Kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Iwoniczu jest wielki - to chyba największy drewniany kościół jaki w życiu widziałem - w zasadzie na pewno największy, bo z tego co doczytałem o palmę pierwszeństwa walczy tylko z kościołem w Haczowie (którego widziałem jedynie na zdjęciach i z którym przegrywa jeśli chodzi o estetykę zewnętrza). Jednocześnie jest to jedna z dwóch największych drewnianych świątyń w Europie... No tak się składa że w Polsce mamy te największe, więc reszta Europy jak chce zobaczyć musi pielgrzymować do nas. Fakt że nie ciągną się tu kolejki spragnionych zobaczyć te wyjątkowe miejsca eurowojażerów utwierdza mnie w wewnętrznym przekonaniu, że tzw. Zachodnia Europa buraczeje już doszczętnie...
Zatem tak z wierzchu jest to w zasadzie wielgaśna szopa, oszalowana deskami pomalowanymi na kolor cokolwiek daleki od naturalnego, z wieżą i rozłogami (znaczy kaplica i zakrystia). Tak wiem "kręcę nosem" - ale jak człowiek co dzień obcuje z takimi cudeńkami jak "Szkaplerzna", "św Trójca" i "Marcin" a jak idzie z psem na dłuższy spacer, zachodzi do "św. Stanisława" to się samymi rozmiarami nie ukontentuje. To co ciekawe musi kryć się wewnątrz i ... kryje się.
"Nepomuk" to jeszcze nie wnętrze, niech Was nie zmyli liche światło - to już późny wieczór.
Mamy farta - Bóg sprzyja wariatom - akurat kończy się ostatnia msza, ludzie już się rozeszli - został Kościelny... Błagalne spojrzenia moich kobiet i facet mięknie jak wosk na paschale i mówi że on będzie zamykał i gasił, a my możemy iść razem z nim i oglądać - wyjdziemy przez zakrystie...
dla mnie brzmi jak zaproszenie na piwo - ochoczo i zawsze!
Wnętrze zostało zbarokizowane - w oryginale "dokonano barokizacji wnętrza"
W ogóle, jak się chcecie więcej dowiedzieć (a warto), to zajrzyjcie na zalinkowaną stronę - całkiem fajowo napisana notka "biograficzna" o obiekcie!
Wnętrze nawy głównej
Miłośnikiem baroku nie jestem, każdy kto czyta mojego bloga ten wie... tu jednakowoż jest inaczej - drewno zmienia ciężki i szablonowo przewidywalny barok, w coś zgoła innego, może dalekiego od strzelistego uduchowionego gotyku, ale przecież kuszącego, tajemniczego mającego swoją aurę i wdzięk. (pierwszy raz w życiu użyłem słowa "wdzięk" w kontekście baroku - proszę o docenienie tego faktu).
Kaplica Załuskich (chyba?)
No tak moja hybryda się zdefektywała już jakiś czas temu i stale pracuje na trybie "otwarta lampa błyskowa" czyli mruga za każdym razem gdy jest ciut ciemniej - w efekcie zdjęcia wychodzą takie... (tu trzeba było dać dłuższy czas, automat tego nie zrobił bo miał "otwarta lampę błyskową" a ja nie miałem czasu na manula, zresztą nawet gdybym miał, to on i tak by błysną i wtedy wyszło by "efektowne" prześwietlenie góry zdjęcia, bo pomimo iż lampa jest mechanicznie zamknięta, to i tak poblask "idzie"... trochę jestem zły na siebie - były poświąteczne promocje i
był EOS i było 50 rat 0%...
Trzeba było skorzystać - tej sesji bym już i tak nie uratował, ale na nowy sezon, miał bym dobry sprzęt.
Sufit
Nie mam pojęcia co - kościelny nie bawił się w kustosza - wygląda mi na relikwiarz.
Organy
Ołtarz boczny
Epitafia
Loża szyderców... sorry - Załuskich ;-)
Ołtarz główny
Witraże
Potem ciemna zakrystia - nie powiem też ciekawa, ale ciemna więc zero sensownych zdjęć.
I znów jesteśmy na zewnątrz... oczy przyzwyczajone do złotego poblasku z trudem adaptują się do wieczornych błękitów i szarości.
Wracamy
I to już koniec tej przygody w kilku etapach.
Jesień jaką była pamiętacie - jak nie lało to siąpiło z przerwami na deszcz, więc żadnych sensownych szlaków nie zrobiłem. Szkoda bo się sadziłem na jesienne Pogórze, ale trudno.
jeszcze nie umieramy... ;-)
I tym optymistycznym akcentem żegnam siew z wami do następnego razu.