Grupka niemieckich turystów radośnie kolebała zadkami na obłożonych czerwonym skajem siedzeniach, w czasie gdy pociągiem rzucało po torach niczym pijanym wężem. Podobało im się to...
Nutka, ba całe pięciolinie nutek, wyższości nad "cywilizacją wschodu" tak dalece ustępującą "cywilizacji zachodu" że banalne wyboje na torach, zaczynają odgrywać rolę jarmarcznej atrakcji.
Statystyczny Polak, to samo myśli i czuje gdy widzi siermiężne budynki prowincjonalnych miejscowości za wschodnią granicą...wtedy on może znów wcielić się w przedstawiciela "cywilizacji zachodu" z wyższością patrzącego na "dzikusów" ze wschodu.
Szkoda że tak mało ludzi zdaje sobie sprawę iż słowa "cywilizacja' i "kultura" bynajmniej nie są synonimami i że kulturalny człowiek nie odczuwa radochy widząc braki cywilizacyjne sąsiada.
Niemcy jechali do Krakowa, będą zwiedzać nasz stolice kulturalną...powodzenia im życzę, ale źle wybrali - nie zrozumieją w Krakowie czym jest Polska. Może dostrzegą zaprzeszłą wielkość tego kraju i narodu...może

Nami też trzęsło niemiłosiernie - kolej przyśpieszyła pociągi, pamiętam z dzieciństwa że do Krakowa jechało się dwie i pół godziny, teraz godzinę z minutami - wolę pociąg od samochodu. Zawsze wolałem. Już w młodości narażałem się na konflikty z rodziną uparcie forsując pomysły podróżowania pociągiem, zamiast autobusem. Jest coś ciekawego w kolei, jest też większa przestrzeń, są szanse na spotkania i rozmowy z innymi podróżnymi (choć ten zwyczaj już zanika - jedni boją się złodziei, inni do szczętu przyswoili sobie kulturę obojętności), zawsze tez można przespacerować się i rozprostować nogi, w autobusie jest się obrazkiem wklejonym do środka.
Wolę pociąg od samochodu - nie urodziłem się z kierownicą w ręku, jak trzeba to prowadzę, ale chciał bym mieć spokojną głowę, nie myśleć o miejscu do zaparkowania, absurdalnych przepisach, draniach chowających się po krzakach z "suszarkami"...
Wreszcie last but not least pociąg to atrakcja dla dzieci - jest dla nich tym czym dla mojego pokolenia była jazda w dużym fiacie lub warszawie.
Nutka, ba całe pięciolinie nutek, wyższości nad "cywilizacją wschodu" tak dalece ustępującą "cywilizacji zachodu" że banalne wyboje na torach, zaczynają odgrywać rolę jarmarcznej atrakcji.
Statystyczny Polak, to samo myśli i czuje gdy widzi siermiężne budynki prowincjonalnych miejscowości za wschodnią granicą...wtedy on może znów wcielić się w przedstawiciela "cywilizacji zachodu" z wyższością patrzącego na "dzikusów" ze wschodu.
Szkoda że tak mało ludzi zdaje sobie sprawę iż słowa "cywilizacja' i "kultura" bynajmniej nie są synonimami i że kulturalny człowiek nie odczuwa radochy widząc braki cywilizacyjne sąsiada.
Niemcy jechali do Krakowa, będą zwiedzać nasz stolice kulturalną...powodzenia im życzę, ale źle wybrali - nie zrozumieją w Krakowie czym jest Polska. Może dostrzegą zaprzeszłą wielkość tego kraju i narodu...może
Nami też trzęsło niemiłosiernie - kolej przyśpieszyła pociągi, pamiętam z dzieciństwa że do Krakowa jechało się dwie i pół godziny, teraz godzinę z minutami - wolę pociąg od samochodu. Zawsze wolałem. Już w młodości narażałem się na konflikty z rodziną uparcie forsując pomysły podróżowania pociągiem, zamiast autobusem. Jest coś ciekawego w kolei, jest też większa przestrzeń, są szanse na spotkania i rozmowy z innymi podróżnymi (choć ten zwyczaj już zanika - jedni boją się złodziei, inni do szczętu przyswoili sobie kulturę obojętności), zawsze tez można przespacerować się i rozprostować nogi, w autobusie jest się obrazkiem wklejonym do środka.
Wolę pociąg od samochodu - nie urodziłem się z kierownicą w ręku, jak trzeba to prowadzę, ale chciał bym mieć spokojną głowę, nie myśleć o miejscu do zaparkowania, absurdalnych przepisach, draniach chowających się po krzakach z "suszarkami"...
Wreszcie last but not least pociąg to atrakcja dla dzieci - jest dla nich tym czym dla mojego pokolenia była jazda w dużym fiacie lub warszawie.
Krakowski dworzec, ten nieodłączny posmak startego metalu, kurz i tysiące zagonionych podróżnych...
"podróżni różni, nic się nie różnią, na dworcu każdy staje się próżnią..." śpiewał przed laty Jonasz Kofta..."na wszystkich dworcach świata" jest tak samo.
Lubie tę atmosferę.
W Krakowie już pełna "cywilizacja zachodu" ulice patroluje "terminator" i ochroniarz na rowerze.
Załóżmy że chcę się ich o coś spytać?
- Przepraszam blaszanko ale jak dojść do Wawelu?
- "hasta le vista baby" wybasuje z siebie blaszanka, jaki fart że nie ma obrzyna...
a tego na rowerze to szkoda nawet zagadywać, w pełnym pędzie przenika między przechodniami.
A Jagiełło dzielnie trzyma straż nad Kleparzem. Monumentalne zwłoki Ulryka leżą u jego stóp, Witold dziarsko macha sztandarem, wojowie polscy i litewscy czają się by skoczyć do gardeł przeciwnikowi, trochę to artysta kiepsko wykombinował - skoro Grunwald już się stał, skoro potęga zakonu dostała tęgie manto, to komu oni chcą skakać do gardeł? Trza stać prosto, dumnie - wygraliśmy...
Ale tak musi być, takie pozy dodają pomnikowi dynamiki, staje się swoistym wideoclipem swojej epoki, ba nawet lubię ten patos.
Barbakan - ani piękny, ani szczególnie obronny - ale tak jak z ludźmi...piękni i odważni umierają młodo - sędziwego wieku dożywają ci którzy niczym szczególnym poza sędziwym wiekiem pochwalić się nie mogą.
Pora nam wejść w obręb Starego Krakowa.
Coś w tym miejscu umarło - jeszcze tylko poczekajmy aż władze Krakowa przegonią grajków z okarynkami - ulicznych przekupniów już udało się przegonić - coś umiera na naszych oczach. Zamieniamy zywą ulicę w woskowy odlew, albo jeszcze gorzej - w zabytkową oprawę, dodatek do luksusowych galerii...
Jak nie lubie paszy serwowanej w McDonaldzie, to jednak dobrze że on tam jest, że wnosi z sobą posmak, zwykłego mieszczańskiego życia, życia ulicy.
żeby było śmieszniej filmy wykorzystuje się do polityki, od czasów Stalina i Hitlera do obecnych - dziś rolę kroniki filmowej spełniają telenowele na przykład: Ilona Łepkowska - scenarzystka, przyznała że kancelaria prezydenta Kwaśniewskiego zwróciła się do autorów scenariuszy telenowel o przemycenie przed referendum unijnym propagandy namawiającej do głosowania za przystąpieniem do UE...
1 - erotyka
2 - żart
3 - inne przyczyny.
Do dziś nikt na to pytanie odpowiedzi nie znalazł...a szukało wielu.
Fakt jednak jest niezbity.
Kiedyś podobno kobitka była półnaga, ale deszcze zmyły sutki z jej piersi i teraz wygląda jak w obcisłym body.
Gdyby jeszcze nie to że rzeźba zdobi katedrę Mariacką, to można by przejść nad nią do porządku dziennego a tak...
To czemu sam robiłem zdjęcia? - diabli wiedzą.
Żerują (w sensie dosłownym) na ludzkich sentymentach. Ot tak jak miejska żuleria, żyjąca z turystów, mieszczuchów i przyjezdnych - zawsze znajdzie się "łoś" którego można "wydoić" - ale wyobraźmy sobie miasta oczyszczone z tego elementu (już pomijam możliwości techniczne - skoro nawet takim kanaliom jak Lenin i Stalin to się nie udało - mimo iż wydali rozkaz strzelania...), po prostu wyobraźmy sobie miasto bez niebieskich ptaków (obojętnie gołębi, czy mew)i bez "niebieskich ptaków" (żuli, apaszy itp.)...smutny obraz prawda?
Potem już szlak wokół Wawelu prosto pod szpony smoka - w końcu dla dzieci ta wycieczka była planowana i ich zadowolenie stawialiśmy na pierwszym planie.
Usiłujemy kupić bilety do smoczej jamy - biletomat przy zejściu owszem sprawny, ale nie przyjmuje karty płatniczej ani banknotów...ekstra wynalazek - jak dyrekcja szanownego muzeum będzie miała jeszcze inne "olśnienia" to zaczynam się bać. Obok maszynki stoi dziewczynka - stoi i udziela porad korzystającym - komuś z IQ w granicach 120 obsłużenie ustrojstwa zajmuje kilka minut - ktoś mniej uzdolniony będzie walczył kilkanaście lub kilkadziesiąt minut - członek mensy...odstąpi od zwiedzania zadeptanej pieczary -
co zrobiliśmy?
Poszliśmy kupić bilet w kasie - a propos w samym zejściu siedzi inna dziewoja i targa bilety - gdyby tak któraś miała kasetkę z bilonem...
Nie...nie u nas.
W końcu starożytna dyrekcja starożytnego Wawelu, nie będzie sobie zaprzątała głowy wygodą turystów!
Wiadomo że to miejsce TRZEBA zobaczyć, a skoro trzeba to zawsze znajda się chętni, a skoro się znajdą to nich się cieszą że nie stoi tu obleśna buda z dykty tylko nowoczesny biletomat (cóż że z podobną dozą funkcjonalności).
W kasie gehenna - GODZINA stania w kolejce !!!!
czemu godzina?
Bo obok kas jest stanowisko informacyjne obsługiwane przez dziewoją która zna język angielski...ale kasjerki znają go tylko ze słyszenia - co jest o tyle dobre iż zaraz po usłyszeniu mowy szekspiropodobnej bezbłędnie zwracają się do owej panienki która tłumaczy o co danemu turyście chodzi.
Przy czym pani z okienka niespecjalnie umie wytłumaczyć (nawet przy pomocy tłumaczki) czemu nie może sprzedać biletów na zwiedzanie ekspozycji tej samej grupie ale na różne godziny, bo jedni chcą zwiedzać wpierw to a inni tamto?
W sumie to przecież trzeba by zacząć od początku czyli od czasów realnego socjalizmu...
Do tego jeszcze to wertowanie legitymacji studenckich...
z daleka widać że bilet kupuje człowiek młody i nie trzeba Dody (członkini mensy) by wywnioskować że to studenciarnia - bo kto inny będzie w takim upale pchał się na ekspozycje muzealne skoro tuż w zasięgu są stoliki z zimnym piwem?
Ale widać panie z kas, własnymi piersiami będą chronić dobra narodowego przed ewentualnym umniejszeniem należnej kwoty za bilet - gdyby przypadkiem na bilet studencki weszła osoba która studentem nie jest...I ja nawet jestem im za to wdzięczny - w końcu stanie godziny w kolejce po to by wejść do Smoczej Jamy to dowód mojej wielkiej miłości, który dane mi było złożyć, do żony i dzieci, bo gdybym ich tak nie kochał, to...wypiął bym się na cały ten wawelski realny socjalizm i poszedł sobie w bardziej przyjazne miejsce!
Opuszczamy już wawelskie kamienie i idziemy na inne - przed nami trasa na Bonarkę.
Po drodze jeszcze kolejne zdjęcia z cyklu "Marzenka i hotele".
Ps - tego lata Radio Kraków prowadzi przed południem ciekawy cykl audycji spod tego balonu - warto posłuchać - w ogóle warto posłuchać dobrego radia (byle nie Radia Mało Fajnego i jemu podobnych).
Przed nami Bonarka.
rezerwat geologiczny, bardzo ciekawe miejsce.
Niemcy kiedyś urządzili tu sobie obóz koncentracyjny - a gdzie ich nie urządzali?
Dziś jeszcze przerażają pozostałości po tamtym czasie - choć miejsce to żyje już innym życiem i innym czasem - ścieżkami rowerowymi, spacerowiczami - badaczami geologii, poszukiwaczami skamieniałości itp.
Ludzie odejdą tak jak odszedł lodowiec, tysiące lat po nich zaczną odchodzić jeziora i zalewy.
Skały zostaną jeszcze przez miliony lat..ale i one odejdą, bezlitośnie kruszone mrozem i upałem, wypłukiwane wodą, wycierane wiatrem...
Droga na kopiec jest .. okrężna - bo przez teren kamieniołomów z rodzinka się nie przeprawię - sam bym się poważył, zwłaszcza z towarzyszem od wspinaczki, liną hakami, młotkiem ...
Ale idziemy dookoła.
idziemy...
ciepło nam
idziemy
jest tuż tuż - na wyciągnięcie ręki
ale idziemy
cały czas go widać
ale idziemy...
Cholera jasna długo jeszcze tak będziemy szli?
Na szczęście już niedługo - jest uliczka "pod Kopcem" i pniemy się w górę.
Mówcie co chcecie ale Krak ma po śmierci ładne widoki...
Nic bardziej mylnego - Austriacy niegdyś obłożyli kopiec dookoła swoim fortem (Barbarzyństwo nietypowe dla Austriaków, po prawdzie Hitler też był Austriakiem, ale to ewenement - W przeciwieństwie do Niemców z Reichu lubię Austriaków - mają lotne dowcipne umysły, lubią wolność, są konserwatywni (na skalę europejską rzecz jasna) itp.
Ale zrobili kilka głupot i trudno im to zapomnieć. Kopiec Kraka obudowany fortem i wyburzenia wewnątrz Wawelu - to przykłady nader jaskrawe.
Całe warstwy kulturowe wokół kopca diabli wzięli...
a potem jeszcze tylko zająć wygodne miejsca w wagonach i wracamy, a z nami padlinki dwa.
Nie sposób opisać wszystkiego - pewnie by to i nużące było - inaczej czyta się książkę, inaczej bloga. Inna jest dramaturgia narracji ale i możliwości płynące z pisania dygresji.
Dziś już koniec - jutro zacznę pisać o naszej wycieczce do Bałtowa.
10 comments:
Ochraniarze pilnują by nikt nie podprowadził terminatora ;-) też mam go obfotografowanego :-)
Jakbym miała możliwość jechania pociągiem godzinę to też mimo wszystko wybrałabym tę formę podróży. Pamiętam czasy, kiedy znad Bałtyku do Krakowa jechało się całą noc, a z Krakowa do Zakopanego cały dzień.
Ja jednak wolę samochód. Nie wspominając o rowerze, ale to inna skala (choć doświadczenia wielu temu przeczą).
Zawsze można skręcić, spontanicznie zmienić trasę, zatrzymać się na dłużej. Sam wybierasz, sam decydujesz.
też tak myślałem dawno temu - kupimy sobie samochód i będziemy zwiedzać - w praktyce wygląda to tak że nie ma czasu na krążenie po okolicy, bo trzeba "robić trasę" a na miejscu jest walka o miejsce na parkingu, lub stałe nerwy, czy przypadkiem jakiś szurnięty strażnik miejski nie założy nam "buta". Fakt faktem, że dzięki samochodowi mam zaliczone sporo ciekawych miejsc, ale jeśli jadę tak jak teraz do Krakowa z określonym celem, to wole pociąg.
Makro
Są plusy, są minusy. Plusów jednak więcej. Mobliność większa.
w rzeczy samej - mobilność większa.Ale jak nie muszę to nie korzystam - teraz np wychodzę do pracy ... na piechotę - samochód stoi pod domem, rower w piwnicy a ja sobie pospaceruję.
Jak widzisz na rajdy jadę samochodem - ale na odwiedzanie określonych miejsc wolę pociągi.
Jest w tym jakiś urok (w pociągach). Myślałem nawet o pociągowej wyprawie po Europie.
Ale najlepszy wydaje mi się samochód + namiot + rower (w tym roku zabrakło tego trzeciego członu). Kotwiczysz na kampie, a okolicę w promieniu 100 kilometrów spokojnie zwiedzasz sobie na rowerku. Dobry sposób na w miarę tanie zwiedzanie większych obszarów.
Mój ideał to wóz campingowy, odpada problem z poszukiwaniem miejsca na namiot - wystarczy parking przy stacji benzynowej - oczywiście w wozie powinny być rowery - ale to chyba pieśń emeryta będzie...
Wóz taki to ideał Niemców i Holendrów. Napiszę o tym w stosownym czasie relacjonując moją tułaczkę.
Co do mnie - jest to jakaś opcja, choć trzeba by wiedzieć ile toto pali (jak z klimą - na południu w takiej puszcze idzie się chyba udusić, a prąd/wodę/kanalizację i tam masz na campach właśnie. No i jak się tym jeździ, bo prawdę pisząc nie wyobrażam sobie dłuższej wyprawy czymś takim )ile mozna takim pociągnąć po autostradzie na przykład). Ale na emeryturze tak, jak najbardziej. Mając jakiś pieniądz można by praktycznie w takim mieszkać. Podróżować non stop!
Ja również uwielbiam podróżować pociągiem. Im dłużej tym lepiej. Dlatego tak chętnie w góry wpadam, albo do krakowa- 10-12 h w pociągu...najczęściej nocą ;-)
A rowerem uwielbiam jeździć na moją skalę lokalną- czy to do miast, czy na ryby, czy na rajd...
pozdrawiam z Serca Mazur
O! Przybyło tutaj dużo interesujących treści od mojej ostatniej wizyty :-)
Fotograf pamięta, że może znaleźć się w obiektywie innego wielbiciela pstrykania, za co bardzo wszystkich przeprasza :-)
Za foty kopca od strony Bonarki wielkie dzięki :-) jeszcze tam nie udało mi się dotrzeć.
Plecak prześliczny :-) ale pewnie ramiona bolą :-(
Wspaniała wycieczka :-)
Post a Comment