Thursday, December 29, 2016

Kosmicznego Nowego Roku


Wednesday, December 28, 2016

Spacer Iluminatów

Spoko... nie będzie o masonach, choć prawdę powiedziawszy mam pomysł na taki spacer po Tarnowie, ale muszę jeszcze sporo przeczytać, by napisać coś z sensem na ten temat.

Sezon poświąteczno przednoworoczny ma swoje prawa. dlatego nie będzie dziś kontynuacji dwóch poprzednich wpisów, ani rajdu na Panieńską Górę i zamek Trzewlin, tylko antrakt w postaci spaceru po pięknie iluminowanym Tarnowie.

Iluminacje, ozdoby, jarmarki - jedni to lubią inni nie, jak dla mnie i tak jest to najmniej przykry sposób w jaki urzędnicy marnują nasze pieniądze. A Tarnów, co przyznać trzeba rozświetlił się całkiem sympatycznie.  W zasadzie u nas nigdy nie cierpi się na tzw. "przedświąteczną gorączkę", raz że czteropokoleniowa liczna rodzina, pozwala rozbić obowiązki na wiele osób, dwa że oboje z Marzenką należymy do ludzi nieźle zorganizowanych, a trzy że wolimy do świąt przygotować się mentalnie i duchowo niż materialnie, więc i powodu do bieganiny mamy niewiele. Dlatego mamy czas na przedświąteczne spacery.

 Zaczynamy od Rynku


Ratusz obrzucony świetlnymi gwiazdkami.
Dla bardziej dociekliwych, jego zachodnia ściana.


 A stąd właśnie, z budynku muzeum, zresztą widać pracujący projektor. 


 Zachodnio północny narożnik ratusza. 


I wielgaśny tron św. Mikołaja 
(nie mam problemu, by wyobrazić sobie na nim jako na katedrze, biskupa Myry)


Tu też pracuje rzutnik, ale z innej już siedziby muzealnej. 
 

Fajnie tam, przytulnie, ledy wiele ciepła nie dają, ale zawsze coś tam w tyłek grzeje, Marzenka się przytula, nie bardzo jest ochota by się podnosić ;-). 
Trudno, w kolejce czeka wiele innych rodzin które także chcą mieć na tym fotelu zdjęcie.


Idziemy na Wałową

 Tu niestety trwa przedświąteczna manifestacja KODu przed siedzibą PiS. Kilku znudzonych policjantów uspokaja faceta krzyczącego z okna "Idioci, przecież tam (znaczy w siedzibie PiS) nikogo nie ma!!! oni mają wasze wrzaski w d..e!!! A ja muszę ich wysłuchiwać!!!" odpowiada mu jakiś chamski zbiorowy wrzask i tyle. Głupio i niesmacznie, a ja straciłem fajna perspektywę Wałowej. 

Idziemy na ul. Mickiewicza.
przy zbiegu z ul. Brodzińskiego na skwerze Jana Szczepanika 
stoi zaprzęg z prezentami.


 Tak wiem... renifer, ale mało kształtny i może uchodzić za jelenia, 
czyli mamy św. Huberta z liege... czyli 
bez wyrzutów sumienia mogę tu strzelić fotkę Miłoszowi 

 A Miłosz nam.
Ej cieplutko przy tej Marzence... 

Kawałek w dół
(Mickiewicza w tym miejscu ma sporę różnicę wysokości, dlatego my tubylcy mówimy "w dół" idąc na zachód, albo "w górę" idąc na wschód).

 Rozświetlona bańka na skwerze Kokocińskiego.
(Znów dygresja - TEGO Kokocińskiego będzie wam trudno znaleźć, to taka tarnowska legenda kaznodziejów, był przełożonym Kongregacji Oratorium Św. Filipa Neri w Tarnowie i Rzymie, dla jego homilii zjeżdżano tu z całego Tarnowa i okolic, podobnie - ale mniej licznie jak na homilie ks. Michała Hellera do kościoła pw. Maksymiliana Kolbego, w ogóle księża "Filipini" słyną z fajnych kazań) 

 Skwer Kokocińskiego - w trzecim planie Tarnowski teatr.
 
 My i fontanna - w tejże "pływałem" w pełnym garniturze po zdaniu matury 
(siedem osób w klasie na 21 uczących się - był powód do zadowolenia!) 
Wojtyła poszedł na kremówki, ja wskoczyłem do fontanny - On został papieżem i świętym a ja?...
I to jest nauczka drogie dzieci, by nie słuchać rodziców gdy odganiają was od świątecznego ciasta - jesz kremówki, masz szansę na papiestwo... nie jesz... no właśnie... 

Potem rundka przez al. Solidarności i Nowy Świat - też ładnie, ale nic co mój obiektyw mógł by pokazać.  

Znów "do góry" tym razem Krakowska na plac Sobieskiego za czasów C.K. zwany Placem Pocztowym - bo był takim centrum przesiadkowym miasta i tu funkcjonowała poczta, zajazd dyliżansów i hotel.   
 Tu zresztą umówiliśmy się z Marzenka po raz pierwszy, to był taki kultowy punkt bo umawiało się "pod zegarem" (na witrynie zegarmistrza) i każdy wiedział gdzie.
 
 tego zabraknąć nie mogło...


 I jeszcze wspólne - jarmark już powoli zamykają, zresztą i tak nie bylismy na zakupach, a co się mieliśmy napatrzyć tośmy się napatrzyli.

suplement z drugiego dnia świat 
Rozesłanie Kolędników Misyjnych, u nas w parafii.

Friday, December 23, 2016

Życzenia

Wybaczcie ale padł mi net i wysyłam przez telefon.

Serdeczne Życzenia Świąteczne, Niech nowo narodzona Dzieciona natchnie Was miłością, nadzieją i weną... by Wam nigdy nie brakło tematów do opisania, ochoty by je opisać, i żeby czasu Wam na to wszystko starczyło ;-)

Serdeczności
Maciej

Monday, December 19, 2016

Literacko - Skalno - Sakralny szlak Ziemi Krośnieńskiej część II - Odrzykoń - Kamieniec

Do Odrzykonia wjeżdżamy z Żarnowca przez Turaszówkę i całkiem boczną drogą. Tradycyjnie jedzie się pod zamek Kamieniec przez Krosno. Ale ja polecam dojazd właśnie przez wieś Odrzykoń, nie rozpędzicie się za bardzo, ale widoki... ja nie mogę. Jak bym szedł lub jechał na rowerze, to mielibyście tu kilka ekstra panoram - niestety samochód to zniewolenie, odcięcie i alienacja... alienacja wywołuje agresję, więc pewnie już wiecie czemu na ulicach tyle awantur!  Zabierzmy im samochody, to zobaczycie całkiem innych, fajnych i miłych ludzi... ale dość dygresji (na razie).

Trasa wiedzie, opłotkami, kładeczkami, zakrętasami i pośród obór... miód na serce wędrowca (uwięzionego w autokonserwie) - przynajmniej taki pożytek z nowoczesności (GPS).

Z tej perspektywy, ruiny prezentują się niesamowicie - rozległa z rzadka zabudowana równina, jakieś kępki roślinności, a nad tym wszystkim góruje potężne jasne wzniesienie, a na nim sterta kształtnie poukładanych kamulców... no nic tylko wyć z radości na taki widok!

Parkujemy na podzamczu i dalej piechotką.

 
 zajawka możliwych panoram - kilkaset metrów od zamku, nieopodal kościoła. 
 

Coś ciekawego, czego nie kojarzę liturgicznie - jak ktoś wie, niech koniecznie napisze!
 Krzyż łaciński, Przemienienie Pańskie - to prawosławne święto, byli tu Unici, ale ...
Droga Krzyżowa kończy się przy kościele... no sam nie wiem.


Borówki nie mogłem sobie odpuścić - to moje stare pseudo z harcerstwa. 
Ci którzy czytają mój blog od dłuższego czasu, pewnie już o tym wiedzą, ale nowsi mogli by się zdziwić. 
ps. "Borówka" - pochodzi od "Czernica"  - co bezpośrednio nawiązuje do mojego nazwiska, ale Borówa bardziej oddaje mój "leśny charakter" ;-)  


 Szlakowskaz w malowniczym otoczeniu - SZACUN dla miejscowych kolegów z PTTK!


W ogóle otoczenie zamku, jest szalenie malownicze i przyjazne turystom (wędrowcom także).
 


Rodzaj skansenu w formie założycielskiej - ale nie powiem kształcący, choć przydał by się opis, bo cóż z tego że ja wiedziałem i powiedziałem najbliższym, skoro zaraz za nami szli całkiem sympatyczni młodzi ludzie ale traktowali ten zabytek jako mało interesującą "szopę"... ?!


 Reklamy innych miejsc, wartych zobaczenia. Co prawda stąd do Sanoka, to szmat drogi ale może ktoś się pokusi? 
Niestety także nic na temat stojącej opodal chyży ...


Wchodzimy na zamek - bilety w jakieś śmiesznej cenie kilku złociszy.  
wejść można praktycznie wszędzie (poza zamkiem wysokim - ale to pewnie dlatego że duch 
Cześnika (mojego imiennika nota bene) czai się gdzieś tam z gwintówką.

Boć wiedzieć nie zaszkodzi (choć to prawda powszechnie znana) iż właśnie na kanwie zatargu o podzielony zamek Kamieniec - Aleksander Hrabia Fredro (nielichy huncwot zresztą) był "Zemstę" swoją oparł...

 (herb pilawa - rzecz jasna - na tarczy)
Sam Kamieniec - to potęga historii - mało który inny zamek ma tak burzliwe dzieje. 
Najpotężniejsza twierdza w tym zakątku Karpat, być może że i w całych Karpatach. 
Pobudowana jeszcze przez Kazimierza Wielkiego
Niszczona przez Turków (gdy była jeszcze drewniana w XIIIw.) potem przez Szwedów - (pisałem kiedyś że fortalicjum jest "nie do zdobycia" w swojej epoce - sto, czy dwieście lat później, już takim być przestaje) , najboleśniej gdy niszczona przez swoich (zatargi)...  


 Pod koniec XIVw. Władysław Jagiełło nadaje to miejsce Klemensowi z Moskorzewa Pilawicie na gniazdo rodowe, prawdopodobnie w ramach zasług na polu tłuczenia Krzyżaków (choć jeszcze przed Grunwaldem...) Odtąd Pilawici wołać się będą Kamienieckimi - i to oni temu miejscu potęgę nadadzą.


Był atakowany przez wojska Macieja Korwina (nie zawsze nam z Madziarami, tak "po szklance" było, czasami też i "po szabli" - ale zawsze honorowo i bez uraz), swoją drogą kolejny Maciej ;-)  
Prawdopodobnie wtedy zamek zresztą oparł się atakowi.
 To zresztą niejedyne powiązanie - bo stąd właśnie hetman polny koronny Marcin Kamieniecki słał listy do magnatów, spraszając ich do Tarnowa na sejmik, gdzie otrzymał ich poparcie w staraniu o Koronę Rzeczypospolitej! (Sulejmana I zresztą też... ale to inna historia, choć zważywszy na półksiężyc i gwiazdę w herbie Tarnowa... ach ta mistyka dziejów...)


 Balint Balassi - dworzanin Batorego, poeta - tu w gościnie żył i tworzył - o czym przypomina stosowna tabliczka, przy okazji powołując się na "przyjaźń dwóch bratnich narodów" - no o tym że w czasie "potopu" to Węgrzy pod wodzą Rakoczego zdobyli ten zamek już nie wspomina. 
Nota bene -Węgrzy zdobili - ale zniszczyli doszczętnie stacjonujący tu Rosjanie...

A propos - Hetman Polny Koronny Marcin Kamieniecki, gościł tu wygnanego Króla Węgier Jana Zapolyę (mam na drugie Jan.. znów ta mistyka...), który przebywał ze swym dworem na zamku ... TAK! Zgadliście - tarnowskim!


Tu bronili się Konfederaci Barscy, tu doszło do krwawej bitwy w trakcie I Wojny Światowej, tu walczyli i ginęli AKowcy.
I powiem Wam jedno - te dzieje czuć w tym miejscu, te kamienie wołają i opowiadają krwawe ale i piękne historie - warto posłuchać... trzeba tylko znać język którym kamienie mówią...  




Panorama z murów  - Zachwycająca! 
na pierwszym planie "Łysa Góra" - co widać na pierwszy rzut oka nomen omen... ;-) 
Na lewo - wzgórze kota 404 (kota - znacznik wysokości na mapie, a nie wzgórze kota... żeby nie było nieporozumień ;-) )



Całkiem świeży i klimatyczny, ładnie komponujący się z otoczeniem kościół pod wezwaniem św.św. Franciszka i Jana z Dukli.
o Sakralnych tradycjach Kamieńca przeczytacie tu

Aczkolwiek znajdziecie tylko wzmianeczkę o heretykach co to kaplicę zamkową zniszczyli. 
Tymczasem w Odrzykoniu  Jeden z właścicieli, mianowicie Seweryn Boner gościł Faustusa Socyna - twórcę Socynianizmu - która była doktryną Braci Polskich.



Wnętrze zamku to ciekawa (choć bynajmniej nie wyjątkowa) ekspozycja.
 

 Można ją jednak zwiedzać samodzielnie, co już samo w sobie jest miłe.


m.inn. Kocioł w którym gotowano niegrzeczne dzieci...
lub żony - w zależności od tego które bardziej dawało w kość ;-)
 Nie wiedzieć czemu ani Marzena ani Miłosz nie chcieli mi wierzyć... myślą że ich straszę...


 zakątek ślusarza ;-)


Płyta z kaplicy zniszczonej przez "złego kalwinistę"...
Niszczenie obiektów sakralnych to nigdy nic godnego pochwały, z drugiej strony nadmierna tolerancja nie jest ani mądra, ani szlachetna ani dobra...

Opuszczamy już zamkowe komnaty, pora pohasać po skałkach


Rozgrzewka przed "Prządkami".


Kolejna panorama, tym razem ze skalnego ostańca. 
Miejscowość Czarnorzeki i horyzont zamknięty pasmem Suchej Góry. 
(cholernie mi się marzy, rajd tamtejszym szlakiem... tylko kiedy?) 


 Jak zaimponować dziesięciolatkowi? 
Wyjść wyżej niż on... to proste ;-)


 Na koniec harcerski akcent


Oldze i Andrzejowi Małkowskim. 
kto ma wiedzieć ten wie...

A my idziemy dalej - przed nami... ale na razie do zobaczenia!

Friday, December 16, 2016

Literacko - Skalno - Sakralny szlak Ziemi Krośnieńskiej część I - Żarnowiec.

Jakie są pożytki z posiadania teściowej?
Rozliczne, a jednym z nich jest to że można np. odwiedzić ją w sanatorium, zwłaszcza gdy ma się taką teściową jak moja, czy biegunowe zaprzeczenie stereotypowego archetypu teściowej. Bo moja to i wypije i zapali i po górach jak kozica biegać potrafi...
Spokojnie to nie wazelina,  Teściowa komputerów unika, a do Internetu nie zagląda, więc to nie lizusostwo, bo nigdy tych słów nie przeczyta.

Program rajdu był jednodniowy ale nazbierało się tyle materiału że cztery posty mi z tego wyjdą jak nic, a i tak przebierać zdjęcia musiałem.

Tak więc Teściowa pojechała sobie do sanatorium, a my do niej w odwiedziny. Ponieważ Mama na tyłku siedzieć nie lubi, a dowiedziała się że w okolicach są ciekawe miejsca, od razu zaproponowała wypad. Tylko pyta czy wiem gdzie to jest? No jasne że wiem! Byłem już tam, ale zawsze chętnie wrócę. Nie kryje lekkiego zawodu, miała nadzieję że mnie czymś zaskoczy... choć, całkiem się jej to uda, ale to opowieść na ostatnią część.

Po drodze ustawiam sobie nawigację tak by prowadziła najkrótszą trasą - a to znaczy na przełaj przez dróżki wiejskie, sielskie i żwirowe - sam bym się tam samochodem nie wybrał, ale skoro nawigacja tak prowadzi - to pozostaje cieszyć się widokiem za oknem, w sumie trasa Pilzno - Jasło - Krosno - jest oklepana... co z tego że szybsza?

Wkrótce jesteśmy na miejscu, zabieramy Mamę i ruszamy do punktu pierwszego naszego rajdu czyli do Żarnowca.

Doświadczeni i oczytani już wiedzą że naszym celem jest Muzeum Marii Konopnickiej. Rzecz jasna w okolicy jest jeszcze multum innych ciekawostek - ale musimy dokonać selekcji. Akurat to muzeum będzie ładnym zwieńczeniem sezonu rajdów po świętokrzyskich szlakach literackich (Ciekoty - Oblęgorek) oraz (Nagłowice - Wiślica).

No tak zapominałem napisać ze mama kuruje się w Iwoniczu Zdroju, który sam w sobie jest ciekawy. Ale o nim nie tym razem. 


Szybko docieramy na miejsce, ale niestety - mamy opcje zobaczyć z zewnątrz albo poczekać na zorganizowaną grupę i się podłączyć, bo indywidualnych zwiedzań nie ma - w sumie nawet to rozumiem, bibelociarnia niesamowita - dość szybko mogły by te czy inne drobiazgi zacząć ginąć. Z drugiej strony jak już weszliśmy, to był taki tłum, że spokojnie bym im wyniósł 20% drobiazgów i nikt by się nie zorientował... Ponieważ zakładam iż nie jestem jedynym któremu taka myśl do głowy zaświtała, należy głęboko rozważyć (to uwaga do władz przybytku muzealnego) czy rzeczywiście takie ograniczenie mam sens, skoro nie ma tam plagi złodziejstwa? Może nauczyliśmy się szanować dorobek i spuściznę i widzieć w nich więcej niż możliwą do wynegocjowania cenę na bazarze?
 



 Tak czy siak, czekać musimy, bo warto ekspozycje zobaczyć, tym bardziej że wkrótce ma przyjechać wycieczka jakiegoś koła PTTK i z DPS'u.


 W oczekiwaniu kręcimy się po parku, co i raz odnajdując ciekawostki - dam sobie głowę uciąć, że jak byłem tu w podstawówce to tej tablicy nie było jeszcze... Choć szczerze mówiąc, głowa to marny zastaw, a i z samego pobytu pamiętam gonitwy po parku... głównie... w zasadzie wyłącznie...
taki jest sens "edukacyjnych" wycieczek szkolnych!


Koniec września jeszcze mieliśmy w kraju piękny - liczyłem w skrytości ducha, że powtórzy się jesień z ubiegłego roku - wszyscy wiemy jak ta jesień wyglądała, no ale ja wtedy tego nie wiedziałem i snułem plany jesiennych wypadów. 
 

 W sumie to Konopnickiej specjalną estymą nie darzę, jest wielce prawdopodobne, że do rozlicznych jej wad, należy dodać także branie pieniędzy od Rosjan za propagandową robotę wymierzoną w Niemców. 

To taki odwieczny rytuał dyplomatyczny - oficjalnie uśmiechy, a nieoficjalnie kopanie się po kostkach - Moskwa w jakimś tam stopniu "sponsorowała" powstanie "Roty" czy ... "Krzyżaków", Wiedeń zawzięcie" zwalczał" Powstańców Styczniowych - no przecież grupa mężczyzn, w lesie z bronią, przy granicy, to zapewne myśliwi byli a nie powstańcy, tymczasem Cesarz szukał powstańców i to szukał ich nawet w Budapeszcie... no taki sumienny był! I solennie mógł zapewnić swojego Carskiego "brata" że mimo wszelkich dołożonych starań itd... itp... 
Zaś Prusacy postanowili, z racji na "lotność wrodzoną" nie mając czym się zrewanżować, świecić w oczy bogactwem i straszyć bagnetami - do dziś zresztą tak są postrzegani  

 W końcu wpuszczono nas na pokoje - ale tylko do służbówki, bo na salony samej Konopnickiej musieliśmy jeszcze ciut poczekać.


W holu Nepomuk 
 
 Głębiej bibeloty, przybory piśmiennicze

 Przenośne sekretarzyko papeterie...


książki w różnych tłumaczeniach.
 

Galerie sztychów i szkiców. 
ot klasyczna ekspozycja muzealna, zatrzymana w połowie ubiegłego wieku...
Tak wiem złośliwy jestem... muzea to w sumie kwintesencja trwania... więc trwają...
choć są tacy "bezbożnicy" którzy wołają 
"evolve or die!"   

A potem znów w plener, by poczekać aż zacznie się główna część zwiedzania, czyli sam dworek.



 I wreszcie doczekaliśmy się, podzielono nas na dwie grupy, panie przewodniczki, ustaliły marszruty - jedni zwiedzają od początku do końca, a drudzy od końca do początku, a jak się spotkają to przemieszczać się mają ruchem krzyżowo wymijającym.  


 Co jak co, ale zamknąć się na kilka nocy z takim księgozbiorem to bym chciał...


 Przewodniczka odtwarza wyuczoną lekcję i ciemiężeniu, zaborach, konieczności ukrywania się z patriotyzmem itp. Milczeniem zbywa moje zapytanie: czemuż to Konopnicka wybrała pobyt w zamordystycznym zaborze austriackim, skoro mogła pozostać w moskiewskim, czy aby nie dlatego że tam "murzyn zrobił swoje murzyn może odejść" a tu nic złego jej nie groziło? 
W sumie to niby co miała by mi odpowiedzieć? Zapewne tekst który nam wygłasza powstał jeszcze za czasów PRL i do dziś nic się w nim nie zmieniło...   


Wędrujemy sobie tak przez pokoje, już nawet przestałem robić zdjęcia, bo tłumy takie że aparatu nie ma jak wyjąć, a największą część uwagi i tak trzeba poświęcić temu by nie strącić czegoś plecakiem, ramieniem lub głową...

Jakiś starszy pan na słowa o uczestnictwie w demonstracjach patriotycznych rzuca hasłem "to tak samo jak dziś KOD", ale spotyka się z powszechnym olaniem i już tylko mamrocze coś pod nosem.

Wykorzystuję  fakt że przewodniczka jest już w innym pomieszczeniu i całkiem jej nie słychać, zaczynam swoją opowieść o Konopnickiej jakiej nie znacie. O jej romansach, prawdopodobnych fascynacjach lesbijskich i życiu prywatnym tak odległym od ubrązowionego popiersia jak tylko życie może być odległe od spiżu.  Zainteresowanie wzbudzam nie tylko u żony i teściowej, a muszę dbać o język, boć przecież i Miłosz, latorośl młoda i z duszyczką niespaczoną grzechami dorosłości, kręci się w pobliżu i nasłuchuje, ale też u kilku innych osób dla których moje słowa nie są być może nowością, ale sami by się nie odważyli powiedzieć ich na głos i to w takim miejscu... 

Koniec końców, jeszcze tylko wpisy do księgi pamiątkowej i wychodzimy na zewnątrz. 

Ostatnia rundka po parku  
 



Oddanie pokłonu spiżowi -  i jedziemy dalej...
Przed nami Odrzykoń.

Ps. Czy warto tu przyjechać? Owszem warto jak diabli - ale wcześniej trzeba się oczytać w życiu Konopnickiej i historii drugiej połowy XIX wieku i dopiero wtedy można smakować to miejsce w pełni.