Tuesday, February 21, 2017

Kilka zdjęć z peregrynacji za granicami Słowacji.

Na wstępie uwaga - drogi na Słowacji są fajne ale... nie posiadają poboczy, co wywołuje u mnie bolesny skurcz przy każdym mijanym ciekawym miejscu, w pobliżu którego nie mogę się zatrzymać. Czyli w zasadzie jest to skurcz permanentny (No-Spa nie pomaga... jak by kto pytał).

Tegoroczny pobyt na Słowacji to zaledwie jeden dzień, nic wielkiego, zatem i zdjęć za wiele nie ma.
Wracamy do Polski powoli zaczyna się zmierzchać, nie żeby panikować, ale zbyt wiele czasu na zwiedzanie już nie ma.

Z Bardejova odbijamy na zachód (oznakowanie równie beznadziejne jak w większości polskich miast - ale z racji tego że człowiek przyzwyczajony, to sobie radzimy), w kierunku na Stara Lubovna i jedziemy do ... Tarnova!  

A propos - w necie często spotykam jakieś kretyńskie spolszczenie S.Lubovna na - "S.Lubowla" - nie mam pojęcia skąd się to wzięło? Ale podejrzewam iż miejsce to jest pod czułą opieka proktologów...

No ale do Starej Lubomirskiej się nie wybieramy - przy okazji wyszło na jaw (choć byłem pewien że jest), że nie ma jej u mnie na blogu... ale wtopa - odkopać muszę zdjęcia z archiwum to i wpis o tym zacnym miejscu zrobię... 

 Wracając do głównego wątku...
Tak w ogóle to wybaczcie maniakalny dygresjonizm, ale jak skorupka w młodości Potockim nasiąkła, to na starość ... trąci (wolę nie wąchać czym).
No więc skoro już wracamy - na pięknej Słowacji nie ma poboczy, są za to setki krzyży, kapliczek, tablic, pomniczków ... wszystkie mijane w pędzie... Gdyby to jeszcze było tak że władze Słowackie chcą w ten sposób promować turystykę rowerowa... ale gdzieżby - szlaków rowerowych jest tam sporo, ale akurat nie tam gdzie są te krzyże, kapliczki i pomniczki... 
Jednocześnie zauważyłem, iż Słowacy nauczyli się jeździć od Polaków 
(to nie jest komplement dla żadnej ze stron!!!)  i teraz także rowerzyści poruszający się po szlakach "przelotowych, pomiędzy większymi miastami na Słowacji maja mocno... przegwizdane.  

Parkujemy byle gdzie - byle zakazu nie było, i piechotą "śmigamy" - na asfalcie idzie się dobrze, ale stale ktoś "daje po klaksonie" bo się mu we łbie nie mieści że oto widzi pieszego!  Za to pół metra obok - to już rowy zasypane śniegiem, i zapadamy się po kolana... 
Nic to - wyszliśmy to i dojdziemy do... Tarnova!!!!  

 Bo wszak nie ma jak w Tarnovie! 

 Prawie jak w domu ;-)))

Potem mijamy Zborow i tu próbuje dojechać do ruin zamku, niestety - tam gdzie byśmy mogli ewentualnie samochód zostawić jest mnóstwo śniegu i trwają prace przy mygle - kilka ryczacych sztuk całkiem ciężkiego sprzętu leśnego zniechęca - miny pracowników wyraźnie sugerują... "na własne ryzyko"... do tego ponad kilometr szlaku pieszego w kopnym śniegu - a moje dwa M dosyć zmarznięte już  i .. głodne! No bez jaj, dopiero co w Bardejovie pochłonęli pizze za całe 3 ojro!! A teraz w samochodzie planują czy po powrocie gorący rosołek czy może jakaś inna zupka w brykiecie... 
Odpuszczam - choć zimą tam jeszcze nie byłem i trochę żal...

Tuż przed granicą Becherov

Herb Becherova - Z jednej i z drugiej strony miasteczka były piękne przy drogach, ale ni jak nie było gdzie stanąć - pobrać więc musiałem ze strony obecbecherov
 Świetne nawiązuje do tradycji łemkowskich kamieniarzy z miejscowego piaskowca zgrabnie ciosających osełki, kamienie młyńskie, czy krzyże przydrożne. 
Ale o tym więcej poczytacie na zaprzyjaźnionych blogach "Magurskich wyprawach" Kasi i Kamila, oraz "Łemkowynie na Beskidzie Niskim" Juliana. Z całego serca polecam - bo to rzeczowe i sprawnie napisane teksty na w sumie bardzo mało znany temat.

Ja zatrzymuję się przy cerkiewce.
 Jak by kto pytał.... tak duchowość grekokatolicka jest mi bardzo bliska. 

 Odgrzebany wjazd do przycerkiewnego cmentarza - akurat w sam raz żeby tam wetknąć zadek naszego francowatego auta i wyskoczyć na zrobienie kilku zdjęć - M&M deliberują nad czym czy gorąca herbata zwykła czy może owocowa... 

 Ciekawe czy ci ludzie czyli się tu "nie w swoim kraju", nim przyszła wojna i nie boleśnie nie uzmysłowiła im że współczesna Europa nie będzie tolerowała żadnych fanaberii i albo jesteś z nami albo przeciw nam?! 
Ps - w Becherovie o Łemkach pamiętają - Nie mieli wprawdzie jak my w Polsce komunistycznej czystki etnicznej czyli "Akcji Wisła" ale... no właśnie. 
 
I to już koniec - dwa kilometry dalej mijamy granicę - 
"Panie bez przesady!!! tu nie wolno fotografować!!!"

Następna relacja - Konieczna i Zdynia. 
Do zobaczenia na szlaku.

Wednesday, February 8, 2017

Maciej Wam opowie jak było w Bardejovie

To w zasadzie kontynuacja poprzedniej przygody, bo przy okazji tego samego wyjazdu, ale sceneria całkiem inna, więc i tytuł serii nie obowiązuje.

Bardejów - po słowacku Bardejov - to śliczne małe miasteczko w Kraju Preszowskim

 
 tuż za granicami Polski.

To klasyczne cittaslow - choć chyba do tego związku nie należy - ale powinno i ja tak Bardejów traktuję. tu nie ma się gdzie i po co spieszyć, a jak ktoś się spieszy to znaczy że ... ale o tym, na końcu.

Jedziemy ze Zdyni - raptem dwadzieścia parę kilometrów - do tego malowniczymi górskimi terenami. Bardejów znamy świetnie byliśmy tu nie raz, ale tym razem chodzi o to by pokazać go Miłoszowi. inna miasto, inne napisy, nieco inaczej wszystko urządzone, wreszcie nieco inny język, zrozumiały ale jakiś taki "nie nasz" ;-)
Niech się przyzwyczaja.
Poza tym, zimą jeszcze tu nie byliśmy. 


Parkujemy na placu przed (likwidowana już) Hipernovą - bliżej centrum parkowanie jest płatne - zresztą to bezsens parkować bliżej skoro można się przespacerować dwieście metrów - ale widać mentalność samochodziarzy jest taka sama na całym świecie.
My idziemy spacerkiem. 

Dookoła starego miasta straszą "nowoczesne" czytaj pokomunistyczne potworki, łaskawie je pomijam - doprawdy kiczowaty pomnik (i tak dobrze że przenieśli z bardziej eksponowanego miejsca przy baszcie północnej - no chyba że pomyliłem z jakimś innym słowackim miastem) z radziecką armata p-panc jako obiektem głównym, nie zasługuje na byt w tak uroczym miejscu.
ps. nie pomyliłem sprawdziłem - była tam przed basztą północną
 

Ale już samo centrum - czyli stare Miasto otoczone murami, lub obiektami w miejsce murów wstawionymi tak by zachować ich kształt... 
Doprawdy śliczne.


Mostek zakochanych w wersji dla inteligentnych.


Miałem okazję uczyć Miłosza trzech języków na raz - zadziałało. 

A to spuścizna mody lat 70'ych - raz na dekadę zmieniają plakaty i fajno jest...
zdaje się jak byłem tu pierwszy raz (jeszcze z paszportem) powieszono tu "przodowników pracy" - ale tego nie mam już gdzie sprawdzić. O blogu mi się wówczas ani nie śniło. 



Jeden z ciekawszych bardejowskich zabytków - szczerze mówiąc liczyłem ze będzie już odrestaurowany.


To pierwsza w Bardejowie drukarnia!!! 
Jako miłośnik książek, folderów, i ogólnie tego co zadrukowane (nawet jeśli pogardzam jakimś szmatławym piśmidłem lub gazetą, to tylko dlatego co piszą i stąd przemożna chęć oklepania kilku redaktorom masek, bo swoimi wydalinami kalają tak wspaniałą rzecz jak druk)!   
W każdym razie  miejsce dla mnie quasi sakralne (za pleckami mam bazylikę św Egida) i mam nadzieję że ogniki które widziałem u Miłosza po przeczytaniu tej tablicy, przerodzą się w szczera miłość do tego co wydrukowane, ze szczególnym uwzględnieniem książek. 

O i jest św. Egid - czyli po naszemu Idzi - a na pierwszym planie dynamiczna barokowa figura św. Floriana (tak dynamiczna, że gdybym nie wiedział że to najprawdopodobniej Florian, bo któż by inny miasto od ognia chronił, to bym mógł błądzić).


Wschodnia pierzeja
i ratusz.

Zamek z lodu

Na południowej pierzei - nocą jest iluminowany - myślę że świetny pomysł...

Nieodzowna dawka czarnego humoru - to oczywiście szyderstwo z manii ogólno europejskiej - traktowania średniowiecza jako okresu gdy ludność w przerwach między zarazami, zajmowała się gównie obcinaniem sobie głów i torturami...
Dlatego tak wdzięczny jestem władzom Tarnowa, że u nas jakiś cholernych dyb czy pręgierza nie ustawili... no fakt - mamy "dół złoczyńców" - ale to autentyk a nie kiczowata makieta. 

W samym rogu, nieco po lewej, czyli na wschodniej pierzei mamy informację Turystyczną - polecam!!!! Masa ciekawych rzeczy i sporo gratisów na pamiątkę. 

Uroki zimowej pory - stragany pozamykane, ludzie przebiegają przez rynek, w zasadzie to wieje jak głupie - idzie południowy wiatr, a to znaczy że tu będzie wilgotnie i zimno a nam w Polsce zrobi się ciepło - piszę o tym na moim drugim blogu
 
rzygacz

Polichromie od lat nie odnawiane - nie wiem czy brak im funduszy, czy są jakieś inne przyczyny...


Synagoga Bikura Cholima (tak się nazywał fundator) wybudowana w 1929 roku - w Bardejowie jest więcej pamiątek pożydowskich.  

Cerkiew greko-katolicka - niestety nie udało mi się ustalić wezwania. 

I jej ikonostas...

Chaotycznie - ale tak sobie spacerujemy... tu znów mostek nad fosa miejską i w fosie amfiteatr. Ciekawy pomysł. Nie powiem.

Tylko że zamioast niespiesznego spaceru cittaslow - mamy coraz częściej citta speed - usiłując przebiec najbardziej "przewietrzone" części miasta.
Wieje coraz mocniej.

Za to widoki coraz ładniejsze - większość chmur przegoniło nad Magurę i niebo z szarego zmienia powoli barwę na białe... nie łudzę się - zaraz znów nawieje kolejnego stratocumulusa.


Ale wilk ciągnie... już we łbie roją się plany wędrówki - ale nic z tego - jestem tu z najbliższymi i mam wobec nich obowiązki. 


Uliczna wystawa poplenerowa - takie drobne ciekawe rzeźby rozstawione są w różnych punktach miasta.

podcienia w bocznej uliczce.

Jedna z bram.


Znów ratusz, ale z innego ujęcia - na pewno bardziej fikuśny niż ten tarnowski. 

Dom masoński.

przynajmniej na to wskazuje symbolika.

Choć - to ostentacyjne prezentowanie tajnej symboliki

Zdaje się sugerować - iż zamiast z masonerią mamy do czynienia z klubem towarzyskim

za masonerie przebranym, najprawdopodobniej po to by żony nie wściubiały nosów w męskie zabawy. ;-) 
 
Kolejna porcja pamiątek po Żydach.

Suburbium - czyli "przedmieście" - powiedzmy szczerze - getto żydowskie - i taka uwaga - to nie Polacy, czy Słowacy zamykali Żydów w gettach - ale oni zamykali się w nich sami!

Miejsce skąd wywożono ludzi na śmierci - być może też tu do nich strzelano. Nie jestem w stanie odczytać napisu na pomniku, a teren jest zamknięty. 
 
Ostatni rzut oka na zydowską dzielnice i jedziemy. Przewiało nas i to pomimo że spory szmat czasu spęmy w uroczej pizzeri.
Na koniec zagadka - kto trafi temu postaram się o jakis upomionek (albo stawiam kawę, gdy do Tarnowa zawita)  na poniższym gif'ie najbardziej przezemnie upragniona karteczka w Bardejowie - co to jest?!