Do Pławnej śmigamy autem, parkujemy obok szkoły i dalej już na piechotkę - niestety zapis trasy padł na początku - nie wiem czemu i mam dopiero od drugiego kilometra, dlatego pętla mi się nie zapętla...
Ale i tak pogląd na trasę jest.
Samochód banalizuje turystykę! Jeszcze w latach 80ych, było ciut inaczej - turystyka samochodowa miała swój etos, swoich wyznawców pieczołowicie zbierających sprzęt i pamiątki. Dziś po prostu wsiada się w samochód, podjeżdża pod "atrakcję" (możliwie blisko) wysiada się (lub nie - bo i takich widziałem) po czym jedzie do McDonaldsa albo innego KFC... ot tyle. Jak podchodziliśmy pod szczyt były chyba ze cztery samochody, w jednym jakieś dwie dziewczyny... nawet nie wysiadały - świat w smartfonie był ciekawszy. Dla mnie lepiej, nie musiałem się powstrzymywać by nie zrzucić ich na dół...
Na szczycie wieży kilka osób, ale szybko się zmyły - cóż im po widokach które... de facto nic im nie mówią?!
Za to ja mogłem przed moimi roztoczyć horyzonty swoich wędrówek opowiadać im o szlakach, wzniesieniach, kamieniach, wąwozach, kościołach... pytanie brzmi czy słuchali, czy tylko kurtuazyjnie udawali? ;-)
Marzenka na szczycie.
My
Wieża kościoła na Jamnej
na prawo od plecaka jest trójkącik taki mały I("wskazywany" przez troczek), potem taki większy nawet nie tyle trójkącik co wyraźne wzniesienie, a pomiędzy nimi taka maleńka szaro błękitna "cosia" - to Magura Małastowska! Co wskazuję jako dumny nosiciel stosownej naszywki na plecaku.
POGÓRZE!!!
A Aura? A Aura oczywiście na nas czekała - tym razem odważyła się wejść aż na drugi poziom! Ale nasz widok i perspektywę zejścia powitała entuzjastycznie. Zdecydowanie nie jest to pies wysokościowy.
A potem schodzimy kawałek tą samą trasą
a tu.
Pisklak.
podlot drozda jak mniemam.
Nawet dwa pisklaki!!
to chyba nie prośba o żarcie a raczej postrach...
mnie w każdym razie srodze przestraszył i aż mi się ręce trzęsły,
Gdy przenosiłem go z asfaltu na drzewo.
Mrufy
A wiecie że mrówki używane były przez żołnierzy i partyzantów jako środek
higieniczny?
Wystarczyło na mrowisku położyć swoje ubrania a wnet wszystkie pasożyty, wszy i ich larwy oraz jaja były skrupulatnie wyniszczone.
Niezidentyfikowana budowla! Zdecydowanie wymaga kolejnego rajdu!
Odbijamy w prawo i po chwili wchodzimy w las.
Robi się przyjemnie chłodno, półcień koi oczy i ogólnie jest fajnie.
Nad mruczajem.
i na Diablim Boisku.
Rzut obiektywu w głąb jaskinki - pewnie dalej się rozszerza - błonoskrzydłych tu nie brakuje.
Młody Tytan
i Tytan po przejściach...
Ale za to razem mogą zdobywać skaliste ściany.
Do tego zdjęcia były trzy podejścia.
Aura zawsze wstawiała pod obiektyw swoją tylną stronę, dopiero taki uchwyt jako tako ją ustawił.
Pod osłoną skał.
i pośród nich.
i znów trzy podejścia...
Jak trzeba pozować to nie, ale jak nie trzeba to zawsze kadr ogonem zepsuje...
Niestety musimy już wracać. Choć droga piękna
A wieża w Bruśniku łypie na nas zza wzgórza Styrki
I znów zaczątek Beskidu Niskiego Chełm oraz pasmo Maślanej Góry.
I nawet paralotniarz na tle Chełmu polatuje.
Mylą nas znaki, zarośnięte nieco i błądzimy...
Znaczy idziemy prosto miast skręcić w ścieżkę która ... zarosła trawą i wygląda nieledwie jak zapuszczona miedza a nie szlak.
Ale nie ma tego złego!
Bo oto napotykamy tę rzadkiej urody kapliczkę z Frasobliwym.
Ale tu już orientuje się że coś jest nie tak i zawracamy.
Po chwili odnajdujemy szlak i schodzimy do Pławnej
Jeszcze tylko taka alegoria poróżnionego rodzeństwa.
Po drodze przeglądamy nogi czy nie ma na nich kleszczy, Aurę (były dwa), dopijamy co mamy i pakujemy się do samochodu.
Może to był tylko zwykły rodzinny spacer, ale...