Wednesday, April 19, 2017

Jodłówka Tuchowska - Rzepienniki, czyli - rajd pod kryptonimem Gwiazda Dawida

Prawdę pisząc wcale się na zwiedzanie miejsc związanych z Żydami na tym terenie nie nastawiałem. Po prostu chciałem przejść się szlakiem którym jeszcze nie szedłem, a ponieważ jest on stosunkowo krótki, to zaplanowałem w miarę możliwości jakieś antenki od niego, czy może lepiej napisać pętelki. Że zaś było rześko a wiaterek solidny, to szło mi się szybko i program zrobiłem z lekką nawiązką.  Co prawda nie trafiłem do kamieniołomu (nie za karę - choć znając orzeczenia przedstawicieli "nadzwyczajnej kasty" może wkrótce mnie to czekać), bo PTTK zmienił wytyczony szlak, a ja szedłem za znakami nie za mapą (na której był stary przebieg, więc sadziłem że mnie do kamieniołomu zaprowadzi), ale co tam - urządzi się jeszcze jedno przejście bo w okolicy są dwa kamieniołomy - i będzie to rajd kryptonim "kamień łupany" ;-).

W teren jechałem busem do Jodłówki - samochód zostawiony na parkingu pod Biedronką (w razie czego, do Tarnowa wrócę jakimkolwiek innym autobusem, a potem się przesiądę i do pracy powinienem zdążyć), Miłosz i Mikołaj w szkole, Marzenka w Pracy, jam wolny!!!




 Przystanek w Jodłówce Tuchowskiej - miejscowość jest długa, dlatego trzeba kupować bilet Jodłówka GS albo "centrum" ;-) 

 Pierwsza w tym roku knieć błotna (kaczeniec) - potem napotkam ich jeszcze całe łany.. ale ta jest pierwsza! 

 Pierwsze krzyże zaraz po drugiej stronie drogi


 i kawałek wyżej - widać jako wotum ludzi ciężkiej pracy, sam cokół zresztą też przysadzisty, pozbawiony artystycznej finezji.

I znów kilka kroków w górę a tam.
Kościół pod wezwaniem Św. Michała Archanioła.

 Niczym żona Lota oglądam się za siebie, a tam miast deszczu siarki - piękny widok na Pasmo Brzanki.
 To jedna z najmłodszych (jeśli nie najmłodsza) świątynia drewniana w regionie. 
ma zresztą dość ciekawa historię i jest... pierwszym punktem na tym szlaku Gwiazdy Dawida.

 Generalnie Jodłówka to zapupie... dziś z racji samochodów, mniejsze, ale jednak...
Dwieście lat temu, było zapupiem totalnym a ludzie tu żyjący z racji oddalenia od parafii w Rzepienniku Biskupim popadali jak piszą Dzwonkowscy ówcześni właściciele tych ziem w "nędzę moralną".

 Tedy Dzwonkowscy podjęli starania o ustanowienie w Jodłówce parafii (pół tysiąca lat po lokacji wsi w 1436r! - niezły wynik) 
I w końcu w 1840 roku biskup Przemyski Franciszek Wierzchleyski owąż erygował.
Podpisano stosowne dokumenty i ... nim kościół pobudowano to pobożne małżeństwo Dzwonkowskich dusze Bogu oddało, ziemie przejął ich syn Apollinary a spory trwały i swary ;-)
Spory o lokalizację rzecz jasna. 

 Pierwszy proboszcz parafii Jan Scholz wciąż mieszkał kątem we dworze, nabożeństwa odbywały się w prowizorycznej kaplicy a Apollinary postanowił ziemie wraz z dworem sprzedać. 
Kupił ją... miejscowy karczmarz, Żyd  Mendel Kalb, za, ponoć, niską cenę, ale ze zobowiązaniem solennym pobudowania kościoła. 

 I cóż tu dużo gadać - pobudował, lecz drewniany, ubogi i bezstylowy (choć i tak piękniejszy od choćby tego w Żurowej). 
Swój obecny wygląd zawdzięcza w dużej mierze późniejszym pracom i inwestycjom. 

Legenda miejscowa głosi iż Kalbowi chodziło o to by miejscowi miast do kościoła do karczmy zachodzili - co może i jest prawdą, a może nie jest...
Powiem tyle - onegdaj w jednej z miejscowości tu na Pogórzu - proboszcz  i aktyw niewieści podjęli decyzje by zmusić właścicieli sklepu z piwem (wyszynk na miejscu, w ogródku) do zamknięcia interesu w niedzielę, jako że chłopy po mszy zamiast zbożnie do domów, to na piwo jeszcze zachodzą... W efekcie:
Ano było tak, że chłopy zamiast na msze szli na piwo w miejscowości oddalonej o trzy kilometry, samochody oczywiście zostawiali w domach, tedy i kobiety z dziećmi miały kłopot z dotarciem do kościoła i świątynia zaczęła gwałtownie pustoszeć, co odbijało się na zawartości tacy...  tedy proboszcz i aktyw szczycąc się moralnym zwycięstwem odtrąbili wsiadanego i sklep z piwem na powrót otwarty został...
Tedy może już ten Żyd nie taki zły, A mieszkańcy miast mieć żal do niego, do siebie mieć go powinni że w porę kościoła na swoją modłę nie pobudowali? 

Wychodzę z terenu zabudowanego. daleko od najbliższych zabudowań dostrzegam TO!!
 Leśna siłownia ... rekreacyjna znaczy się! 
I wiecie już czemu jestem unio sceptykiem?! 
Taki plac kosztował trochę pieniędzy, Jodłówka na pewno ma mnóstwo innych wydatków, tymczasem wydaje spore sumy, zapewne w jakiś sposób kredytowane na budowę czegoś takiego, na czym nawet nie zauważyłem śladów użytkowania!!! 
No ale były "fundusze unijne" - jakieś urzędolone "programy rozwoju wsi" itp. brednie! 
Otrzymano z Unii duże pieniądze - ile powstało miejsc pracy? Ile z zainwestowanych środków zwróci się w ten czy w inny sposób? 
No ale Dobry Unijny M'Bwana, dał polskim murzynkom siłownie i chodniki im wybrukował, to my polskie murzynki mamy być wielkiemu unijnemu panu wdzięczni... 

Sto metrów dalej, nasze rodzime bobry pobudowały sobie tamę bez środków unijnych.
 I choć zapewne nie spełnia ona wymagań programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata jakieś tam (tak jak za komuny były "plany pięcioletnie", tak nadal są... tylko nazwę zmieniły).

 To wszak budowla jest solidna i nie trzeba było brać kredytów na zapewnienie "wkładu własnego" i teraz bobry nie muszą ich spłacać. 

 Kładeczka także bez unijnego wsparcia...
Za to urokliwa. 

Potem czeka mnie solidna wspinaczka na dział.

 Po drodze kolejne kapliczki

 i już wiem czemu PTTK zmieniło bieg szlaku - faktycznie ten jest bardziej malowniczy. 

 Choćby takie widoki na Brzankę. 


 Pierwszy lepiężnik w tym roku. 
 Już jestem na dziale - przede mną dolina Rzepienników dalej wzniesienia Staszkówki i Turzy.
 Widoki wspaniałe - zjadam wafelka i rozglądam się.
Na horyzoncie okolice Grybowa Maślana Góra i Chełm 

 A to dolina Białej, za którą rozciągają się wzgórza okalające bieg Dunajca - czyli mamy widok na prawie cały Rożnowsko Ciężkowicki Park Krajobrazowy. 

 A na południowy wschód - krajobraz znaczy wyniosła wieża neogotyckiego kościoła w Turzy 
 Hmm a stary przewodnicy mówili że u nas ino piaskowce, iły, łupki i głupki a jo widze całkiem wapienne góry ;-) 

 Nadajnik na Maślanej górze... 

Przede mną zejście do Rzepiennika Strzyżowskiego. Szlak nie prowadzi bezpośrednio przez kirkut - jednak postanawiam go odnaleźć. 
 Mając GPS żaden problem powiecie? 
No to popatrzcie - strzałka lokalizacji pokazuje że jestem na cmentarzu.

 A tu sam środek młodnika! 
Czyżby śladu po pochówkach nie zostało? 

 Ot po prostu mały uchyb w znaczniku na mapie - kilkanaście metrów raptem, ale...

 jednak znalazłem.


 Macewy chylą się zgodnie ze spadem terenu.
 Ktoś podjął działania, wkoło powstaje nowe ogrodzenie. Przydała by się jeszcze tablica informacyjna. Nie wiem jak Żydzi zapatrują się na wycinkę drzew na ich cmentarzach?
 Teren czysty, bez śmieci - zresztą tu na Pogórzu śmieciarzy jest stosunkowo mało i nie cieszą się społecznym przyzwoleniem.
 Żadna z macew nie nosi śladów celowego niszczenia. 
To dobrze nie ma powodu do wstydu.

  

Schodzę do centrum Strzyżewskiego.
To w sumie kilkaset kroków.

 Po prawej cmentarz z I wojny nr 114
 Kościół w Rzepienniku... Biskupim! 
jak ktoś niezorientowany to powie że w Strzyżewskim, bo w sumie tak to wygląda... ale...

 Zabudowania XVI wiecznego dworu w Rzepienniku Biskupim.

 lamus przy dworski - obecnie malownicza ruina.

 Tożsamo tyle że widziane z dołu - od strony drogi.

Odbijam z głównego traktu, w górę i zmierzam w kierunku Ciężkowic.
 

 Dziś postanawiam odwiedzić miejsce kaźni kilkuset Żydów, zwiezionych tu przez Niemców i zamordowanych.
Wcześniej nie mogłem tam wejść ze względu na prace przy wycince drzew.
Dziś las jest cichy, już nie tną. 
  
 Widok z góry na parów z mogiłą.

 I mogiła sama.
Zauważcie "zbirów niemieckich"!
Nie jakiś "bezpańskich" "nazistów"... jak to się nam obecnie przedstawia! 
Tyle istnień ludzkich zgaszonych w myśl jakieś obłąkańczej socjalistycznej idei! 
Boże jaki żal i jaki gniew, gniew na Niemców, sprawców i gniew na tych szubrawców którzy teraz na śmierci niewinnych chcą zbijać majątki domagając się "zwrotu mienia"...
 
 Widok mówi sam za siebie - kładę przyniesiony kamień na mogile. Odwracam się i odchodzę.
Nagle słyszę za sobą ciche dziecięce szybkie kroki - znam ten odgłos doskonale - tak podbiegali moi synowie, tak podbiega córeczka siostry mojej żony. 
Pewnie ktoś tu przyszedł z drugiej strony, myślę, tylko którędy, tam wszędzie paryje?!  
Znów się, odwracam - nikogo... po betonie lekkim powiewem wiatru niesiony, podskakuje zeschnięty liść... mam ciary na plecach, wiem że to nie jego słyszałem. 

Zrozumiałem też ten drobny dziecięcy trucht  - mam tu wrócić... wrócę na pewno, obiecuję. 
  

Tymczasem idę dalej, kolejne metry wysokości, kolejne setki metrów podejścia i znów jestem na kulminacji.  
 Opisany w zalinkowanym wyżej poście cmentarz partyzantów z oddziału Regina II 
Zdradzonych i wystrzelanych o świcie. 


 Urokliwe miejsce, ale to wciąż obręb tego samego terenu tragedii wojennej.
 Jemioły nad miejscem gdzie stała stodoła w której zostali wybici polscy żołnierze. 

 I samo miejsce. 

 A widok "Maślanej" mnie prześladuje - tak wiem - trzeba tam iść, inaczej nie da mi spokoju. 

Po kilkuset metrach zawracam i innym traktem zmierzam do Rzepiennika
 Dolina Rzepianki 

Kościół pw. Wniebowzięcia NMP
w Rzepienniku Biskupim


 Kurzy zamek

 I Centrum Rzepiennika Strzyżewskiego
Tym sposobem zatoczyłem drugą pętlę podczas tego rajdu - mam niezły czas.
Zachodzę do sklepu, kupuje kilka jabłek i idę dalej na spotkanie autobusu. W razie czego weźmie mnie po drodze.  

 Pierwsza tegoroczna ćma - podejrzewam że któraś z barczatek ale na entomo nie pytałem. 
 Znów przechodzę u stóp kościoła.

 A zaraz za granicami...
purchawka olbrzymia - już pyląca - chciałem zrobić sobie z nią selfika, bo większa od mojej głowy ale tak pyli że odebrała mi ochotę na podnoszenie. 


A tu selfie z Plutonem (w Strzyżewskim było z samym Zeusem - to figury na rzepiennickim szlaku astronomicznym) - tuż obok jest przystanek, tam zostaje popakowałem kije, poukładałem plecak i praktycznie od razu nadjeżdża autobus PTP którym jadę do pracy...  40 kilometrów. Prowadzi Antonii - świetny kierowca, choć nerwus, jak zawsze zdziwiony "Maciek? A co ty tutaj robisz??" 
Wracam !
Po drodze jednak opowiadam mu o pewnych fragmentach szlaku i ciekawych miejscach, tak mija nam droga przez Rzepienniki, a potem już robi się tłoczno i Antoni poświęca się prowadzeniu pojazdu, milkniemy a ja popadam w lekki letarg - tym bardziej że akurat w tym dniu nikt znajomy nie jedzie.

Do zobaczenia na szlaku. 
 

31 comments:

Wojciech Gotkiewicz said...

Czytam regularnie Twoje teksty, ale ten jest jakiś inny. I to nie z powodu dziecięcych kroków. Po prostu jest inny i ... bardzo dobry, choć przecież wszystkie takie są.

makroman said...

To był wypad w Wielkim Tygodniu, więc choć pisany dziś to pewnie klimat się udzielił.

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Miłosz i Mikołaj w szkole, Marzenka w pracy, a Pan Maciej udaje się na malownicze szlaki turystyczne. Wielkie dzięki, ponieważ w każdym poście ukazujesz piękno naszego kraju. Zachwycają mnie te kładki na strumyku, kapliczki na rozdrożu dróg, a macewy zawsze przykuwają moją uwagę. Niemal wszystkie są ozdobione symbolami i inskrypcjami niosą ze sobą informacje o życiu konkretnych ludzi, rodzin, całych sztetli. Cały czas zastanawiałam się, że bardzo bliskie są mi znane: Rzepiennik Strzyżewski, Biskupi. Teraz już wiem. Przeglądnęłam swoje zdjęcia i byłam Rzepienniku Biskupim oraz w Rożnowicach. W tych ostatnich jest restaurowany, przepiękny drewniany kościółek. Moją pasją stało się poznawanie i fotografowanie kolejnych kościółków drewnianych, cerkiewek. Jednak ciągle brakuje mi czasu na ich prezentowanie. Mój wielki błąd to nie opisywanie ich na bieżąco.
Serdecznie pozdrawiam:)

Ania said...

Zastanawiam się nad jednym z krzyży -napisałeś, że to wotum ludzi ciężkiej pracy. A może tak zobrazowano narzędzia Męki Pańskiej?

makroman said...

Łucjo - A widziałaś ten kościółek na górze nad Biskupim? Oczywiście przes Rożnowice wędrowałem, ale odpowiadam na tablecie, więc nie bardzo mam jak wkleić linki, jeśli jesteś zainteresowana znajdziesz przez wyszukiwarkę. Kościół w Rożnowicach, już po remoncie. Potem także Binarowa.
Łażę w takich terminach, bo chodzi właśnie o rodzinę. Pracuję na zmiany, świątki, piątki i niedziele, zatem jak oni są w domu, to i ja jestem. Ale jak ich nie ma, to mam czas na rajdy.

Aniu - też tak sądziłem ale np. nie znajduję zastosowania dla cęgów. Przypomniałaś mi jednak że mam w domu krzyż i na nim podobną symbolikę. Spróbuję znaleźć kogoś kto to rozezna.

makroman said...

Aniu - BINGO!!!! nje dawało mi spokoju i przekopałem internet w poszukiwaniu - to faktyczne narzędzia Męki Pańskiej!
No to spodziewajcie się wpisu tematycznego ;)

Ania said...

Tak sobie myślę, że nikt z nas, spokojnych ludzi, nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak te cęgi mogły być stosowane, bo to makabryczne wyobrażenie, ale należą do narzędzi tortur.
Na wpis tematyczny czekam z ciekawością. Sama mam za mało materiału, bo w naszym regionie raczej rzadko się z tym wyobrażeniem na krzyżach spotykamy. Ale przejrzę pod tym kontem moje zbiory.

Ania said...

O matko, co ja napisałam? Kontem, zamiast kątem.
I już się nie da poprawić.

pytu said...

Wykonując prace na terenie kirkutu trzeba postępować według zasad ustalonych przez Komisję Rabiniczną do Spraw Cmentarzy. Na terenie cmentarza nie wolno kopać gruntu ,odkopywać macew ,otwierać grobów , przenosić kości , wyrywać drzew i krzewów z korzeniami , możliwe są tylko cięcia pielęgnacyjne i usuwanie starych konarów . Tak więc bohaterki oskarowego filmu " Ida" postępowały wbrew tradycji żydowskiej odkopując kości pomordowanych i przenosząc w inne miejsce.Dokonały profanacji . Piotrek.

Kasia Kamil Skóra said...

My też wybieramy się na Maślaną Górę i wybrać się nie możemy :)

Co do macew na cmentarzu Żydzi z zasady nie podnoszą przewróconych macew. Twierdzą że skoro Bóg tak chciał by się przewróciła więc tak ma zostać ... Czasem może taki cmentarz wygladać na zaniedbany z takimi poprzewracanymi macewami no ale takie są ich wierzenia i tradycje..

Wojciech Gotkiewicz said...

Pewne studentka naszej Architektury Krajobrazu napisała pracę inżynierską na temat przywrócenia świetności jednemu z żydowskich cmentarzy w Olsztynie. Narobiła się dziewczyna okrutnie, ale nie sprawdziła, co można, a co nie. Przedstawiła potem ową pracę komuś z ww. Komisji, która dziewczynę pochwaliła za trud i orzekła, że ... nic z tych rzeczy :))

makroman said...

Aniu - Chrystus nie był niczym Piekarski szarpany obcęgami, tu symbolizują one wyciąganie gwoździ. Proces który pośmiertnie, ale jednak w dalszym ciągu okaleczał ciało.
Wpis się pokarze, ale idealny czas nastąpi za około 50 tygodni ;-)
A propos, znalazłem taka stronę

http://www.muzeum-radom.pl/turystyka/zabytki/arma-christi-odchodzace-dziedzictwo-krzyzy-z-narzedziami-meki-panskiej/1902

Masz bliżej.
Ps. o ortografii też już kiedyś pisałem i zdaje się wrócę do tematu ;-)

Piotrze - dzięki, dokładnie tak jest. Dlatego nie podjąłem żadnych prac aby nie naruszyć zasad tu panujących, choć np, na cmentarzach I wojennych, staram się na moje jednoosobowe siły zawsze jakąś drobną pracę porządkową wykonać.

Kasia i Kamil - U mnie z Maślaną to jak onegdaj z Liwoczem - dotąd mi pod obiektyw się narzucał, aż w końcu tam wróciłem (w czasie tego rajdu, natomiast ani razu się nie pokazał) - na Maślanej jeszcze nie byłem, więc pewnie ma nieco mniejszą moc przyciągania - choć ciągnie jak diabli, planowałem ale Chełm... a tu Maślana, oto mistyka dalekich marszy ;-)
Z kirkutami dokładnie tak.

Wojtku - no właśnie, mamy u siebie pozostałości kultury i już bardzo niewiele osób które te kulturę pamiętają i umieją się wobec niej zachowywać.


♥ Łucja-Maria ♥ said...

Nie miałam pojęcia, ze kościół w Rożnowicach jest już po remoncie. Sprawdziłam, będzie otwarty już od 15 maja. Niestety, nie widziałam kościółka na górze nad Biskupim. To już mam dwa, przypuszczam, że będzie więcej kościółków, które chciałabym zobaczyć. Znam Binarową, prawdziwe cacuszko. Wybacz. Przypuszczałam, że wyruszasz na szlaki kiedy Twoich Bliskich nie ma w domu, kiedy są ten czas spędzasz z nimi.
Serdecznie pozdrawiam:)

makroman said...

Łucjo no to masz dwa... A ten z Bukowca, eks cerkiew znasz?
Ps. Co mam wybaczać?

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Nigdy nie czytam komentarzy ale dzisiaj coś mnie pokusiło i przeczytałam o narzędziach Męki Pańskiej. Jakoś rzadko są spotykane. Byłam w Muzeum w Radomiu ( Skansenie) i na tamtejszych krzyżach są one umieszczone. Bardzo często spotykałam je na przydrożnych krzyżach w Niemczech. Natomiast w Sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w La Salette na jednym ze wzgórz jest ogromy krzyż i na jego ramionach są duże obcęgi i gwóźdź.
Pozdrawiam:)

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Macieju, nie znam cerkwi!!!!!!!
Co masz wybaczyć? mój nietakt i wścibstwo.

Hanna Badura said...

Jak zawsze mnóstwo informacji, widoków, kościołów, kapliczek, cmentarzy.
Podoba mi się drewniany kościół. I rzeczywiście wszyscu macie imiona na M.
Serdecznie pozdrawiam :)

makroman said...

Łucjo - czasami warto czytać to co piszą inni komentujący, bo to nieraz gejzery informacji (np. Parlando na blogu Ani).

Mnie te symbole zmyliły - (celowo nie poprawiam na blogu, żeby dla innych była nauczka, jak łatwo zbłądzić, choć ma się w nogach tysiące kilometrów) - ale już odrobiłem lekcje i na temat Arma Christi będzie osobny wpis, mam nadzieje że znajdę jeszcze inne przykłady w terenie.

Hanno - nawet chciałem zrobić naszywki z 4M adwenturer team w ładnym logo - ale jakoś tak zeszło. imiona dla dzieci wymyślaliśmy leżąc na plaży w Darłówku. Pierwszy miał być Mikołaj albo Maja, drugie na sto procent Maja... wyszedł Miłosz... I tyle z planów ;-)
Tylko dla psa imienia na "M" nie mamy... jamnika nazwał bym Margines... ale dla Aury niczego sensownego nie wymyśliłem.

hegemon said...

Jak przeczytałem o tych dziecięcych krokach, to mnie też ciarki przeszły. Zawsze gdy trafiam na cmentarze pomordowanych czy poległych, to zastanawiam się nad bezsensem wojny. Byłem na cmentarzu z okresu I wojny światowej, pochowano tam rosyjskich żołnierzy, których poległo mnóstwo w ciągu jednego dnia zażartych walk i wszyscy w wieku od 18 do 22 lat...

makroman said...

Hegeminie - dokładnie tak... U nas na Pogórzu nie brakuje tych cmentarzy - sam mam jeden nieopodal - liczba mogił nie świadczy o ilości pochowanych, bardzo często to groby wieloosobowa. Albo weźmy taki Przemyśl - jeden fort, jeden szturm i dwadzieścia tysięcy zabitych poddanych cara... po nic! Bo oficerowie byli za głupi.

ggabba.j said...

ale fajna trasa...a i ten stary cmentarz żydowski...lubię takie miejsca...
cóż nie znam Twoich stron...ale jak mówią wszystko przed tobą...byle zdążyć...
Tak moja wyprawa na krokusy też piękna...teraz zmykam do snu...jutro od rana znów gdzieś mnie poniesie...
Miłego:)))

stacho.lebiedzik said...

Pięknie i szczegółowo opisałeś swoją wędrówkę. Dla mnie to zupełna nowość, bo jak wiesz, nie znam tych terenów.
Spodobało mi się określenie - kurzy zamek.
Serdeczności.

wkraj said...

Pięknie nam opisujesz swoje okolice. Dużo widzisz, ładnie planujesz, a co najważniejsze wspaniale to wszystko nam przedstawiasz i komentujesz. Prawdziwy z Ciebie pasjonat, zawsze z przyjemnością czytam Twoje posty.
Pozdrawiam.

makroman said...

Ggabbo - Pogórze i Beskidy - to piękne miejsca i do wędrówek stworzone. Jak byś kiedyś planowała wędrówki tutejszymi szlakami to wiesz gdzie szukać przewodnika ;-)

Stachu - Staram się by moje opisy mogły służyć innym za wskazówki do wędrowania, poza tym świat tak szybko się zmienia, że warto opisywać ze szczegółami, bo za kilka lat będą to już materiały historyczne ;-)

Wkraju - Z twojej strony określenia "pasjonat" traktuje jako najwyższą formę komplementu. Tak jestem miłośnikiem tych ziem i pewnie dlatego mogę o nich pisać tak jak piszę bo zawsze piszę z serca.

Stopa w stopę said...

Przeraziłeś mnie tymi krokami... I dałeś do myślenia, dziękuję.

makroman said...

Stopo - ja tego w kategorii strachu nie odbieram, kiedyś otwarła się sama bardzo skorodowana bramka na cmentarzu z I wojny... otwarła się za mną jak już wychodziłem i musiałem użyć dużej siły by ja zamknąć, całkiem tak jak by mnie zapraszano do pozostania...

Mirosław Sadowski said...

Fajnie piszesz. I musisz mieć fajną pracę, skoro możesz sobie samotnie i "bezkarnie" wyskoczyć na kilkugodzinną wycieczkę.

makroman said...

Mirosławie - jestem energetykiem, nadzoruję proces powstawania prądu elektrycznego i mediów grzewczych. Regulaminowo mam 7,5 godziny siedzieć na tyłku przed baterią monitorów, 15 minut mam na obchód fizyczny i 15 na sprawy fizjologiczno higieniczne. Więc jak sobie przed pracą zrobię 20 kilometrową trasę, to lepiej mi się siedzi. ;)

Do tego pracuję na zmiany,więc mam czas wtedy gdy inni są w pracy, a wtedy gdy reszta siedzi przy grillach i piwie ja idę do pracy.

Stopa w stopę said...

I to również Cię nie przestraszyło? W podobnej sytuacji byłabym chyba jeszcze bardziej oporna na ruch niż bramka, z którą się siłowałeś.

makroman said...

Od pewnego czasu jestem dość odporny na takie zdarzenia, wyobraźnia pozostała wrażliwość też więc to nie "znieczulica" lecz przyjęcie do wiadomości że świat wokół nas bywa niesamowity i nie ma powodu by się go bać.

makroman said...

Łucjo - dopiero teraz przeglądnąłem folder spamu... stąd opóźnienie w publikacji twojego postu. Wścibstwa nie dostrzegam.
Natomiast - jak byś kiedyś była w okolicy to służę za przewodnika.