Friday, November 4, 2016

Dąbrowka Szczepanowska - piękne miejsce straszliwej bitwy.

Drugiego maja 1915 ruku na froncie pomiędzy Gorlicami a Tarnowem (aż do ujścia Dunajca do Wisły) rozpętało się piekło. W zasadzie to żadne "się rozpętało" zostało rozpętane przez ludzi, przeciw ludziom. Ruszyła ofensywa Państw Centralnych zmierzająca do wyeliminowania Rosji z wojny. Nie ufajcie temu co głosi cioteńka Wiki. To nie jedna bitwa gorlicka przełamała front - tym bardziej że ...do żadnego przełamania nie doszło! Tereny przyfrontowe były tak dalece nasycone wojskiem i bronią że stare podręczniki wojskowe nauczające o potrzebie zgromadzenia przeważających sił, na małym odcinku frontu a następnie jego przełamaniu za pomocą skoncentrowanego uderzenia zostały wymazane krwią milionów ofiar. Taktykę tę stosowano na obu frontach, przez obie strony, od samego początku, z takim samym tragicznym skutkiem.

Dopiero sztabowcy Austro-Węgierscy i kilku oficerów z najwyższego szczebla czyli ludzie którzy jak nikt inny podczas tej wojny musieli liczyć się ze stratami i kosztami materiałowymi opracowali całkiem nowatorską nieintuicyjną strategię. Zamiast "walców parowych" - które przyniosły Rosji ogromne sukcesy ale za cenę jeszcze ogromniejszych strat, zamiast "ogni huraganowych" które dawały Prusakom złudne poczucie że oto przed nimi - nikt żywy nie ocalał, i żadnego oporu nie napotkają (napotykali, bo przeciwnicy chowali się w głębokich schronach, albo ściągali poprzez drugą linią obrony odwody i posiłki z innych odcinków frontu - a następnie zalewali żołnierzy niemieckich gradem pocisków i wybijali). Żołnierze Cesarza Franciszka Józefa zastosowali strategię ataku na długim froncie - co wykluczało przerzucanie sił z mniej zagrodzonych odcinków, wespół z taktyką krótkich ataków grup szturmowych świetnie skoordynowanych z działaniami artylerii.

Prusacy długo nie chcieli się na tę ofensywę zgodzić, po pierwsze Rosja nie była dla nich "odwiecznym wrogiem" - w przeciwieństwie do Austro-Węgier, dla których była choćby z racji swojego panslawizmu, dążącego do wyłuskania z rąk Habsburgów ziem i ludności słowiańskiej (rzecz jasna bez tejże ludności - poza Serbami - zgody). Dlatego Niemcy uważali że wystarczy Rosjan powstrzymywać, a rozstrzygnięcia wojny poszukać na zachodzie. Poddani Monarchii Naddunajskiej nie mieli takiego komfortu - musieli wygrać wojnę z Rosją, nim przystąpią do niej Włosi i Rumunia, którzy faktycznie przystąpili, ale w w czasie gdy Rosja Carska została już przetrącona i niewiarygodnie krwawa letnia ofensywa Brusiłowa już nic zmienić nie zdołała.

Walki ofensywy Gorlicko Tarnowskiej jak już wspomniałem wybuchły na całym odcinku frontu - miejscami mniej, miejscami bardziej zażarte - Do dziś znaczy je półokrągła linia cmentarzy z tamtego okresu. Jednym z takich miejsc jest Dąbrówka Szczepanowska. W obrębie jednego de facto wzgórza, mamy tu aż cztery bardzo duże cmentarze i jeszcze piąty niejako na nieodległym zapleczu.

 
 Powyższe zdjęcie z tablicy informacyjnej przy cmentarzu 193
Doskonale ilustruje zarówno przebieg linii umocnień Rosyjskich stanowiącej także linie frontu po uchwyceniu przez oddziały Państw Centralnych przyczółków na Dunajcu, wraz z druga linią (te czerwone kreski w prawym górnym rogu tablicy.  Błękitne wężyki to kierunki ataku poszczególnych grup szturmowych. Jak widać dopiero taka nowatorska taktyka minimalizująca destrukcyjny wpływ artylerii i broni maszynowej przeciwnika na atakujących przyniosła sukces strategiczny - okupiony rzecz jasna potwornymi stratami - w przeciwieństwie do innych taktyk wojny pozycyjnej, które poza potwornymi stratami nie przynosiły niczego. 

O części z tych cmentarzy pisałem przy okazji rajdu na Lubinkę.    Teraz nadeszła pora pokazania czwartego z nich, a przy okazji sporego kawałka tej malowniczej krainy.  
Zapraszam 



 Wejście na wzgórze grobowe

 Lej po minie kaliber 305 mm (wystrzelonej z moździerza zwanego Chudą Emmą)
Przetrwał sto lat w leśnych warunkach - jak ogromny musiał wybuch? Ilu ludzi zabił, ilu okaleczył? 
Takich lejów są tu dziesiątki - to piekło było. 
 
 Cmentarz 193 - to swoisty unikat - pod jednym numerem kryją się tu dwa pola grobowe.

 Rosyjskie od wschodu i Austro-Węgiersko Pruskie od zachodu. 
Z tym że to ci ostatni dumnie spoczywają na wierzchowinie wzniesienia - w końcu chwała zwycięzców - a Rosjanie nieco poniżej. 

 Inskrypcja głosi
 "Wspólna ojczyzna wzywa wszystkich poległych"
tłumaczenia tej i innych za stroną 
 
 "zrekonstruowano" część okopów które zachowały się do naszych czasów. 
Tyle że zrobiono to błędnie bo stanowiska ogniowe usytuowano zgodnie z kierunkiem ataku wojsk Austro - Węgierskich, ale tu bronili się Rosjanie - więc powinny być skierowane... dokładnie w drugą stronę ;-).

 Na samym szczycie wielki betonowy słup - naprawdę wielki!!!!W kształcie obelisku, z kamienną okładziną. 
W niszach skierowanych na cztery strony świata inskrypcje.
Od południa - "Bohaterowie szturmowali to wzgórze bronione przez bohaterów; nieśmiertelna sława wieńczy zwycięzców"
Od zachodu -  "Dla upamiętnienia zwycięskich walk o wyzwolenie Galicji z wrażej przemocy"
Od północy - "18 i 19 lutego 1915 roku krwawiły tutaj za swoja ojczyznę c. i k. 2 Tyrolski Cesarski Pułk Strzelców i c. i k. 14 Pułk Piechoty" 
 Od wschodu - "c. i k. 4 Tyrolski Cesarski Pułk Strzelców przełamał tutaj 2 do 3 maja 1915 r. w niepowstrzymanym natarciu rosyjskie umocnienia"
Tłumaczenia jak wyżej.

 A tu oryginały.



   Widok na kwaterę Austro-Węgierską

 W takim miejscu nie mogłem sobie odmówić papierosa. 


 Napis na krzyżu centralnym kwatery wojsk cesarsko-królewskich
"Zgasły imiona nasze, lecz jaśnieją nasze czyny"
tłumaczenie jak wyżej.
 
 W okopach.

 Po kilku zimowych miesiącach w czasie których front na tym odcinku zamarł - mogły one faktycznie podobnie wyglądać, aczkolwiek pewnie były nieco szersze, umożliwiające komunikacje. 
rzecz jasna mówimy o okopach bojowych, bo były też nieco dalej okopy przeznaczone do wypoczynku, schronienia i ogrzania się, one wyglądały całkiem inaczej, bo inne spełniały funkcje - ale ich nie zrekonstruowano. Podejrzewam iż właśnie one posłużyły jako podstawa pod założenie cmentarne żołnierzy carskich - była to powszechna praktyka w czasie I Wojny Światowej.
  
 Opuściłem cmentarne pola - czas na wędrówkę - widok na dolinę Dunajca.


 I on sam w dole.

 Wzniesienia Panieńskiej Góry po drugiej stronie doliny Dunajca - wiąże się z nimi legenda o Bolesławie II i zamku Trzewlin - ale to całkiem inna historia. 

 A w dole - świątynia - dziwna na moje oko, z bliska... jeszcze dziwniejsza się pokaże.
I znów zakola Dunajca - wyglądają jak meandry, ale to tylko podobieństwo. Dunajec na całej swojej długości zachowuje charakter rzeki górskiej w związku z czym klasyczny długotrwały mechanizm wymywania i akumulacji przyczyniający się do powstawania meandrów tu nie zachodzi. Dunajec jak zmienia koryto to zawsze na skutek powodzi. 

Droga wiodła w pobliżu wody

I z nurtem wody, choć na tym odcinku to pod prąd ;)

Jakiś czas temu masy wody spływające po wzgórzu podczas ulewy odsłoniły charakterystyczny dla tych terenów układ głęboko zniekształconych i prawie "przewróconych" warstw fliszu karpackiego.
To co widać było kiedyś osadami dennymi ... tak circa about kilka kilometrów pod poziomem ówczesnego morza... 

Dumny przykład zwycięstwa entropii nad materią
Ale można go sobie kupić.

I oto zszedłem już do "centrum" wsi.
Nie obyło się bez przygód, bo ścieżka prowadziła komuś przez obejście (a raczej obejście zostało posadowione po obu stronach ścieżki - to częsta metoda, na tych terenach i trzeba się z nią liczyć. 
Wedrowiec kieruje sie mapą, na mapie zaznaczona jest ścieżka albo zgoła droga ale nie jest zaznaczone, czy to trakt gminny, sołecki czy... prywatny - a często się zdarza że to właśnie ten trzeci. 
Zazwyczaj wystarczy wówczas uzbroić się w ... pokorę.
- Przepraszam, szedłem za ścieżką, czy mogę przejść?
- tak, tak, niech pan idzie, ino coby się psy nie pożarły.
- bez obaw, Aura jest taka że z każdym się bawić będzie
- a!, to dobrze! dokąd pan idzie? 
- Byłem na cmentarzu, a teraz do Dunajca i z powrotem już inną ścieżką, świat poznaje, bo pięknie tu u Was.  
- a czy ja wiem,  czy tak pięknie? (ale lica kraśnieją mu z zadowolenia, bo ktoś obcy jego dziedzinę pochwalił).
- no to Szczęść Boże, bo przede mną jeszcze szmat drogi, a muszę do pracy zdążyć i dzieciaka ze szkoły odebrać. 
- a Szczęść Boże.

W efekcie mam przez kilkaset metrów dwa psy, bo jego młoda suczka, labradorka przyłącza się do nas traktując Aurę jak... matkę, a gospodarz biegnie za nami w kapciach i... slipach (pewnie drzemka przedpołudniowa) usiłując odzyskać psa. Muszę na moment zawrócić, tak by zdołał "uciekinierkę" złapać. 

Wzmiankowany wyżej kościół
Niestety nie znajduję ani zadnich ogłoszeń parafialnych, ani niczego na czym mógł bym zabajcować, próbując określić te świątynię. 

Nie znam stąd nikogo, nawet nie mam jak zapytać. Po wpisaniu w wyszukiwarkę, wychodzi mi że w Dąbrówce Szczepanowskiej mogę oczekiwać i kościoła katolickiego i zielonoświątkowego.
Na katolicki nie pasuje mi formą, a z kolei na stronach Zielonoświątkowców żadnego zboru tu nie znajduje - choć Targeo podaje że jest... 

Jestem w kropce - nie lubię takich nierozwiązanych kwestii. Musze tu koniecznie wrócić.
 
i wyjaśnić kwestię. 

tymczasem idę dalej - na mapce zobaczycie ze dodarłem do głównej szosy i dalej tuptam asfaltem. 


Coś co bardzo wysoko sobie cenię - ktoś dba o swoją posesje, urozmaica ją, czyni ciekawszą, świat staje się sympatyczniejszy tak dla właścicieli jak i wędrowców.

No posesji - pewnie z racji zawodu właściciela - małe składowisko złomu.

Ale od razu widać że to nie ejst złom na złom, tylko złom szczególny

Który po odrestaurowaniu - może stać się spora atrakcją lub zostać sprzedany za niemałe pieniądze kolekcjonerom, albo firmom zajmującym się reklama na festynach czy innych imprezach terenowych. 

Asfalt prowadzi mnie dnem doliny Dunajca jeszcze spory kawałek - na szczęście powoli dochodzę to miejsca w którym na powrót zanurzam się w las.
To zanurzam się to tak bardziej dosłownie traktować trzeba. 
Szlak jest tu bardziej teoretyczny niż widoczny w terenie - wczoraj tęgo popadało i wszystko jest mokre, przy czym najwięcej wody jest w okolicach stóp - zapewne po prostu brodzę w bajorze, czego dostrzec nie mogę z racji na sięgająca pasa roślinność. 
 
Dopiero po osiągnięciu lekkiego wzniesienia, trafiam na twardsze miejsca i widoczną w terenie ścieżkę. 
 
Zawilec gajowy odmiana jesienna... Nie wiem czy jest taka, ale jest taki kwiat...

A tu już robi się całkiem sympatycznie.

rzekł bym że urokliwie. 


Gdyby nie to że znów muszę iść dnem strumienia...
(na mapie jest ścieżka)


Gałęziak - koralówka (obie to nazwy rodziny, nie silę się na poszukiwanie nazw gatunkowych) - pięknie wyeksponowany, na podmytej skarpie.

I znów kanioniong... 
Na szczęście jestem już na tyle wysoko że to ostatni odcinek "szlaku żeglugowego".
 
Tuż przed polaną, pień drzewa kojarzący mi się silnie z  przygotowana do strzelania stromotorowego haubicą. Kto wie może kiedyś taka tu stała - gdy przełamano pierwsze linie Rosjan i trzeba było wspierac szturmujących drugą? 

I jest polana - obecnie słuzy za punkt zbiorczy na wywożone z lasu ścięte drzewa, kruszywo do utwardzania leśnych duktów itp materiały niezbędne leśnikom. 

Borsucza? Na pewno gospodarz jest w okolicy, lub był niedawno - bo Aura bardzo niespokojna - chyba jednak borsucza nora, bo lisy ona zna i reaguje na nie jak na... psy ;-) 

ostatnie odcinki. Na pewnym etapie miałem solidne podejście - widać na przekroju trasy - zasapać się nie zasapałem (w końcu się pracuje nad kondycją) ale plecy mokrutkie,. i teraz bojna wyjść na otwarta wietrzną połać. 

Szczelniej poprawiam plecach, tak by wiatr nie hulał pomiędzy nim a moimi plecami i wychodzę na polną ścieżkę. To już ostatni odcinek. 
Myślę o żołnierzach którzy szturmowali to wzniesienie u majowym upale, mieli zaledwie kilkaminut, od momentu przeniesienia ognia do czasu gdy Rosjanie wyjdą z ukryć i zajmą stanowiska... zdążyli...  


Na tle ściany lasu widać już wejście na teren cmentarny i mój samochód. 
 
Panorama doliny Dunajca.

A to już Tarnów - widziany z góry, skryty za błękitna warstwą foto smogu. 

I tyle, pakujemy się do auta, dojadamy resztki batonika proteinowego, oporządzamy sprzęt (ja czyszczę buty i kije, Aura wylizuje sonie futro) i wracamy.
 
Do następnej przygody !


16 comments:

INKA said...

Dobra robota! Wojny są straszne, ale trzeba o nich mówić i pamiętać, by się nie powtórzyły.

Poboczem Drogi said...

Piękne miejsca, ciekawa trasa. Kolejne nieznane miejsce przedstawione szerszej publiczności. Popieram Inkę.

Ania said...

Dobrze się czytało, ale mam wrażenie, że nie tylko imiona, ale i czyny tamtych żołnierzy zgasły. Trzeba o nich przypominać.

makroman said...

INKO i Aniu - piszę do Was wspólnie bo ujmę odpowiedź we wspólne klamry.
Pisanie czy opowiadanie o wojnie jest szalenie trudne (a wydaje się że to taki łatwy temat) bo trzeba wypośrodkować pomiędzy Scyllą traktowania wojny jako fajnej przygody ("pancerni") a charybdą postawy np. organizacji "Wolę być" (kto jeszcze pamięta tych skrajnych pacyfistów?) Domagającej się zaprzestania pokazywania ich w w TV.
Zatem pisząc o czynach żołnierzy z tamtego czasu siłą rzeczy łatwo popaść w opowieść przygodową, a jedynie o ofiarach i cierpieniu w martyrologizm którego nie cierpię (niecerpienie cierpientnictwa.. Ciekawe dla polonisty ;) )
Natomiast znam niesamowitą historię z czasów bitwy pod Limanową, ale to pewnie dopiero przyszły sezon.

Poboczem - kilka lat temu zastanawiałem się nad profilem tego bloga i taka koncepcja pojawiła się niejako sama od siebie, Polska jest bogatym krajem i tylko trzeba to bogactwo pokazywać. A że kocham tą ziemię...

Hanna Badura said...

Dobry pomysł, żeby pokazać okopy. Tyle razy o nich czytałam,
ale nie do końca wiedziałam, jak one wyglądają. Dziękuję :)

Stanisław Kucharzyk said...

Zawilec jesienny - piękny:-)

makroman said...

Hanno - akurat te okopy to bardziej "artystyczna wizja". Zapewniam że z rzeczywistością wojenną niewiele wspólnego mają, napewno nie chciałbym w nich wylądować, o ile w ogóle chciał bym w okopach wylądować ;)

Stanisławie - a jest taka (znaczy że mi się udało)?

Ania said...

No to ja teraz "pójdę na całość".
Kilka lat temu usłyszałam w wykonaniu Maleńczuka i Waglewskiego piosenkę z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Jej refren mnie wbił w ziemię.
"Niech żyje wojna
Orkiestra marsza rżnie
Wojna! Pieniążki sypią się
Wroga bij w imię Boga
Za cudzą kieszeń oddaj młode życie swe"
Dodam, że zwrotki są równie, a może nawet bardziej, mocne.
I właśnie dlatego trzeba przypominać o wojnie, żeby kolejne młode pokolenia nie ginęły za cudzą kieszeń.
Ps tytuł piosenki "niech żyje wojna" - pewnie jest gdzieś w sieci do znalezienia.

Wojciech Gotkiewicz said...

Warmia też jest usłana pierwszowojnnymi cmentarzami, które dodatkowo pokazują, jak skomplikowane były losy tej Krainy (polskie imiona i niemieckie nazwiska lub na odwrót itp.). Ta wojna była okrutna, ale przynajmniej umiano uszanować zmarłych z obu stron. W czasie II już tak dobrze nie było. Piękna wyprawa. Niby koło nie za wielkie, ale nasycone bardzo. Nasze trasy, to w porównaniu do Twoich nuda z małą nadzieją na jakieś spotkanie. PS. Dociera do mnie, że o ile o II wiem dużo, o tyle I to dla mnie ciągle biała plama. Muszę poszperać w księgarniach:)

Stanisław Kucharzyk said...

To zwykły zawilec gajowy Znemone nemorosa ale o porze niezwykłej (tzn. widziałem takie jesienne zawilce jakieś 5 razy w życiu). Tzw. geofity mają tak że już w jesieni się do wiosny przygotowują. Jak byś delikatnie rozgarnął wierzchnią warstwę gleby w lesie gdzie na wiosnę jest kobierzec kwiatów odnajdziesz już teraz gotowe do startu maleńkie rośliny z wykształconymi liśćmi, a nawet zawiązkami pąków kwiatowych. A niektóre taki falstart mają nawet jak twój zawilec

Julijan Lemko said...

Tam mnie jeszcze nie zawiało. A już parę razy sie wybierałem.. Może zimą pojadę z Nutą? Wszak i ona interesuje sie bitwą Gorlicką, chociaż bardziej po kobiecemu ;)
Niemniej jednak tu trzeba przyznać, że to było pewne przełamanie. Właśnie ta nowatorska taktyka pomogła popchnąć Rosjan (którzy jednak wbrew opiniom licznym nie byli aż tak beznadziejny jak sie mawia) niczym domino - zepchnięcie tutaj słabszego przeciwnika zmusiło cały front do ruchu w tył, nie tyle z powodu pobicia co groźby odcięcia od głównych sił i zaplecza (i tak już kiepskiego). Więc i polecieli sołdaty z rozpędu aż poza Królestwo, niemniej stoczono wiele cieżkich bitew jeszcze w drodze. Chociaż Gorlice to fakt, nei jedna bitwa, ale cykl pojedynków.

A co nam powiesz o wspomnianych oddziałach szturmowych - czy oprócz wyznaczonych do tego i przeszkolonych baonów i pułków wydzielonych z poszczególnych dywizji tworzono w ramach nich specjalne małe oddziały? jakoś je do tego dozbrajano? Czy np. oddziały te stosowały jakieś własne uzbrojenie np. słynne z zachodu uzbrojenie do walk okopowych jak maczygi i kastety? miotacze ognia, tak złowrogie pod Mozą i Verdun?

Jeśli dobrze pamiętam "pułk gazowy" spod Bolimowa miał pierwotnie walczyć pod Gorlicami, to prawda?? Ponoć bano się zmiennych wiatrów beskidzkich i licznej liczby cywilów tu obecnych...

wkraj said...

Bardzo interesujący szlak, z odniesieniami do historii I WŚ. Mnie również te miejsca fascynują, mam na blogu kilka postów z cmentarzami z tego okresu. Zazwyczaj fascynują położeniem i ciekawa architekturą.
Pozdrawiam.

Kasia Kamil Skóra said...

BArdzo ciekawy wpis :) Interesujące jest to złomowisko nietuzinkowych pojazdów, też czasem takie spotykamy na swojej drodze.

Ostatnio namiętnie oglądamy na TVP Historia program "Było , nie minęło. Kronika zwiadowców historii". Bardzo ciekawy program , ostatnio byli w okolicach Tarnowa na cmentarzach wojskowych tylko nie pamiętam już gdzie. Poszerzymy swoją wiedzę o tych czasach bo pan Frodyma ma być w bibliotece gminnej u nas :) Może nawet uda się z nim porozmawiać :)

makroman said...

Aniu - jest wiele takich piosenek, są złośliwe wierszyki Tuwima i jest... prawda czasu. A ona jest taka że nie sposób ludzi skłonić do wojny pieniędzmi - owszem najemników się znajdzie, ale raz że garstkę dwa że niepewnych. Tez nie jest tak że zabijamy jak by chciał Haszek; w imię Królów i cesarzy - pierwsza wojna była wojną nacjonalizmów, druga ideologii - koronowane głowy patrzyły na te całą rzeźnię z niedowierzaniem. Prawda jest taka i jest to bardzo przykra prawda, że raz na jakiś czas ludzie zaczynają czuć mus wzajemnego mordu, a po tym wszystkim targani wyrzutami sumienia usiłują zrzucić winę na "kapitalistów", "imperialistów" czy monarchów.

Wojciechu - tam w ogóle było "arcyzabawnie" - bo ani Kaiser ani Car nie mieli ochoty ze sobą walczyć - w końcu byli praktycznie kuzynami. No ale i jedni i drudzy musieli coś z faktem wojny zrobić, dlatego doszło do Tannenbergu a potem to już tylko lokalne strzelaniny. Dopiero gdy się okazało, iż bez rozstrzygnięcia na wschodzie nie uda się zakończyć wojny na zachodzie, zwiększyli nieco naciski. Ale co do cmentarzy - trzeba im przyznać, że mieli zacięcie do romantyzmu - bo są szalenie malowniczo sytuowane.

Stanisławie - czyli w sumie fajny traf...
Ps. dzięki za wyczerpujące info.

Julianie - zimą w sam raz - macie w okolicy trasę narciarską na Lubince i kilka propozycji noclegowych.
Co do bitwy - trafnie odczytujesz - standardowe pozycje podręczników wojennych - mówiły wyraźnie o potrzebie koncentracji maksymalnie dużych sił na minimalnym odcinku i w ten sposób przełamywaniu umocnień przeciwnika. Działało w czasie wojny secesyjnej i Francusko - Pruskiej - ale potem już nie - gdyż nasycenie frontu bronią maszynową i artylerią, było w stanie zmasakrować każde zgrupowanie atakujące, nawet gdy obrońcy byli pod ostrzałem. Dlatego należało związać siły obrońców atakiem na szerokim froncie a jednocześnie przełamywać obronę tak by minimalizować straty własne - do tego służyły drużyny szturmowe; np. podczas zdobywania przyczółków na Dunajcu były to ataki w iście komandoskim stylu, z nożami, bronią krótką itp wyposażeniem. O kastetach nie słyszałem ale miotacze ognia były w użyciu. Choć w przeciwieństwie do frontu zachodniego tu z racji warunków terenowych nie były powszechnie stosowane. Z tego co wiem większość takich oddziałów szturmowych tworzona była ad hoc na potrzeby jednej misji - dopiero w drugim rzucie szły kompanie i plutony liniowe, które miały za zadanie zająć i utrzymać teren.

Wkraju - takie było załóżenie - ze cmentarze te staną się pomnikami poległych i wieczystą pamiątką - w wielu przypadkach taki efekt udało się doskonale uzyskać. Sama trasa - to taka "na wariata" GPS w dłoń i szukanie ścieżek, W takiej formie nikogo się tam poprowadzić nie da

Kasiu i Kamilu są zapaleńcy, ale nie jest problemem kupić, problemem jest przywrócić do "życia" taki pojazd. czasami też oglądam "zwiadowców" ale rzadko - bo praktycznie TV w ogóle nie oglądam, więc i dobrych programów także, a na YT odcinków nie znalazłem.
O to czeka Was barwna opowieść, bo Frodyma świetnym gawędziarzem jest a wiedzy ma tyle co dwie Wikipedie razem i do tego caluśki teren przetuptany po wielokroć.

Kris Beskidzki said...

Świetna robota. Wiele pracy włożyłeś w ten wpis, ale to wszystko co nas otacza dla przeciętnego przychodnia często nie wzbudza zainteresowania. Czas płynie a ludzie żyją swoim życiem. Dopiero po latach jeśli ktoś zarejestruje rzeczywistość i powróci się do tego po latach, nabiera innego wymiaru.
Fajna trasa i super opisy.
Gratulacje i pozdrowienia przesyłam :)

makroman said...

Krisie - dzięki za uznanie. To dość ciekawa zależność, wielu miejsc i rzeczy ludzie zdają się nie dostrzegać, gdyż nie wiedzą z czym je kojarzyć. Nie znają historii swojego terenu (miasta, regionu, państwa)więc i nie umieją odnaleźć się w kontekście kulturowym, dlatego wolą machnąć ręka i iść dalej.