Sunday, August 6, 2017

Koleje z rowerem.

Trasa planowana: Bochnia - Rzezawa - Brzesko itd. A wyszło?... No wyszło inaczej.
Chcecie wiedzieć? Poczytajcie.

No więc wyszło tak, że od lat nie jeździłem pociągiem i jak wsiadłem do nowoczesnego składu to zgłupiałem i nijak nie mogłem złapać koordynatów - juz samo odróżnienie momentu kiedy pociąg stoi na stacji od momentu kiedy jedzie, jest trudny do obserwacji, do tego większa cześć trasy (po jaka cholerę - tańsze a równie skuteczne były by siatki zabezpieczające torowiska) wiedzie w tunelach ze ścian dźwiękochłonnych, co praktycznie uniemożliwia zorientowanie się w terenie! O tym że coś jest ie tak zorientowałem się podczas przygotowania aplikacji do zapisu trasy. Przez przypadek wrzuciłem Google Maps i pokazało mi że jestem ZA Bochnią!
O żesz!!!
O K...!!!

Zatem szybciutko wyrzucam rower do przedsionka, i na najbliższej stacji wypadam z pociągu - okazało się że to Kłaj.

Same pociągi to zresztą czysta rewelacja - cicho, szybko, nie tłucze, klima działa, gniazdka na ładowarki pod siedzeniem...  ps. to nasze polskie Impulsy a nie wielokrotnie przepłacone "pentakolina"! I dziwić się że oni tak strasznie boją się reformy sądów - bo gdy zabraknie tych zblatowanych, to mogą posypać się wyroki, oj mogą... bo jest za co!


Na dworcu jestem kilka minut przed odjazdem pociągu, kupuje bilet dla siebie i dla roweru - skład nie ma wagonów do ich przewozu (mankament!!!)  ale można miec je przy sobie - dobrze że ludzi mało, bo inaczej był by spory kłopot! W tych starych składach były specjalne miejsca dla ludzi z dużym bagażem  i tam fajnie się rowery przewoziło. Konduktor sugeruje mi bym zajął miejsca jak najbradziej z tyłu, co mi nie przeszkadza w niczym więc skrzętnie z sugestii korzystam.  

Dzięki czemu mam okazje strzelić np. taką fotkę 

 Albo taką...
Bodajże od Brzeska jakaś pani uparcie wcisnęła się miedzy rower, a przeciwległe siedzenie - nie wiem po co? - skoro w całym sektorze wagonu były trzy osoby na bodajże 24 miejsca siedzące... 

 Biała pod nami.

 Stacja w Mościcach.

 Dunajec.

 Pasmo Panieńskiej Góry.
 
 Autostrata.

KŁAJ
 Gdy przegapiłem Bochnie i dotarłem do Kłaja
coś ścisnęło mnie za...
szyję!
Moja mapa papierowa tu nie sięga! Ta elektroniczna owszem, ale blask słońca jest tak silny że nic na ekranie nie widzę. 
Dlatego stale błądzę, szukając dróg którymi mógł bym przejechać - i tu jest problem - nikomu nie wpadło do głowy wytyczać szlaków na osi wschód zachód - skoro był już trakt królewski, zamieniony potem na trasę E-4 (stąd czasami jeszcze można spotkać się z określeniem "stara czwórka" ). A drogi techniczne przy autostradzie lub linii kolejowej, dziwnym trafem pokrywają się - czyli tam gdzie są przy jednej to i przy drugiej a tam gdzie nie ma nic... to nie ma nic! 
w efekcie jeździć muszę po planie listwy zębatej; południowy wschód - północny wschód. Z przepychaniem roweru przez chaszcze i bezdroża włącznie. 


W efekcie z wycieczki krajoznawczej robi mi się "czasówka"  i omijam ponad 50% ciekawych miejsc. Wszak muszę być w pracy o wyznaczonej regulaminem godzinie.

No ale trudno - tak wyszło, i trzeba brać życie z dobrodziejstwem inwentarza.
   


CIKOWICE

 Sylwetkę neogotyckiego kościoła widziałem już z daleka - nawet zrobiłem zdjęcie, ale nie nadaje się do pokazania. żeby doń dotrzeć muszę zjechać z trasy i zakręcić formalna pętelkę - nie wiedzieć czemu znów nikt nie pomyślał o wytyczeniu sensownego dojazdu - widać nikomu potrzebny nie był.
 

 Kościół jest młody, jak sama parafia - wcześniej Cikowice należały do parafii w Łapczycy - tylko gdzie oni mostek przez rabe mieli?! Na mapie nic takiego nie widzę. 
Sam muszę znów zrobić zęba i przejechać pod autostradą.
bo mostek jest dopiero w:

DAMIENICE


 Raba.

Wykorzystuję okazje i wpadam do Biedronki - na  taśmę idą dodatkowe picie (jedno już wyssałem) i batonik energetyczny. 

BOCHNIA
 Bochnię próbuję objechać od północy - niestety - forma Stalprodukt, rozsiadła się na wszystkich strategicznych szlakach i nie bardzo mam wybór, muszę zjechać prawie do centrum i dopiero stąd odbijać na Północny wschód kierując się na Rzezawę.
Po drodze mijam niedostrzeżony cmentarz z I Wojny Światowej - trudno i tak będę tu musiał jeszcze nie raz wrócić.

KRZECZÓW

 

RZEZAWA
 (chyba już  - bo trudno się wyznać) czy jeszcze nie Krzeczów)



 I taką pisownię to ja rozumiem!!!
i komu to przeszkadzało? 
Kto musiał kombinować że skoro Francuzi mają kretyńską ortografie to my Polacy nie będziemy "gorsi" i tez będziemy mieli kretyńską?!


Kościół pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej i św. Leopolda
W/g mądrych pism - to budowla pseudorenesansowa - eklektyczna. Ja bym to nazwał Barokiem, no cóż ale ja historykiem sztuki nie jestem... 
 Wnętrze faktycznie mało barokowe - pytanie brzmi czy ze skromności ducha czy też ze skromności środków?
 


 A potem dalej w drogę. 

JODŁÓWKA
 Jak ktoś lubi stare, drewniane chaty... to tu będzie ich miał dostatek.
 

A zaraz za wsią  - droga techniczna przy Autostracie - ach jakżebym chciał żeby biegła aż do Tarnowa! 
 Niestety nie biegnie i zmuszony jestem przedzierać się przez las...
Odcinkami trafiam na czerwony szlak, ale stale go gubię - jadę kawałek, muszę zawrócić, gubię szlak, gubię kolejny cmentarz z I Wojny - do Diabła z tym! zdaje się że trafiłem na szlak znakowany jeszcze nim powstała autostrata, i potem już nie odnawiany, czyli on po prostu w okolicy węzła niknie i  na nic szukanie znaków! - zjeżdżam w kierunku Brzeska.

BRZESKO
 Powinienem jechać w lewo - jadę w prawo - znów pogubiłem drogi i znów muszę zawracać. 

Po jakimś jednak czasie...

 Trafiam na coś co przybliża mnie o parę kilometrów do celu

 Przy okazji pozwala na rozpatrzenie się po Brzesku.
Ba jestem pewien że tych miejsc moja Marzenka choć w Brzesku pracuje to nie widziała... 
Mijam jakieś śmieszne miejsca zwane "żabią górą"czy "ostrą górą" (całe 242 mnp!!! - jak ja wytrzymałem taki podjazd? ;-) ) 

i dobijam do czerwonego szlaku rowerowego w  miejscowości
STERKOWIEC
 I tym razem nad autostratą.





 BIADOLINY SZLACHECKIE
 Cmentarz z I Wojny Światowej nr. 271.





 Taką tabliczkę widzę po raz pierwszy.  Skąd się tu wziął? 
A to akurat proste - po odparciu natarcia wojsk Carskich na Twierdzę Kraków, podjęto decyzje wzmocnienia wojsk polowych wybranymi jednostkami z jej garnizonu - zresztą takie plany wojenne były od początku i żołnierze posiadali stosowny ekwipunek - rzecz jasna w magazynach, bo w warunkach fortecznych nie był im potrzebny. Oczywiście po przyzwyczajeniu się do wygodnych i bezpiecznych kazamat  artyleryjskich, konieczność wyjścia w pole, jawiła się im jako wstrętna, groźna i nieszczęsna.   Jednakowoż pośród kanonierów fortecznych straty w walkach polowych były niewielkie. Wiązało się to z tym że prowadzili ogień z dużej odległości, z dala od linii ostrzału rosyjskiego. Musiał więc onże Wiktor paść ofiara błędu, lubo jakiegoś innego mało częstego zdarzenia.  


 Bociek fotnięty bez zatrzymywania... a co? 

BIADOLINY RADŁOWSKIE
 Spory kompleks leśny, daje cień ale zmusza do szybkiej jazdy bez zatrzymywania - natarczywość gzów jest porażająca - jednak za potrzeba stanąć musiałem - ubiłem jednak trzy bez strat własnych (czyli żaden mnie nie kojnął). 
 

ŁĘOWICE
 Nagle zorientowałem się że mój wyścig z czasem... wygrałem, ale wygrana bardziej przypominała przegrana, bo wprawdzie jestem dużo przed wymaganym czasem - ale za to ominąłem mnóstwo ciekawych miejsc! 

 Zawróciłem więc i podjechałem choćby tu - do Cmentarza Wojennego nr. 283. 


 Maleńki on, wciśnięty między drogę a dwa domy prywatne. 
Austriacy często tak postępowali - chcąc wykorzystać poświęconą ziemie, chowali poległych wokół, przydrożnych kapliczek, dopiero potem miejsca te były znakowane, wzbogacane o pomniki, epitafia, drzewa... 
Które tu akurat się nie zachowały. 

 A takiej kapliczki także jeszcze nie widziałem - bardzo nowoczesna w formie.

 Nie powiem - ucieszyła moje podrażnione słońcem i kurzem oczy.

OSTRÓW
 Ściślej most w Ostrowie na Dunajcu. Stąd już widzę "moje" kominy.  
jeszcze tylko przejazd przez 
ŚWIERCZKÓW
I jestem w pracy!
PÓŁTOREJ GODZINY przed czasem!!!! 
Ani jechać jeszcze gdzieś, ani siedzieć przed bramą.
Wchodzę do pracy, a czas do rozpoczęcia szychty, umilam sobie kąpielą (i tak mi się należała) tudzież przeglądnięciem sprzętu. W godzinach pracy, nie pasuje tego robić, ale tu mam godzinę "jeszcze nie w pracy", więc akurat w sam raz. 

A potem miałem kilka dni odpoczynku... 
i
czy byliście w Kieżmarku na Słowacji?


14 comments:

♥ Łucja-Maria ♥ said...

No to miałeś niezłe przygody. Będziesz miał co wspominać... Czytając posta widzę ileż ciekawych miejsc i wyjątkowych atrakcji skrywa nasz kraj. A co do kapliczek? jednak wolę te tradycyjne. Przy "dawnej czwórce" są wyjątkowo piękne. Niestety, trudno się zatrzymać ze względu na brak poboczy. Kieżmark i Lewocza była w tym roku w naszych planach. Nasi znajomi wracali z Chorwacji przez Słowację i tuż przed naszą granicą zapłacili sporą „pokutę” za brak zapasowej żarówki i niepełne wyposażenie apteczki. To nas odstraszyło.
Serdecznie pozdrawiam:)

Hanna Badura said...

Jak zawsze mnóstwo informacji i zdjęć. Trudno wybrać to, co jest najbardziej interesujące.
Wszystko jest ciekawe. Pozdrawiam :)

Wojciech Gotkiewicz said...

Ostatni raz jechałem pociągiem kilka lat temu i ... też byłem zachwycony:) Po złamaniu ręki bałem się jechać autem, a że nad Biebrzę ciągnęło, wybrałem się PKP. Nowy skład przewiózł mnie przez niemal całe Mazury i cały czas miałem wrażenie, że oglądam film przyrodniczy:)) PS. Ja bym chyba nie umiał zaplanować wyprawy (i to takiej) z robotą w tle:))))

makroman said...

Łucjo - a wiesz ile musiałm opuścić, bo bałem się że zabraknie mi czasu?! Ale pierwsze koty za płoty, mam już rozeznanie co do tutejszych tras i masę pomysłów jak na Przedgórzu rowerem poszaleć, to zasypię Was ciekawostkami. Te kapliczki przy "czwórce" zwłaszcza barokowe z okolic Dębna też pokażę. Wszystko w swoim czasie i oczywiście jak Bóg pozwoli.

Na Słowacji bywa różnie. Zależy jak kto trafi, ja kilka lat temu jeszcze sprzed Szengen, trafiłem na idiotę na granicy (mocno mi syna wystraszył) ale z policją problemów nie miałem.

Wojtku - no teraz PKP to bajka - przynajmniej Impulsy (choć dotkliwie brak miejsc dla rowerów). Jak widzisz mi też nie do końca się udało. Grunt to znać swoje moźliwości. Liczyć standardowy przebieg i tak ustalać trasę by "zmieścić się w czasie" reszta to mapa i miejsca które chciał bym zobaczyć.

Wojciech Gotkiewicz said...

Ale dotarłeś na czas, a nie po czasie!

Mirosław Sadowski said...

Ostatnio dwa razy korzystałem z pociągów razem z rowerami i były w nich pecyjalne miejscówki na początku składu (wyposażone z uchwyty dla 4 rowerów). Nawet były stosowne piktogramy na wagonach kierujące rowerzystów do tych miejscówek. I chyba były to Impulsy. Napewno jeździły pod "flagą" kolei Małopolskich, a te oprócz Impulsów posiadają jeszczę AcatusyII. Oba składy wg opisów na Wikipedii posiadają miejsca dla podróżnych z większym bagażem lub rowerem. Może odcięli kawałek składu?

makroman said...

Wojtku - ale o półtorej godziny za wcześnie! A mogłem w tym czasie inne lokacje obskoczyć.

Mirku - też się takich spodziewałem, ale tak mnie skierował konduktor. Może w jakiś sposób ten skład był inny? Nie wiem. Na pewno jednak z usług PKP będę kożystał, bo mi pasują do planów wypadowych.

Wojciech Gotkiewicz said...

To fakt. A tak na marginesie, zaciekawiła mnie ta tabliczka z grobu Wiktora. Wiesz coś więcej na ten temat?

makroman said...

Hanno - a jak mnie "serce boli" że tyle musiałem pominąć...

Wojtku - jedynie mogę wnosić po historii jednostki. Prawdopodobnie tabliczka jest dziełem jakieś grupy rekonstrukcyjnej. Bo jednostki wojskowe, które kultywują tradycje jednostek Austro-Węgierskich mają zdecydowanie lepsze środki techniczne na oznaczenie ważnych dla nich miejsc. Tak jak pisałem w poście. Zazwyczaj żołnierze formacji artylerii ciężkiej (a do nich kierowano tych z fortecznej) ginęli stosunkowo nieczęsto.
W tym terenie walki prowadzono w maju 1915, a artyleria ostrzeliwała linię Dunajca z odległości kilkunastu kilometrów, więc może być ofiarą wypadku,snajpera (jeśli był obserwatorem artyuleryjskim), lub chorym zmarłym w lazarecie.

♥ Łucja-Maria ♥ said...

Całe szczęście, że omijają Cię słowackie kontrole.
Ja raczej nie mam takiego szczęścia.
W tym roku na A - 4 w Saksonii zapłaciłam mandat, na szczęście tylko 40 Euro za przekroczenie prędkości.
No cóż, czasem tak jest.
Pozdrawiam:)

Chemini said...

Wracam z długiego urlopu i akurat trafiam na pociągi :) U nas bez problemu pojedziesz pociągiem z rowerem, za to w autobusie ZAPOMNIJ. Rowerzysta to wróg śmiertelny.

Ania said...

Impulsy to prawdziwy kolejowy luksus. I to w cenie osobowego a pośpieszne jakie rupiecie przy nich. Nie ma porównania.
Poza tym - niesamowicie bogata wycieczka.

stacho.lebiedzik said...

Ważne, że metodą prób i błędów dotarłeś do celu. Bardzo ciekawa relacja. Pozdrawiam.

makroman said...

Łucjo - za granicą staram się jezdzić zgodnie z miejscowymi regułami. Ale wydawało mi się że w Saksonii na autostradach jest no limit?!

Chemini - autobusy z zaczepami na rowery widziałem i na Litwie i w Niemczech i u Czechów ale u nas rzeczywiście nie ma szans na podwózkę roweru. Jak jest sensowny kierowca i ma plac to może w akcie wielkiej łaski zabrać rower do bagażnika...
Ba w Norwegii widziałem wewnątrz autobusów uchwyty na rowery...
Pomarzyć.

Aniu - a jam fajnie się w kierunku przygody podąża pociągiem...
ps. wiesz ile opuściłem z pierwotnych założeń?

Stachu - raczej metodą próbkowania - po kawałeczku, byle się nie zgubić.