Friday, December 28, 2012

Malowana sień

Znalazłem się tam zupełnie przypadkowo, wcześniej nie mając pojęcia o ich istnieniu. Ot moja żona pełniła obowiązki służbowe a ja dorabiam przy niej jako wolontariusz na etacie szofera /ochroniarza. A miejsce faktycznie nie nastraja bezpieczeństwem, zwłaszcza wieczorową porą. Zatem zostałem poproszony o towarzyszenie.

I warto było. Co prawda pierwszego dnia zrobiłem zaledwie dwa zdjęcia, bo współpracy odmówiły akumulatory aparatu (no mają już po 8 lat i kilka tysięcy zdjęć, więc się im dziwić nie należy), ale za to następnego potuptałem tu przed pracą i puściłem sobie serię.



 Powyższe dwa zdjęcia to właśnie owoc dnia poprzedniego.

Nazajutrz i tak byłem w okolicy chcąc kupić żonce fleki do butów (ostatnie patenty wytrzymują zaledwie kilkanaście dni użytkowania - jestem niezłym szewcem, ale w domowych warunkach fleka ze sztyftem nie wykonam), poza tym przed drugą zmianą w pracy i tak lubię się nachodzić, potem łatwiej mi spędzić kilka godzin przed komputerem (i tak nie siedzę, mam od tego ludzi, ale mimo wszystko ruchu i przestrzeni nie jest mi pod dostatkiem). W sumie nie więcej niż 7 kilometrów (do przystanku szedłem najdłuższą możliwą trasą)


Tak więc jestem na ulicy Goldhammera - Stara żydowska dzielnica, stąd na wschód praktycznie wszystko było żydowskie, poza miejscem z którego robię to zdjęcie - bo to akurat były austriackie koszary - obecnie siedziba PWSZ. 
 Warunki do fotografowania nie najlepsze, bo sień ciasna. To zresztą charakterystyczne dla domów/kamienic żydowskich. Te polskie mają szerokie bramy i obszerne, reprezentacyjne korytarze. Żydowskie zaś stawiają na użytkowość. Mniejsze przedpokoje to większe połacie mieszkań, łatwiejsze utrzymanie ciepła - choć z drugiej strony w razie pożaru znacznie trudniejsza ewakuacja.



 Nie wiem jakim cudem malunki przetrwały. Choć trzeba przyznać że osoby które remontowały sień (na ścianach wokół obrazów warstwa farby jest o dobry milimetr grubsza, czyli to jakieś cztery malowania kredówką) dołożyły starań by ich nie zniszczyć.

 Z drugiej strony spod odłupanej farby wychylają się inne elementy zdobnicze, podejrzewam że w grę wchodzą jakieś motywy roślinne charakterystyczne dla secesji pnącza itp.
Zdecydowanie nie jest to zabytek niewiarygodnie wysokiej klasy, ale jest...
Co gorsza nie znalazłem o nim nigdzie ani słowa, co sugerować może że nasi miejscy historycy przegapili ten temat. Choć wciąż jeszcze szukam w tarnovianach.

A to już podpis wykonawcy. Lwowska 5 - dzielnica żydowska, choć po stronie południowej czyli tej bardziej polskiej.
Owide - nazwisko autentyczne, w necie znalazłem osoby je noszące, oczywiście żydów, głownie w UK, USA oraz w Izraelu. W pierwszej chwili zdało mi się pretensjonalnym pseudonimem artystycznym,  typowym dla pośledniego galicyjskiego garnizonowego miasteczka. Tym bardziej iż nie jest charakterystyczne dla nazwisk nadawanych Żydom w/g nakazu Cesarza Józefa II z 1782r. Tak na moje oko mógł być to przybysz gdzieś z południa kontynentu, ale tego pewnie nigdy się nie dowiem.

Chciałem zaznaczyć na lokalizatorze, ale nawet Google głupieją - wszędzie tam pokazując tereny PWSZ - pełny przypadek, a jednak jakieś signum tego co się dzieje... zapominamy, wymazujemy, tworzymy nowy "lepszy" świat, olewając to co było... i smutne i głupie i beznadziejne.

6 comments:

gwiezdna said...

jak dla mnie to perełka! widać, że ci którzy odnawiali sień też byli takiego zdania :) pozdrawiam jeszcze na starym roku :)

Mad said...

Uwielbiam takie smaczki :) Odnajdywanie ich to bezcenna satysfakcja. Pozdrawiam!

DD said...

Wow! Ale niespodzianka, piękna niespodzianka. Kolejna odkryta perełka!

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Perełka.
Jutro wrócę aby rozkoszować się twoim postem.
Idę zażyć leki, dopadło przeziębienie.
Dobrej nocy!

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Chwała tym co po wielu latach malowali sień... Dzięki nim ostało się to cudeńko.
I pomyśleć, że byłam tak blisko.
GPS wprowadził nas do miasta ulica Waryńskiego a następnie w prawo na parking na ul. Goldhammera.
Przeszliśmy kilkanaście metrów i przywitał nas Roman Brandstaetter a dalej to kierunek katedra...
Wielkie dzięki za te informacje. Jestem o tyle bogatsza.
Miłej niedzieli dla Ciebie i Twojej Rodzinki:)

makroman said...

Fakt, nie byli by jedynymi barbarzyńcami - vide przedstawiciele "klasy busines" co to wierzą w święte prawo własności, pozwalające im rzekomo na dowolne dysponowanie tym co kupili, wycinają starodrzew parkowy, przebudowują zabytki, niszczą bezpowrotnie dziedzictwo przeszłych pokoleń. Pewni bezkarności (bo tego się przekupi, a tamten ja nałoży grzywnę to oni i tak więcej na whisky wydają). Zwłaszcza w Krakowie są zmorą i utrapieniem, w Tarnowie ich mniej, to ubogi krewny Krakowa, więc się do nas nie pchają.