem że wszystkiego nie odwiedzimy - pewnie przyjdzie zrezygnować z Wiślicy, bo ostatnia, konstatuję z żalem. No trudno trzeba się cieszyć tym co jest.

CIEKOTY
 


 Familia Żeromskich.

 
 Dworek to rekonstrukcja, oryginalny się nie zachował, zresztą nie był to dwór rodzinny tylko dzierżawiony. 

W oczekiwaniu na godzinę zwiedzania szwendamy się po parku, Marzenka pisze kartki. 

 W oddali Łysica! 
Piękny szczyt - kuszący.
Zawsze twierdziłem ze osoby które wychowały się "w cieniu góry" mają inną mentalność od tych z równin, bardzo zbliżoną do mentalności osób urodzonych blisko brzegu morza lub jeziora.
najkrócej ją można opisać...ciągnie ich zobaczyć co tam jest (znacie jakiegoś stoika pośród górali? No chyba że na starość, jak już wszędzie był i wszystko widział, po czym skonstatował że "wszystko ch..". - swoją drogą to chyba Jacek Kleyff napisał, ale znalazłem na YT tylko w wersji sienkiewiczowskiej ;-) ) 
Takoż Żeromskiemu do stoicyzmu daleko.
Jedno jest pewne, jak ktoś wychował się z widokiem na górę - ten spokoju ducha nie zazna...


Wreszcie wybiła godzina zwiedzania -  pani przewodniczka zagarnęła gromadkę pod opiekuńcze skrzydła i rozpoczęła opowieści.
Głównie na zasadzie - "tu na obrazku namalowanym ręką stryjecznego brata ojca Żeromskiego, widzimy drugą żonę z pierwszego małżeństwa, kuzyna Żeromskiego, z którym wprawdzie przez całe życie nie mieli okazji się poznać, ale w końcu obrazek, a ściślej jego kopia jest z epoki i więzy rodzinne są oczywiste"
   
 Z drugiej strony jest szansa błysnąć przed młodymi znajomością choćby takich gadżetów jak "tłuczek" z bibułą do suszenia atramentu! 

 Oraz zwiększyć zasób słów którymi mogę szokować towarzystwo...np.
wiecie jak wówczas nazywano meteoryty?
A taki jest tytuł tej książki. 
To AEROLITY ! 
- w sam raz w połączeniu z kamieniami runionymi (© S.Staszic), by powalić na parkiet mniej zaawansowanego dyskutanta - podróże kształcą. 
 
 Była też możliwość zweryfikowania mojego przekopania że Marzenka była by śliczna w każdej epoce...  

 Strzelić młodym wykład na temat różnic budowy broni skałkowej i kapiszonowej. 
(choć myślistwo nieodmiennie przedstawiam im w negatywnym świetle)

A potem wróciliśmy do "Szklanego Domu"

 Szczerze mówiąc sądzę że budynek jest za duży, jak na potrzeby lokalnej społeczności i turystów, ale mam nadzieję że mimo wszystko radzi sobie dobrze dobrze - takie miejsca są potrzebne. 



 Wewnątrz wystawa dalekich od banału grafik i instalacji przestrzennych
 
 Oraz tak dobrze znane wszystkim ... gablotki.
Obsługa pań z IT na wysokim poziomie - sympatyczne, pogadane, lubiące pożartować i kompetetne... wyszliśmy z całym naręczem gratisów łącznie z mapą okolic (świetna).

 Ciekawe jest także zaaranżowanie terenu okolicznego.
reasumując - warto przyjechać!

My jednak odjeżdżamy - przed nam Oblęgorek.
znaczy daleko przed nami... kilkadziesiąt kilometrów...

OBLĘGOREK
w Oblęgorku byłem lata temu całe - na wycieczce szkolnej w podstawówce.  
przyznać trzeba że zmieniło się sporo, głównie ekspozycja, a ściślej jej sposób. 
By to jednak zobaczyć trzeba przejść przez park.

 Jak sie okazuje, można tam też dojechać... ale wolałem się nie upewniać i zaparkowałem wcześniej. Spacer po wielu godzinach jazdy, ma same dobre strony.  


 I tak go mniej więcej zapamiętałem
 Sympatyczna, eklektyczna bryła, w pięknym parku. 
Tym razem z nami na pierwszym planie. 

 W sumie to sam mógł bym tam mieszkać. 
Terenów do wędrówek by mi nie zabrakło, a miejsce jest samo w sobie bardzo atrakcyjne - no komu jak komu ale Sienkiewiczowi to się należało... 


Raz na górze raz na dole - obsesja albo ... ruchliwy manekin ;-) 


 No i jak tu nie tęsknic za dalekimi podróżami? 
Te prostokąty w ściance, to "ukryte" schowki, po dotknięciu ujawniają swoją zawartość - np. w postaci piór, fajek lub innych pamiątek. 
I oczywiście stareńki aparat...

 Kącik Noblowski !!!! 
Trzeba przyznać że wówczas jeszcze ta nagroda miała jakąś wartość, obecnie wystarczy głosić lewicowe komunały, mieć zatargi z "faszystami" (faszystą jest każdy kto nie jest skrajnym lewakiem) i przynajmniej raz podpaść Kościołowi. To jak się pisze, co, jakim językiem i czy ktoś to w ogóle czyta ma znaczenie trzeciorzędne.
Choć trzeba przyznać że tegoroczny Nobel dla Dylana... lewak bo lewak ale słucha się go świetnie. 
 
 A tu szafy prowadzące nas do świata powieści sienkiewiczowskich. 

 Jego Gabinet z nieodzowną sznurobarierką
"prosimy nie przechylać się na druga stronę"...

A poza tym?
Poza tym to wycelowaliśmy dokładnie w dzień i godzinę

Panie muzealniczki spanikowane, zagubione, same nie wiedzące, w co ręce włożyć - jedna jeszcze wpuszcza zwiedzających inne już składają ekspozycje, ustawiają meble, przenoszą stoły - łapki się trzęsą, twarzyczki bledną ... "Kto gdzie usiędzie i co to będzie?!... co to będzie?!!..."  
Sorry nie ten wieszcz...

 Spokojnie wychodzimy do ogrodu. Zaczynają przybywać "narodowi czytacze" - tacy zwyczajni jak my, trochę miejscowej młodzieży, trochę starszych osób, ale i gęby z telewizorni znane Jerzy Trela nie był jedynym...
Nie rewelacyjnie pasujemy do salonowego towarzystwa, zostajemy w parku, razem z nami pewnie ze dwie setki innych. 

Można się było załapać na fajny stempelek jak ktoś miał swój egzemplarz książki... 

My dalej w drogę i tu konsternacja. Nie wiemy czy jest sens jechać jeszcze do Nagłowic - o tej porze na pewno już będzie zamknięte - sprawdziłem w necie. 
I co dalej...?

Wednesday, October 12, 2016

Iwkowa - powrót do źródła...

Iwkową znam od lat, to urokliwe piękne miejsce; znam ją z czasów gdy bacówka nie była jeszcze skomercjalizowana do bólu zębów prostego wędrowca, a jej podstawowym zadaniem było udzielać gościny tym którzy tam dotrą. Ale to dawno temu było, w sumie to nawet nie wiem czy bacówka w Iwkowej powstawała jako jedna z wielu budowanych w latach 70 i 80 z inspiracji Edwarda Moskały, całkiem autonomiczny, w każdym razie onegdaj inaczej tu było.
Ale to było a nie jest, i się tego nie pisze w rejestr - teraz też jest fajnie,  tylko ciotka Komercja straszy...

W zeszłym byliśmy na pasmie Szpilówki z Piotrem, dlatego teraz wielu ujęć nie powtórzę, zainteresowanych odsyłam linkiem, a niezainteresowanych, zapraszam na kolejną rodzinną przygodę.   

Teren jest sympatyczny, lekko górzysty, ale bez napinki, zalesiony. Nie wiem czemu nie mam zarejestrowanej trasy, wcięło mi czy nie uruchomiłem rejestratora? Chyba to drugie. mniejsza. Z Satelity wygląda to tak:



Ładnie prawda?

No więc taki jest cel wycieczki - pokazać miejsce rodzinie.

Przystajemy obok Białego Jelenia

I ruszamy. jak by ktoś koniecznie musiał mieć zwizualizowaną trasę, to wygląda ona w ten sposób że spod znaczka bacówki, przemieszczamy się "do góry" idąc cały czas wzdłuż skraju lasu, potem wchodzimy w las dochodzimy do tej pierwszej ciemniejszej plamy, potem do tej drugiej na prawo od tamtej - to właśnie Piekarska Góra, potem wracamy podobnie, tyle że wychodzimy z lasu nieco wcześniej,  i polami wracamy do drogi a następnie do bacówki.

 Zaraz na poczatku piękne kępy wrzosów. 
Kwitną już mimo że do września jeszcze prawie cały miesiąc. 

 Bezwstydny fallusik - czyli muchomor sromotnikowy vel zielonkawy.
Na jego falliczne kształty juz łacinnicy zwrócili uwagę
Amanita phalloides

(Leotia lubrica)
I znów cokolwiek dwuznaczne mam skojarzenia z ta lubricą...  
czyżby mnie brało na coś...?
 Hmmm...
Na rusałki mnie nosi.. bo wszędzie je widzę ;-)

 Szlachetne a się kryją...

 I mrowisko - solidne, ale widywałem większe. Dla taty okazja by powymądzrać się na temat że mrówki wcale nie gryzą, no chyba że się je wnerwi, przy czym my ich nie wnerwiamy, więc nie gryzą. 

 I Kolejna myko ciekawostka
Szmaciak gałęzisty vel siedzuń sosnowy
czyli 
Sparassis crispa
Podobno flaczki z niego to rarytas;
nie wiem, byłem pewien że chroniony więc zostawiłem.

 I Kania.
Znaczy czubajka kania 
Macrolepiota procera

Prawdę powiedziawszy sporo jak na kilkudziesięciominutowy spacer i to głownie duktem leśnym;  wcale nie na poszukiwania grzybów nie będąc nastawionymi.
 
 Piekarska osiągnięta - trudno mówić o zdobyciu, ale o osiągnięciu jak najbardziej.
 
 Marzenka oczywiście zaczyna nas karmić. To żelazny punkt wszystkich wypadów z kobietami na szlak - muszą nas karmić...
Przy czym ilość zabranych wiktuałów starczyła by dla drużyny wojska na tydzień.


Mikołaj podpisuje mi mapkę okolicy - darmówkę uzyskaną w wydziale kultury gminy Iwkowa.
Polecam wszystkim. 
Jak będziecie na miejscu, olejcie szyldzik z napisem Informacja turystyczna bo nic tam nie ma. walcie od razu do wydziału kultury - to drugie piętro budynku gminy. 
Niezwykle sympatyczni ludzie, wysoki poziom kompetencji i naprawdę zachęcające podejście do człowieka - jak to czyta ktoś kompetentny - to wnoszę o premię dla tych państwa, bo dobrą robotę robią! 
W każdym razie wychodzę, z masą folderów, wzmiankowaną mapą, stempelkami itp. trofeami turystycznymi. 
Poczta jest po drugiej stronie szosy, na pięterku - też sympatycznie, obok biblioteka - mają tam book crossing - więc jak macie coś ciekawego do puszczenia w obieg to weźcie ze sobą.  


 
 Pamiątki po poprzednich gościach tego miejsca. 
Akurat te zostały - z racji na ciekawe nawiązujące do etosu turystycznego (kto bywały ten wie) etykiety i byłą zawartość.
Inne "artefakty" w postaci puszek czy papierków, pakujemy do reklamowi i znoszę wszystko w dół do kosza na śmieci.

 
 Mo cóż ten też tu przylazł żeby się najeść...

 No ten szlachetny to się przynajmniej nie chowa...
Borowik szlachetnuy
Boletus edulis
W sumie naliczyłem ich kilkanaście... przy drodze leśnej i bez celowych poszukiwań, tylko tak idąc i gawędząc.  
 
 I znów źródełko powstańców. 
uwaga - picie zeń powoduje trudną do przezwyciężenia chęć wzięcia udziału w jakoweś insurekcyji albo choćby i w rabacji ... no w rabacji to nawet bardziej, zważywszy na to jak skutecznie upasiono niektóre kałduny przy okazji "prywatyzacji"...  

 A teraz zrobię coś czego nie zrobiłem przy okazji poprzedniego tu pobytu i opisu miejsca. Przytoczę cały tekst wyryty na tych tablicach. 

ŹRÓDEŁKO PRZY KRZYŻU POWSTAŃCÓW.

Miły Gościu, dotarłeś właśnie na "Wymiarki"
u podnóża Piekarskiej Góry. To leśne ustronie
zwane również Źródełkiem Powstańców.

Historia stojącego tu krzyża sięga 1863 r. i  przekazuje
ducha wydarzeń jakie miały miejsce tu przed laty.

"...po upadku powstania styczniowego Iwkowianie biorący 
w nim udział wrócili do swojej miejscowości. Bojąc się wchodzić 
od razu do wioski przez kilka dni koczowali na skraju lasu
przy źródełku.  Pijać i obmywając się źródlaną wodą
Spostrzegli że ranni spośród nich wracali do zdrowia, a ich 
rany szybko się goiły. W dowód wdzięczności postawili nad
źródełkiem dębowy krzyż" (Czesław Anioł "sladem
powstańczych krzyży")

Otoczenie krzyża jest urokliwym zakątkiem
skłaniającym do wyciszenia i zadumy nad przeszłością
w bliskości szumiących lasów. Nie mniej osobliwe jest 
samo źródło, czerpiące wodę ze skalnego masywu 
Piekarskiej Góry. Wypływa kryniczną wodą pulsując
jednakowo przy siarczystych mrozach i w czasie 
największej suszy.

Spod krzyża i źródła zachęcamy do dalszej wędrówki szlakami
 pieszymi, rowerowymi lub konnymi w ciekawe miejsca, gdzie 
zobaczyć można małopolskie "perły" historii - kościół
św. Leonarda w Lipnicy Murowanej (wpisany na listę UNESCO)
Kamienie Brodzińskiego w Rajbrocie, Basztę w Czchowie czy 
Zamek warowny w Tropsztynie.

Znajdująca się kilkaset metrów stad Bacówka "Biały Jeleń"
z radością Państwa ugości proponując tradycyjną, wspaniałą 
kuchnię, wygodny nocleg i aktywny wypoczynek.

Inwestycja "Budowa punktu widokowo wypoczynkowego
 w Iwkowej dla uczestników turystyki pieszej i konnej"
Zrealizowana przez Bacówkę "Biały Jeleń" w ramach działania
"wdrażanie lokalnych strategii rozwoju". program Rozwoju obszarów wiejskich na lata 2007 - 2013 poprzez LGD Stowarzyszenie "Na Śliwkowym Szlaku" 
www.nasliwkowymszlaku.pl


Ufff.
Przez lata dorabiałem przepisując teksty... ale mi się już cokolwiek wyszło z wprawy...  
choć wiedza przy okazji niejaka do głowy wchodziła i to synkretyczna bo od prawa, poprzez marketing po przemysł przetwórczy...

 
 Na polu biwakowym - jak na tronie a za plecami Sołtysie Góry 492 mnp.
 
 A wracamy już przez łąki.

 W Bacówce... rzecz jasna kawusia być musi...

 Widok na pasmo Sołtysich - mam ochotę przetuptać tamtędy i  nawet mi sie szlak zaczyna w głowie rysować...

 Otoczenie bacówki to taki skłądzik staroci ciekawych - jak ta zadymiaczka do pacyfikowania pszczół.

 Królewska para pogromców pagórów wszelakich

 I selfik w szybce...

  I na pożegnanie ciekawa propozycja donicy. 
Nie wiem czemu ale mam słabość do buta i jego symboliki.

I to tyle na dziś. W kolejce do opisania czeka jeszcze mnóstwo, innych przygód. 

Sunday, October 9, 2016

Tarnowski Szlak Ceramiczny czyli - fajna propozycje na spacery.

Jak powszechnie jest wiadomym Tarnów to perła Renesansu, poza tym miasto neogotykiem bogate, w eklektyzm strojne, secesją pyszne, średniowieczem inkrustowane, barokiem niczym wisienkami tort dekorowane. Wszystko to prawda ale...
Ale secesja straszliwie przez czas i braki remontów zniszczona,  neogotyk i eklektyzm jakoś się trzymają, średniowiecze bez wprawy lub przewodnika trudno dostrzec, barok to głównie po kościołach pochowany.

Myślałem kiedyś by zrobić cykl postów o spacerach tarnowskimi ulicami, lecz to straszny miszmasz byłby, choć od niczego się nie odżegnuje i być może kiedyś, na ten moment  "po długim procesie tentegowania w głowie" doszedłem do wniosku że lepiej pokazać jeden szlak tematyczny. A jako że przychówek mieliśmy na kolonii, to małżeńskie wieczorne spacery poświeciliśmy na Szlak Ceramiczny.

Szlak jak sama nazwa wskazuje... żadnej marszruty nie ma... można w IT przy Rynku dostać darmową mapkę lub aplikacje i ulotkę lub ściągnąć z zalinkowanej strony. W sumie fajnie mieć i to i to i tamto... my mamy...

Mapkę wykopiowałem z ich ulotki, mam nadzieję że się nie obrażą - w końcu są od promocji a ja nic innego poza promocją nie robię.


Człowiek to takie dziwne stworzenie, że musi stale mieć cel (ba czasami myli celowość z sensownością i dotyczy to także filozofów...), szwendanie się bez celu zwyczajne go męczy. 
Jak jest w górach to idzie na szczyt, albo do schroniska, jak nie jest w górach to... ma gorzej ;-)
musi sobie jakiś cel wyznaczyć i zmierzać do  niego. W mieście jest stosunkowo sporo celów do których można zmierzać, ale jak się w tym mieście żyje od urodzenia (z krótkimi w stosunku do całości interwałami).... no to się większość celów zna. 
Na szczęście Tarnów to  TOTalne miasto ;-) i w sukurs przychodzi nam TOT 
Bo to oni wymyślili i opisali ten szlak.


16

Od razu rezygnujemy z pomysłu aby zakasać nogawki i za jednym zamachem przejść wszystko - po samym Tarnowie było by tego jak szacowałem kilkadziesiąt kilometrów i to z założeniem iż udało by się w miarę sensownie rozwiązać dylemat domokrążcy .


14

Po prostu wychodzimy sobie późnym popołudniem na spacer z założeniem że dziś pójdziemy taka a taka pentlą i "zrobimy" kilka punktów na trasie. Z tego nawet nie miało być postu, z kilku wyjść w ogóle nie mam zdjęć, bo w smartfonie mi zasyfiła zupa obiektyw, a aparatu nie zabierałem. 
 
5

Celowo nie podaję opisów miejsc - są do odszukania po cyferce, (linkowałem wyżej, ale...) myślę że w ten sposób zwiększę wasze zaciekawienie i odwiedzicie Tarnów, a przy okazji pospacerujecie ceramicznym szlakiem, lub tylko rozpoznacie kilka miejsc. 

5
Akurat piątka jest najbliżej Dworców (to fasada hotelu Tarnovia) więc tak na zachętę...

8
Jak widać na zdjęciach, to naprawdę były wieczorne spacery.

Podczas spacerów odnaleźliśmy też miejsca nieuwzględnione na szlaku - adresu nie podaję, bo być może sobie właściciel ni życzył. 

7

Niekiedy z robienia zdjęć wewnątrz kościołów rezygnowaliśmy gdy byli w nich rozmodleni ludzie. Niekiedy kościoły były po prostu zamknięte.


3
3
Czasami szlak zwiedzaliśmy ... samochodem - tak było w Mościcach, bo samo dojście tam, to ponad 10 km ad naszego domu.
 
13
 
12
12

No koniec zostało nam całkiem na uboczu miejsce i tam pojechaliśmy... rowerami.

17

Przy okazji
Odwiedzając jeszcze lokomotywownię.

Bo czy jest coś silniejszego niż urok pary?