Monday, February 9, 2015

Masa zaręczyn i ... rozstanie

Czyli most zakochanych w Tarnowie.
W zasadzie nie most, tylko kładeczka a i zakochani to nie koniecznie w Tarnowie.
Zbliżają się walentynki - kolejne pseudo święto o podłożu czysto komercyjnym, które jednak obchodzone być musi, nie dlatego że ma jakikolwiek sens (św. Walenty to od epileptyków nie zakochanych) ale dlatego żeby kobiety nie robiły mężczyznom wymówek jakoby się o nich nie pamiętało. Zasadniczo każda jedna zapytana, bez namysłu powie ze wcale jej nie zależy, że to bzdura, i niepotrzebne ale... spróbuj nie pamiętać...


Kładka nad Wątokiem, w ciągu ulicy Szewskiej, urokliwe miejsce, zwłaszcza odkąd zrobiono bulwary. Osobiście bardzo lubię tamtędy chodzić, raz ze widok na stare miasto przedni, to jeszcze czuć tam historię w sposób wręcz natarczywy. Kilka lat temu, wpadli na pomysł, żeby okrzyknąć to "Mostem Zakochanych" i jakoś tak zostało, były już parki zakochanych i deptaki ale nie złapały - kładka owszem więc obecnie jest obwieszona kłódkami. W wielu miastach od takich pomysłów się ucieka, częstokroć usuwając kłódki mechanicznie, czasami wręcz karząc wieszających je - bo to niby dodatkowo konstrukcje obciąża. Być może owszem - nie wiem nie liczyłem, trudno szacować - ale tysiące kłódek  na pewno swoją wagę ma. Czy szpeci? W/g mnie raczej nie, ale dopuszczam inne zdania na ten temat. W każdym razie w Tarnowie nikt z tym jeszcze nie walczy. 

 Pewnie dlatego że kłódek nie są tysiące ale najwyżej setki.

A to pewnie efekt "zerwanej" miłości...

12 comments:

Nomad said...

W Krakowie też podobna kładka jest.

Ada said...

Jeśli dopuszczasz inne zdanie, to powiem, że ta krakowska kładka Bernatka rzeczywiście trochę jest przez kłódki oszpecona - najbardziej przez te, których już nie ma, usunięte z siatki (na której były przypięte) jakimś narzędziem - sterczą wyrwane druty, etc. Rozumiem desperację, no i klucz już dawno w Wiśle, ale mimo wszystko... Łatwiej pewnie przeciąć siatkę niż kłódkę, nie mówiąc o tym, że najtrudniej jest utrzymać mniej widoczne od kłódek więzi.
I jeszcze nie rozumiem symboliki ostatniego zdjęcia, ale po ostatnich rozważaniach, symbolach, kominach, etc. to nie wiem, czy chcę zapytać :-))

makroman said...

Nomadzie - już teraz to chyba wszędzie, gdzie mają jakiś cik wodny ;-)

Ado - racja. A symbolika ostatniego zdjęcia? Ot to o czym pisałaś, łatwiej jest kłódke zawiesic niz utrzymac prawdziwe więzi... Prawda jest taka ze to właśnie ta utopiona kłódka byla powodem tego postu, w innym razie nawet bym o tym miejscu nie wspomniał - znaczy wspomniał bym ale w innym kontekscie, od lat planuję post o moim mieście i dlaczego kojazy mi sie z włoskimi miasteczkami

krogulec14 said...

Święty Walenty ma kapitalny kościół pod swoim wezwaniem w Chełmnie. Piękny, jeszcze pokrzyżacki.
Myślę, że jeśli on jest od połamańców czy paralityków, to wszyscy posłowie do niego powinni się modlić. I to bardzo długo!

Michał Cimek said...

Witaj.
Fajny most, aczkolwiek w Wrocławiu kłódek o wiele więcej...
Pozdrawiam.
Michał

lavinka said...

Ja nie kłamię, Walentynki są mi obce ideowo. Nie obchodzę na równi z urodzinami, imieninami i rocznicą związku. to ostatnie głównie dlatego, że nie pamiętam daty, tylko mniej więcej miesiąc (chyba czerwiec) ;)

makroman said...

Marku - a ja codziennie przechodzę obok jego kapliczki. W Chełmnie byłem za czasów harcerskich, ale po tylu latach to trudno sobie przypomnieć.

Michale - bo na tej by się tyle co we Wrocławiu nie zmieściło, poza tym zakochują się gównie młodzi a w Tarnowie... no cóż...

Lavinko - No fakt, możesz sobie spokojnie wystawić dyplom z wielkim napisem EVWENEMENT ;-) Ale większość kobiet jednak skrupulatnie odlicza i czeka nawet chyba nie na coś konkretnego ale na dowód pamięci. Co śmieszniejsze często zapominając przy tym o takich duperelach jak jego imieniny ;-)

DD said...

Oj, tam, oj tam.... Każda chwila dobra, aby o miłości sobie przypomnieć, pogadać, poprzytulać.... Nawet kładka, most z kłódkami.... To takie romantyczne....

Ada said...

No tak, dopiero teraz widzę tę zatopioną kłódkę...

T. jako włoskie miasteczka to bardzo ciekawy temat! Koty czy coś jeszcze? Żartuję ;-)

makroman said...

Doroto - niby owszem, ale czemu to robić na zew speców od marketingu?

Ada - koty to zaraz za kładką, jest ich tam całe stado ;-)
A Tarnów położony na wzniesieniu właśnie od strony południowej zachował swój urok najbardziej.

ikroopka said...

Mnie się w zasadzie pomysł podoba, ale - no własnie, dzisiaj na wieki, jutro do widzenia, a co z kłódką?

makroman said...

No właśnie - kłódka jako "rękojmia" wierności i wytrwania w związku mi wydaje się cokolwiek mało skuteczna.

Dobrze jeśli rozstający się postanawiają dowód swej "wieczystej" miłości utopić i odczepiają żelastwo od kładki... ale kto jest na tyle konsekwentny?