Zobaczcie sami.
Że "coś tam jest" wyczytałem z mapy "Mazury, Kraina Wielkich Jezior" wydanej przez CartoMedia (nie udało mi się znaleźć odpowiadającej moim potrzebom mapy wydanej przez Compass lyb Galileos - a szkoda, bo mam do tych firm największe zaufanie i praktycznie na Pogórzu korzystam tylko z nich)
na mapie był symbol pomnika, ale brakło dokładnych wskazówek gdzie konkretnie go szukać.
W końcu domyśliłem się że jeśli gdzieś jest, to na pewno nie na czyjeś posesji ani polu czy pastwisku dla koni, ale raczej na porośniętej chaszczami "ziemi niczyjej" i faktycznie - patrzcie na pierwsze zdjęcie. Nic a nic się nie pomyliłem.
Jak się okazało kępa zarośli przy rozstajach dróg, to jednak stary zapadły cmentarz, pełen opuszczonych, rozwalonych nagrobków, ale ze śladami świetności i dbałości.
Krzyże i betonowe nagrobki są stosunkowo świeże, podejrzewam iż wiele z nich sięga najdalej początków XX wieku a wiele okresu I Wojny Światowej. Niestety odczytanie czegokolwiek, gdy nie dysponuje się warsztatem archeologa i dostępem do archiwów historyka jest praktycznie niemożliwe.
Wreszcie jest! Znalazłem ów pomnik - z użytej symboliki i posiłkując się kilkoma znanymi mi słowami niemieckimi, tudzież bazując na swojej znajomości cmentarzy wojennych z czasów I Wojny Światowej, tak licznie rozsypanych po moim ukochanym Pogórzu domyślam się że mam do czynienia z cmentarzem lub kwaterą wojenną na cmentarzy cywilnym z roku 1914.
No dobrze wcale taki bystrzak nie jestem, że 1914 było wyryte na pomniku, że kriegsfreiwilligen znaczy ochotnik to znałem już z innych cmentarzy. Generalnie w woju na ochotników patrzy się cokolwiek podejrzliwie (sam do syfu pcha się tylko wariat albo psychopata...), no ale przyjmijmy że w czasie patriotycznego, wojennego szaleństwa wariat lub psychopata może uchodzić za bohatera... w oczach cywilów, bo poborowi i tak wiedzą swoje...
W każdym razie ochotnicy Gottfried Hintz oraz Bernhard Hintz (bracia, kuzyni, ojciec i syn?) za swoją ochotę zapłacili najwyższą cenę...
Na cmentarzu znajdziemy też resztki kaplicy grobowej, dziś już całkowicie pozbawionej ozdób i oznaczeń, być może zresztą wcale nie był to grób, ale kaplica pełniąca tez role chłodni?
Dziś już nie został tam żaden sensowny ślad, a wnętrze jest doszczętnie zrujnowane (mam tylko nadzieje że nie zostało sprofanowane). Kto pamieta jak było?
Czy to drzewo może pamiętać?, Być może, gdy było jeszcze małym kiełkiem... w końcu minęło już ponad sto lat...
Na Mazury zawitał XXI wiek, wszystko co historyczne stało się cenne, a zwłaszcza pamiątki wojenne.
Po oranisku wałęsają się ludzie z wykrywaczami - może archeolodzy, może zwykli poszukiwacze. mają co znajdywać. Tu toczyły się zażarte walki.
ta ziemia jest tak piękna, że warto za nią zabijać i samemu na śmierć się wystawiać.
Nie dziw że Niemcy walczyli tu na długo po tym jak front przesunął się na zachód i stało się jasne że dalsza obrona nie ma sensu... przecież nie o sens ale o ziemią na której stały pomniki ich przodków walczyli.