Friday, February 28, 2014

Szczurokotki

Intrygujący tytuł prawda? No po to go użyłem ;-).
Jak pisałem jakiś czas temu, diabli wzięli podeszwy w moich poprzednich butach trekkingowych. Zimę jakoś przechodziłem, dobijając parę zwykłych kupionych w biedronce ocieplanych zamszaków (naprawdę dobre i wygodne buty za śmieszną cenę) a po lasach i paryjach łażąc w zwykłych obciachowych trzewikach roboczych z firmy Gardia (inna sprawa że buty nie da zachodzenia). Tymczasem ciągnie człowieka na szlak i szlag go trafia że nie ma w czym. Ale wylukałem w necie ofertę miejscowej hurtowni, gotowej sprzedać mi pojedynczą parę butów, w cenach hurtowych. I tak stałem się posiadaczem butów marki Urgent pieczętujących się znakiem surykatek - po spolszczeniu mamy... tytułowe szczurokotki!

No powiedzcie sami, czy szczurokotki nie brzmią w polszczyźnie lepiej i czy nie lepiej ta nazwa określa te sympatyczne zwierzaki, niż przyjęte od nie wiadomo kogo surykatki?

A wracając do butów. Moim szczurokotkom stuknęła właśnie setka. Setka kilometrów na szlakach, zrobiona w dwa tygodnie (niepełne), plus ruch miejscowy, do sklepu czy do pracy (na przystanek) mam prawie dwa km, więc się tego uzbiera.

Pierwsze wyjścia to oczywiście dystanse krótkie, bo buty trzeba rozchodzić. Ot tak wokóół "Marcinki", czy podobnie. Potem już nieco dalej:

Przykładowe trasy: 

Nad Białą przez Rudy-Mlyny, a powrót przez Zawadę i Górę, św. Marcina.



Route 2 437 056 - powered by www.bikemap.net


Tak a sobie pętelka, po terenach wtórnie zdziczałych w wielu miejscach.



Route 2 439 143 - powered by www.bikemap.net


Wczoraj poszedłem szlakiem Św. Jakuba do Tuchowa (ale to inna opowieść). W każdym razie, jak sumowałem powyższe trasy i inne których nie pokazałem to setka minęła. czas na wnioski.

Buty są ciężkie jak dowcip kabaretu Koń Polski. (ale to akurat dla mnie żadna wada)
Noski i ogólnie krój buta zbyt wąski jak na potrzeby europejskiej stopy, ale da się rozchodzić. Podeszwy faktycznie konkretne, praktycznie ani śladu zużycia, a były testowane na asfalcie, betonie, gruzie, szutrze, żwirze, piachu, ściółce leśnej, gałęziach i ogólnie w mało delikatnych okolicznościach.  

Wnętrze przytulne, solidne i dobrze pracujące ze stopą. 
Okuty nosek przydał się trzy razy - raz zatrybiłem w karpę po wyciętym drzewku, dwa razy w porzucone bloki betonu - na butach nie zrobiło to większego wrażenia (dzięki okuciom na mnie też - poza "ostrymi" myślami na temat bezmyślnych matołów którzy je tak zostawili... ale to inna sprawa).

Zdecydowaną wadą są przedostatnie kolucha do sznurówek - wiązania nie ułatwiają, a powodują błyskawiczne przecieranie wiązadeł.

Generalnie jestem bardzo zadowolony - jak przetrwają rok, to... w sumie to sam nie wiem co, bo żadne jeszcze nie przetrwały ;-) 

I do zobaczenia na szlaku.  

2 comments:

Mo. said...

Sto kilometrów w dwa tygodnie? Chylę czoła :)

makroman said...

Samo dojście do i od autobusu to ponad trzy kilometry dziennie - zatem samo to dało trzydzieści kilometrów.

Ale w tej chwili szczurokotki mają już ponad 500 i ... nic im nie dolega.