Friday, February 27, 2015

BTR-D

Tajemnicza nazwa prawda? Dla osób interesujących się militariami już nie. Uznałem iż można przerwać cykl o Pieninach i tak na gorąco opisać początek (tak jak by był koniec - no ale przyjmijmy że to pierwsza akcja urbex /spotkałem takie określenie niedawno i bardzo mi się spodobało/ po nowym roku.)

Po pierwsze należało ustalić czy most kolejowy na Białej jest przejezdny, ostatnimi lat, zawzięcie go remontowano - znaczy wymieniono oba przęsła i dostępu do  lokacji pilnował bardzo groźny facecik w mundurku agencji ochroniarskiej - gdyby tylko o to chodziło problem ten rozwiązał bym bez problemu albo poprzez łapówkę, albo poprzez niezwracanie uwagi na jego klątwy i krzyki. większym problemem było zasłonięcie obiektu siatkami, składowanym sprzętem itp.

Osobna acz powiązana kwestia to droga - jakoś nie lubię miejsc celów, lokacji spod których muszę już zawracać, zawsze wolę gdy są "po drodze". Stąd pewnie mój brak ciągot do zdobywania szczytów - po prostu przez mało który szczyt prowadzi szlak na drugą stronę. zdecydowanie wolę szlaki typu "pętla" - ot kolejny przyczynek mojej wilczej natury.

Na szczęście szlak w pełni przejezdny - po osie w błocie, ale zawsze..., ochroniarza i sprzętu już nie ma. A obiekt wygląda tak.

 Widok z mostu.

 Zbliżenie

takież zbliżenie z filtrem "lomo" (obrabiane pod androidem) 

Sprzęt cokolwiek przestarzały, nawet po modernizacji, być może jeszcze nadający się do użytku w jakieś przepychance typu walki z "zielonymi ludzikami", ale w razie rzeczywistego konfliktu zbrojnego, skazany na zniszczenie. Czy on jeden? 

Powiedzmy to sobie szczerze - sytuacja w Polsce może nie jest tak jednoznaczna jak ta z 39 roku, ale, powiedzmy, zbliżona do końca lat trzydziestych i co? Czy nasi przywódcy (przy wódcy - bardziej do nich pasuje) robią cokolwiek? Czy mamy nowoczesne systemy wojny rakietowej, czy polska armia ma nowoczesne czołgi (ostatnio bystrzachy zakupiły amunicję czołgową, która wprawdzie jest, ale ma jedną specyficzną cechę... nie przebija pancerzy czołgów rosyjskich, niemieckich... żadnych - no może somalijskich...), czy mamy śmigłowce szturmowe, a czy to co jest, jest wystarczająco nowoczesne i sprawne technicznie? Głupie pytania. 

Ale to furda - Niemcy w 39 roku wchodzili w Polskę jak nóż w masło, nie dlatego że mieli czołgi a my ich nie mieliśmy... bo te czołgi to były kiepskie maszyny z marnym pancerzem i uzbrojeniem,. to jeden z mitów, w którzy wierzymy bo wierzyć chcemy! Niemcy wchodzili bo meli lepsze mapy niż my, bo mieli obliczone każde możliwe miejsce zgrupowania, wiedzieli skąd strzelać i jaką amunicją, gdzie jakimi siłami atakować... bo oni się do tej wojny przygotowali. A my? A my jak dziś, powystrajani niczym małpy w kotyliony, urządzamy sobie manifestacje patriotyczne, gra orkiestra, głupki się szczerzą... nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest marszałek Śmigły-Rydz... 

A potem bezprzykładne męstwo żołnierzy musi być rzucone na szalę za grzechy bezprzykładnej głupoty przywódców... 
Obym się mylił.

Ps. - dacie wiarę? - Niemcy znali nawet brody na Dunajcu, o których pojęcia nie mieli nasi dowódcy i dlatego wielu żołnierzy utonęło podczas odwrotu! To już k... mać zasługuje na pluton egzekucyjny!

Wednesday, February 25, 2015

Czerwony Klasztor

Niegdyś zadupie zadupia, oddalony od wszelkich możliwych i niemożliwych szlaków komunikacyjnych, pod względem oddalenia od "cywilizacji" porównywany może być tylko z niektórymi założeniami monastycznymi z Etiopii, Grecji czy Turcji. Wydaje się nam to dziwne. Gdzie? Tu, w środku Europy? Ale tak jest, tylko nie dostrzegamy tego bo, nasza perspektywa skróciła się dzięki asfaltowym szosom i blaszanym puszkom na kołach które nas dowożą wszędzie w stosunkowo krótkim czasie. Jednak zaledwie kilkadziesiąt lat temu, wyprawa tutaj z najbliższych większych ośrodków trwała nieraz kilka dni, a jedynym pewnym sposobem dotarcia tu były własne nogi.

Na czym polegało życie mnicha w takim miejscu? No cóż, głównie na walce o przeżycie. Tereny były bardzo biedne, to nie urodzajne doliny Szampanii, czy choćby żyzne równiny centralnej Polski - gdzie okoliczna ludność znosiła do klasztoru dary w zamian za modlitwę, pomoc medyczną czy... szampana ;-). Posiadacz krowy i stadka owiec był bogaczem. A dookoła lasy, góry i potoki, i z nich to czerpali swą siłę tutejsi mnisi.

Pozyskiwanie zwierząt w pańskich lasach (a innych nie było i od razu uwaga - propaganda lewicowa głosiła że to "panowie" sobie lasy zawłaszczyli, żeby chłopi głodowali a oni mieli miejsca do polowań - to brednia, Jak pokazują zachowane dokumenty i przekazy, praktycznie zawsze chodziło o... ochronę przyrody! Zwierząt w lasach i tak było za mało by wykarmić ludzi, a w razie zezwolenia na polowania zostały by błyskawicznie doszczętnie wybite, ja wiem że to twarde prawo, zwłaszcza gdy ma się do wykarmienia głodujące dzieci, ale taka jest rzeczywistość i chwała "panom" za to)

Dość dygresji!

Mnisi pozyskiwali, runo, jagody, grzyby a zwłaszcza rośliny lecznicze. Pomagali miejscowym, w zamian za ubożuchne ofiary, opisywali miejsca, ludzi, historię, zwyczaje, a przez pozostałe 90% czasu modlili się. Czasami pojawiała się jakaś donacja z dworu, czasami ktoś bogaty o modlitwę przyszedł prosić, msze zamawiał - o wtedy było bogato, dostatnio. Ale to rzadko kiedy. Panowie dbali głównie o obronne walory klasztoru, który na wypadek zagrożenia stawać się miał zamkiem, życie mnichów mało ich interesowało, i vice versa... zadupie ma też swoje przywileje.

 Klasztor prześwituje przez drzewa - w lecie tego widoku praktycznie nie ma, wszystko zasłaniają liście. Pamiętam lat temu dzieścia (możę dzieści) - patrząc z Trzech Koron, dostrzegłem czerwone dachówki klasztoru - stąd zresztą nazwa. potem zejście przez szopkę do Niżnych i... zawód srogi. Granica. Miejsce tak piękne, tak malownicze, przedzielone decyzją jakiś polityków, czy dyplomatów (odczytywać jako obelgę). 
  
 Mamy jednak Schengen i to jest DOBRE!!! 
A tu widok od strony Leśnickiego Potoku. 

 Dziedziniec gości - ogólnie dostępny, w sezonie gwarny i oblegany przez barwny tłum. 

 Z wyszynkiem i wyżerką
Ps. z tymi lipami to... lipa...

 Dziedziniec wewnętrzny, (a dalej wewnętrznie wewnętrzny) - tu już nie każdemu wolno. W sezonie wpuszczają do muzeum (WARRRRTO zobaczyć!) ale teraz furty na kłódki i wara przybłędo.


Jak widać, klasztor nie jest budowlą jednolitą stylistycznie, elementy jeszcze gotyckie uzupełniane są renesansowymi i jako takie tworzą przyjemną dla oka całość. Niestety dowalono tu tez barokiem - choć nie nachalnie i można udawać że się go nie dostrzega - np. na tych zdjęciach, nie ma baroku.
 
Kolejna uwaga - dzień był piękny, słoneczny ale Czerwony Klasztor skryty jest w głębokiej dolinie, dlatego na większości fotografii wygląda to pochmurnie, szaro, ciemno i ponuro. Z drugiej strony latem, gdy słońce jest wysoko, to miejsce aż gotuje się od słonecznego światła. Nie wiem czy to zamierzony efekt, czy przypadkowa wypadkowa lokalizacji w otwartej na południe dolinie... ale na pewno daje wiele do myślenia, o sprawach dalekich od doczesności. 

Wąska dolinka, niegdyś element systemu obronnego i jednocześnie swoisty punkt kontroli drogowej. 
Dawniej prowadziła do miejscowości Smerdzonka  - bo są tam źródła wody zawierającej siarkowodór. Potem była to już miejscowość o dumnej nazwie Kupele Smerdzonka - w języku polskim odpowiednikiem jest np. "Zdrój" - ale wzięli kalkę z niemieckiego "bad".
Dziś ta miejscowość nazywa się inaczej... ale jakoś nie chce mi się tej nazwy pamiętać.

W dolince jest przeraźliwie zimno - różnica temperatur pomiędzy dziedzińcem Czerwonego Klasztoru a tym miejscem to na pewno nie mniej niż dziesięć stopni.

 Charakterystyczna spiska brama. tylko że dziś niczym u Picassa zamiast Oka Pańskiego zimna bania żarówki.
 Boczna furta. 

 Widok przez okienko w furcie - akurat wprost na muzeum.

 Ciekawe i unikatowe rozwiązanie problematu rozpoznawalności krzyża z dwóch różnych kierunków ... 
W zasadzie z trzech bo i od góry ;-)

 Klasztor od drugiej strony, można obejść go praktycznie w koło - no chyba że zamknięto furtki na teren od strony Leśnickiego, ale to miejsca gospodarcze. Nie wiem czy obecni mieszkańcy klasztoru byli by zachwyceni pałętającymi się im "w ogródkach" turystami.


I na koniec wzmiankowany wcześniej Barok... Ale jak ktoś nie chce nań patrzeć, to wystarczy po mniszemu wzrok spuścić, a niebo podwójnie skromność wynagrodzi. Raz w formie duchowej a dwa że wieży oglądać się nie będzie ;-).  

Tuesday, February 24, 2015

Patrzysz i myślisz że śnisz, taki piękny jest Spisz.

Wybaczcie mi ten tytuł, tak wiem, gorsze są tylko rymy używane w tekstach discopolo... Ale trudno, trawestując Jonasza Koftę (a swoja drogą, jak Go tytułować - skoro wszystkie określenia przy nim blakną?, na moje oko najwyższy tytuł uznania dla Jonasza Kofty, to brak jakichkolwiek tytułów - to on sam był, klasą dla siebie). No ale wracajmy do trawestacji - "pisać poezję każdy może, czasem lepiej, a czasem gorzej..."

Spisz ma dla mnie w sobie coś nieodparcie magicznego, po prostu czuje się tu jak w ojczyźnie - tak moja ojczyzna to Tarnów, ale... Ale moje korzenie, na co wskazywać może nazwisko, są gdzieś tam, na Spiszu. Nazwiska zaś dziadków odnajduję na cmentarzach praktycznie ze Spiszem graniczących, a pamiętajmy że na cmentarzach to pamięć sięga zaledwie stu lat wstecz, reszta już dawno uległa zapomnieniu (no może poza kryptami i sarkofagami tych moich przodków którzy "ani z soli, ani z roli, ale z tego co ich boli"). Tak czy siak, w zawierusze wojennej, wiele śladów rodzinnych przepadło. są tylko resztki wspomnień, jakieś wzmianki w pamiętnikach czy książkach o dawnych mieszkańcach, przede wszystkim jednak pozostał ślad w genetyce - jak łosoś "wie" że jest we właściwym nurcie, że oto wraca do domu, tak ja "wiem" że jak jestem tam, to jestem tam gdzie być powinienem.

Jak tak się dobrze zastanowię, to podobieństwa w architekturze, do Spiszu znajdę i w Tarnowie i w nieodległym Wojniczu (tam też mój ród), a z racji obecności wszędzie Madziarów, wszędzie tam też znajdę charakterystyczne dla nich elementy zdobnicze.  Poza tym to wszystko (poza południowym Spiszem) to kraina Dunajca - wielka dolina, pradolina, prarzeki - najstarszej chyba rzeki w Polsce, mojej naj...

A teraz spójrzcie na Spisz poprzez fale Dunajca...





Na koniec zbliżenie Tatr... w kolejnym wpisie (nie wiem czy następnym, ale wkrótce) postaram się opisać te szczyty.

Thursday, February 19, 2015

Pod Trzema Koronami

W zasadzie to nawet podwójnie pod Trzema Koronami, bo nocleg także w schronisku PTTK Trzy Korony. 
Schronisko polecam z czystym sumieniem, być może uda mi się namówić wychowawczynię Mikołaja aby tu zorganizować dwudniową wycieczkę na zakończenie 6 klasy?

Wściekle chciałem iść w góry, niestety szlaki oblodzone, ślisko, nie ma sensu ryzykować, sam może jakoś bym przeszedł, ale ryzykować zdrowiem rodziny? Owszem widoki mielibyśmy wspaniałe, ale na szpital też mielibyśmy widoki i to nawet pewniejsze... Poza tym co za obciach! Być zmuszonym korzystać z pomocy GOPR! Doprawdy... wolałem zostać z nimi w dolinie.

I tak nie zmarnowaliśmy czasu - dzięki kładce na Dunajcu łączącej (po ponad stu latach od zaistnienia tego pomysłu... wcześniej szło się w bród!) Sromowce Niżne z Czerwonym Klasztorem, odwiedziliśmy owo miejsce słynące latającym mnichem Cyprianem.   Czerwony Klasztor znam świetnie, często tu bywałem - Szlak ze Szczawnicy, na Leśnice potem czerwony Klasztor i z powrotem przełomem Dunajca, to podstawa, prowadziliśmy tędy wszystkich nowicjuszy których chcieliśmy zarazić bakcylem wędrówek (mnie kiedyś też tędy prowadzono). Zważywszy że naonczas jeszcze Czechosłowacja i bez "ojro" była zatem ichniejsze piwo smakowało nam vybornie i tanio.

Ale kładką jeszcze nie szedłem, no to tym razem nadszedł ten czas. Lecz wpierw oczy i obiektyw urodą Pienin napaść musiałem. 

 Najchętniej, jeszcze przed zameldowaniem się w Schronisku, rzucił bym wszystko i rzucił się z aparatem na te szczyty... kiedyś, ale nie dziś - wapniak ze mnie wyłazi, rodzina ważniejsza. Rozpakować ich, ogarnąć... więc pierwsze foty ze schroniskowego balkonu.

 Tu się wrzyna...
A propos - co jest starsze Pieniny czy Dunajec? 
pytanie poza konkursem, ale warto się nad tym zastanowić. 

 Zabytkowe narty - robią wrażenie - dokładnie się przyglądnąłem, takie zapięcia są mi potrzebne!!!
To będę mógł ski trekking uprawiać - że co że nie istnieje? Ależ owszem - samy wymyśliłem! Jak się da to na nartach a jak nie to narty na plecy i z buta, byle przed siebie.

 Jak się ktoś wczyta to już wie, czemu na szlak się nie wybrałem w góry tylko po dolince.

 Targ z całkiem innej perspektywy... Generalnie Sromowce Niżne (Wyżne także) wymarłe i opustoszałe. w sklepach jakieś nędzne resztki pamiątek, widać że martwy sezon - górek do zjazdu tu brak, wyciągu ani tyle, spływ zima się nie odbywa (a to głupio, bo widoki nawet piękniejsze...) pewnie znów względy bezpieczeństwa. Choć jak szacowałem ryzyko, to nie jest ono wielkie, bo wody niskie i spokojne - tylko jak to zaplanować przed sezonem alby trafić z ofertą?



Trzy Korony z kładki - gdzieś w tym miejscu jest granica!
Pamiętamk jak za PRL chcieliśmy sobie zorganizować spływ kajakowy z Czorsztyna! - rany, ludzie co to za korowody były! Trzeba było deklarować którą strona koryta i w jakim czasie dany odcinek pokonamy! No to się "deklarowało" z sufitu, bo jak inaczej? A potem tłumaczenia że czasy nie te, że ktoś widział iż strona nie ta... głupie to było, bardzo głupie...
Nie żebym było miłośnikiem UE, bo to twór głupi i zbyteczny, ale już traktat z Schengen to podoba mi się bardzo!


 A to już Słowacka strona, łacha przy Czerwonym Klasztorze. W sezonie letnim, chętnie odwiedzana plaża.

A to już ujście Leśnickiego Potoku. i na dziś koniec.
Reszta kolejnym razem 

Saturday, February 14, 2015

Św Walenty w Tarnowie

Od kilku lat trzymam te zdjęcia, z przekonaniem wewnętrznym, że już w tym roku, lub następnym to na pewno je na "walentynki" opublikuję. I jak co roku kończy się na wewnętrznym przekonaniu, bo zawsze coś innego jest na głowie, lub, wyjazd jakiś, lub... no, nieprzewidziane są wyroki losu.

Ongiś kapliczka ta stała przy trakcie książęcym, obsadzonym pięknie platanami, lipami i innym wysokim drzewem, coby Xiężnej i Xięciu żar słoneczny, letniej konnej przejażdżki nie psował, a zapewne i w innych porach roku, drzewostan przydatnym bywał. Z lewej strony mur starego cmentarza mająca.

Obecnie cały sens założenia bądź co bądź parkowego komuna załatwiała na cacy, a resztę dorobili szaraczkowie. Ciąg Ziai - Tuchowska to droga dojazdowa do Tarnowa, obciążona ruchem ponad  miarę. Drzewa umierają powoli, zielone otoczenie kapliczki zostało już wielokrotnie zdewastowane przy okazji miej lub bardziej niepotrzebnych działań i w ogóle... nie tak to sobie twórcy wyobrażali.

Widok z nasypu kolejowego
Mur cmentarza i dwa pnie pięknej robinii akacjowej. 

 A to od czoła

 I z półprofilu

A to już latem...

O samej kapliczce przeczytacie tu
Na dziś napiszę od siebie ostatnie lata XVIII w (bo są spory) klasyczny (o ile słowo "klasyczny" pasuje do baroku) barok - więc coś co lubię średnio. Postać wewnątrz zmanierowana, lub twórca chciał ukazać cokolwiek konwulsyjną - zważywszy na patronat, może to być prawdą - figurę.

Obecnie o kapliczkę opierane są resztki krzyży, stawiane na nasypach tym którzy tam zginęli.

Thursday, February 12, 2015

Mój parafialny w zimowej szacie.

Prawdę powiedziawszy straciłem już nadzieję na zimę w tym roku. Może m,ój patron coś zaradzi, ale wątpię. Od jutra ferie dla moich młodych, starszy młody jedzie na harcerskie zimowisko do Kacwina, a my z młodym młodym pod Trzy Korony do Trzech Koron. Na wszelki wypadek trochę sprzętu przygotowałem.

Póki co piękne słońce i jedyne zimowe zdjęcie z tego sezonu.

Kościół Św. Trójcy na Terlikówce - piękny, oryginalny, drewniany, kryty gontem, gontem też kryte ogrodzenie - bardzo charakterystyczny dla Pogórza. Musze napisać o nim więcej znacznie więcej i ... zawsze jakoś mi schodzi na czym innym. A ciekawostek nie zbraknie.

Rozumiem jęk zawodu - nie każdemu dana jest taka świątynia...

Tęskniąc za zimowymi szlakami, serdecznie Was pozdrawiam. 


Monday, February 9, 2015

Masa zaręczyn i ... rozstanie

Czyli most zakochanych w Tarnowie.
W zasadzie nie most, tylko kładeczka a i zakochani to nie koniecznie w Tarnowie.
Zbliżają się walentynki - kolejne pseudo święto o podłożu czysto komercyjnym, które jednak obchodzone być musi, nie dlatego że ma jakikolwiek sens (św. Walenty to od epileptyków nie zakochanych) ale dlatego żeby kobiety nie robiły mężczyznom wymówek jakoby się o nich nie pamiętało. Zasadniczo każda jedna zapytana, bez namysłu powie ze wcale jej nie zależy, że to bzdura, i niepotrzebne ale... spróbuj nie pamiętać...


Kładka nad Wątokiem, w ciągu ulicy Szewskiej, urokliwe miejsce, zwłaszcza odkąd zrobiono bulwary. Osobiście bardzo lubię tamtędy chodzić, raz ze widok na stare miasto przedni, to jeszcze czuć tam historię w sposób wręcz natarczywy. Kilka lat temu, wpadli na pomysł, żeby okrzyknąć to "Mostem Zakochanych" i jakoś tak zostało, były już parki zakochanych i deptaki ale nie złapały - kładka owszem więc obecnie jest obwieszona kłódkami. W wielu miastach od takich pomysłów się ucieka, częstokroć usuwając kłódki mechanicznie, czasami wręcz karząc wieszających je - bo to niby dodatkowo konstrukcje obciąża. Być może owszem - nie wiem nie liczyłem, trudno szacować - ale tysiące kłódek  na pewno swoją wagę ma. Czy szpeci? W/g mnie raczej nie, ale dopuszczam inne zdania na ten temat. W każdym razie w Tarnowie nikt z tym jeszcze nie walczy. 

 Pewnie dlatego że kłódek nie są tysiące ale najwyżej setki.

A to pewnie efekt "zerwanej" miłości...

Friday, February 6, 2015

Śliczny falliczny...

Od razu się tłumacze, to nie ja, tak nauczyła się córka znajomych, nie wiem czy podsłuchała rozmowy dorosłych, czy z telewizornii lub internetu? W każdym razie jak widziała coś pionowego  i stosunkowo dłuższego niż szerokiego to , to coś było falliczne, a że z tym rymuje się śliczne.... to tak właśnie mówiła na wszystkie kominy, wieże, czy podobne obiekty. Miała wtedy 3 latka. A teraz jest dojrzałą panną i cholernie się tego wstydzi ;-)

Ale do rzeczy - resztki cegielni przy ulicy Tuchowskiej w Tarnowie.
W zasadzie ten komin sam w sobie stanowi dla mnie tajemnicę, zaraz pokaże dlaczego.


 Teren w okół jest silnie zruderowany, onegdaj były tu resztki zabudowań, ale obecnie przegoniono tędy szwadron buldożerów i nie zostało dosłownie nic, poza wgniecionymi w gliniastą glebę resztkami cegieł i kamieni. Aby dojść kiedy indziej niż suchym latem, trzeba unurzać się po kostki w młace - trudno - taki los.

 Szczebelków nie polecam... poleciałem... 
mokro było, miękko...
  błotniście...
mlask...
pozwolicie że nie przytoczę słów które wtedy padły.


I tu zagwozdka - cegielnie w Tarnowie to głównie połowa lat 50!
A tu taka data?! 
Pozostaje rozumowanie że wykorzystano jakieś elementy infrastruktury lub materiały budowlane po cegielniach "sanguszkowskich", choć jak widzę te solidne fugi to na komusze barachło mi ten komin  nie wygląda, oni nawet wychodka nie umieli solidnie i trwale wybudować. 

    I takie "śliczny - falliczny" landszafcik na koniec.