Tuesday, August 4, 2009

Rajd dinozaura

Bałtów - niewielka miejscowość w Świętokrzyskiem.
Stara to ziemia, Starsza niż większość reszty obszaru Polski i Europy. Była stara już wtedy gdy Tatry i Pieniny dopiero się wypiętrzały.
Dziwne to miejsce - niezwykłe, Świętokrzyskie to góry które już górami być przestały.
Cmentarzysko gór?
Geologicznie na pewno ta nazwa nie jest poprawna - może bardziej dopuszczalna w literaturze?
Sam nie wiem.
Ale tak mi się to miejsce kojarzy.
Mity mówią o starciach gigantów z których cało nie wychodzi nic, góry zostają starte na proch, rzeki odwracają swój bieg, morza wysychają - Ragnarök w skali geologicznej.
Znajdźcie lepsze miejsce pasujące do pobojowiska gigantów.

Potem przyszli tu ludzie i ich śladem także podążymy.
Mamy w pobliżu do zobaczenia jeszcze ruiny dwóch zamków w Podgrodziu i Ćmielowie. Tym razem zamierzam trafić na 100% nie posiłkując się miejscowym przewodnikiem, o którego nie zawsze łatwo.
Korzystam ze strony Zamki.net - bo tam są świetnie podane opisy jak dojechać. Polecam traficie bez pudła.






Podgrodzie - "brzydka kupa kamieni" jak o tym piszą w przewodnikach i to by się nawet zgadzało - choć obiekt nigdy nie został wykończony, ale mieszkano tu, o czym świadczą spiętrzone warstwy kulturowe, odkryte podczas badań. Dziś to zarośnięte krzakami i roślinnością anonimowe wzgórze. I znów odzywa się stara śpiewka - czemu o to się nie dba? Czemu nie kosi się trawy, nie wycina chaszczy - czemu nie ma tablicy, kawałka parkingu?
Gmina taka biedna? - może, ale w takim razie czemu rezygnuje z potencjalnego zarobku?
Rajdy po zamkach cieszą się coraz większą popularnością - ludzie oczywiście wybierają te najokazalsze jak Baranów Sandomierski czy Wawel, jeśli ruiny to oczywiście malownicze Chęciny i Jura -a le prócz tego jest jeszcze w Polsce kilkaset innych zamkowych obiektów które także warto zobaczyć, a nakłady map i przewodników "po zamkach Polski" nie zostawiają wątpliwości że jest to ruch tysięcy turystów - każdy z nich to potencjalny gość - o każdego warto powalczyć.



Ćmielów, to już inny świat, mimo że o kilometr zaledwie odległy. Przy trakcie malownicze drewniane figurki. Nie przewiduję takiego urozmaicenia do swojego ogrodu, nie żeby mi się nie podobało, ale zainwestowałem już co nieco w inny wystrój i inne mam co do niego plany, ale jeśli ktoś lubi rzeźby w ogródku to fajniejszych...chyba nie znajdzie, w każdym razie ja takich nie widziałem!
No chyba że ktoś woli krasnale z gipsu i plastiku...no ale z takimi to nie ma o czym dyskutować.
Jak będziecie jechać trasą z Ostrowca Świętokrzyskiego na Ożarów to zaglądnijcie tu koniecznie - po drugiej stronie jezdni jest mały sklepik z maleńkim parkingiem.

ps. zresztą kto wie, może się skuszę ?





Ćmielów zamek, dojazd banalnie prosty, dokładnie taki jak w opisie na stronie podanej wyżej.
Cały wielki majdan wysypany pokruszonym betonem oblanym szkliwem - w latach 70 był to hit - teraz kicz - w sam raz na utwardzenie placu - ponure świadectwo przemijania mód.

Zamek jak widać ma dwa oblicza - romantyczne i utylitarne.
obecnie w prywatnych rękach, widać trwa tu remont - pewnie niedługo będzie tu hotel, może jakaś ekspozycja, restauracja...oby - miejsce na to zasługuje. Zważywszy na pobliskość muzeum porcelany oraz możliwość uprawiania turystyki pieszej (więcej szlaków by się przydało) i rowerowej, tudzież niewielką odległość od Bałtowa - sukces raczej murowany.

Jedziemy dalej trasą na Borię, to skrót, w pewnym miejscy widzimy kierunkowskaz...Bałtów" i tam się udajemy - ODRADZAM - to opłakany skrót, duktem polnym, leśnym, piaskowo, korzenno, kamienistym ze śladowymi ilościami asfaltu i to dopiero pod sam koniec - jadąc za drogą, byli byśmy szybciej...Tyle że widoki w sumie ładne - oczywiście jeśli ktoś potrafi skoncentrować wzrok podczas skokowych zmian położenia obserwatora we wszystkich płaszczyznach przestrzeni.
Jednak dojeżdżamy do asfaltu i dalej już prosto..tak kilkaset metrów, cały czas towarzyszą nam krzykliwe reklamy miejsc, więc mamy pewność że nie błądzimy - potem tylko zjazd i...korek.

Bałtów obserwuję od zarania prac nad muzeum dinozaurów - wzmianki prasowe, że coś tam znaleziono, artykuły bardziej obficie opisujące charakter miejsca, potem plany rozwoju, idea budowy muzeum a na fali Parku Jurajskiego Spielberga, już całego paleokompleksu rozrywkowego.
Przyznać trzeba że pomysł nie głupi - raz że modny, dwa że nie oklepany, a co najważniejsze bazujący na legendzie autentycznych znalezisk, więc zawsze niosący posmak naukowej przygody a nie tylko kolorowego wakacyjnego jarmarku.
Dziś Bałtów to ogromny park rozrywki, od zwierzyńca i koników poczynając, poprzez place zabaw, alejki spacerowe, restauracje, piwiarnie, kawiarnie, ciastkarnie i sklepy z pamiątkami, aż do założeń quasi muzealnych.

Od razu rezygnujemy z placów zabaw (mają na miejscu) koników (mają na miejscu) i zwierzyńca - sami dostateczne zoo robią.
Koncentrujemy się na tym co dla poznania najważniejsze - Sabathówka - Jura Park i Żydowski Jar.

Ale tam wpierw trzeba dojechać, tymczasem wszystkie niżej położone parkingi zakorkowane na amen, obsługa kieruje nas wciąż wyżej i wyżej...Cały czas w korku, cały czas z przestojami.
No cóż każdemu trzeba sprzedać bilet za 5 zeta a do tego ustawić we właściwej kolejce do właściwego (czyli mającego jeszcze wolne miejsca) parkingu.
Praktycznie windujemy się na sam szczyt sąsiadującego z Bałtowem wzgórza. Parking widzę ogromny, szmat szczerego pola na szczycie wzniesienia - ależ ktoś miał łeb do interesu - chyba tylko obsianie tego terenu konopiami dało by zysk mogący zrównoważyć wpływy z parkingu - kilka tysięcy aut, szczelnie ubitych jedno koło drugiego..każde po 5 złotych i tak w każdy słoneczny weekend wakacji (w tygodniu podejrzewam że ruch tu znacznie mniejszy, ale zapewne także opłacalny).
Poprawka na uprawę, gdyby konopie z kilku hektarów trafiły na rynek ich cena spadła by do poziomu ceny suszu buraczanych liści - czyli że żadna uprawa nie przyniosła by tyle dochodu co użytkowanie tego miejsca jako parkingu.

Ma to także swoje dobre strony, jesteśmy bardzo blisko Sabathówki, więc miejsca które koniecznie chciałem zobaczyć.
Niezbyt rozległy taras, przyklejony do wzgórza, wysypany żwirem.
Całkiem ciekawa ekspozycja i kilka słów wprowadzenia od jednej z zatrudnionych tu dziewczyn. tropy są autentyczne, opisane tablicami co to za jaszczur je zostawił i kiedy. Nie zostały tu znalezione, przywieziono je z niezbyt odległych Gór Świętokrzyskich.

Obok mała altanka "piaskownica paleontologiczna" - można się stosownie ubrać w gogle, kask i fartuch, do ręki wziąć młotek i tłuc kamienie do woli, w nadziei że się coś znajdzie...zazwyczaj się znajduje, aczkolwiek nie są to znaleziska rzucające na kolana, które pozwoliły by obalić np teorię ewolucji, albo opisać nowy gatunek. My znajdujemy skamieniałe fragmenty muszli i ich odciski.

"Ja też..." - cóż kiedy ani kask, ani gogle nie dają się dopasować do maleńkiej głowy, a młotek ciąży w łapkach

Kolejna z atrakcji Sabathówki - puzzle.
Żywiczny odlew skamieniałego dinozaura Silezaura
(Silesaurus opolensis Dzik 2003)
czyli naszego rodzimego, tu w Polsce odkrytego i opisanego dinozaura - gwiazdora naszych paleologicznych rozmów. My z niego wszyscy, chciało by się zawołać...;-)

Gotowe - Dzik miał chyba z tym jednak deczko więcej zachodu.

Można sobie tropy do postaci podopasowywać, nawet ciekawa zabawa, Tropy drapieżników są trójpalczaste (jak naszego...drobiu) a roślinożerców przypominają nasze parzystokopytne - to oczywistość - drapieżnik waży stosunkowo o wiele mniej niż roślinożerca, który musi że sobą nosić cały wór kompostu, którego mozolne przetrawianie dostarczy mu niezbędnych do życia energii i substancji mineralnych.

Ot takie dobroduszne bydlątko - wielki ale dobry...

Te już ciut mniej dobroduszne...

A tego małego draństwa to nawet sam bym się bał...nec Hercules contra plures
kongenialnie przetłumaczone na - i herkules dupa kiedy ludzi kupa.


O - a tu coś się odcisnęło i zostało wewnątrz kamienia.

Cóż jeszcze można o Sabathówce napisać? - sporo, ale chyba najważniejsze jest to że (co zresztą tyczy się całego Jura Parku) stworzono coś z niczego!
Kamienie są przywożone z Gór Świętokrzyskich, tropy to odlewy, lub kopie - ale wszystko zgrabnie podane i daje namiastkę uczestnictwa w prawdziwych wykopaliskach - tym jednak którzy czują niedosyt (i słusznie) polecam książką "Zwrotnik dinozaura" Macieja Kuczyńskiego - sławetny ten speleolog, badacz i włóczęga, był na pustyni Gobi (potem przygody te zaklęto w bajce o bolku i Lolku) w trakcie polskich tam wykopalisk.

W Bałtowie dinozaury są wszędzie...

A to już teren samego Jura Parku - po odstaniu sakramentalnych kilkunastu minut w kolejce, zaopatrzeni w kolorowe, efektowne edytorsko bilety wchodzimy do...przemysłowej dojarki turystycznej ;-)

Jednym z największych plusów miejsca, są tablice informacyjne. Dość dokładnie opisujące co ciekawsze zagadnienia, świetne wizualnie i przydatne merytorycznie - gdybyż jeszcze były czytane...

Ładne słowa - tyle że Jura Park powstał praktyczne z...niczego!
Mało ciekawe dla przeciętnego widza tropu, ukryto w muzeach, na ich miejscu są lepiej wyeksponowane odlewy...Ale takie są oczekiwania - 99,99% zwiedzających ma przed oczyma komercyjną spielbergowską papkę z cyklu JurrasicPark i tego właśnie oczekuje - żeby dinozaury "były jak żywe". kogo zaciekawią prawdziwe skamieniałości, gdy wokół tyle bodźców kłuje wzrok?
Ma to jednak też swoją dobrą stronę - taki park ogłupia mniej niż telewizja a jednocześnie sporo uczy - daje jakieś odczucie ogromu czasu który upłynął przed nami i upłynie po nas. Czasami rodzi w dzieciakach marzenia, które za lat dzieścia zaowocować może w nową odkrywczą pracą naukową.


No był kolosik...był...

A to już żywa skamienielina .. ropucha szara - płazy bezogonowe pojawiły się na ziemi z początkiem triasu - 251 milionów lat temu (mniej więcej), są starsze niż dinozaury i ogólnie jakieś takie niedzisiejsze np. nie uznają że samochód którym kieruje jakiś cymbał ma pierwszeństwo i uparcie przechodzą przez jezdnię, jednocześnie grono innych cymbałów uparcie twierdzi że ochrona tych zwierząt poprzez budowanie dla nich specjalnych przejść pod jezdniami to "luksus na który nas nie stać" i trzeba im argumentować że na rozjechanych płazach samochody tracą przyczepność i może dojść do wypadku - do tych zakutych łbów taki argument dociera (analogicznie jak z Bramą floriańską w Krakowie - która ratowano argumentując iż "wiatry od Kleparza będą po całym rynku hulały jak jej zabraknie".

hmm - nie wiem czemu ale mi się ten gadzina z urzędnikiem skarbowym kojarzy...

Gady latające - nie wiedzieć czemu chyba najbardziej fascynujące dla dzieciarni - ani bardziej kolorowe od innych, ani zgrabniejsze - chyba to tkwiący gdzieś w nas archetyp latającego smoka tak się w dziecięcym zachwycie objawia.


Chwila wygłupu -

A potem na dinokawusię - zdjęcie autorstwa Mikołaja - kolejny raz łapię się na tym ze chłopak ma talent i świetnie prowadzi aparat.
Między nami jaskiniowcami...

Ciut bliże współczesności - na kanwie modnych epok lodowcowych, odżyło zainteresowanie neandertalczykami i mamutami - choć przeciętny człowiek i tak postrzega neandertalczyka jako swoistego małpoluda - w czasach zlodowaceń Homo sapiens sapiens (dziś już zazwyczaj wyłącznie z powodu nadwagi i alergii) oraz Homo sapiens neanderthalensis byli sąsiadami - Są tacy którzy twierdzą żeśmy ich zjedli, ja jednak przychylam się do opinii Lema, ze to bzdura. Neandertalczycy odeszli wraz z..lodowcem - byli zbyt wyspecjalizowani - rzec by się chciało że zabiło ich...globalne ocieplenie. Świetna mapa - pozwala zaplanować gdzie jeszcze warto się wybrać śladami dinozaurów.

Przed nami muzeum - najbardziej przeze mnie wyczekiwany moment wycieczki - chciałem zobaczyć to na własne oczy i ... zbyt wiele tu plastiku, odlewów - trudno mi uwierzyć w autentyzm znalezisk - nie powiem merytorycznie ekspozycja jest na przyzwoitym poziomie - wizualnie bije na głowę ekspozycje z innych muzeów. Tylko znów brak tu oryginałów, odlew pozwala być może więcej zobaczyć ale...no właśnie brak tu autentyzmu, jak w odbudowanym od zera "zabytku".

I chyba najbardziej wizualnie przemyślany element wystroju, cienkie płytki minerałów podświetlone z drugiej strony tworzą pełen barw, magiczny zakątek, który trudno jest zapomnieć.

O kolejna żywa skamienielina - ważka - świtezianka błyszcząca.
Ważki pojawiły się już w karbonie 354 - 292 miliona lat temu, tylko ze wtedy miewały ciut większe, bo dochodzące do półtora metra rozpiętości skrzydeł, rozmiary.
Hmmm - nie sądzicie że tan samczyk patrzy na mnie jak na...uzurpatora? "My tu jeszcze będziemy rządzić" zdaje się mówić jego spojrzenie.

Wychodzimy już z JuraParku - wprawdzie mnóstwo tam jeszcze atrakcji, piaskownice, zjeżdżalnie, lody szwarc mydło i powidło...ale jakoś to już nas nie bawi.
Chcę zobaczyć jeszcze jedno miejsce - żydowski jar - to tu właśnie ściekające po deszczach wody odsłoniły część znalezionych w okolicy tropów - dziś zresztą także nie ma tu autentyków - jedynie odlewy -ale jest klimat i co najważniejsze nie ma tu...innych turystów" - zostali przy straganach z plastikowym badziewiem made in PRC (dzieci), budach z piwem (faceci) i szmateksach (kobiety).

Tu jesteśmy praktycznie sami - tylko kilka metrów od głównej trasy, centymetry od gwarnych restauracji i ... spokój leśnego zaułka, wytyczony szlak, jakieś plastykowe figurki ale znów czuje się klimat bliski autentyzmu, odruchowo chylę głowę (nie z szacunku, po prostu patrzę pod nogi, szukając czegoś co żyło setki milionów lat temu), ale teren jest przepatrzony, kamienie którymi wysypano dno jaru nawiezione...znów tylko ułuda.

Ścieżka prowadzi na sam szczyt, okolicznych wzniesień a tu umiejscowiono punkt widokowy.

Sabathówka

Jura Park
jak na dłoni - tyle że z oddalenia

ot (sorry za rusycyzm ;-) ) zagwozdka. cegły te stanowiły niegdyś część filara, czy został tu przywieziony? Czy też był tu na wzniesieniu kiedyś zameczek, może dworek murowany, albo kościół? W przewodnikach nie natrafiam na żadne wzmianki, ale przecież tego nie przyniósł tu człowiek żeby sobie posiedzieć - stoczyło się z wyższych terenów. Być może tez zostało tu przywiezione jako gruz dla utwardzenia szlaku - ale w takim razie skąd pochodzi, bo na pewno nie był to współczesny budynek?

A to już czasy nam tysiące razy bliższe - dostojka latonia - śliczny motylek .

Na pożegnanie pomachała nam głowa dinozaura wychynięta z dziury w murze starego młyna...Mikołaj zastanawia się czy w środku jest reszta, bo pewnie jest i chciał by ją zobaczyć...
Pa - może kiedyś tu jeszcze wrócimy i przekonamy się czy reszta jest w środku.



Posted by Picasa

6 comments:

rado said...

,,Zrobili coś z niczego"
- też to zawsze powtarzałem. Choć nie do końca z niczego, bo miejscowość położona jest dość malowniczo.
Jura Park, zwierzyniec, spływy kajakowe, a od 2 lat również wyciąg narciarski, więc zmyślni gospodarze zagospodarowali i martwy dotychczas sezon.

Przykład Bałtowa - jakby nie było dziury, za jaką nikt kilkanaście lat temu nie dałby złamanego grosza - pokazuje, że chęci i odrobina kreatywności czasami wystarczą, a zapotrzebowanie na rozrywkę jest wciąż niewyczerpane (gdzie nam do zachodnioeuropejskiego stężenia wszelkich parków rozrywki).

ps.
Do Krzemionek Opatowskich nie chciałeś się wybrać?

makroman said...

Jasne że chciałem, ale czasu nie stało..Mikołaj ma 7,5 roku ale Miłosz zaledwie trzy i dwa miesiące, zatem i tak jestem pełen podziwu że znoszą rajdy trwające kilkanaście godzin.

rado said...

A tak w ogóle, jak znajdujesz takie miejsca jak Jura Park?

makroman said...

Gazety, internet, znajomi, przewodniki...różnie. Akurat jura Park, to monitorowałem od kilku lat, odkąd przeczytałem w Rzeczypospolitej że odkryto tam tropy dinozaurów, i ze planuje się to miejsce udostępnić turystom. Nie przypuszczałem ze zrobią z tego taki jarmark.

rado said...

Zabawne nieporozumienie, jak to w necie :D

Ale ostatnim zdaniem (,,jarmark") odpowiedziałeś na właściwe pytanie :)

Anonymous said...

Dzieki za ciekawy blog