Saturday, July 22, 2017

Powrót do Wiślicy

Wiślica, to jedno z miejsc magicznych - w zasadzie nic tu nie ma, ale... no właśnie! Nie ma nic, poza atmosferą. Atmosfera miejsca tak starego, że nie mającego sobie równych w Polsce i nie wiele równych w naszej części Europy. To dokładnie takie same uczucie, prastarości  (prastarość, tym się różni od starości, czym  patynowana srebrna łyżeczka z serwisu prababci od połamanej plastikowej łyżeczki z zestawu grillowego). Tych wieków, tysiącleci i milionleci które ten krajobraz i krainę kształtowały.

Więc w Wiślicy tak właśnie jest - jest prastaro. Jest też kolebkowo. Znacie tu uczucie powrotu do miejsca "w którym wszystko się zaczęło"?

Zatem do Wiślicy wracać trzeba - tym razem padło na rower, przy okazji, będzie tez możliwość poznania kawałka, terenu który dotąd był dla mnie terra incognita.

Ładuję rower do samochodu, obok niego co nieco prowiantu - bo wszak od razu po rajdzie jadę do pracy na II zmianę, dużo picia i w drogę. Do promu w Borusowej jest kawałek - jakieś 40 km, ale droga mija szybko - przy okazji we łbie rodzą się dwa nowe pomysły na wycieczki rowerowe.

Niestety znów bez mapki ze szlakiem - zapisywałem Traseo i poniosłem klęskę - nawet pobrany plik GPX otwierany w GPX viewerze pokazuje głupoty. Wygląda na to że w poprzednim przypadku, kiedy byłem z Miłoszem w czarnej - wcale nie musiał to być wpływ zony... albo zona sięga także i tu!!! Więc mapki nie będzie.

KOZŁÓW


Samochód zatrzymuje i zostawiam na parkingu przed kościołem pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Kozłowie.

 A tu była kiedyś szkoła a w szkole kaplica i ją upamiętnili...

BORUSOWA

Zwiesił mi się tablet, całkiem, ani go be, ani me - dobrze że mam igłę z nitką w plecaku, to mogłem go zresetować, ale wtedy zaczął "aktualizować" jakąś aplikację i .. omal mnie krew nie zalała!. Jak ja tego nie znoszę! W ostateczności i tak okazało sie że nagrywanie trasy padło, ale wtedy o tym nie wiedziałem, a czułem że ten idiota Android marnuje mój czas. W końcu go olałem i ruszyłem - i właśnie w tym miejscu p[o przejechaniu jakiegoś kilometra zawibrował ze mu się odbekło i przestał się dławić.

Wkrótce przejeżdżam wały wiślane a na nich!
 
 Świeżutkie znaki Wiślanej Trasy Rowerowej... no i jest trzecia koncepcja kolejnej wycieczki rowerowej - z tymi które wiodą w innych kierunkach mam już tych pomysłów kilkanaście.

 Prom na Wiśle.

 Pogłębiarka.
Mówcie co chcecie ale ja lubię promowanie! Już w szkolnych czasach starałem się załapać na promowanie, i to pomimo niedowierzającego kręcenia głowami przez nauczycieli, którzy nie mogli wyjść z podziwu "jakim cudem mu się udało"?!   

WINIARY
   Barokowy "Nepomuk".

STARY KORCZYN



 






 Niestety pomimo iż obiekt częściowo pochodzi z XV wieku, a przebudowano go w XVII, brak jest tablic informacyjnych dla turystów... turystów zresztą też brak...


Tu gdzieś w/g mapy miał przebiegać zielony szlak... i pewnie gdybym go szukał to by mnie tam trafił...
Dopiero kilka kilometrów dalej znalazłem jeden jedyny znak szlakowy - do tego w takim miejscu gdzie spokojnie mogło by go nie być, bo i tak nikt by tam nie zabłądził! 
Nic to nawiguję w/g mapy, do tego zawziąłem się i skoro Ania ze Świętokrzyskich Włóczęg 
potrafi prowadzić bez GPSu, to i ja gorszy nie będę - przez całą wycieczkę ani razu nań nie spojrzałem - kieruję się mapą i ... kapliczkami, bo to jedyne kryterium które pozwala mi odróżnić drogi jedna od drugiej.  
A jest ich tu sporo!  
Ot choćby ta! 
 Piękna robota
 Bardzo zdobna
 tyle że zarośnięta niemożebnie
 Dobrze że wysoka to cokolwiek dostrzegłem - podejść bliżej bym mógł po kilku godzinach ciężkiej pracy maczetą. 
Mijam Żukowice choć żadnych tablic nie dostrzegam. 

CZARKOWY


 Cmentarz Legionistów w Czarkowych (w Czarkowach?)

 Duże ładne, jasne założenie 

 teren o dziwo zadbany - wyjątek w tych okolicach! 


 Tak, tak - kochani - swastyka tak jak i wąsik na dwa palce - zostały splugawione dopiero wiele lat po wojnie, wraz z natrętna bolszewicka propaganda - która z Hitlera zrobiła jakiegoś demiurga zła, jednocześnie wybielając ober zbrodniarzy takich jak Lenin czy Stalin! 




 Spoczywają tu także żołnierze polegli w 1939 roku - w tej kwaterze z Tarnowskich Gór. 



 I taka ciekawa figurka... na drzewie nad mogiłami.

A tuz kawałek dalej...

 Jakiś zgoła niesamowity kształt przydrożny - dopiero baczniejsze wglądnięcie i !!!!
czyżby???!!!

 Wszystko wskazuje na to że  to "Chrystus powstańczy"! 
Zauważcie zupełnie inne ułożenie ciała umierającego Zbawiciela - głowa na lewym ramieniu, a nie na prawym jak zawsze, w konwulsjach wygięte muskularne ciało młodego mężczyzny.
Zupełnie bym tematu nie znał gdyby nie nieoceniona Ania z już linkowanego tu bloga!  
To ona pierwsza u siebie opisała te krzyże. A następnie za pomocą kogoś kto mieni się nickiem Parlando - udaje się wyszukiwać coraz to nowe okazy!

I jeszcze zacytuje cały komentarz Parlando do znalezionego przeze mnie miejsca:
"W Starym Korczynie jest mogiła http://powstanie1863.zsi.kielce.pl/index.php?id=s18
a tutaj https://goo.gl/maps/m3vpz9BxCLn cmentarz z okresu I i II WŚ.
Znalazłem nawet coś ciekawego, ale tu Czarkowy występuje raz, ale jeszcze przed 1863 rokiem.
http://sbc.wbp.kielce.pl/Content/20231/Świętokrzyskie%20wydanie%20specjalne.pdf
Zbyt odległa okolica, by sprawdzić osobiście:) Street View też tam niestety nie ma
." 

Wiele wskazuje że to tajny znak Powstańców Styczniowych.
Historia tak ciekawa, że aż trudno w nią uwierzyć. 


 A potem coś co nosi na mapie szumną nazwę "kopca grunwaldzkiego - a co przypomina kupę kompostu - zarośnięta, za ogrodzeniem i w ogóle bez żadnego opisu - ale na mapie Compassu to kopiec grunwaldzki! Skad wiem ze to on? Bo pasuje miejsce i ... no to jedyny kopiec (poza krecimi) w okolicy, a okolica płaska, więc widać! 

 Św Florian posród pól... zgoła dziwna lokacja, dla tego świętego. 

KONIECMOSTY

 Nida. 

WIŚLICA



 Niestety znów nie zszedłem do podziemi!!! 
Opiekuje się tym muzeum archeologiczne - ale nie w poniedziałki. w poniedziałki tylko lokalny przewodnik - kleryk na stażu u miejscowego proboszcza. 
Za to bardzo mądry, młody człowiek, świetnie przygotowany do pełnionej funkcji i szalenie miły w obyciu.
 No to wreszcie sobie po fotografuję w podziemiach domu Długosza.
Bo ostatnio tego nie zrobiłem, gdyż... nie miałem gotówki na ofiarę, a na krzywy ryj to focić nie lubię!  

 Ten mnich to podpora katafalku! 

 Podobno wyjątkowy "Bóg Ojciec" - tak twierdza historycy sztuki! 




 Siadam sobie przy kawusi, i gadamy z przewodnikiem,m póki nie przychodzi ktoś jeszcze i nie ruszamy na zwiedZanie samej kolegiaty. 




 Średniowieczne tabernakulum! Przyznam że widzę takie po raz pierwszy - albo inaczej, po raz pierwszy wiem co widzę ;-) 


 Wrota królewskie - kościół ufundował Kazimierz Wielki - po tym jak utopić kazał księdza który go napominał o grzeszne a rozwiązłe się prowadzenie... na co biskup Bodzanta takąż mu pokutę nałożył. 
A przez owe wrota właśnie król wchodził (choć są tacy którzy twierdzą, że konno wjeżdżał) 

Na podmiejskich łąkach - grodzisko - czyli ogromny plac, zaadoptowany na potrzebę kultu religijnego.

 Widać stąd kolegiatę. 

 Wkoło ustawione drewniane figury świętych polskich (centralnie rzecz jasna JPII)

 ołtarz na podwyższeniu 

 św. św. Cyryl i Metody.
 



 A potem czas mi jechać i tu...

I tu daje o sobie znac - opaczność! 
Oto bowiem mylę drogi wyjazdowe i miast na Szczerbaków, zmierzam do Gorysławic. 

GORYSŁAWICE
Ale nie ma tego złego!!!  
Nie dość że znajduje bardzo ciekawy stary kościół  - niestety opuszczony i powoli popadający w ruinę to jeszcze spotykam pielgrzyma szlakiem jakubowym z którym rozmawiam mi się jak ze starym przyjacielem - widac ludzie drogi to jedna nacja...













A poterm wylewnie się zegnamy, życzę mu powodzenia (mi tak bardzo jak jemu potrzebne nie będzie) odnajduję właściwy trakt i śmigam nim do Nowego Korczyna.
 

I to jest ostatnie zdjęcie bo padł mi akumulator w aparacie! 

A wiecie? Wcale mi z tego powodu nie jest przykro. Do Wiślicy jeszcze muszę wrócić, przez Nowy Korczyn mam zaplanowana także inną trasę... jak Bóg da, to jeszcze nieraz przekręcę po tych okolicach.  
Zreszta i tak juz nawet pomimo super ostrej selekcji... zdjęć w tym wpisie jest do znudzenia wiele.
zatem trzymajcie się - do następnego razu.
Tym razem - rajd pieszy po pasmie Radziejowej - zapraszam za kilka dni.

16 comments:

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Och, troszeczkę zazdroszczę Wiślicy. Planowałam kilka razy wyjazd. Chciałam zobaczyć Grodzisko, Gorysławice i oczywiście kolegiatę w Wiślicy. Nie pojechałam bo zawsze coś "stawało mi na drodze". Bardzo interesująco wyglądają w kolegiacie te fragmenty polichromii rusko-bizantyjskiej. Dobrze je uchwyciłeś na zdjęciach. Kościół w Gorysławicach interesował mnie od dosyć dawna. Podobno jest możliwość zobaczenia jego wnętrza po uzgodnieniu telefonicznym. Jak zaplanuję wyjazd (taki pewniak) do Wiślicy to sprawdzę czy jest to możliwe:)

makroman said...

Byle nie w poniedziałek Łucjo! A jak ustalisz z Gorysławicami, to liczę na info zwrotne, bo sam bym chętnie zobaczył.
Miejsce naprawdę warte zobaczenia, a w czasie upału posiedzieć sobie w chłodnych piwnicach domu Długosza... bezcenne.

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Wiem, że miejsca bezcenne i oczywiście kusi... Długosz.
Miłej niedzieli:)

Kasia Kamil Skóra said...

Wiślica jest na pewno miejscem wartym zobaczenia! Wycieczka obfitująca w niezwykłe zabytki, no cóż pieszo się tyle na raz nie zobaczy, rower bije tutaj piechura na głowę ! Mamy pytanie, czy takie przeprawy promowe przez rzekę są płatne? :)

Ania said...

Świetna wyprawa i godna jej relacja. Zaczytałam się i trochę popłynęłam we wspomnienia. W czasach "przedblogowych" byliśmy w Wiślicy. I akurat ksiądz gdzieś wyjechał... czyli podziemia zobaczyłam dopiero u Ciebie.
Barokowe światki przepiękne. A Chrystus "powstańczy" bez wątpienie ten, o którym pisałam. Nawet, jeśli jego historia okaże się legendą, to i tak figura oryginalna. Szkoda, że nazwisko fundatora na krzyżu niewidoczne; może by to rozświetliło mroki tej ciągle niezbadanej historii.

Wojciech Gotkiewicz said...

Jak na tyle wojen, powstań, przemarszów, pacyfikacji itp., jednak trochę się w tej Polsce zachowało. Ta na marginesie, z Twoich postów wynika, że oznakowanie szlaków bywa ... dyskusyjne i szczerze mówiąc, nie wiem, czy to źle, czy może też dobrze?

ggabba.j said...

ach ale miejscowości wspaniale do zwiedzania...a i u nas Wiślica...nasza gminna ulokowana na wierzchołki Kopca Wiślickiego...rozpościerają się z niego wspaniale widoki na Skoczów i Beskid Cieszyński...przed wojną cieszyła się bardzo zła sławą...i tak nic więcej w niej nie ma...no chyba prywatna stajnia z pięknymi konikami...miłego:)))

Hanna Badura said...

Pamiętam, że w powieści Nad Niemnem również występuje miejscowość Korczyn.
Śliczny jest ten drewniany kościółek. Pokazałeś duzo rzeczy wartych uwagi.
Są tu piękne kapliczki.
Serdecznie pozdrawiam :)

Hanna Badura said...

Śliczny jest drewniany kościółek. Spodobały mi się urocze kapliczki. Choćby dla nich warto byłoby wybrać się na tę wycieczkę.
Serdecznie pozdrawiam :)

makroman said...

Kasiu i Kamilu - zwłaszcza gdy przemierza się równiny i trzeba pokonać 40 km lub 70 jak dziś. Ten prom jest bezpłatny dla rowerzystów, na niektórych pobierają opłaty, ale symboloczne złotówkę lub dwie.

Aniu - tam nie ma fundatora (albo już nie ma) na pionowej belce krzyża jest westchnienie do Boga i tyle. Może gdyby się dało podejść bliżej, dostrzegł bym coś więcej.

Wojtku - jasne, coś zostało i to coś bardzo często nadal niszczeje... Ze szlakami różnie bywa, te górskie popularne są oznaczone świetnie, te na równinach często... lepiej na nie, nie liczyć.

Ggabbo - a tego nie wiedziałem!

Hanno - to bardzo bogate w historię miejsca i urokliwe, tyle że turystycznie mało popularne.

Wojciech Gotkiewicz said...

I dzięki temu nie spotkasz na nich przypadkowych niedzielaków :)

hegemon said...

Zapędziłeś się na Ponidzie. Może i dobrze, że są to miejsca turystycznie mało popularne? Mniej ludzi, mniej hoteli i innego przemysłu turystycznego... A byłeś na grodzisku Stradów?

makroman said...

Wojtku - owszem co i raz ktoś się pokazuje i choć nie zawsze są to turyści kwalifikowani, ale przynajmniej trzymają ogólnie solidny poziom, więc ich obecność nie mierzi. A czasami natknąć się można na osoby o naprawdę solidnej wiedzy opartej o solidne zwiedzanie i wtedy rozmowa to prawdziwa radość, spotkałem takich podczas ostatniej wizyty.

Hegemonie - już któryś raz. w Stradowie nie byłem - rajza rowerowa tam, była by na granicy moich możliwości, tak by zdążyć dojechać, zobaczyć, wrócić na rowerze i jeszcze iść do pracy. Ale mam w planach taki dłuższy objazd, to wtedy na pewno.

Nomad said...

Tak, Wiślanej trasy rowerowej powstają coraz to nowe odcinki. W okolicy Krakowa, można już przejechać praktycznie od Niepołomic do Oświącimia. Swastyka, to przecież starożytny symbol, do czasów nazizmu kojarzony ze szczęściem. W Indiach dość powszechny. Oczywiście trochę inaczej rysowany. Na Wiśle w Krakowie uruchomiono w Tyńcu obok autostrady historyczny prom. jeszcze nim nie jechałem. A co do GPS-u. Pewnie już to pisałem. Polecam loggery Holux lub tej samej firmy liczniki rowerowe. Niezawodne i tanie. Mają niepodważalną zaletę. Na jednym ładowaniu około 20 godzin.

makroman said...

Nomadzie - zeszłego roku jeszcze tych znaków nje było, przejazdu chyba też, a jesli był to wertepami. Dobrze że pojawiają się takie inwestycje, to cieszy, szkoda że nie wcześniej. Logger mówisz? Watro przemyśleć, choc to kolejny gadżet, a moim ideałem jest all in one.
Mam w planie ruszyć tym odcinkiem nadwiślañskiej trasy jeszcse w tym sezonie, to chętnie zdam Wam relację z jego walorów i ... mankamentów.

Jula said...

Zauroczył mine kościółek w Gorysławicach. Piękna architektura.