Wednesday, April 30, 2014

Mieszanie szlaków

Są szlaki prowadzące skądś - gdzieś, albo takie wokół czegoś, albo też i te które łączą miejsca z jakiegoś względu ważne. Mam tę satysfakcję iż w Polsce naprawdę sieć szlaków jest świetnie rozwinięta, są one prawie doskonale opisane i całkiem przyzwoicie zaznaczone w terenie (choć te których nie wytyczał PTTK lub harcerze, tylko urzędnicy o rzad jakości słabiej). Dlatego planując wędrówki, możemy spokojnie rozpisać sobie ją na etapy pomiędzy różnymi szlakami, tak by dojść tam gdzie chcemy, w sposób w jaki chcemy, trasami które nam odpowiadają. Poniżej przykład takiego "mieszanego" szlaku.

Route 2 572 848 - powered by www.wandermap.net

Zaczynamy od więzienia...
To miejsce w pobliżu którego parkuje samochód odwożąc dzieci do szkoły, do przejścia mamy dwieście metrów a unikamy makabrycznych korków.  Tu auto zostanie na najbliższe 18 godzin, do domu już nie będę wracał (choć przejdę opodal), bezpieczne - bo złodzieje nie wiedząc czy przypadkiem nie okradają auta tego gościa na kogutku, który ma w ręce Kałasznikowa i raczej umie z niego strzelać... okradają samochody w innych lokalizacjach.

Do ulicy Ziai mam sto metrów - tam czeka na mnie szlak żółty który... ignoruję, idąc skrótami przez tory i osiedle. Kolejny raz wkraczam nań już w okolicach Góry św. Marcina. którą pokonuję właśnie nim idąc. Żółty szlak prowadzi mnie do Zawady - niestety kościół zamknięty i nie mam gdzie zrobić wpisu. Dalej napotykam na szlak czerwony i już idąc dwoma na raz, schodzę w dół w kierunku Łękawki. Po jakimś czasie szlaki żółty i czerwony rozchodzą się. Dalej idę czerwonym. 

 Dom Wspólnoty Cenacolo im Bł. Karoliny Kózkówny 

 Na wprost (zamglone na horyzoncie) wschodnie rubieże Słonej Góry - to będzie mniej więcej połowa mojej trasy. 

 Poręba Radlna - tu w liceum przyjeżdżaliśmy na ogniska do kolegi. 
 
 Pytanie  etnograficzne - czemu drzwiczki do stodoły maja taki kształt a nie prostokątny? 
To obejście chyba już kościelne, ale pewności co do właściciela nie mam.

 Jar tuż za plebanią - urocze miejsce.

 Neogotycki ( z elementami neoromańskimi... lecz prawdę mówiąc, to pseudo neo romaniozm...) kościół
pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła.
Na jego temat będzie osobny post. 

 Poręba Radlna to mała miejscowość przy trasie przelotowej, warunki dla rolnictwa takie że koń sołtysa się powiesił, przemysłu żadnego - ot sypialnia dla większych ośrodków. Ale schludnie i miło.
Przy drzwiach miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej - oczywiście figurka św. Floriana

 A na posesji opodal przygotowane stacje drogi krzyżowej - ciekawe czy do miejscowego kościoła czy na "eksport"?

 Gruntowe dróżki i leśne ścieżki będą mnie odtąd prowadziły aż na samą Słoną Górę. 

 
pierwszy odruch - co widzicie?
a - koń
b - dinozaur
c - plandeka na motocyklu

 
 Słona Góra! 
Skąd Nazwa?
To proste, większość źródeł w tym terenie jest słonawych, niekiedy mocno (jak te tutejsze).
Niegdyś te wzniesienia były dnem głębokiego morza - poza strefą osadów piaskowych i wapiennych - więc powstały tu łupki głębinowe - czyli skamieniały muł. A w tym mule uwięzione spore złoża soli - eksploatacja na skalę nowoczesną jest nieopłacalna, ale kiedyś funkcjonowały tu małe zakładziki odzyskujące sól z wody i ziemi.
W tym miejscu mówią Pa szlakowi czerwonemu, najbliższy kilometr idąc szlakiem żółtym, z którym witam się ponownie.

 Cmentarz nr 175 na Słonej Górze - od niego zaczęła się moja przygoda- ale o cmentarzach innym razem. 

 Widok z Piotrkowic na pasmo Liwocza i Brzanki, w zasadzie Liwocza wcale nie widać - Brzankę jeno, ale tak to pasmo się oficjalnie nazywa.
Tu już jestem na szlaku niebieskim który bierze swój początek całkiem niedaleko stąd. 

 Malownicze zrujnowane sadyby po drodze. 

 Kościół w Piotrkowicach
pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Stara parafia - ale tu też będzie osobny post.

 Most na Białej, odbudowany po powodzi stulecia dzięki pomocy telewidzów, co niniejszym sławią te tablice. 

 A po drugiej stronie już Łowczów - szmat dzieciństwa spędziłem w lasach Łowczowa, Łowczówka, Pleśnej i Rychwałdu - zawsze mam sentyment do tych miejsc.

 I Rzeka Biała w osobie własnej. 

 Koleje losu sprawiły że kolej wypięła się na małe stacyjki i teraz "cieszcie się że w ogóle cokolwiek tędy jeździ". A szkoda bo budynek ciekawy typowi modernizm modny (modny modernizm... ale trafiłem) w latach 70, 20 stulecia. Gierkowszczyzna ale... ta fajniejsza, ta z aspiracjami do "lepszego świata" 
Czas ajentów (kto pamięta tych PRLowskich tygrysów biznesu?), pewexów i marzeń...

W Łowczowie schodzą z niebieskiego szlaku pieszego, a "przesiadam" się na także niebieski ale rowerowy. 

 Kolejny cmentarz tym razem 169.

 Stare Dęby na granicy Łowczowa i Buchcic 

 A tu stare lipy - też gdzieś na pograniczu.

 Tuż przed Tuchowem w marszu zaczął towarzyszyć mi myszołów. 
Ale z daleka można go było wziąć za sępa z jego złowróżbnym dla wędrowca przesłaniem ;-)

 A tam to już Tuchów i wieża kościoła św. Jakuba 

       Oraz Sanktuarium Matki Boskiej Tuchowskiej przy klasztorze O.O. Redemptorystów 
Choć może to akurat powinno brzmieć Klasztor O.O. Redemptorystów przy Sanktuarium Matki Boskiej Tuchowskiej? 

W każdym razie doszedłem - do autobusu mam jeszcze godzinę, w delikatesach centrum kupuję sobie czekoladę i napój energetyczny, żeby uzupełnić zapas kofeiny, bo kawę wypije dopiero w pracy. w Tuchowie sporo nowości - plenerowa galeria rzeźb, skansen pszczelarski... no będzie o czym pisać! 
 W nogach mam 22 km - już wiem ze dam radę pokonać odcinek szlaku św. Jakuba z Pilzna do Tuchowa, bo on liczy 23 km, wić czasu mi nie powinno zabraknąć. 
Ale to pieśń przyszłości.   

4 comments:

Tojav said...

Prawdziwa przygoda z aparatem fotograficznym. Też lubię takie odludne miejsca, albo małe miejscowości. Szkoda, że prawie zawsze kościoły są zamknięte.

makroman said...

Znaczy przygoda to z kijami trekkingowymi - aparat to tylko dokumentacja przejścia.
Kościoły niestety się zamyka - jeszcze dobrze gdy otwarty jest przedsionek, ale i to nie zawsze. rudno sięzresztą dziwić pilnować nie ma komu, a poza watościami sakrum, w kościolach jest jeszcze zazwyczaj duży majątek profanum.

Mo. said...

Jakiś czas temu dziwiłam się, że zrobiłeś "setkę" w nowych butach w dwa tygodnie , gdy tymczasem Ty przechodzisz 22 km ot tak, przed pracą :). Ja to najczęściej idę przed siebie a później na czuja szukam drogi powrotnej ale tak, żeby nie iść drogą którą przyszłam. Jedynie w górach szlaków się trzymam, tam to tak.

makroman said...

Też lubię chodzić ot tak przed siebie, lecz niestety u nas w Beskidzie Niskim, najczęściej oznacza ta że albowejdę w paryję albo komuś w ogródek ;-).

Mnie najbardziej drażniły góry w Grecji - takie piękne i absolutnie żadnych szlakow.