Wednesday, April 11, 2012

Na szlaku piast...(bez owskim)

Przy drodze na obrzeżach miasta 
leżała... piasta.
kto chce nich wierzy
ale już tam nie leży 

 

Prawdę powiedziawszy sam miałem ochotę zabrać ją sobie do ogródka 
(choć ktoś ją właśnie z ogródka pewnie wyrzucił - ale ja lubię wyrzutków wszelkiej maści) 
tyle że do plecaka nijak nie chciała wejść, a jak za kilka dni przy okazji przejeżdżałem w pobliżu autem to już jej nie było. 
Więc albo zabrał sobie ktoś inny, albo poprzedniemu właścicielowi zrobiło się jej jednak żal i przygarnął ja na powrót. 

6 comments:

krogulec14 said...

A żałuj, bo nuż to była piasta z tych Piastów ;-)

makroman said...

po kądzieli żem szlachcic, przeto z TAKĄ piast(owsk)ą w herbie miał bym bez mała królewskie insygnia ;-)

Ada said...

To czymże się Waszeć pieczętujesz? :)

makroman said...

Kiepski jestem z heraldyki - muszę zapytać cioteńki.

Gadzinka Shibuya said...

Podoba mi się Twój styl pisania :)

makroman said...

miło