Monday, June 16, 2014

rajd "Liberatora"

16 sierpnia 1944 roku z Północnych Włoszech wystartował Liberator dowodzony przez kpt. Georga Lawrie, był to drugi wspólny lot tej maszyny i tych ludzi z zaopatrzeniem dla walczącej Warszawy. Misję wykonali, zrzut z bronią trafił w ręce Polaków działających w placówce "Hamak" w Puszczy Kampinoskiej, stamtąd karabiny maszynowe, pistolety, granatniki typu PIAT i granaty, trafiały w ręce Powstańców. Gdy wracali dopadły ich dwa niemieckie nocne myśliwce. Nie mieli szans, strącenie Liberatora zapisano asowi nocnego myślistwa na froncie wschodnim Leutnantowi Gustawovi Francsi;sowi. 
Postanowiłem odwiedzić to miejsce.



Route 2 649 771 - powered by www.wandermap.net


Do Dębna podjechałem busem, to najlepszy środek lokomocji na trasach podmiejskich, jeżdżą co chwila, więc nie trzeba znać rozkładu jazdy, wystarczy wiedzieć skąd odjeżdżają. Oczywiście z planów iż odwiozę żonę do pracy, potem dzieciaki do szkoły i od razu sobie pójdę, nie wyszło nic. Jeden zapomniał pracy na ZPT, drugi czapki, a jeszcze to, a jeszcze tamto... suma niewielkich drobiazgów, dała w konsekwencji godzinne opóźnienie i konieczność modyfikacji planów. 

Ale koniec końców do Dębna dotarłem i rozpocząłem wędrówkę. 

 Dębno - pomnik w 20 lecie odzyskania niepodległości Polski, poległym na polu chwały 

 Punkt kontrolny szlaku niebieskiego - będzie, mnie prowadził przez znaczną część drogi.

 Zamek w Dębnie

 Cmentarz w Dębnie - poza starymi, ciekawymi nagrobkami, jest tu tez kwatera z czasów I Wojny Światowej i to ona była głównym celem, aczkolwiek tego ze zobaczyłem więcej bynajmniej nie żałuję. 

Z cmentarza kieruję się w lewo, niebieskim szlakiem prowadzącym stad do Zakliczyna, przez kilkaset metrów pokrywa się on ze szlakiem św. Jakuba, którym szedłem w zeszłym roku.  Prowadzi wzdłuż strumienia, małej rzeczki, o uroczej nazwie Domońka. Kija są tu zupełnie nieprzydatne, wręcz przeszkadzają, plącząc się w wysokiej trawie. Jednak szybko dochodzę do drogi asfaltowej, prowadzącej z Dębna do Granic Dębińskich. Tu oczywiście kije idą w ruch, pomagając mi utrzymać stabilny rytm marszu. Przerywany tylko w celu zrobienia zdjęcia.

Granice Dębińskie
 Zielone drzewo na szlaku, ktoś miał ciekawy pomysł i to faktycznie jest nader widowiskowy obiekt,

 Po mniej więcej kilometrze asfalt się kończy, dalej podążam drogą szutrową, klnąc na swoją głupotę, bo zamiast szczurokotek, wzułem trampki, przez co moje biedne rozhartowane podeszwy, boleśnie odczuwały każdy kamień a były ich tysiące. 
Z drugiej strony widoki uniemożliwiały roztkliwiane się nad sobą. 

 Kraina sadów i plantacji 
Dobra ziemia, świetne nasłonecznienie i... powiedzmy sobie szczerze... komu by tu się chciało orać? 
Za to krzewy porzeczek ciągną się po widnokrąg.
 A nieco wyżej rzędy, starannie przyciętych jabłoni. 
 
 To już Łysa Góra. 

 Tablica opisująca ostatni lot Liberatora.
W prawo obok tablicy, na narożnym słupku ogrodzenia, widać tabliczkę, to ona wskazuje gdzie trzeba iść. 
Zejście do wąwozu jest bardzo strome, na odcinku może 200 metrów mamy aż 7 poziomic - każda po 10 metrów różnicy. Poza obszarami skalnymi, takich pochyłości, nie powstydzą się żadne góry. 
 
 W Wąwozie jest cicho i skromne.

 A sam pomnik to zaledwie maleńka mogiła - lecz teraz bez szczegółów, dziś ważna jest droga, miejsca po drodze opiszę w osobnych postach. 

Z wąwozu wychodzę okrężną drogą, kierując się mapą i busolą. Zresztą jest tam też całkiem sympatyczna dróżka wysypana tłuczniem, problem w tym  że potem dociera się do rozstajnych dróg przy których brak oznaczeń, a którąś trzeba wybrać, w prawo czy w lewo... ot zagwozdka. Wyżej znów rozstaje i oznaczenia szlaku, problem w tym że także bez znaków kierunkowych w efekcie wiedząc że jest się na dobrej drodze... nie wie się w którym kierunku zmierzać. No ale od czego sprzęt? Rozkładam resztki mapy na ziemi, orientuję je w/g wskazań busoli. Więcej mi nie potrzeba.
Wracam w miejsce z którego rozpocząłem zejście do wąwozu, wkrótce też opuszczam niebieski szlak, do Porąbki Uszewskiej zmierzając żółtym.  

 Popatrzcie na horyzont - już wiecie czemu ta kraina nazywa się Beskidem Wyspowym? 
Niestety zdjęcia nie oddają wszystkiego, Dobrze tu być wcześniejszą porą, wiosną lub słoneczną jesienią, gdy poranne mgły zalewają doliny a ponad nie wystają jedynie szczytu wzgórz - niczym wyspy z morza. 

Już w Porąbce schodzę też z żółtego i kierując się instynktem szukam drogi przy której znajdę kolejny cmentarz wojenny. 

Wcześniej jednak dolinka potoku Niedźwiedź - bo z Niedźwiedzy płynie - gdybym nie zmitrężył godziny na duperele właśnie stamtąd bym nadchodził. Potoczek jest płytki, wątły i ... jak dobrze popada zamienia się na kilka godzin w ryczącego potwora - ot taki Gremlin (one też po kontakcie z wodą zaczynały rozrabiać). 
Po lewej szkoła w środku elegancka neogotycka bryła kościoła.

Zdaję się na instynkt i ... nagle coś każe mi się odwrócić w prawo, gdzieś między krzewy, zarośla, busz straszliwy i trawy. 

Jest - znalazłem go Cmentarz wojenny nr 280 oraz... w co trudno mi uwierzyć, zachwaszczony, zrujnowany, opuszczony.. zapomniany - cmentarz katolicki, dla miejscowych, parafialny... więc czemu? 
Usiłuję się dowiedzieć.

Przede mną ostatni już punkt rajdu 
Sanktuarium Matki Bożej z Loudr

A ściślej mówiąc jego replika...
Choć trzeba przyznać że całkiem z gustem zrobiona, bez plastiku, sztucznych kwiatów, kiczowatych kolorów itp. charakterystycznych dla ludowej religijności akcentów. 

Dzwonie do Kazka, Mieszka w o0kolicach i będzie zaraz jechał do pracy - tak zresztą korelowałem rajd, by być we właściwym miejscu o właściwej porze.
Już ruszał, nie zdążyłem nawet zjeść Horalki. śpieszno mu było, chciał jeszcze przed pracą zrobić przegląd techniczny swojego auta....
w ten sposób
otrzymałem premię od losu! 

 

Jak ktoś czyta mojego bloga i komentarze dłużej, to doskonale wie że mój stosunek do motoryzacji jest cokolwiek niechętny. 
 Ale ta maszyna jest po prostu piękna! 
Właściciel (obok) wrzucił w nią straszny szmal, lecz efekt uzyskał znakomity.





12 comments:

Mo. said...

Ha! Ja pomimo tego, że najbardziej lubię uprawiać turystykę pieszą i rowerową i gdybym mogła to cały czas bym się tak przemieszczała, to jednak za kółkiem też jestem przeszczęśliwa. Aczkolwiek to inny rodzaj doznań jest. Dowiedziałeś się o co chodzi z tym zaniedbanym cmentarzem katolickim? Cmentarze uwielbiam, najbardziej te stare i zaniedbane, aczkolwiek czasem serce boli...

makroman said...

To w ogóle ciekawostka, mój dziadek prowadził karetki reanimacyjne, ojciec był kierowcą w powietrznodesantowej, mama prowadziła świetnie - wszyscy kochali prowadzić a ja... wyrodek ;-(

Generalnie jednak najbardziej mnie boli i do szewskiej pasji doprowadza coś co można by nazwać "subkulturą samochodziarzy".

makroman said...

Ps - o cmentarzu w osobnym pocie, coś niecoś już ustaliłem, będzie też więcej zdjęć.

ikroopka said...

Maszyna piekielna, pęekna, nie dziwię się wcale;)
A sam rajd - szacunek, nie dość, że trasa niełatwa, to arcyciekawa.

krogulec14 said...

Historię lotu tego Liberatora znam z "Było nie minęło". Piękna, choć tak bardzo dramatyczna historia.
A zamek w Dębie to prawdziwa perełka :-)

makroman said...

Ikroopko - Trochę żal że tak mało popularna, bo naprawdę jest co zobaczyć. Choć maszyna jak pisałem to bonus od losu.

Marku - To głównie dzięki zapaleńcom z tej ekipy, sprawa stała się głośniejsza i trafiła do przewodników i na mapy, we wcześniejszych szkoda szukać.

Kris Beskidzki said...

Lata już w tamtych okolicach nie byłem. Ale miło sobie przypomnieć Dębno. Wędrowało się z Tarnowa na Brzankę lub Do Ciężkowic. Pozdrawiam :)

Tojav said...

No to sprawiłeś sobie bardzo ciekawą wycieczkę. Trasa ciekawa i z małymi przygodami. O to właśnie chodzi.

Mo. said...

Nie mogę uwierzyć, że w Twoich rejonach są takie restrykcje jeśli chodzi o psy luzem. To gdzie te zwierzaki mają się wyszaleć? Nasza Mila od szczeniaka chodzi luzem, smyczy praktycznie nie używamy, i to nie ważne czy jesteśmy z nią w Polsce, w Hiszpanii czy we Francji - bo Paryż przeszła dwa razy wzdłuż i wszerz i smyczy nie widziała na oczy. Wiem, że może mandat by zmienił nasze zasady :) no ale póki co Mila biega luzem. I nie mam zamiaru tego zmieniać. W Polsce raz zwróciła mi uwagę Pani Strażniczka i było to jak wychodziłam z Milą na spacer, a przed blokiem mam ogródki działkowe i zaraz obok łąki, pola, lasy i trochę dalej jezioro...więc Mila biega luzem. Nie uwierzysz ale Polska i tak jest bardziej cywilizowana pod względem psów pod względem np. Hiszpanii bo tu to zacofanie. Mila jako golden retriever jest zaliczana do rasy...olbrzymiej :). W zeszłym roku byliśmy w Pradze a tam to mówię Ci, raj! Oczywiście Mila cały czas była luzem, mogliśmy z nią wchodzić do sklepów z pamiątkami i do restauracji, a jak siadaliśmy w kawiarenkach to zanim zdążyliśmy złożyć zamówienie Mila już miała podaną miskę z wodą. Czekam na post o cmentarzu bo mnie zaintrygowałeś. Fajnego weekendu.

makroman said...

Kris - o tak - to jedne z najurokliwszych szlaków w okolicach. Zapraszam do odświeżenia pamięci.

Toyav - nieciekawe trasy trafiają się tylko nieciekawym ludziom ;-)

Mo - Niestety tak jest. Nie mogę chodzić z psem bez smyczy (znaczy mogę, bo Strasznicy miejscy, są równie inteligentni jak (bez)Radni Miejscy wić wykiwanie ich to nie jest specjalny problem - tylko niby w imię czego mam się z psem ukrywać jak jakiś przestępca?
Nie moge zapalić sobie ogniska we własnym ogrodzie, co ciekawsze w naszym "państwowe prawnym" Strasznicy Miejscy mogą mi zrobić przeszukanie posesji TYLKO na podstawie domniemania (może być wzięte z sufitu) że np palę w piecu plastikiem, przetrzymuję w ogrodzie substancje biologicznie szkodliwe, mam na posesji nieporządek itp! czysty faszyzm!
Policjant ma prawo mnie spałować gdy np. będę jechał rowerem po chodniku itp.
Kocham ten kraj chrzanię to państwo!

krogulec14 said...

Bardzo lubię prowadzącego program, Adama Sikorskiego. Było nie było to On był twórcą teksów starych, największych przebojów Budki Suflera, zespołu mojej młodości.

makroman said...

Bo to bardzo mądry facet jest