Thursday, June 15, 2017

Per aspera ad astra. Część 1 - rekonesans.

Jak się przygotowuje rajdy dla dzieci? Całkiem inaczej niż dla dorosłych. Znacznie to cięższe. Dorosłemu wystarczy wskazać szlak, zadbać o jakieś niezbędne gadżety typu apteczka, mapa, rozkład jazdy i po kłopocie. Z dziećmi tak prosto nie jest. Trasa musi być przede wszystkim bezpieczna, więc odpadają ruchliwe odcinki, albo zbyt długi marsz "asfaltem". Powinna być zróżnicowana, żeby się nie znudziły, a dzieci nudzą się szybko. Zawierać coś co pozwoli im się zabawić (np. las i możliwości rzucania się szyszkami), i nie może być za długa - do pięciu kilometrów w jedną stronę, ale to już na granicy buntu.

Po takim wstępie już możecie sobie wyobrazić jaka praca czekała przewodnika NIM jeszcze w ogóle wyruszył na szlak.
Polegała ona głównie na studiowaniu map satelitarnych u wuja Gugla i korygowania ich względem rozkładu jazdy. Mając do dyspozycji kilka opcji, m/inn marsz z Rzepiennika Strzyżewskiego przez Młynek, lub z Turzy, wybrałem trasę z Rzepiennika Biskupiego wokół lasu a powrót przez las, na moje oko rozwiązanie optymalne, trzeba je było tylko sprawdzić w terenie.

Celowo jeszcze nie zdradzę miejsca gdzie będziemy szli. Pojawi się niżej na zdjęciach i w tekście. Ale powiem Wam tyle że to unikat na skalę europejską, prawdopodobnie jedyny taki obiekt.



A trasa wyglądała tak:



Jadę samochodem, Aura oczywiście ze mną. Myślałem że zabierze się też Marzenka, ale...

 Parkuję koło przedszkola w Rzepienniku Biskupim, jest tam spory, ogólnie dostępny placyk. Musze przejść 10 metrów asfaltem i już jestem na "drodze wewnętrznej" a wkrótce na polnej drodze, nieledwie ścieżce, pośród pól i łąk.

 Które wyglądają tak. W tle Kołkówka. 

 Bandzior posród ptactwa - gąsiorek dzieżba. 

 Takimi terenami można spacerować...

 Droga do kulminacji wzniesienia. 

 Ślady ludzkiej działalności. Pewnie gdzieś tam stała kapliczka, lub krzyż, których teraz próżno szukać, ale kwiaty przetrwały dłużej. 
A może to "zbiegowie" z ludzkiego gospodarstwa?
 Odnowiony drewniany dom, wyraźnie obserwuję zmianę przeznaczenia zabudowań wiejskich z gospodarskich na rezydencyjne. Signum temporis.

 Energetyczny dzięcioł ;-) 

Od pewnego czasu idę drogą prowadzącą przez grań wzniesienia.
W sam raz trasa dla dzieciaków. Zagrzeją się podejściem, ale potem na równi odsapną.

 No i te widoki - Turza, w całej okazałości - kościół i największy turzański pracodawca czyli wytwórnia pasz "Barbara" (o ile dobrze pamiętam) ... (tak dobrze pamiętam - sprawdziłem).

Wkrótce wchodzę pod okap lasu, który towarzyszy mi już do końca pierwszego etapu - idealnie!
 Kapliczka leśna. 

 Znów Turza.

 Gdzieś tam powinien być Chełm nad Grybowem, niestety schował się w chmurach. 

Powoli zbliżam się do celu.
 Gwiezdny domek - tak się to nazywa - można sobie wynająć na kilka dni, lub jeden - cena 120 zeta - nie pamiętam tylko czy za "posiadłość" czy od łebka - a domek jest czteroosobowy, ale od właściciela wiem że spokojnie prześpi się tam osób sześć. 
Warte rozważenia - serio, zwłaszcza gdyby ktoś chciał tu spędzić noc, na patrzeniu w ... gwiazdy! 

Bo cel do którego zmierzam to...
Największe (być może w takim kształcie jedyne) prywatne obserwatorium astronomiczne w Europie! 
 I już to zaczyna być widać.

 Oto jestem na Posiadłości państwa Magdaleny i Bogdana Wszołków.
 W Obserwatorium Astronomicznym imienia królowej Jadwigi w Rzepienniku Biskupim.
 Miejscu stworzonym z pasji i miłości.
 
 Anteny niegdyś wojskowe, dziś przygotowywane do pracy jako radioteleskopy. 

 Bardzo bogate tablice edukacyjne
 I ja jakiś taki onieśmielony. 
W sumie to trudno nie czuć się marnym, gdy ma się świadomość niesposobności wyobrażenia sobie nawet ogromu przestrzeni, w jaką ten sprzęt będzie patrzył. 
 Dwie wieżyczki z obracanymi kopułami do obserwacji horyzontalnych.


 A potem cichaczem, tak jak przyszedłem zabieram się i odchodzę.
Jednak wpierw jeszcze muszę rzucić okiem na jeszcze jedno miejsce.
 
 "kosmiczny ogród' miejsce - w którym będą przeprowadzane eksperymenty biologiczne i biotechnologiczne, mające zadecydować o tym jakie rośliny posłużą nam do pozyskiwania pokarmu w warunkach lotów kosmicznych oraz kolonizacji Księżyca i Marsa. 
Pierwsze eksperymenty, przeprowadzane jeszcze w domu Państwa Wszołków już przyniosły wymierne rezultaty... więc! 


 Naziemnie, ale nagle poczułem że jestem bliżej gwiazd. nawet jeśłi nie personel badawczy, to już przez sam fakt bycia tak blisko.
Teraz zrozumiałem co czuja Jankesi gdy tłumnie walą na Florydę obserwować starty rakiet.
Dla części z nich to zapewne pusta "atrakcja turystyczna" ale wielu chyba ma tak jak ja w tej chwili... są bliżej gwiazd.


A potem już z tylko znalezienie drogi przez las. 
Mapa jest tu mało przydatna, nie ma na niej zaznaczonego obserwatorium ani w edycji 2016 ani tym bardziej tej z roku 2012! Do tego nie mogę ufać, zaznaczonym liniami przerywanymi ścieżkom gdyż te często zmieniają przebieg i nie raz już zauważyłem że przebieg w terenie znacznie różni sie od przebiegu na mapie.
Pozostaje mapa satelitarna i domysł że jeśli po drugiej stronie lasu jest coś co wygląda na polną dróżkę a z tej coś co jest droga leśna, to być może się łączą.
Pozostaje wchodzić, w każdą i szukać dokąd prowadzą - za drugim podejściem. BINGO!!!
Błotnisto ale da się przejść. 

Las się kończy zaczynają się pola, droga biegnie nadal.
Aura też biegnie, czyste psie szaleństwo. Milion nowych zapachów atakuje jej nozdrza, zupełnie nieznane miejsca kuszą odwiedzinami. Trzeba tylko uważać na Pana, żeby się nie zgubił.
Powoli zbliżam się do kulminacji wału. 


I wreszcie staję. U stóp kapliczki, która spokojnie mogła by nosić miano Pogórzańskiej Pani - nie ze względu na swoje wybitne walory artystyczne, ale ze względu na niezwykle piękne miejsce usytuowania. 

W koło widoki praktycznie nie przesłonięte. 
W oddali majaczy Pogórze Strzyżowskie.
Suchy Wierch i Łysa góra nad Ropą.
To już Beskid Niski.

Chełm i Modynianka nad Grybowem.

Gródek nad Dunajcem.
Jak by nie było chmurek, mielibyśmy widok na Tatry. 

Pasmo Brzanki, jej wschodnie wzniesienia i odległy ale widoczny (głównie zresztą przez lunetę) Liwocz.

Panorama.

Środkowa część Pasma Brzanki z kościołem św. Jana Chrzciciela w Rzepienniku Biskupim.

Dolina Rzepnianki.

I już schodzę "do ludzi".


Przystanek przy szkole z rzeźba Merkurego - na Rzepiennickim Szlaku Astronomicznym
(choć może lepiej było by mówić to o szlaku astrologicznym? ;-) ) 

W krzywym zwierciadle ;-) 
Od przystanku zaledwie trzysta metrów do zaparkowanego samochodu i wracamy. 
Trasa ustalona, nazajutrz przyjdę to z dziećmi i wtedy przekonam się czy zaplanowałem ją dobrze. 
CDN.

16 comments:

Ania said...

Ten typ przygotowania rajdu znam z doświadczenia. Wiem również, że każda trasa jest za długa, a najważniejsze jest nie to, co akurat się dzieje, a to co będzie. I oby było możliwie szybko. Bo nie mogą się doczekać.
Poza tym: obserwatorium - bomba.
A szlak astronomiczny przypomina mi podobne w Zurychu i Istebnej. Tam występują symbole planet, a ich rozmieszczenie w terenie odpowiada proporcjom odległości w Kosmosie. Czy tu też tak jest?

Kasia Kamil Skóra said...

To prywatne obserwatorium to rzeczywiście rarytas ! Maja może swoją stronę internetową? Kiedy ono powstało?

makroman said...

Aniu - opinia nauczycielki jest ostateczna ;). Najlepiej po prostu pozwolić im się bawić i nawet niech idą kilemetr na godzinę. Dlatego tak ważne jest przygotowanie trasy.
A szlak astronomiczny tu w Rzepiennikach to po prostu rozstawione w różnych miejscach gminy rzeźby, będące pokłosiem pleneru.

Kasiu i Kamilu - powstaje cały czas, otwarcie bodajże 2 lata temu, ale Prof Wszołek z Żoną budowali je od lat.
http://oajadwiga.pl
A to adres strony.

stacho.lebiedzik said...

Wędrujesz i pokazujesz rzeczy i sytuacje, na które "mało kto" zwróciłby uwagę i przez to jesteś niepowtarzalny. Kolejne gratulacje i kolejny przekaz na mój profil "fb".
Zapamiętam energetycznego dzięcioła. Serdeczności.

Wojciech Gotkiewicz said...

Szczerze mówiąc, sama myśl o poprowadzeniu dzieci na szlak, wywołuje u mnie wysypkę. W życiu tego nie robiłem, ale kiedyś wracałem do Olsztyna autobusem pełnym kolonistów. Koszmar!! :))))
PS.1. Nie wiem, czy w opisywany przez Ciebie miejscu, była kapliczka, ale sama obecność łubinu, to zbyt mało. Ta roślina, to ekspansywny gatunek inwazyjny, więc włazi tam, gdzie chce :)) PS.2. To chyba jedyny gatunek dzięcioła (zielony), który uwielbia walić w blachę, cokolwiek by to miało znaczyć :))). PS.3. Zajrzałem na stronę i było fajnie do momentu przeczytania regulaminu. Nie pierwszy raz stykam się z czymś takim i zawsze rozumiem to tak: fajnie, jak przyjedziesz i zostawisz jakąś kasę, ale tak w ogóle, to najlepiej zrób przelew i trzymaj się z daleka.

makroman said...

Stachu - akurat na obserwatorium trudno uwagi nie zwrócić ;) ale reszta, faktycznie może ujść obserwatorowi.

Wojtku - studiowałem pewien czas na WSP więc jakiś tam bakcyl Educationus bozowiensis we mnie tkwi, ale chyba wyrobiłem sobie jaką taką odporność ;).

Ba wyobraź sobie pociąg relacji Częstochowa Kraków w którym obok siebie jadą: pielgrzymka maturzystów z siostrami zakonnymi i księżmi, uczestnicy metalmanii, rezerwiści z chustami i kibice piłkarscy po meczu... To dopiero było szaleństwo! Każda grupa śpiewała swoje pieśni i przyśpiewki!

Łubin - dzięki, może tak być, że nic tam nie było.
Dzięcioł - tego nie wiedziałem że... jedyny. Sądziłem że wszystkie lubią perkusję, czyli że więcej u mnie zielonych niź myślałem.

Obserwatorium - to całkowicie prywatny teren, Oni tam mieszkają! Więc pewne obostrzenia są niezbędne, w końcu nikt nie lubi jak mu buractwo się po obiekcie szarogęsi. Pozostaje też kwesytia uszkodzenia cennego sprzętu,ale ludzie to życzliwi i mili.

Ania said...

Makromanie - podoba mi się Twoje stwierdzenie, że opina nauczycielki jest ostateczna. To co powiesz na to, że ja sama sobie sterem, żeglarzem okrętem, czyli przewodnik i nauczycielka w jednym? ;)

wkraj said...

Z Twojego punktu widzenia trasa ciekawa i atrakcyjna. Zobaczymy, jak odbiorą to dzieci. Może być przydługa. Musi być przerwa na zabawę i konkursy. Powrót najlepiej zorganizowany lub odbierają rodzice. Warto na takie rozeznanie zabrać dziecko w wieku najmłodszych uczestników.
Pozdrawiam.

Chemini said...

Dwa razy w roku przygotowuję dla dzieci rajd pieszy, na szczęście nie jestem w tym sama. U nas jest trudniej, ponieważ uczestnikami są dzieci niepełnosprawne, również jeżdżące wózkiem.To ogranicza wybór tras, a przecież musimy dać dzieciom coś ciekawego i niezbyt długiego żeby nie umarły i nie zamędziły nas na śmierć. Przygotowania powodują,że siwieję z roku na rok coraz bardziej.
Obserwatorium wygląda genialnie, już bym tam pobiegła :) U nas ma miejsce projekt "Izerski park ciemnego nieba" oraz "Astro Izery", można obserwować niebo bez zanieczyszczeń od światła.

makroman said...

Aniu - no cóż szanuję autorytety. Ja też sam sobie sterem i okrętem (przynajmniej na szlaku) ale czasami trzeba coś dać innym. Choćby po to by wędrówkami zarazić następne pokolenia.

Wkraju - zdradzę nieco z przyszłego wpisu, ale... byli zadowoleni. Zresztą to nie pierwszy rajd który dla dzieci organizuję.

Chemini - doceniam wyzwania przed jakimi stajesz. Kilka miejsc spełniających takie kryteria bym znalazł, ale doprawdy nie było by mi łatwo.

Monika said...

Ciekawe miejsce takie troche odludzie-dobre na przemyslenia:)

makroman said...

Moniko - dokładnie, lokacja w sam raz na pustelnię albo właśnie obserwatorium.

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Na wielu zdjęciach widzę Twoją wierną towarzyszkę Aurę. Tak samo sprawdza Bellusia czy za nią idziemy. Jakiś czas temu czytałam u Ciebie o rajdzie jaki zorganizowałeś dla dzieciaków. Już wtedy byłam pod wrażeniem. To co zrobił prof. Bogdan Wszołek w Rzepienniku Biskupim robi wrażenie. To obserwatorium powstało tylko dzięki wielu wyrzeczeniom i ciężkiej pracy możemy dziś podziwiać końcowy efekt.
Pozdrawiam:)

Wojciech Gotkiewicz said...

Ja niestety miałem kiedyś przyjemność podróżowania ze staruszkami jadącymi na Jasną Górę. Żeby było jasna. Panie były przemiłe, tyle tylko, że mówiły do mnie per "dziewczynko", a po drugie ja chciałem bardzo spać, a one niekoniecznie :)))

Wojciech Gotkiewicz said...

PS. cały problem w tym, że każdy regulamin można sformułować miło i ... niemiło :)

makroman said...

Łucjo - bez Aury w teren? Nie może być! Jak się tylko da to jedzie ze mną, zresztą by strasznie wyła gdybym wybył bez niej.

Wojtku- bywa (staruszki w przedziale... Przy "gimnazjalistkach" pewnie byś nie miał problemu z sennością ;) ).
Regulamin - pisany jest z myślą o "turystach" nie o wędrowcach, nie oszukujmy się ale ludzi którzy uważają "zapłaciłem to mam prawo" na świecie nie brakuje. Natomiast w kontakcie osobistym to szalenie życzliwi i mili ludzie.