Friday, July 24, 2009

Kamiennym szlakiem Krakowa

Grupka niemieckich turystów radośnie kolebała zadkami na obłożonych czerwonym skajem siedzeniach, w czasie gdy pociągiem rzucało po torach niczym pijanym wężem. Podobało im się to...
Nutka, ba całe pięciolinie nutek, wyższości nad "cywilizacją wschodu" tak dalece ustępującą "cywilizacji zachodu" że banalne wyboje na torach, zaczynają odgrywać rolę jarmarcznej atrakcji.
Statystyczny Polak, to samo myśli i czuje gdy widzi siermiężne budynki prowincjonalnych miejscowości za wschodnią granicą...wtedy on może znów wcielić się w przedstawiciela "cywilizacji zachodu" z wyższością patrzącego na "dzikusów" ze wschodu.
Szkoda że tak mało ludzi zdaje sobie sprawę iż słowa "cywilizacja' i "kultura" bynajmniej nie są synonimami i że kulturalny człowiek nie odczuwa radochy widząc braki cywilizacyjne sąsiada.
Niemcy jechali do Krakowa, będą zwiedzać nasz stolice kulturalną...powodzenia im życzę, ale źle wybrali - nie zrozumieją w Krakowie czym jest Polska. Może dostrzegą zaprzeszłą wielkość tego kraju i narodu...może



Nami też trzęsło niemiłosiernie - kolej przyśpieszyła pociągi, pamiętam z dzieciństwa że do Krakowa jechało się dwie i pół godziny, teraz godzinę z minutami - wolę pociąg od samochodu. Zawsze wolałem. Już w młodości narażałem się na konflikty z rodziną uparcie forsując pomysły podróżowania pociągiem, zamiast autobusem. Jest coś ciekawego w kolei, jest też większa przestrzeń, są szanse na spotkania i rozmowy z innymi podróżnymi (choć ten zwyczaj już zanika - jedni boją się złodziei, inni do szczętu przyswoili sobie kulturę obojętności), zawsze tez można przespacerować się i rozprostować nogi, w autobusie jest się obrazkiem wklejonym do środka.

Wolę pociąg od samochodu - nie urodziłem się z kierownicą w ręku, jak trzeba to prowadzę, ale chciał bym mieć spokojną głowę, nie myśleć o miejscu do zaparkowania, absurdalnych przepisach, draniach chowających się po krzakach z "suszarkami"...

Wreszcie last but not least pociąg to atrakcja dla dzieci - jest dla nich tym czym dla mojego pokolenia była jazda w dużym fiacie lub warszawie.



Krakowski dworzec, ten nieodłączny posmak startego metalu, kurz i tysiące zagonionych podróżnych...
"podróżni różni, nic się nie różnią, na dworcu każdy staje się próżnią..." śpiewał przed laty Jonasz Kofta..."na wszystkich dworcach świata" jest tak samo.
Lubie tę atmosferę.



W Krakowie już pełna "cywilizacja zachodu" ulice patroluje "terminator" i ochroniarz na rowerze.
Załóżmy że chcę się ich o coś spytać?
- Przepraszam blaszanko ale jak dojść do Wawelu?
- "hasta le vista baby" wybasuje z siebie blaszanka, jaki fart że nie ma obrzyna...
a tego na rowerze to szkoda nawet zagadywać, w pełnym pędzie przenika między przechodniami.



A Jagiełło dzielnie trzyma straż nad Kleparzem. Monumentalne zwłoki Ulryka leżą u jego stóp, Witold dziarsko macha sztandarem, wojowie polscy i litewscy czają się by skoczyć do gardeł przeciwnikowi, trochę to artysta kiepsko wykombinował - skoro Grunwald już się stał, skoro potęga zakonu dostała tęgie manto, to komu oni chcą skakać do gardeł? Trza stać prosto, dumnie - wygraliśmy...
Ale tak musi być, takie pozy dodają pomnikowi dynamiki, staje się swoistym wideoclipem swojej epoki, ba nawet lubię ten patos.

ASP

Lubie ten "globus" od zawsze, dzieckiem byłem, on tu stał, zawsze mnie intrygował, zawsze był gdzieś w mojej głowie.

Barbakan - miejsce do banału znane i ... nieznane jednocześnie - mało kto wie co kryją jego fundamenty, mało kto wie o ukrytych w jego pobliżu ciałach: zmarłych poległych i ... zamordowanych. W Przeszłości tędy wiódł trakt na Kleparz (daleko iść nie trzeba było) tylko że wtedy nie było tu ulic i domów.
Barbakan - ani piękny, ani szczególnie obronny - ale tak jak z ludźmi...piękni i odważni umierają młodo - sędziwego wieku dożywają ci którzy niczym szczególnym poza sędziwym wiekiem pochwalić się nie mogą.

Pora nam wejść w obręb Starego Krakowa.

Kiedyś te mury żyły, na dole oblepione kiczowatymi obrazkami, u góry na krużgankach bawili się chłopcy - od czasu do czasu spędzani czyimś ostrym krzykiem, czasami był to policjantem, czasami ktoś "po cywilnemu" być może kustosz, zbyt mały byłem by rozeznawać, ale wejście zamknięte było przewieszonym łańcuszkiem, czyli nie było zamknięte wcale - Dziś to już tylko skansen, nawiedzany przez turystów.
Coś w tym miejscu umarło - jeszcze tylko poczekajmy aż władze Krakowa przegonią grajków z okarynkami - ulicznych przekupniów już udało się przegonić - coś umiera na naszych oczach. Zamieniamy zywą ulicę w woskowy odlew, albo jeszcze gorzej - w zabytkową oprawę, dodatek do luksusowych galerii...
Jak nie lubie paszy serwowanej w McDonaldzie, to jednak dobrze że on tam jest, że wnosi z sobą posmak, zwykłego mieszczańskiego życia, życia ulicy.

A pod Kościołem Mariackim "film krencom" - przechodnie ustawione w szpaler, pilnie oglądają jak na ich oczach rodzi się kolejny sen, czują że uczestniczą w tym quasi religijnym zdarzeniu. Film dziś ważniejszy jest od życia. Cóż tam życie - kto dziś tworzy siebie? Podpatruje się wzorce na filmach, a sprytni producenci ciągną cholerny szmal, nie tylko z biletów, ale także z całej otoczki, ze wszystkich tych gadżetów, ubrań i naszywek, jakie nagle są nam potrzebne - pamiętam jak nagle faceci zaczęli się strzyc a'la gladiator.
żeby było śmieszniej filmy wykorzystuje się do polityki, od czasów Stalina i Hitlera do obecnych - dziś rolę kroniki filmowej spełniają telenowele na przykład: Ilona Łepkowska - scenarzystka, przyznała że kancelaria prezydenta Kwaśniewskiego zwróciła się do autorów scenariuszy telenowel o przemycenie przed referendum unijnym propagandy namawiającej do głosowania za przystąpieniem do UE...


Kobitka siedzi na chłopie i siecze go po tyłku biczem...
1 - erotyka
2 - żart
3 - inne przyczyny.
Do dziś nikt na to pytanie odpowiedzi nie znalazł...a szukało wielu.
Fakt jednak jest niezbity.
Kiedyś podobno kobitka była półnaga, ale deszcze zmyły sutki z jej piersi i teraz wygląda jak w obcisłym body.
Gdyby jeszcze nie to że rzeźba zdobi katedrę Mariacką, to można by przejść nad nią do porządku dziennego a tak...

Sukiennice - temat obfotografowywany bez litości, umiaru i .. gustu.
To czemu sam robiłem zdjęcia? - diabli wiedzą.
Drobny tarnowski akcent i oczywiście siatka na gołębie, A z tymi gołębiami to też ciekawa historia - bo czym one są? Próżniakami, obibokami i ... niebieskimi ptakami.
Żerują (w sensie dosłownym) na ludzkich sentymentach. Ot tak jak miejska żuleria, żyjąca z turystów, mieszczuchów i przyjezdnych - zawsze znajdzie się "łoś" którego można "wydoić" - ale wyobraźmy sobie miasta oczyszczone z tego elementu (już pomijam możliwości techniczne - skoro nawet takim kanaliom jak Lenin i Stalin to się nie udało - mimo iż wydali rozkaz strzelania...), po prostu wyobraźmy sobie miasto bez niebieskich ptaków (obojętnie gołębi, czy mew)i bez "niebieskich ptaków" (żuli, apaszy itp.)...smutny obraz prawda?


Strażnicy miejscy...nie ukrywam iż budzą we mnie cieplejsze uczucia niż ci plątający się po ulicach.

Fotografie pamiętaj - na ciebie też ktoś może ostrzyć ogniskową ;-)

mój ulubiony krakowski kościół - św. Andrzej na grodzkiej - starszy od aktu lokalizacyjnego w partiach przyziemia i wielu elementach wnętrza to czysta forma romańska - potem obudowana w gotyk - ale to stary kościół - bardzo stary i bardzo piękny - kiedyś jak i do Katedry Mariackiej wchodziło się doń po schodach, dziś też po schodach trzeba zejść w dół - kilka centymetrów na pokolenie - warstwa po warstwie, poziom ulicy narastał....szkoda że nie dożyję, czasów gdy Kościół znów znajdzie się w katakumbach...choć może dożyję - bo to się dzieje do tego prowadzi.

A tuż obok, zagłuszając urodę (choć trzeba przyznać, iż jest cofnięty nieco, dzięki czemu nie zagłusza aż tak bardzo) kościoła Św. Andrzeja - stoi wielki jezuicki moloch - Sam nie wiem co o tym zakonie myśleć, z jednej strony ludzie tacy jak Skarga czy Bobola a z drugiej, umacnianie feudalizmu, szkoły zakonne które uczyły kwiecistego stylu, ale nie uczyły świata...

I kaznodzieja wszech czasów.

I muzeum arcybiskupie - przez cały czas trwanie festiwalu Kraków 2000 często to przebywałem, imponująca kolekcja, imponujący dowód trwania i wielkości przez wieki.

Najpiękniejsze miejsce w Krakowie, a tak niewiele osób tu zagląda, marnując czas na uganianie się wokół sukiennic.

Potem już szlak wokół Wawelu prosto pod szpony smoka - w końcu dla dzieci ta wycieczka była planowana i ich zadowolenie stawialiśmy na pierwszym planie.

Jeden wysyła SMSa a inni robią zdjęcia na "krzywy ryj" - zawsze się jakiś frajer znajdzie.

Wawel - dziedziniec zamkowy.

Usiłujemy kupić bilety do smoczej jamy - biletomat przy zejściu owszem sprawny, ale nie przyjmuje karty płatniczej ani banknotów...ekstra wynalazek - jak dyrekcja szanownego muzeum będzie miała jeszcze inne "olśnienia" to zaczynam się bać. Obok maszynki stoi dziewczynka - stoi i udziela porad korzystającym - komuś z IQ w granicach 120 obsłużenie ustrojstwa zajmuje kilka minut - ktoś mniej uzdolniony będzie walczył kilkanaście lub kilkadziesiąt minut - członek mensy...odstąpi od zwiedzania zadeptanej pieczary -
co zrobiliśmy?
Poszliśmy kupić bilet w kasie - a propos w samym zejściu siedzi inna dziewoja i targa bilety - gdyby tak któraś miała kasetkę z bilonem...
Nie...nie u nas.
W końcu starożytna dyrekcja starożytnego Wawelu, nie będzie sobie zaprzątała głowy wygodą turystów!
Wiadomo że to miejsce TRZEBA zobaczyć, a skoro trzeba to zawsze znajda się chętni, a skoro się znajdą to nich się cieszą że nie stoi tu obleśna buda z dykty tylko nowoczesny biletomat (cóż że z podobną dozą funkcjonalności).

W kasie gehenna - GODZINA stania w kolejce !!!!
czemu godzina?
Bo obok kas jest stanowisko informacyjne obsługiwane przez dziewoją która zna język angielski...ale kasjerki znają go tylko ze słyszenia - co jest o tyle dobre iż zaraz po usłyszeniu mowy szekspiropodobnej bezbłędnie zwracają się do owej panienki która tłumaczy o co danemu turyście chodzi.
Przy czym pani z okienka niespecjalnie umie wytłumaczyć (nawet przy pomocy tłumaczki) czemu nie może sprzedać biletów na zwiedzanie ekspozycji tej samej grupie ale na różne godziny, bo jedni chcą zwiedzać wpierw to a inni tamto?
W sumie to przecież trzeba by zacząć od początku czyli od czasów realnego socjalizmu...
Do tego jeszcze to wertowanie legitymacji studenckich...
z daleka widać że bilet kupuje człowiek młody i nie trzeba Dody (członkini mensy) by wywnioskować że to studenciarnia - bo kto inny będzie w takim upale pchał się na ekspozycje muzealne skoro tuż w zasięgu są stoliki z zimnym piwem?
Ale widać panie z kas, własnymi piersiami będą chronić dobra narodowego przed ewentualnym umniejszeniem należnej kwoty za bilet - gdyby przypadkiem na bilet studencki weszła osoba która studentem nie jest...I ja nawet jestem im za to wdzięczny - w końcu stanie godziny w kolejce po to by wejść do Smoczej Jamy to dowód mojej wielkiej miłości, który dane mi było złożyć, do żony i dzieci, bo gdybym ich tak nie kochał, to...wypiął bym się na cały ten wawelski realny socjalizm i poszedł sobie w bardziej przyjazne miejsce!

Bogata jest historia tej nory - była tu i knajpa i burdel a teraz jest to rodzaj sanktuarium narodowego, co to każdy Polak zobaczyć winien, by wiedzieć jakie są korzenie naszego państwa.

No fakt są korzenie - tylko że nie tyle naszego państwa co austriackiego a konkretnie filary podtrzymujące od spodu mur obronny który właśnie nad Smoczą Jamą przebiega.

Charakterystyczne kopulaste wgłobienia w powale groty, dziś wykorzystywane jako swoiste "abażury", świadczą o tym że jama znajdowała się przez jakiś czas, może wiele razy poniżej poziomu Wisły i to jej wody wypełniając sobą szczelne wnętrze jaskini wypłukiwały te twory.

Jedne z bocznych korytarzy jaskini - łącznie jest znacznie więcej i tworzą ciekawy system rozgałęzień, pod samym zamkiem, ale też i pod sąsiadującymi ulicami - ale niedostępne są dla zwiedzających i słuszne bo tam już trzeba wykazać umiejętności speleologiczne.

Opuszczamy już wawelskie kamienie i idziemy na inne - przed nami trasa na Bonarkę.
Po drodze jeszcze kolejne zdjęcia z cyklu "Marzenka i hotele".

Tym razem Sheraton (wielu drażni - mi jest doskonale obojętny)

Rzut oka zakole Wisły pod Wawelem.
Ps - tego lata Radio Kraków prowadzi przed południem ciekawy cykl audycji spod tego balonu - warto posłuchać - w ogóle warto posłuchać dobrego radia (byle nie Radia Mało Fajnego i jemu podobnych).

Przed nami Bonarka.
rezerwat geologiczny, bardzo ciekawe miejsce.
Niemcy kiedyś urządzili tu sobie obóz koncentracyjny - a gdzie ich nie urządzali?
Dziś jeszcze przerażają pozostałości po tamtym czasie - choć miejsce to żyje już innym życiem i innym czasem - ścieżkami rowerowymi, spacerowiczami - badaczami geologii, poszukiwaczami skamieniałości itp.


Kopiec Krakusa, w oddali - nie jest to częste miejsce skąd robi się mu zdjęcia, dla tego prezentuję je z wielką satysfakcją.

Krajobraz ciut borealny, choć to tylko złudzenie, to nie północne ziemie, to "kras antropogeniczny" - czyli wielka niecka kamieniołomów.

Nieużytkowane tereny powoli zarastają, niedługo ich rzeźba przestanie być czytelna, oczka wodne pokryją się warstwami butwiejącej roślinności i ... przestaną być oczkami wodnymi - taki los czeka zresztą wszystkie jeziorka i zalewy - to nie jest kwestia "czy" to wyłącznie kwestia "kiedy".
Ludzie odejdą tak jak odszedł lodowiec, tysiące lat po nich zaczną odchodzić jeziora i zalewy.
Skały zostaną jeszcze przez miliony lat..ale i one odejdą, bezlitośnie kruszone mrozem i upałem, wypłukiwane wodą, wycierane wiatrem...

Dawno temu zaczytywałem się komiksami o przygodach Thorgala Aegirsona, wtedy zazdrościłem Angolom ich Devonu - białych skał i pamiątek po ludach których już nikt nie pamięta - za cudzym tęsknicie swego nie znacie - poznałem, tęsknota pozostała - tam też będę - ale znikło gdzieś poczucie braku. Mamy i my swoje petroglify, skamieniałości (o tym w następnym poście), mamy swoje święte kręgi, kurhany...

Tylko czekać aż zza krzaków wyłoni się Łoś...naczytałem się Fiedlera.

Droga na kopiec jest .. okrężna - bo przez teren kamieniołomów z rodzinka się nie przeprawię - sam bym się poważył, zwłaszcza z towarzyszem od wspinaczki, liną hakami, młotkiem ...

Ale idziemy dookoła.
idziemy...
ciepło nam
idziemy
jest tuż tuż - na wyciągnięcie ręki
ale idziemy
cały czas go widać
ale idziemy...

Cholera jasna długo jeszcze tak będziemy szli?

Na szczęście już niedługo - jest uliczka "pod Kopcem" i pniemy się w górę.

Pierwsza panorama Krakowa. Było by nieco lepiej widać gdyby pot nie zalewał nam oczu.

Szliśmy, szliśmy i doszliśmy. Ładny stąd widok.

Bazylika na Podgórzu

Bazylika Mariacka

Wawel

Mówcie co chcecie ale Krak ma po śmierci ładne widoki...

Jak na królewskie miasto przystało - drogę w dół umaiły nam swym tańcem pazie królowej

Wygląda to starowicie - jakież reliefy, piktogramy, może runy...
Nic bardziej mylnego - Austriacy niegdyś obłożyli kopiec dookoła swoim fortem (Barbarzyństwo nietypowe dla Austriaków, po prawdzie Hitler też był Austriakiem, ale to ewenement - W przeciwieństwie do Niemców z Reichu lubię Austriaków - mają lotne dowcipne umysły, lubią wolność, są konserwatywni (na skalę europejską rzecz jasna) itp.
Ale zrobili kilka głupot i trudno im to zapomnieć. Kopiec Kraka obudowany fortem i wyburzenia wewnątrz Wawelu - to przykłady nader jaskrawe.
Całe warstwy kulturowe wokół kopca diabli wzięli...

Normalnie brakuje mi tylko sztucera i kasku korkowego...wąs wiktoriański już mam ;-)

ładny plecaczek prawda ? ;-)

Atmosfera Nowego Jorku - ale i Wiednia - lubię ją.

a potem jeszcze tylko zająć wygodne miejsca w wagonach i wracamy, a z nami padlinki dwa.

I to już koniec.
Nie sposób opisać wszystkiego - pewnie by to i nużące było - inaczej czyta się książkę, inaczej bloga. Inna jest dramaturgia narracji ale i możliwości płynące z pisania dygresji.

Dziś już koniec - jutro zacznę pisać o naszej wycieczce do Bałtowa.



Posted by Picasa

10 comments:

przemijanie said...

Ochraniarze pilnują by nikt nie podprowadził terminatora ;-) też mam go obfotografowanego :-)
Jakbym miała możliwość jechania pociągiem godzinę to też mimo wszystko wybrałabym tę formę podróży. Pamiętam czasy, kiedy znad Bałtyku do Krakowa jechało się całą noc, a z Krakowa do Zakopanego cały dzień.

rado said...

Ja jednak wolę samochód. Nie wspominając o rowerze, ale to inna skala (choć doświadczenia wielu temu przeczą).
Zawsze można skręcić, spontanicznie zmienić trasę, zatrzymać się na dłużej. Sam wybierasz, sam decydujesz.

makroman said...

też tak myślałem dawno temu - kupimy sobie samochód i będziemy zwiedzać - w praktyce wygląda to tak że nie ma czasu na krążenie po okolicy, bo trzeba "robić trasę" a na miejscu jest walka o miejsce na parkingu, lub stałe nerwy, czy przypadkiem jakiś szurnięty strażnik miejski nie założy nam "buta". Fakt faktem, że dzięki samochodowi mam zaliczone sporo ciekawych miejsc, ale jeśli jadę tak jak teraz do Krakowa z określonym celem, to wole pociąg.

rado said...

Makro
Są plusy, są minusy. Plusów jednak więcej. Mobliność większa.

makroman said...

w rzeczy samej - mobilność większa.Ale jak nie muszę to nie korzystam - teraz np wychodzę do pracy ... na piechotę - samochód stoi pod domem, rower w piwnicy a ja sobie pospaceruję.

Jak widzisz na rajdy jadę samochodem - ale na odwiedzanie określonych miejsc wolę pociągi.

rado said...

Jest w tym jakiś urok (w pociągach). Myślałem nawet o pociągowej wyprawie po Europie.

Ale najlepszy wydaje mi się samochód + namiot + rower (w tym roku zabrakło tego trzeciego członu). Kotwiczysz na kampie, a okolicę w promieniu 100 kilometrów spokojnie zwiedzasz sobie na rowerku. Dobry sposób na w miarę tanie zwiedzanie większych obszarów.

makroman said...

Mój ideał to wóz campingowy, odpada problem z poszukiwaniem miejsca na namiot - wystarczy parking przy stacji benzynowej - oczywiście w wozie powinny być rowery - ale to chyba pieśń emeryta będzie...

rado said...

Wóz taki to ideał Niemców i Holendrów. Napiszę o tym w stosownym czasie relacjonując moją tułaczkę.
Co do mnie - jest to jakaś opcja, choć trzeba by wiedzieć ile toto pali (jak z klimą - na południu w takiej puszcze idzie się chyba udusić, a prąd/wodę/kanalizację i tam masz na campach właśnie. No i jak się tym jeździ, bo prawdę pisząc nie wyobrażam sobie dłuższej wyprawy czymś takim )ile mozna takim pociągnąć po autostradzie na przykład). Ale na emeryturze tak, jak najbardziej. Mając jakiś pieniądz można by praktycznie w takim mieszkać. Podróżować non stop!

Crazy said...

Ja również uwielbiam podróżować pociągiem. Im dłużej tym lepiej. Dlatego tak chętnie w góry wpadam, albo do krakowa- 10-12 h w pociągu...najczęściej nocą ;-)
A rowerem uwielbiam jeździć na moją skalę lokalną- czy to do miast, czy na ryby, czy na rajd...

pozdrawiam z Serca Mazur

przemijanie said...

O! Przybyło tutaj dużo interesujących treści od mojej ostatniej wizyty :-)
Fotograf pamięta, że może znaleźć się w obiektywie innego wielbiciela pstrykania, za co bardzo wszystkich przeprasza :-)
Za foty kopca od strony Bonarki wielkie dzięki :-) jeszcze tam nie udało mi się dotrzeć.
Plecak prześliczny :-) ale pewnie ramiona bolą :-(
Wspaniała wycieczka :-)