Wednesday, May 18, 2016

Zwernik pałac Krasuckich

Dziś filmik, mniej więcej jako tako posklejany w programie shotcut - który faktycznie chyba jest niezły, pod warunkiem wszakże że człowiek opanuje jego użytkowanie. Ale efekt chyba niezły - na moje oko i ucho lepszy niż w pozostałych moich "produkcjach".

Materiał zebrałem podczas rajdu Zwernik - Krasówka - Kokocz
i jako taki stanowi jego uzupełnienie.  


Gdzieś w trakcie robienia filmików rzuciłem że będę musiał co nieco na temat tego miejsca poczytać - owszem, ale to trudne w realizacji, gdyż nie udało mi się na razie do niczego sensownego dotrzeć. Zatem bez dopowiadania.
Zapraszam do oglądania. 
Maciej

6 comments:

Ania said...

Człowieku, nerwy mam zszarpane po tym filmie. Cały czas to napięcie - spadnie? Nie spadnie? Dobrze, że wyszliście z tego cało. Ale pewności nie było.
Duże poświęcenie. Ale pałac godny obejrzenia, szkoda, że tak już prawie nic z niego nie zostało.

makroman said...

Ja tak łatwo mimo wszystko nie spadam, w zasadzie to zresztą nie mówiłem do mikrofonu tylko sam do siebie, to taki chwyt ze szkoleń ratowniczych, pozwala łagodzić stres i lepiej panować nad sytuacją. A jak sobie cały czas powtarzam że mogę spaść, to trzy razy przemyślę nim raz nogę postawię.
A pałac chyba był piękny, ale niewiele z niego zostało - ten ryzalit wychodził na ogród a w ogrodzie są mogiły rodzinne Krasuckich, ale teraz nie udało mi się ich odnaleźć. Jak się czegoś pewniejszego dowiem, to urządzę sobie tam kolejny wypad.

Poboczem drogi said...

Bardzo dobrze Ci to wyszło,ale zgadzam się z przedmówczynią ;)

makroman said...

W sumie tego nie widać ale kręcąc ten ryzalit od środka szedłem jak po równoważni po tej zwalonej żelbetowej belce. No trudno jak bym miał ekipę to bym pokazał numery na miarę Grylls'a ;-)

Tojav said...

Wyszedł z tego interesujący filmik. Dobrze, że w ruinach nie spotkałeś jakichś współczesnych jego mieszkańców. Myślę, że Twój pies bardzo dodawał Ci odwagi.

makroman said...

Bo ich Toyavie nie ma - do najbliższego miasta nawet małego (Pilzno) jest sporo kilometrów, nie ma tu szlaków komunikacyjnych ani chyba nawet ośrodka pomocy społecznej. Całkiem nie dla bezdomnych miejsce.