Thursday, August 21, 2014

Praga - Ogrody i Ptaszarnia

Wokół robi się zgiełkliwie, coraz to nowe zorganizowane grupy kompletnie niezorganizowanych turystów (nawet Japończycy, choć to tak zdyscyplinowana nacja, rozłażą się jak mrówki po torcie - o innych to szkoda gadać), wkraczają na plac i przelewają się po nim falami. Przewodnicy wymachują jakimiś gadżetami, a to parasolką, a to sztucznym kwiatem, czy kijkiem z dowiązaną chustką, zwołując swoich również sygnałami dźwiękowymi - jakieś zawołania (jak na polu średniowiecznej bitwy wódz krzyczy hasło - "Leliwa" - jego podopieczni odpowiadają "tuśmy") a nawet gwizdki piłkarskie, fleciki i jakieś trudne do określenia piszczałki.

W praktyce wygląda to mniej więcej tak: przewodnik krzyczy hasło "Warszawa!!". Wokół niego naraz robi się pusto i cicho, podopieczni wyparowali... podbiega jakiś uprzejmy Japończyk, kłania się nisko i mówi coś w deseń: "Pan nie mieć racja, to nie być Warszawa, to być Praga! Ja być w Warszawa, ja widzieć, ja wiedzieć, pan mieć błąd, wielki błąd"...

Zmywamy się stąd.

W ogrodach nie jest wiele puściej, ale za to brak "zorganizowanych" wycieczek. Przycupniemy sobie gdzieś z boczku i zjemy resztę kanapek.

Oranżeria - spora szklarnia, pięknie utrzymana i nowoczesna, wewnątrz sporo gatunków których nie rozpoznaję - Nie wiem czy można zwiedzając, drzwi zresztą są zamknięte - choć wewnątrz ławeczki sugerują otwarcie na zwiedzających, Być może to kwestia godzin otwarcia ?

 Szczerze mówiąc ogrody sporo mnie rozczarowały - nie żebym spodziewał się parku na miarę Schönbrunn, ale to jest taki zwykły park miejski jakich tysiące, ani ładny ani brzydki - tyle że duży i ze ścieżkami spacerowymi na dnie dawnej fosy. Ale akurat tam nie schodziłem, bo dla Marzenki żadna radość, a dla mnie żadna radość zostawiać Marzenkę samą.

   
 Nie wiem czemu, lecz kojarzy mi się to z Wieliczką i jej ogrodami w pobliżu Zamku Żupnego... tyle że Wieliczka ładniejsza.

Cupiemy gdzieś pomiędzy żywopłotem z ligustru a starodrzewem parkowym i kończymy prowiant, w plecaku lżej, w sercu ciężej - do nocy nie dociągniemy, trzeba będzie poszukać czegoś do jedzenia na miejscu.

Tuż przy wyjściu...
Ptaszarnia królewska - od razu pomyślałem o Marku (Krogulcu) Ambasadorze Rzeczpospolitej Ptasiej
Prowadzącym blog "Plamka mazurka". Wielkim miłośniku wszystkiego co pierzaste.

Ciężko było zrobić poniższe kadry, bo ptactwo ruchliwe a człowieki jeszcze bardziej i co raz to jakiś w kadr mi właził. Wstęp za opłatą symboliczną, lecz cóż z tego - wykład po czesku i angielsku. Zatem nie wchodzimy. Z drugiej strony głupio mi tak fotografować przez płot - bo to wygląda jak bym sobie "na krzywy ryj" fotki robił. Zatem z bólem serca ale dość. To co mam musi starczyć - i udało się ledwie te cztery sztuki.
  




Brak opisu jest celowy - liczę że Krogulec przeczyta ten post i sam ptactwo oznaczy - na pewno zrobi to lepiej ode mnie.

Powoli zbliża się popołudnie, A przed nami jaszcze cała "Duża Strana" - czyli Nowe Miasto, Stare Miasto i ... na więcej i tak braknie czasu i sił.

11 comments:

Kris Beskidzki said...

Bardzo ciekawa relacja. Niedawno byłem w parku botanicznym w Zabrzu, ale chyba jeszcze sporo czasu upłynie zanim wrzucę kilka fotek ;)
Pozdrawiam :)Wieliczka jest fajna :)))

gwiezdna said...

zdecydowanie Wieliczka ładniejsza, szczególnie po tych ostatnich kilku latach gdy szczególnie zadbano tam o tereny zielone :)

Monika B said...

Bardzo ciekawa relacja z ogrodu botanicznego...Pozdrawiam:)

krogulec14 said...

Ten najładniejszy to jest (sowa) mój ulubieniec - puszczyk mszarny. Na pierwszym jest bodaj sokół wędrowny i chyba jastrząb Harrisa. Drugie to wspomniany puszczyk mszarny. Trzecie ryzykowałbym raroga, a ostatnie to (niepewny dla mnie) ten jastrząb.
Będąc nieco zalatanym nie zaglądałem do żadnego atlasu ptaków, mogą więc być gafy :-)

DD said...

Tam nie byłam. Oj, chyba w przyszłym roku znowu Pragę odwiedzę. Tym razem z własną listą miejsc do zobaczenia. Dzięki.

hurghada35 said...

Nigdy nie byłam w Pradze ale każdy kto z tamtąd wraca jest zachwycony i mówi,ze to cudowne miasto. Mam nadzieje,ze uda mi sie to kiedyś sprawdzić na własne oczy :)

makroman said...

Kris - wiesz jakie ja mam zaległości? Pewnie do końca września będę publikował same wakacje.

Gwiezdna - zdecydowanie!

Krogulcze - To zdecydowanie bliżej niż ja bym trafił nawet z atlasem!

DD - nie ma jak własna lista i własne nogi.

Hurghada - cóż stoi na przeszkodzie, wystarczy chcieć.

Michał said...

Fajna relacja, podobne ptaki widziałem na zamku Trosky w Czechach. Też były żywe...
Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam na Fort VII.
Michał

makroman said...

Zgadza się Michale w Czechach to dość popularne.
na Ukrainie zaś głównie sokoły i to jedynie aby turyści mogli sobie z nimi robić zdjęcia.

w Polsce ładne drapole wydziałem w wolierach przy replice zamku w Sobkowie (świętokrzyskie).

Jasne ze wpadnę, pewnie jak zwykle w ramach odrabiana zaległości, bo systematyczne śledzić blogów mi się nie udaje.

Wiesław Zięba said...

Coś mi się wydaje, że Czesi nas trochę lekceważą. Nie zależy im na sąsiadach?

makroman said...

Tojavie a my czy lepsi jesteśmy ?