Sunday, May 22, 2016

Zabawy w Zabawie

Marzenka w pracy z koleżankami zorganizowały sobie "babski rajd" czyli pielgrzymkę, oczywiście zgłosiłem się że ja jak najbardziej.. ale cóż nur fur Frauen - jedynym facetem był ksiądz kapelan i jakiś nieszczęśnik któremu kazano popychać wózek z dzieckiem. No tak, na pielgrzymce mile widziany nie jesteś, ale przyjechać po Marzenkę to trzeba koniecznie...
A byłby zapomniał - wzięły ze sobą dzieciaki...
Więc pojadę także po Miłosza.
No ale jak jechać to przecież nie za darmo - czyli wyjeżdżam kilka godzin wcześniej i tuptam na rajd. w zasadzie trasę miałem przemyślaną już od dłuższego czasu, tylko planowałem ją na rower, ale nic to, życie jest pełne niespodzianek, dlatego należy być plastycznym, nie kijem go to...pałą - ale trasa zaplanowana musi zostać zaliczona.


Aura w kar, plecak jak zwykle spakowany, tylko coś do picia (minewralna) i przekąska (horalki -lekkie, smaczne i pożywne - to nie jest kryptoreklama, to doświadczenie przetuptanych setek kilometrów), kije w troki, aparat, mapa, na tablecie wybieram stosowna lokalizację i w drogę.  Tak czy siak czeka mnie przejazd przez miasto, sam mieszkam po południowej (lepszej) jego stronie, tym, razem muszę znaleźć się na północny zachód od niego. Trzeba uzbroić się w nerwy, ale perspektywa marszu osładza konieczność defilowania w paradzie idiotów (korku).

Wreszcie na miejscu, parkuje jak zwykle koło kościoła. tym razem jest to sanktuarium Bł. Karoliny Kózki w Zabawie. a potem w drogę.





 Pomnik "Przejście" poświęcony ofiarom wypadków drogowych, nie powiem dla mnie miejsce szczególnie drażliwe, bo od lat uważam motozjebów za plagę nie do utemperowania ani za pomocą działań administracyjnych (urzędnicy to w większości także motozjeby) ani policyjnych (policjanci jak urzędnicy). Pozostają akcje oddolne typu linczowanie...

Proboszcz w zabawie to w ogóle maniak sanktuaryjny, bo nie wystarcza mu już bł. Karolina Kózka, ale wymyślił żeby tu przenosić krzyże stawiane przy drogach jak znak że w tym miejscu zginał człowiek - akurat temu byłem przeciw, i w sumie niewiele z akcji wypaliło.

Pomnik poświęcono 29 lipca 2012 roku, wykonany został w/g projektu artysty rzeźbiarza Jacka Kuczaby.
Z opisu: "rzeźba jest symbolicznym zderzeniem dwóch przeciwległych dróg, na których styku sytuuje się miejsce tytułowego przejścia. Kardiogram umieszczony na ścianie symbolizuje walkę o życie" 
Ps. jak ktoś chce może tu dodać krzyżyk upamiętniający kogoś ze swoich bliskich... dziękuję - wolę opierdolić motozjeba NIM kogoś mi bliskiego zabije! 

W pobliżu trzy cmentarze - jeden współczesny, pomijam.
następnie wspólna kwatera wojenna z czasów I i II Apokalipsy (Herbert)



Tablica poległych w czasach II Wojny Światowej

 Cmentarz wojenny 269 Zabawa (na szlaku frontu wschodniego I wojny światowej

W tle sanktuarium Bł. Karoliny Kózki


 I powyżej wzmiankowane już z bliska

Kilkaset metrów przez wieś, a potem już szlak przez pola - idzie się łatwo, ruch maleńki ale za to patyrzą na człowieka podejrzliwie - widać ludzie z kijami to tu rzadkość...
Nie tak jak na Pogórzu...


Dopływ lokalnej rzeczki o wiele mówiącej nazwie.. "Kisielina" co widać słychać i najważniejsze ... czuć ! 

 Płasko do urzygu... 

 Ale za to mostek...
Nigdy bym nie przypuszczał że mostek może stanowić atrakcję turystyczną - a jednak po kilometrze... niczego...

A potem znów przez pola - nie dostrzegam żadnego znakowania szlaku - idę więc na GPS - chce trafić na pomnik upamiętniający lądowanie Dakoty która zabrała zdobyte przez AK części V-2 zostawiając korespondencje, kurierów i... materiały wybuchowe - które po części stały się przyczyną śmierci trzech wspaniałych harcerzy Szarych Szeregów z Mościć.  


Na drodze staje mi (rozlewa się?) odkrywkowa kopalnia kruszywa. Obecnie to już spory zbiornik, stanowiący ciekawe przyrodniczo miejsce.
Ale o tym na moim przyrodniczym blogu. 
 

Marsz to w zasadzie marszo brodzenie - nawet kije za wiele nie pomagają - na szczęście moje quetchuy są niezawodne - czuję chłód ale nie mokrość na stopach. 


Jak widać miejscowi zagospodarowują sobie teren - to pewnie właścicieli kopalni! Jestem całym sercem za - fajne i z gustem - za kilka sezonów będą tu małe mazury! 
Pozdrowienia dla szefa kopalni. 
Teren jest zadziwiająco czysty, ptactwo ma tu swój mały azyl i chyba na dobre się zadomowiło, naliczyłem kilkanaście gatunków (choć fotek mniej - ale to moja nie miejsca wina).
po samym tym obrazku widac że mamy do czynienia z przedsiębiorca i gospodarzem a nie z szabrownikiem i aferzystą!
SZACUN 


Jak widać GPS także na manowce prowadzi. 

Ale już chyba wiem co i jak - pewnie pomnik stał wcześniej w tej lokacji, ale wraz z rozwojem wyrobiska przestał być dostępny i został przeniesiony. 
Na mapach tych z 2012 roku a taką mam wgraną w Kmap jest po staremu na nowej mapie "compassu "Ziemia tarnowska" już tego pomnika nie ma, ale nie ma też nowej jego lokalizacji - za to jest znaczony szlak, tamtędy przebiegający.  



Wydmy
Mówcie co chcecie ale malownicze!  

I tu doszło do małej sprzeczki z pracownikami kopalni (chyba), w zasadzie zjednym - że rzekomo wlazłem na ich teren i bez pozwolenia robię zdjęcia - nie chciało mi się grubasowi tłumaczyć że:
primo nie ma ogrodzenia, 
secundo nie ma widocznych oznaczeń
tertio nie ma zakazu fotografowania...

Podszedłem do starszego faceta i spokojnie zapytałem o pomnik, pokazując mu na mapie o co chodzi, wrzaskuna zaś ostentacyjnie olewając.  
Zapewne podrzutek znajdzie się w każdej grupie ludzi bo mój rozmówca, był spokojny, rzeczowi i w 10 sekund wyjaśnił mi gdzie iść żeby trafić. 


Po drodze oczywiście ślady bobrów
To już chyba nieunikniona przygoda na szlaku, nie żeby mi przeszkadzało, choć rozumiem jak komuś sad wykarczują że nie pała do nich entuzjazmem. Ja jednak pałam...

 Nawet jeśłi za sprawą ich tamy, znów muszę brodzić po kostki w wodzie.
Ale co mi tam... Przynajmniej Aura się napije, bez konieczności schodzenia do wyrobiska. 

Wreszcie jest, poszukiwany - zaginiony - pomnik akcji trzeci Most - miejsce lądowania Dakoty. Zresztą od strony Wał Rudy jest nieźle dojście oznakowane - trudno ja szedłem od strony Zabawy... 
Pierwsza z prawej tabliczka na cokole mówi: "Mgr. Inż. Zdzisław Gawin Darował notarialnie gminie Radłów teren pod budowę pomnika upamiętniającego akcję III Most".
SZACUN po raz wtóry!  

Wracam kilka kroków ta samą droga (innej nie ma, a teren wkoło zalany), a potem do szosy Wał Ruda - Jadowniki. 

Po drodze mam jeszcze tablicę pamiątkową


Rzecz jasna upamiętniającą tą samą akcję, ta tablica już jest na mapach Compassu.
 


Selfie z Aurą - muszę trzymać ją za twarz bo się nieodmiennie ogonem do obiektywu wykręca, co  przez szanownych obserwatorów za nieparlamentarne poczytane by być mogło. 

A potem dalej na szlak.


Leśny punkt odpoczynku


 I


Coś czego nie planowałem, bo zasadniczo turystyki sanktuaryjnej nie uprawiam ale... 
Przygnało mnie coś tu pod dom Bł Karoliny Kózki i zatrzymało.
Co prawda nie poszedłem już na szlak męczeństwa, ale pomodlić się musiałem - chyba nawet Aura wyczuła niezwykłą ... zwyczajność miejsca, bo dała sobie spokój ze zwyczajowym w jej wypadku wsadzaniem mi cuja pod pachę. 


 Obejście domu bł. Karoliny
 

 I coś na kształt małego skansenu


Tablica pamiątkowa
 

 i wejście na szlak

 i... dużo tego...
Zresztą jak ktoś poczuje potrzebę to sam tu trafi - mi pozostaje polecić. 



A to coś co się zowie "cudowna studzienka", nie potrafię stwierdzić na czym owa cudowność tytułowa polega ale...
 

cudem tylko nie złamałem nogi na mostku doń prowadzącym...


Już nie raz spotkałem podobnie odnawiane kapliczki i taka myśl mnie nachodzi - to brzmienie oryginału, czy niechlujstwo odnowicieli polegające na podążaniu za dużymi rysami i ignorowanie mniejszych, nawet jeśłi w ogólności dają one inskrypcję już na pierwszy rzut oka dziwaczną. 


Ja bym tej wody nie pił - ale jak ktoś wypije to faktycznie cudownemu zrządzeniu będzie mógł życie zawdzięczać... 

A potem telefon od Marzeny że już kończą i żebym się pośpieszył a ja jeszcze przed sobą kilka ładnych kilometrów mam...

No to zwiedzamy na spidowo - po japońsku - zdjęcie i dalej a w domu się zobaczy co na zdjęciu...

 Wiejskie zabudowania, dom pod lipą, wierzcie lub nie -ale atmosfera w takich domach była cudowna - taki był u dziadków w Gumniskach, tyle że nasza chałupa to dworek szlachty był zubożąłej zatem musowo ganek miała i kolumienki dwie... i w ścianie frontowej wykusz maleńki a w nim kapliczkę...


 I kolejne Wał Rudzkie (bo odkąd weszliśmy na szosę, to już jest Wał Ruda a nie Zabawa) kapliczki

 W tym jedna!!!!


Ze świętym Maciejem!!! 
Ale miło - mój patron a tak rzadko spotkać można czy kościół pod jego wezwaniem (najbliższy to chyba dopiero w Andrychowie mam) czy kapliczkę choćby. W Mościcach w kościele była polichromia z Apostołem Maciejem - ale proboszcz kazali zamalować - nie wiem po jaką cholerę i jakie go diabli namówiły - ale szkoda. 


Kawałek dalej kolejna smutna pamiątka po walkach I W.Ś.  

 Cmentarz nr. 261

 


 A potem kolejna kapliczka

  i kolejna urokliwa chatynka

I jeszcze tylko trzy kilometry... niczego i znów jestem pod sanktuarium.
Marzenka i Miłosz czekają, Aura jak zwykle nie chce wejść na pokład. 
I do0 domu - na odpoczynek,przeglądnięcie, zdjęć, wymianę emocji i spostrzeżeń...
do następnego razu.

14 comments:

Rado said...

Ładna wycieczka.
Dwie uwagi:
Nigdy nie byłem na babskim rajdzie (i raczej nie będę jako tradycjonalista ;)
Też tam mam, że jak płaskie to ,,do urzygu" - najchętniej bym się cały czas wspinał.

Ania said...

U nas rzadko jest płasko. Mamy raj dla miłośników wszelkich nierówności terenu. Ale takiej pięknej białej wydmy to jeszcze nie spotkałam. Chociaż podobne się zdarzają. Tylko w innych kolorach.
I mogę się podpisać jako uczestniczka i organizatorka babskich rajdów. Jest wesoło, ale niekoniecznie modlitewnie. Tempo marszu zdecydowanie wolniejsze niż na imprezach z udziałem panów, tak zwanych "zadalaczy".

makroman said...

Rado - Ładna, nie powiem i krajoznawczo ciekawa. Jutro na moim drugim, przyrodniczym blogu będą przyrodnicze efekty tejże.

Aniu - Ja mam sposób aby utrzymać swoje tępo i nie narzucać go pozostałym - po prostu kursuję z czoła wycieczki na tyły i w drugą stronę - wszyscy myślą że ze mnie taki odpowiedzialny przewodnik, a ja po prostu staram się iść swoim tempem i nie przyjść na miejsce dwie godziny przed innymi ;-)

Ps - i dlatego tak bardzo tęsknię za świętokrzyskimi prastarymi górami

Andrzej Rawicz said...

Ciekawa wycieczka. Mnie zaintrygował ten cmentarz. Wiki podaje, że: "... Pochowano na nim prawdopodobnie 77 żołnierzy austro-węgierskich, 11 żołnierzy niemieckich oraz 9 żołnierzy rosyjskich ...", ale przecież wiadomo, że wtedy na wszystkich trzech frontach najczęściej walczyli Polacy.

makroman said...

Anzai - owezem polskie nazwiska odnajduję na większości cmentarzymz tamtego okresu, czy to wcielonych do armii państw centralnych czy poddanych cara. Były nawet całkowicie polskie jednostki lub takie gdzie Polacy stanowili większość, do tego należymdodać jeszcze Legionistów i ... okazuje się że byliśmy zaledwie ułamkiem liczby walczących.

INKA said...

Podziwiam, że tak zgrabnie połączyłeś obowiązek z przyjemnością:) Trasa ciekawa, pomimo tych płaskości, choć wydma to całkowicie rekompensuje. Pozdrawiam

makroman said...

Mam INKO wprawę z czasów gdy Marzenka robiła aplikację prokuratorską w Krakowie ona 6 godzin zajęć a ja 6 godzin zwiedzania...

Kasia Kamil Skóra said...

Czasem jak idziemy przez tereny mniej atrakcyjne dla turystów to ludzie się patrzą troche dziwnie , jak na jakiś idiotów co najmniej :) No ale coż :) Jeszcze nas nikt nigdzie nie pogonił :) Fajna wycieczka i taka zróżnicowana trasa . A bobry to teraz częsty widok , w naszej wiosce również mieszkają ale na szczęście dla nich zdala od zabudowań :)

Mad said...

Świetny rajd, bardzo urozmaicony i historycznie ciekawy. Sztuką jest łączyć przyjemne z pożytecznym, ale jak widać, można, i jeszcze pies szczęśliw przy okazji.
Horalki - potwierdzam, idealne, choć odkąd zmieniły nazwę na polską jakby ciut za słodkie.

Poboczem drogi said...

Mam jakieś perwersyjne upodobanie do płaskiego terenu, chociaż (albo dlatego że) jestem z południa Polski :)
Fajna trasa, jak zawsze pokazałeś w sposób interesujący miejsce, które z pozoru wiele interesującego w sobie nie ma. Pozdrawiam!

DD said...

No proszę! Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie chcieli Cię na jednej wycieczce, zrobiłeś sobie drugą i nie wiem, czy nie ciekawszą. Na pewno spokojniejszą. Mostek w polu powalił mnie na kolana. Normalnie jak z bajki! Pozdrawiam!

makroman said...

Kasia i Kamil - bo to takie pogłosy "cudze chwalicie swego nie znacie..." często miejscowym wydaje się że u nich nic ciekawego nie ma, "bo Tatry, to panie przecie nie som..."
Ale dobrze jest przyzwyczajać i ... odkrywać ciekawostki ;-)

Mad - płaskość męczyła,ale krajoznawczo bogaty teren. Ja lubię słodkie ;-)

Poboczem - ja też "pagórol" (od pagórów) ale po płaskim to jednak preferuję rower.

DD - może by i chcieli ale to już tak jest z kobietami - jedna powie że swojego starego nie zabiera i inne tak samo, a co będą gorsze? ;-). Czy taka spokojniejsza to nie wiem,dziewczyny poszły drogą krzyżową a potem z dzieciakami na plac zabaw i piknik, ja za to miałem solidne wyrypy zwłaszcza w okolicach kopalni.

Jula said...

To się nazywa dobre wykorzystanie czasu :)

makroman said...

Julo - mam wprawę od lat, "żyję w międzyczasie" pomiędzy pracą zawodową a obowiązkami domowymi.