Thursday, November 12, 2015

Hochwald

Nie mylić z Hogwartem - zdecydowanie mniej magiczne miejsce - no powiedzmy co jak siedziba lorda Voldemorta.

Mazury, urokliwa miejscowość Pozezdrze, niemieckie Possessern (cudaczność brzmienia tej nazwy wskazuje że to zniemczenie nazwy polskiej), obok miejscowości spory lesisty kawał, onegdaj za Prusaka jeszcze znany jako Hochwald  - wysoki las. To tu jeden z największych skurwysynów w dziejach ludzkości postanowił urządzić sobie kwaterę. Znaczy to nie tak do końca była jego wolna wola - pierwszy był Hitler i jego "wilczy szaniec" (Wolfsschanze) obok Gierłoży, a Himmler nie mając jak się załgać pod stropy kwatery naczelnego wodza, chcąc jednak być blisko i mieć rękę na pulsie (co dobitnie dowodzi iż opowieści o tym jak to Fuhrer był tylko figurantem a rządziła klika innych "ktosiów" - to brednie), musiał pomyśleć o kwaterze własnej.  Nie nazbyt blisko, ale i nie za daleko - ot tak jak z teściową - dobrze by mogła wpaść w każdej chwili ale żeby nie mogła... przyjść w szlafroku...

Z tego wszystkiego narodził się kompleks bunkrów w Hochwaldzie. dogodnie połączony z kwaterą Hitlera i z Rzeszą (w zasadzie to z resztą Rzeszy - bo przecież te tereny były za terytorium Rzeszy uznawane), czy to za pomocą dróg czy torów kolejowych, czy wreszcie szlaków żeglownych - świetnie zamaskowany, łatwy do ochrony, prawie niemożliwy do zniszczenia bombardowaniami.  

Została się z tego sterta betonu i ... atrakcja turystyczna.




 Oczywiście napisy typu "eksploracja zabroniona" przeczytaliśmy... po wyjściu z bunkrów ;-)



 Saperzy mocna się starali, aby wywalić to draństwo w powietrze, ale bez jednoznacznych efektów.


 Bardzo dobrze opracowana tablica informacyjna. Więcej takich! 

 Tu jednak działania saperów przyniosły skutek - obiekt rozpieprzony nie do poznania.

 Miejsce historyczne! - tu pierwszy i jedyny raz wszedł na mnie kleszcz! 
W sumie to mogłem mu zrobić zdjęcie przed egzekucją...

 Wydawało by się że komin prowadzi do zawalonych pomieszczeń - niestety - sonda w postaci sznurówki z dowiązanym kamieniem zatrzymuje się już po kilkudziesięciu centymetrach...

 Okoliczne zarośla skrywają jeszcze ciut betonu - ale także doszczętnie zdewastowanego - do eksploracji nadają się tylko dwa, w sumie małe pomieszczenia bunkra głównego. 

 Kolejna świetnie opracowana tablica informacyjna - Brawo Mazury!!!
ps - żeby nie było tak słodko - gdyby tak komuś chciało się lepiej opisać i oznakować szlaki piesze - no i wytyczyć kilkaset kilometrów nowych...


12 comments:

Katarzyna Skóra said...

Chłopcom pewnie podobała się taka eksploracja starego bunkru ;) Z jednej strony ciekawostka, a z drugiej strony może lepiej żeby takie przeklęte miejsca znikły z powierzchni ziemi...
Pozdrawiamy :)

INKA said...

Jak na tyle lat po wojnie i starania saperów, to schrony nieźle się trzymają. Ileż to żelbetonu tam poszło...O Hochwaldzie nie wiedziałam, w Wilczym Szańcu byłam już kilkakrotnie. Pozdrawiam

makroman said...

Katarzyno - Dla młodszego novum, ale starszy kocha podziemia równie silnie jak ja. Mamy już np. "zaliczone" podziemia na zamku Krzyż Topór czy (mocniej działające) w fortach Twierdzy Kraków.

INKO - To jakiś "wredny" beton, nawet porostów na nim mało. Pewnie postoi jeszcze setki lat, w końcu ludziska zapomną kto i po co go wzniósł.
Mamerki znasz?

Mad said...

Oj... zabrałeś mnie tym postem w podróż sentymentalną... eh, te rajdy po Mazurach od rana do nocy... W Hochwaldzie też byliśmy. Przyszły sezon bez Mazur się nie odbędzie :)

Jula said...

Niemcy to jednak potrafili stabilne budowle wznosić. Może to i lepiej, że kwatera nie poddała się saperom. Historia niezbyt przyjemna, ale to nie znaczy, że trzeba ją wysadzić w powietrze.

Mig said...

Oj mieliśmy kiedyś po bunkrach jakieś podchody czy coś - mam awersję i nie przepadam za takimi przygodami.
A Hochwald - zapewne swoich zwolenników ma i dziękować, bo dzięki nim dowiadujemy się że takie miejsca jeszcze są!

makroman said...

Mad - bo Mazury i Izery to mekka poszukiwaczy przygód.

Jula - tak stabilnie że nawet sami po sobie wysadzić nie byli w stanie.

Mig - łatwo się zrazić gdy ktoś przygody źle poprowadzi. mam nadzieję że te które ja prowadzę nikogo nie zrażają. Choć fakt faktem dziewczyny mogłem prowadzić w lochy zamkowe ale w nory fortów Twierdzy Kraków bym ich nie zabrał - no chyba żebym u nich widział niekłamany entuzjazm.

Tojav said...

Pomnik wielkości i buty porasta las. Ten beton przetrwa jeszcze długo.

krogulec14 said...

No tym razem zaskoczyłeś mnie całkiem :-) Nic nie słyszałem do dziś o tym Pozezdrzu...

Poboczem drogi said...

Takie tablice nigdy nie rzucają się w oczy ;) A już poważniej. Miejsce na pewno przypomina ten smutny kawałek historii ale i to jest potrzebne. Dobrze, że coś pozostało. Zawsze mnie zaskakuje Twoja zdolność do wyszukiwania takich zapomnianych miejsc. Pozdrawiam!

Hanna Badura said...

Nie słyszałam wcześniej o Pozezdrzu. Ciekawa lekcja historii.
No i ta zachwycająca mapa - cała w zieleni. Tęsknię za takimi zielonymi okolicami. Ech, Mazury :)

makroman said...

Toyaw - myślę że przetrwa do następnej epoki lodowcowej, potem pewnie go lądolód skruszy. Ale przy okazji cała Europa będzie jak palimpsest, więc nie mamy czego żałować ;-)

Marku - w zastępie byłem właśnie zwiadowcą i szperaczem, zostało mi na stare lata ;-)

Poboczem - to chyba kwestia charakteru - dla mnie cel ma znaczenie tylko jako konieczność (bo np, tam jest przystanek autobusowy) - życie i przygoda są zawsze pomiędzy punktem startu a celem.

Hanno - zdecydowanie Mazury są bardzo zielone, Ale Ty przecież masz pod nosem Puszczę Niepołomicką... też sporty szmat zieleni, a jak się dobrze rozplanuje to można dojść prawie pod sam Tarnów aż do Lasów Radłowskich praktycznie bez wychodzenia z lasu. A ze Mazury mają swój klimat... no mają i żadne inne miejsce na świecie takiego nie ma.