Rzecz jasna nie obyło się bez Rabkolandu - choć nasi chłopcy już zdecydowanie za starzy na takie rozrywki, a bilety koszmarnie drogie, to jednak... no w sumie co nieco zobaczyliśmy, ale po kolei.
Wyjazd, trasa prowadzi nas przez Lipnicę Murowaną (aż mi głupio że tak mało mam u siebie na blogu materiałów o tej starej i ślicznej miejscowości, koniecznie muszę nadrobić) i tu pierwszy postój, taki chwilowy, na przepakowanie prowiantu (dziwne jak idę sam w trasę dwudziestokilometrową, to mam butelkę izotonika i baton, a jak jadę z rodziną i przed sobą mamy dwa kilometry na nogach a resztę na dupie, to w bagażniku muszę mieć połowę sklepu spożywczego...). Przy okazji wysiadam i dostrzegam coś nowego.
Owo miecz łokietków, replika jegoż tyleż fantastyczna co na Szczerbiec zapatrywana, co nim był król nikczemnego wzrostu ale ducha wielkiego, lipę świętą naciął, ażeby miejsce lokacji na wieki naznaczyć i potomności w spuściźnę ostawić.
A onże oręż w herbie miejsca tego zacnego po wsze czasy ostał.
(na tablicy pod mieczem daty 1326 - 2016)
Ale nic, jedziemy dalej. Marzenka ma pod ręką tygodniowy "furaż" dla plutonu wojska, i teraz usilnie wciska go w chłopców.
W końcu dojeżdżamy, bez większych problemów - trasa widokowa (a ja przykuty do kierownicy, wpatrzony w bezmyślną równię asfaltu - cierpię)
W końcu dojeżdżamy, bez większych problemów - trasa widokowa (a ja przykuty do kierownicy, wpatrzony w bezmyślną równię asfaltu - cierpię)
Na szczęście nie jest strasznie daleko.
Mijam w roztargnieniu zjazd na główny miejski parking (kawał klepiska, ale jest) i parkuję po drugiej stronie Rabkolandu, jak się okazuje to parking sieci Intermarche...
Ochroniarz czeka aż ujdziemy od auta spory szmat, a potem informuje nas ze to płatny parking... jak by nie mógł podejść od razu! Ok. Odpalam i przeparkowuję auto - nie ma sprawy... noga moja w intermarche nie postanie - bo parking mieli pusty i nic im nas postój tam nie wadził - a pewnie byśmy wstąpili choćby rozpatrzyć się co mają... a tak to ... wała jak Rabka cała!
Kupujemy horrendalnie drogie bilety do Rabkolandu - panie ozdabiają nas
żółtymi opaskami na nadgarstki i zaczyna się zabawa.
Na pierwszy ogień Wielki Młyn - nie taki znów wielki - temu z Wiednia to
może naskakać - ale i tak pozwala rozejrzeć się po okolicy.
Rabkoland z góry
Maciejowa w ramionach i za plecami... fajnie ;-)
Kolejna Maria Magdalena tyle że już "zdekonsekrowana" i pełniąca rolę
I znów Rabkoland z góry.
A potem wizyta w odwróconym domku...
Mają tam zainstalowaną taką fajną aparaturę do kwantowej modyfikacji pola grawitacyjnego w czasie rzeczywistym, więc praktycznie wchodząc ma się wrażenie że nadal nic się nie zmieniło.
i tylko komuś chciało się przybijać meble do sufitu... komiczny, doprawdy pomysł ;-)
Kolejny żelazny, choć w zasadzie szklany, punkt wizyty - gabinet krzywych luster.
W rzeczy samej to nie lustra są krzywe tylko cała czasoprzestrzeń, co i raz zakrzywiana falami grawitacyjnymi, biegnącymi wzdłuż i w poprzek i na ukos i z góry tudzież z dołu przez miliardy kilometrów i miliardy lat od samego Big Bangu! A lustra jedynie umieją wyłapać te nanosekundowe fluktuacje i zatrzymać je na czas wystarczająco długi by można się było sobie przypatrzeć ...
Pouczające...
A potem chwila przerwy, a ja ściągam na Larka apkę będącą wirtualnym przewodnikiem po Rabce.
Trzeba przyznać że dobrze zrobiona, choć mogła by lepiej komunikować się z GPSem. Ale znów, nie ma co narzekać - uchyby są na tyle małe że bez problemu trafiamy wszędzie gdzie chcemy.
Punkt pierwszy - Muzeum Władysława Orkana - linkowałem wyżej - w starym
kościele Marii Magdaleny z 1606 roku!
Nie zwiedzamy - chłopcy są tak rozbrykani że z szacownej instytucji zrobili by pobojowisko.
Zdjęcie z krzyża - powiem szczerze że jedna z ciekawszych rzeźb przedstawiających to wydarzenie.
A ino nie wiedza poczemu pikno rzeźbe z Maryjo Magdaleno od absydy odciepano precz a na iei miejscu jakiegoś świentego zbója, beskidnika pewno, co to nawet przed Biskupem sie nie korzy, postawiono...!
Idziemy dalej - po drodze mijamy teatr lalki Rabcio - tyle że w między czasie zorientowałem się iż pada mi akumulator, więc zdjęć mało i nawet powybierać nie bardzo jest z czego.
Pomnik św.Mikołaja, tuż przed dworcem w Rabce - na dworcu Informacja Turystyczna - wychodzę od nich z plikiem mapek i folderków - no to ja rozumiem!
I drzewo - pomnik przyrody! fajnie
a po drodze poczta - na poczcie cały arkusz papieru sprany miejsc miejsc pieczątkami i stempelkami miejscowymi! Najwyższa pora by kupić sobie brulion i zacząć w nim zbierać tego typu pamiątki, bo luźne kartki lubią się gubić. Nawet mam dla niego nazwy... tyle że dwie Pieczętariusz i Pięczatkownik - którą wybrać?
Apel do dyrekcji Poczty Polskiej - Personel placówki w Rabce Zdroju zasłużył na premię!
Potem jeszcze Park Zdrojowy, dobry uczynek z kategorii "chorych odwiedzać" i tężnie.
Powoli rozpoczynamy powrót.
Wracając - resztką pojemności akumulatora robię jeszcze kilka zdjęć, nim definitywnie padnie.
Św Maria Magdalena
I to samo ale z "Rabciem" na pierwszym planie.
I znów Muzeum Orkana
Następnym razem koniecznie muszę to zobaczyć wszystko i zrobić znacznie więcej zdjęć - bo teren obfituje w ciekawostki.
A na koniec, skoro mamy jeszcze opaski ne nadgarstkach...
Pożegnalny młynek. za Św. MM Góra Kamionka - tam też mam ochotę potuptać.
A potem już w auto i do domu.