Friday, February 5, 2016

Święta Lipka - warmińsko-mazurska Częstochowa.

Nie uprawiamy "turystyki religijnej" ani niczego w ten deseń. To zaznaczam od razu. Na Świętą Lipkę trafiliśmy jako zwykli turyści, podczas urlopowego objazdu po okolicznych zamkach i miasteczkach. Stąd ani nasza odzież ani zachowanie nie mogą być utożsamiane z postawą pielgrzymią.  Tyle tytułem wstępu.

W zasadzie wcale Świętej Lipki nie planowaliśmy, ale była po drodze więc wstąpiliśmy na kilka chwil.

Nie wiem czemu ale zdecydowana większość sanktuariów maryjnych (nie tylko w Polsce) ma w sobie coś jarmarcznego - co prawda dla wielu są to miejsca święte, cel i przeznaczenie ich pielgrzymki, ale też nie brakuje tam straganów, kiczowatych i tandetnych "pamiątek", całej tej otoczki nastawionej na złupienie pielgrzyma, od wysokości opłat za parkingi poczynając...

Tak sobie myślę że to miejsca w których czas się zatrzymał - zmieniają się tylko ubrania i środki lokomocji tych którzy tu przybywają - atmosfera trwa przez wieki - tak było 100, 300 i więcej lat temu, a zważywszy że sanktuaria to nie jest bynajmniej patent chrześcijański i znane są z wszystkich większych religii na świecie - to pewnie taka sama atmosfera panowała w świątyni Izydy na File, czy Ateny na Akropolu trzy tysiące lat temu. A jeszcze wcześniej gdzieś w okolicach świątyń pramatki trzy... dzieści tysięcy lat temu... w sumie fajna podróż w czasie.


 Przy okazji znalazłem się na Camino, Akurat tych warmijskich szlaków jakubowych nie znam prawie wcale, jak jeździłem tam z harcerstwem to one jeszcze wyznaczone i opisane nie były, a potem nie jeździłem tam, a teraz jeżdżę z rodziną i nie jest to dobry czas by wybierać się na całodniowe wędrówki... Ale zapoznać się warto i być może uda się .... kiedyś tymi szlakami przejść.

 Przed świątynią miejsce piknikowe dla przybyszów.

A to już sanktuarium samo...
Barok, nie lubię baroku,
do tego późny barok, 
który lubię jeszcze mniej niż barok wczesny.
A na dodatek barok typowo jezuicki
którego .... 
no wcale nie lubię...

 We wnętrzach też barok
 I w sumie trudno żeby był gotyk...

 Ale zaczynam odczuwać zmęczenie przesytem

 W sumie już po kilku minutach.

 Na szczęście jesteśmy tu sami, i nie musimy czekać na "resztę wycieczki" 

Na zewnątrz zdecydowanie mniej to wszystko przytłacza.

 Kolejny miły oku detal - takie muszle chciał bym oglądać częściej. 

 Krużganki
     Kolumnada Berniniego z Watykanu to nie jest - ale miły cień daje. 

Na około wrze... nie wcale nie modlitwa - handel wrze - obrazki, figurki, ampułki z wodą święconą, płyty, książki itp... 

A samo miejsce? - trudno powiedzieć - Niemiecka nazwa miejscowości Heiligeliunde (święte lipy) pewnie też nie jest przypadkowa - zważywszy że Lipy i Dęby to były drzewa uznawane za święte, przy czym lipy towarzyszyły miejscom przeznaczonym na kulty chtoniczne (Wielka Macierz - się uśmiecha) to mamy za sobą odwiedziny w miejscu gdzie nawet najtwardszy maczo wymięka a kult trwa od więcej niż tysiąca lat i tylko kapłani się zmieniają...

13 comments:

Mad said...

Tak, ta jarmarczność też często sprawia, że ciężko mi te miejsca traktować do końca poważnie, nawet jeśli w pełni na to zasługują.
Podobnie odbieram np. Do Elizy odtwarzane z pozytywki wmontowanej w pocztówkę urodzinową. Hm, no niby genialne, ale coś tu jest nie tak...

krogulec14 said...

Trudno nie zgodzić się z Mad...

makroman said...

doskonale łapiecie o co mi chodzi!

Katarzyna Kamil Skóra said...

Mniejsze sanktuaria wydaje mi się że zachowały taki klimat sprzyjający modlitwie . W tym dużych i znanych to robi się biznes na turystach -pielgrzymach ... I to nie tylko osoby prywatne robią ten biznes ale często też duchowni...

makroman said...

KKS - macie rację, te małe jak choćby "Szkaplerzna" u mnie w Tarnowie, mają taki klimat, ale już Tuchów, to kolejny barokowy moloch i jarmark.
(Choć wielu nie wyobraża tego sobie inaczej).

DD said...

Ha! Byłam! Nareszcie jakies miejsce , w którym i ja byłam, podziwiałam i modliłam się. Tyle pięknych miejsc opisujesz,że az głupio że człowiek o nich nawet nie słyszał , a przemierzał te tereny kilka razy. A dzisiaj, proszę - gęba się śmieje! Serdeczności.

Maria Kołodziejczyk said...

W zasadzie wszystkie sanktuaria i ich okolice to idealne miejsce do robienia biznesu nie tylko przez świeckie osoby, lecz przede wszystkim przez kler.
I pomyśleć, że dwa tysiące lat temu, Jezus po wejściu na teren świątyni rozwalił wszystkie stoiska sprzedających tam kupców. Oj zasmuciłby się i zawiódł po raz kolejny.
Serdecznie pozdrawiam:)

makroman said...

Doroto - no widzisz, doczekałaś się! ;-)

Mario - coś w tym jest, w sumie to sądzę że mamy tu ogromną symbiozę. owszem ruch pielgrzymkowy wymaga dużego zaplecza i to powierza się osobom świeckim, ale z drugiej strony nader często jest zwykłym "dojeniem" wiernych.
Pozdrawiam także.

wkraj said...

Dzięki za krużganki, podczas mojego pobytu były w renowacji. Na mnie kościół wywarł duże wrażenie, akurat lubię barok, a tak ładnego chóru z organami to się często nie spotyka. Jarmarki spotykamy w takich miejscach na całym świecie. Czasami są to budy na uboczu, gdzie indziej ładne sklepiki. Jako , że lubię przy okazji zwiedzania porobić trochę zdjęć to wkurzają mnie tylko wtedy, gdy wchodzą w kadr. Poza tym jest to wiekowa tradycja. Zazwyczaj niczego w nich nie kupuję, czasami pooglądam co ciekawsze stoiska.
Pozdrawiam.

Poboczem drogi said...

Zaznaczam, ja tez nie lubię tej jarmarczności. Przeszkadza w skupieniu, w poczuciu klimatu miejsca. Ale tak chyba było i będzie, taki już "urok" tych miejsc, może nawet urok. Wokół sanktuariów od czasów ich powstania skupiał się handel, życie, wszystkie cuda i osobliwości ówczesnego świata.Dziś to niestety jest chińszczyzna i ampułki z wodą święconą, kiedyś były relikwie i cudowne obrazy.
A Świętą Lipke pamiętam z żółtą fasadą :) Pozdrawiam!

Mo. said...

Z tym jarmarcznym klimatem to masz rację, może nawet i świętą. Figurka Jezusa mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy albo Maryja jako pozytywka - takie cuda widziałam kiedyś w Licheniu, że uwierzyć nie mogę, że to się działo naprawdę. I chętnych na nie nie brakowało.

INKA said...

W Świętej Lipce byłam wiele lat temu przy okazji szkolnej wycieczki. Kramów wówczas nie było, natomiast pamiętam wielkie organy. Dla dzieci zwiedzanie kościołów nie jest na pewno wielką atrakcją, ale ruszające się w rytm muzyki figurki zapadły mi jakoś w pamięć ...:)

makroman said...

Wkraju - trudno zaprzeczyć że jedna z największych "kramiarni" to w Rzymie w okolicach via Concilazione i Via dei Corridorii i Plazza della Cita Leonina (odpisuję z mapy, bo aż tak dobrej pamięci nie mam ;-) )

Poboczem - dokładnie tak. Pamiętajmy jeszcze o "szczeblach z drabiny, która śniła się św. Jakubowi" ;-) )

Mo - wszędzie tak samo - madonny z masy cukrowo krochmalowej, "jezuski" z plastiku podczas kołysania wypowiadające błogosławieństwa w chyba 20 językach... to wspomnienia z ... Jarmarku przy Meteorach...

INKO - to trochę tak jak z ruchomą szopką w Tuchowie - sanktuarium i "świętego" obrazu mało kto kojarzy a ją wszyscy... ;-)