Wednesday, November 23, 2016

Niezwykły barok niezwykłego biskupa

Stali czytelnicy tego bloga świetnie już wiedzą iż nie kocham baroku. Ale ten barok niezwykły jest, tak jak niezwykłym był jego fundator. Mówimy o biskupie Armandzie Florianie Janowskim.

I tu od razu uwaga, wprawdzie mam szczęście obcować w sieci z inteligentnymi osobami, ale czasami zaglądają tu (jak wszędzie), oszołomy i nuże wyrzucać z siebie wszelkiego rodzaju produkty własnych i nie tylko - bo często zasłyszanych - umysłów. W czym rzecz? Rzecz w bogactwie - tak łatwo jest rzucić kamieniem w Kościół i jego dostojników - bo istotnie grzechu tam wiele i to tego z półki najwyższej o którym sam Jezus mówił iż lepiej było by grzesznikowi kamień młyński sobie uwiązać do szyi przed kąpielą w głębokim jeziorze... Jednak bogactwo może iść na zaspokojenie próżności i pychy ale też na całkiem inne cele. I wcale nie mam na myśli tak wysławianych przez Franciszka celów socjalnych - pieniądze się rozejdą a dobra od tego nie przybędzie.
Przez stulecia Kościół był głównym a czasami jedynym mecenasem sztuki i kultury. Gdyby wymazać z naszego krajobrazu wszystko to co powstawało dzięki Kościołowi, wszystko to co dzięki Kościołowi przetrwało do naszych czasów, wszystkich ludzi którzy z Kościołem byli związani to... żyjemy praktycznie na pustyni a co gorsza... średniowiecze (i to w tej najgorzej, tępo germańskiej odmianie) trwa nadal!

Dlatego jeśli kogoś z Was weźmie na okrzyk "oto pomnik pychy!", niech zatrzyma głos na kilka sekund i pomyśli czy aby jednak nie jest to pomnik sztuki, wystawiony wprawdzie dla człowieka,  przez tego samego człowieka, ale bynajmniej nie ku czci tegoż człowieka...a to okoliczność najważniejsza.

I jeszcze jedno, trudne dla wielu do akceptacji; to że kościół posiadał ogromne zasoby materialne, nie wynikało z faktu, że zabierał je komukolwiek, ani z faktu że dawali mu je ludzie otumanieni przez kapłanów (owszem nie kwestionuję nadań i darowizn... ale nimi trzeba mądrze i solidnie gospodarować). Bogactwo to wynikało z gospodarności, zaradności i zapobiegliwości setek biskupów, prałatów i zwykłych kapłanów, przeorysz/opatów, zakonnic/zakonników... słowem ludzi Kościoła. Dlatego Kościół mógł budować wspaniałe katedry w czasach gdy wielu możnowładców mieszkało w "zamkach" z błota i drewnianych pali... I tak zostało do dziś, stąd co jakiś czas odzywają się głosy prowokatorów (najczęściej nasłanych przez władze: księcia, cesarza, prezydenta, premiera, kanclerza... jak zwał tak zwał)   aby w ten czy inny sposób po majątek kościelny sięgnąć.

Ale dość. wróćmy na cmentarz.



Idąc od wejścia główną aleją w pewnym momencie dostrzeżemy postać, która szerokim gestem zapraszana do podejścia, obok niej druga, zajęta jakąś swoją czynnością, która z racji obecności innych grobów jest mało w tej chwili czytelna. Ważny jest jednak ten gest, zaproszenia, ale takim samym gestem nawoływałem nie raz moich synów by schronili się pod mój płaszcz (pelerynę) podczas deszczu... To gest opiekuna, nie przewodnika, nie woła nas by coś pokazać, ale by dać nam schronienie i opiekę.  


Schronienie na cmentarzu? Jakie może być? Wnętrze krypty grobowej?  Któż by szukał takiego schronienia? Zresztą tu krypty nie ma... 
Ale schronienie jest, to Jezus Chrystus, zabity, jeszcze z ramionami zastygłymi na drzewie krzyża, ale już niosący przesłanie zmartwychwstania. Druga z postaci szykuje Go na najdłuższą z dróg, choć w przypadku Zbawiciela ledwie kilkudniową.  

 Całość jest szalenie dynamiczna, to nie zastygły w bezruchu barokowy patos - to wręcz modernizm, rozedrgany, nerwowy, dramatyczny. W takich pozach spodziewamy się aktorów w filmach katastroficznych, bohaterów akcji, ale nie orantów, nie strażników i świadków śmierci. 
Tak tu się dzieją wielkie i ważne rzeczy! 
 Ta śmierć jest tylko wstępem do zdarzenia tak niesamowitego, że wszystkie inne przy nim bledną.
Oglądamy spektakl!
Aktorzy zamarli nieruchomo?!
Nie daj się oszukać swoim oczom! 
Nie wierz im!!!
Akcja trwa cały czas... 
od 1797 roku...




 Twarz z lewej - szczupły mężczyzna w średnim wieku - wpatruje się w przestrzeń na coś czeka, zwołuje ludzi? Obmyśla co im powiedzieć? Jakim argumentem przekonać?  W końcu widzi wszystkich przechodzących główną aleją - zebrał się tego legion przez dwieście lat. Ale czy woła tylko ich, a może patrzy tysiące kilometrów dalej, woła wszystkich? 
Czy to Święty Paweł? 
Twarz z prawej - silna, muskularna, równie silna i muskularna jak reszta postaci, to człowiek czynu, wpierw odetnie ci ucho, dopiero potem zapyta czy to na pewno było po chrześcijańsku.  Zawija ciało mistrza w całun, cóż z tego że to zadanie dla kobiet? że mało męskie? A cóż tam? Stań z nim na pieści, wtedy przekonasz się kto jest większym twardzielem... Ale przecież odpuścił, trzy razy odpuścił... ma powód do wstydu, cóż że Jezus mu wybaczył, skoro on sam sobie wybaczyć nie umie. Nigdy więcej już nie odpuści.
Czy to św Piotr? 


Twarz Jezusa 
Umarł na krzyżu, nie ma go tutaj, pozostało ciało, ciało które wkrótce zostanie złożone do grobu. 
Uczniowie wiedzą że w tę wędrówkę ich Mistrz musiał udać się sam, nie mogli mu towarzyszyć. 


W/g strony tarnowskiego cmentarza to Józef i Nikodem - w rzeczy samej, cóż by św. Paweł miał wtedy robić przy grobie Jezusa, skoro był szawłem i zapewne dobrze mu w tej szawlej skórze było...?
Zagalopowałem się? A może jednak, przesłanie jest ważniejsze od prawdy historycznej?




  Na pewno ta rzeźba kosztowała krocie. Ale z drugiej strony...
 Florian Amand Janowski (1725-1801)  był nietuzinkowym biskupem, to za czasów jego opactwa w Tyńcu, konfederaci zamienili klasztor na fortecę a zakonnicy musieli szukać często schronienia u rodzin lub w innych klasztorach, to on rządził i gospodarzył diecezją tarnowską która za jego czasów utworzona została i to w okresie rządów Cesarza Józefa II - który się wsławił trzymaniem łapy nad Kościołem, kasatą klasztorów i kolegiat, likwidacją cmentarzy przykościelnych itp. Doprawdy nie był to dla duchowieństwa łatwy czas.  Jednocześnie biskup Janowski nie szczędził grosza, ni to własnego ni to kościelnego na rozwój, budowę, odbudowę dzieła sztuki.     
   
Piszcze co chcecie, ale ta rzeźba to sztuka lotów najwyższych, warta swojej ceny.
 

 Inskrypcje i herb biskupi - łatwo dostrzec że... niełatwo je dostrzec, nie były eksponowane, nie one miały grać główną rolę. 

Co ciekawe jak widać na poniższym zdjęciu.

 
 Rzeźba i kompozycja "niema pleców" jest tam również kapłański, ale znacznie późniejszy pochówek. Czy był projekt kaplicy, czy jakaś inna koncepcja mająca  dawać tło rzeźbie, tego nie wiem. Ale być może była tam ściana drzew, wykarczowana na potrzeby kolejnych pochówków?

Będzie jeszcze kontynuacja... 



10 comments:

Ania said...

Bardzo interesujący nagrobek. Choć poczerniały z czasem, robi wrażenie.

Michał Cimek said...

Witaj Makromanie.
Nie każdy lubi barokowy przepych, szczególnie złoceniach wnętrz kościołów.
Ja lubie i zawsze jestem pod wrażeniem, ale robienie zdjęc barokowego blichtru przyprawia mnie o palpitację serca.
Fajny i ciekawy jest twój post, a te kamienne rzeźby wprowadzają mnie w zachwyt.
Kilka lat pracowałem jako renowator zabytków...
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

makroman said...

Aniu - w rzeczy samej. Szkoda że nic nie udało mi się dowiedzieć o jego twórcy, bo to z pewnością nietuzinkowa postać była.

Michale - to u nas miał byś masę miejsc do wykazania się... gorzej z wypłatą ;-)

Hanna Badura said...

Bardzo ładna kamienna rzeźba. Na długo można zapamiętać wyraz twarzy
postaci z tego nagrobka.
Pozdrawiam :)

Wojciech Gotkiewicz said...

To fakt. Kościół mecenasem była ponadprzeciętnym. Cerkiew również. Swego czasu odwiedziłem taką w Smoleńsku i przyznam, że bursztynowa komnata, to przy tej świątyni, schowek na szczotki:)

wkraj said...

Ciekawie oddałeś sylwetkę mecenasa tego pomnika a opisem tej kompozycji zdobyłeś moje uznanie. Mnie nie razi ani barok, ani rokoko. Podziwiam dawną sztukę sakralnego gotyku jak i rozmach renesansowych budowli. A potem jadę w Beskidy i nie mogę oderwać wzroku od prostego kształtu drewnianego kościółka. Na przestrzeni wieków kościół budował wspaniałe obiekty kultu, a zarazem bogate pałace dla zaspokojenia swojej próżności. Jedyne, co mnie czasem w tym wszystkim złości, to że nie zawsze jest dostęp do tych obiektów.
Pozdrawiam.

Wiesław Zięba said...

Nie znam się tak bardzo na sztuce, ale coś mi się podoba albo nie. Są piękne kościoły i barokowe rzeźby (też piękne) a wokół jakieś wstążki, szarfy, banery, sztuczne kwiatki i wielkie ekrany ze słowami pieśni. To już nie jest ładne ani nawet gustowne. Jeśli chodzi o schronienie na cmentarzu, to przeczytałem na jednym z blogów, że jego autor w drodze Santiago de Compostela znalazł sobie nocleg na cmentarzu właśnie. Spędził noc w ciepłym śpiworze, po czym stwierdził, że to było najbezpieczniejsze miejsce pod chmurką w obcymi mieście.

makroman said...

Hanno - dlatego zrobiłem na nie zbliżenia, tak dalece odbiegają od barokowych standardów.

Wojciechu - bo tylko Kościół i Cerkiew posiadały wystarczające zaplecze materialne, zwykłych ludzi nawet szlachtę nie było by na coś takiego stać.

Wkraju - uczę się od najlepszych (ukłony w Twoją miedzy innymi stronę). Wszystko co napisałeś to prawda.

Wiesławie - Czasami tak jest, w seminariach nie wykładają estetyki... U nas też jest i ekran i projektor i czujki i parą innych elektronicznych gadżetów, pomimo że kościółek już pół tysiąca lat liczy...
A cmentarze? Pewnie tak, sam nie nocowałem, ale raczej nie miał by oporów.

Rademenes II said...

Ciekawy przykład sztuki funeralnej.
I ciekawa postać. Uwielbiam czytać takie wpisy.

makroman said...

Rademenesie - jasne że ciekawy, ale jeszcze stosunkowo rzadki, barokowe nagrobki, to unikat.