Sunday, August 22, 2010

Węsiory

Rany, ale dawno nic tu nie pisałem...
Na szczęście jest jeszcze urlop - od pracy w pracy i od pracy w domu i od domu i od innych codziennych obowiązków.
A jak jest urlop to i jest czas by co nieco zobaczyć.
Myślę że wykorzystaliśmy z Marzeną ten czas do ostateczności.
A oto jedna z naszych przygód.

WęsioryKamienne kręgi cmentarza Gotów.

Przyznam iż kamienne megality działały na mnie magnetycznie odkąd pamiętam. Niestety póki co nie udało się przedsięwziąć wyprawy do Bretanii, aby zobaczyć to co najświetniejsze.Węsiory z cała pewnością z kultura megalityczną wiele wspólnego nie mają, a że także posługiwali się kamieniami - a niby czym mieli?Kurhany czy kamienne kopce, nieodmiennie kojarzą mi się z wędrowcami stepowymi.To ze pochówków w jednym miejscu było wiele, świadczy wyłącznie o tym ze koczownicy posiedzieli w tym miejscy dłuższy czas - wcale się im zresztą nie dziwię, bo okolica piękna.Żyzne moreny, porośnięte borem w okolicy jeziora - siedlisko doskonałe - prawdopodobieństwo iż jakiś nieprzyjaciel znajdzie to miejsce raczej niewielkie, a w razie potrzeby miejsc do obrony nie brakowało.Ciekawe czemu sobie stąd poszli?Czy było to wyjałowienie siedliska, czy może zanik zwierzyny łownej, czy też raczej kuszące wizje terenów bardziej "ucywilizowanych", z lepszą (jak byśmy to dziś nazwali) infrastrukturą?w końcu dwa tysiące lat po Gotach my także nadal wędrujemy w poszukiwaniu terenów bardziej "cywilizowanych" i z lepszą infrastrukturą.W każdym razie ... jesteśmy tu.




Miejsce to upatrzyli sobie New Ageowcy jako obdarzone szczególną mocą.
Jakos w te "szczególne moce" specjalnie nie wierze, z drugiej jednak strony, na pewno są miejsca w których czujemy się dobrze i takie w których czujemy się źle.
Łatwo sobie wyobrazić kapłanów dawnych kultów, którzy właśnie w ten sposób "na cuja" lub "pozaorganoleptycznie" wybierali miejsca w których miały powstać świątynie, cmentarze, czy miejsca zgromadzeń!
Nie od dziś wiadomo, że na Wawelu odpoczywamy, nawet podczas morderczych seansów zwiedzania, tak samo na Akropolu, czy Watykanie - póki jesteśmy tam, zmęczenia nie ma, pojawia się dopiero gdy dane miejsce opuścimy.

Poobserwujmy nasze zwierzęta - gdzie sypia kot? - no to tam gdzie sypia kot, my także wyśpimy się świetnie, a tam gdzie nie sypia...no cóż - teraz już wiecie czemu rano jesteście niczym na ciężkim kacu?
Zarzuciliśmy zmysł obserwacji na rzecz bzdurnego przekonania o tzw racjonalności zachowań i jesteśmy niczym głupiutkie dziecko co to dla zasadny na złość mamie marznie w uszy.



Dawniej ludzie byli jednak o rząd wielkości mądrzejsi.
Z drugiej strony mieli zdecydowanie większe pole manewru, usytuowania ich domostw, nie określały rygorystyczne przepisy budowlane i plany zagospodarowania terenu.




Poza New Ageowcami królują tu także miłośnicy przyrody - bo Węsiory to także rezerwat porostów - ale o tym w innym miejscu.


Ku przestrodze - coś dla zbieraczy "pamiątek"
- przez Marka Twaina zwanych "dostojnymi padalcami"
chodzi o tych co to muszą zabrać kamyczek na pamiątkę...

Poczytajcie tylko ile was może spotkać nieszczęść jak to zrobicie!


Sam (przyznam bez bicia) także byłe zbieraczem "pamiątek" do czasu.. do czasu gdy...
wcale nie zostałem dotknięty jakimś nadprzyrodzonym zjawiskiem - po prostu kiedyś dowiedziałem się o tym jak sprytni Grecy co jakiś czas dowożę nowe porcje wapiennego kruszywa na Akropol, po to by turyści mieli co zabierać na pamiątkę...

Jeśli więc macie w domu jakieś "autentyczne" kamyki z miejsc które odwiedzaliście można z dużą dozą pewności przyjąć że pochodzą one z ... pobliskiego kamieniołomu.

Z drugiej strony, wyjście na frajera choć jest o wiele bardziej prawdopodobne niż upadek cegłówki w drewnianym kościele na głowę zbieracza pamiątek, czym straszą nas "strażnicy starożytności", może do wszystkich nie przemawiać, zatem postraszenie zapewne też jest potrzebne.

A wracając do mistycznego obszaru...
poczytajcie sami.

Ba jest nawet "druid" w stosownej opończy i z butami nike na stopach - jak wiadomo nike to firma która produkowała obuwie dla druidów na długo przed wynalezieniem druku...
Podobno Aleksander Macedoński swoje podboje zawdzięczał butom tej firmy (złośliwi mówią iż to zapach obutych w nie stóp żołnierskich odstraszał słonie - ale nie należy dawać temu wiary). Jest oczywistą oczywistością że buty nike były odwiecznym strojem służbowym druidów i tyle.

No więc stoi ten druid i peroruje energoturystom jakie to dobrodziejstwa na nich właśnie spływają ze stref astralnych...

A turystki łażą po kamulcach i się ta energią ładują...
Podobno - takoż rzecze druid - tych kamieni jest tyle co widocznych z tego miejsca gwiazd na niebie (ciekawe jak ustalili dioptrie - bo ja na ten przykład, swoimi krótkowzrocznymi oczyma nie dostrzegam przynajmniej 1/3 tego co widzi na niebie mój dalekowidzący kolega...?)
No wiec miejsce to było kalendarzem astralnym bo każdej gwieździe był przypisany stosowny kamień, i każdy Got miał swoją gwiazdę i na takim kalendarzu można mu było spokojnie przyszłość przewidzieć... albo zginie na wojnie, albo się ożeni - itd. nawet dziś ilość opcji życiowych wcale nie jest taka znów wielka i tylko od przemyślności wróżbity zależy by dobrać odpowiednią wróżbę do odpowiedniego człowieka.


Inna sprawa iż funkcje kalendarzowe tego typu miejsc narzucają się, same - wystarczy dwoma kamieniami zaznaczyć linię na której wstaje słońce określonego dnia roku - przesilenia, równonocy, lub innych ważnych dla społeczności dat (siew) by mieć niezawodny kalendarz. A dokładniejszy i tak nie był wówczas nikomu na nic potrzebny.


Miejsce cudowne - może nie ze względu na niezwykłe moce, na pojawianie się UFO, czy innych zjawisk paranormalnych - miejsce cudowne swoją urodą, swoją ciszą i spokojem. Miejsce w którym czuje się upływ czasu, przemijanie pokoleń i w którym człowiek nabiera dystansu do siebie, do swoich codziennych spraw i zagonienia.

Miejsce które warto odwiedzić...
a potem w zagonieniu, gonić samochodem pomiędzy innymi zagonionymi użytkownikami dróg, by zdążyć na czas, bo poza Węsiorami istnieje cały świat, który narzuca nam swoje tu i teraz z bolesną dosłownością...
Nikt na stołówce z obiadokolacją czekał na nas nie będzie!

Posted by Picasa

6 comments:

rado said...

Dzięki za interesującą relację. Miejsce z pewnością warte uwagi, tym bardziej, że megality również na mnie działają magnetycznie. Dobrze wiemy, że to sprawka pewnego sprytnego Szwajcara. i choć też oficjalnie nie wierzę w te tajemne moce to ,,czym skorupka za młodu" ;)

makroman said...

Akurat u mnie megalitomania wzięła się od lektury komiksów, czyli Thorgala Van Hammego i Rosińskiego, tudzież opowiadań fantasy z czasów "kiedy świat był jeszcze młody"

A żeby było ciekawiej to książkę rzeczonego Szwajcara miałem ze sobą na wakacjach.

rado said...

Thorgala też przerabiałem, ale Daniken był pierwszy. Ściślej jego krajowy klon, Mostowicz (,,My z kosmosu").

Wciąż czytasz Hotelarza?
Ja nie jestem już w stanie filtrować jego książek z wszystkich tych farmazonów. Dla mnie jest niewiarygodny, chyba, że się poprawił przez te lata.

makroman said...

Trudno to nazwać czytaniem - akurat w bibliotece nie miałem czasu na szperanie po półkach a ta leżała na ladzie, uznałem że jak na plażę to w sam raz.

rado said...

Ja bym raczej poszedł z Danikenem do dobrej biblioteki i to takiej ze stałym łączem internetowym.
Swoją drogą to mogłaby być świetna i pouczająca zabawa - wynajdywanie błędów i wypaczeń w jego książkach. Szczególnie tych najstarszych.
Ale o świadome kłamstwa go nie oskarżam - to raczej entuzjazm i fanatyczne przywiązanie do jedynej prawdziwej idei połączony z niewątpliwą arogancją i całkowitą ignorancją. Coś jakbym ja - owładnięty jakimś nagłym olśnieniem - zaczął od jutra obalać teorię względności, tak na chłopski rozum.

makroman said...

swego czasu zafascynowany byłem taką tematyką, gdzieś w przepastnych czeluściach strychu leża jeszcze książki o Lemurii, UFO, paleoastronautyce itp. Pgólnie rzecz biorąc to jest z tym tak samo jak z.. Węsiorami, czy Krakowskim czakramem - osoba która wierzy faktycznie czuje tu przypływ energii...choć to zapewne wyłącznie sprawa wzbierającego w niej entuzjazmu, sceptyk zobaczy kupę kamieni i porostów.

W pewnym sensie Daniken wyrządził sprawie ogromne szkody - pamiętam z lat 70 i początku 80, cykl programów TV na temat "odwiedzin w przeszłości", meteorytu tunguskiego itp. Stek bredni, trudno się dziwić potem że ludzie wykształceni i obyci reagują alergiczne na wszelkie sugestie o rzeczach "niezwykłych".

Z drugiej strony dzięki jego książkom i programom udało się wyssać z kieszeni darczyńców ogromne sumy pieniędzy które chociażby pomogły w konserwacji rytów z Nazca.

Kiedyś postanowiłem przy pomocy sieci odszukać kilka "niewyjaśnionych" zagadnień - problem w tym że nader często publikacje "paleoastronautyczne" są jedynymi dostępnymi materiałami.