Friday, November 20, 2015

Reszel - szlachetny kamyk który może stać się klejnotem,

Prawdę powiedziawszy mało znam miejscowości które są równie urokliwe co Reszel, z równie co On ciekawą historią. Oczywiście jak sporo (może większość?) miast na Warmii swoje powstanie i rozwój zawdzięcza Krzyżakom. Obronne grody, potem lokowane w miasta były istotnym czynnikiem ujarzmiania tych ziem i ich germanizacji. Na plus jednak tej sytuacji należy zapisać jedno - Niemcy nie posiadając demokracji szlacheckiej nie musieli okupywać łaskawej zgody sejmu na panowanie co raz to nowymi dla szlachty przywilejami. Które - jak to zawsze bywa - udzielane są kosztem kogoś innego, w przypadku Rzeczypospolitej rachunki płacili mieszczanie i chłopi. U "Krzyżaka" wystarczyło płacić podatki.
Zatem miasta kwitły - zdarzały się oczywiście okresy upadku, ostatni taki wiąże się z odzyskaniem tych terenów przez Polskę. Niestety nie była to Polska ale PRL która potem przemianowana została siłą UBecji (Kiszczak, Jaruzel i pomniejsze płazy, tudzież tzw. "konstruktywna" opozycja) na III RP. Efekty widać - zubożenie,. wyludnienie, marazm. Szansą okazały się fundusze europejskie (ale co się musiały samorządy zapożyczyć, żeby móc otrzymać dofinansowanie to o tym już się milczy), niestety obłędny pomysł "metropolii" kolejny raz zaowocował drenażem środków sił i co najważniejsze najzdolniejszych ludzi z małych miejscowości do dużych miast.

Ale mimo wszystko Reszel jest.
Jest piękny, zadbany, choć peryferia czasami straszą - ale tego na moich zdjęciach nie zobaczycie. Rozwija się posiada kilka niezwykle malowniczych zakątków i .... mam nadzieję ... że stanie się atrakcją na miarę Malborka. 

 Jedna z pierzei na Rynku, nie będę się wdawał w szczegółowe opisy, niech to czynią miejscowi krajoznawcy. 
 
 Apteka "pod orłem" 
znaczy sam orzeł - ale za to konkretny ;-) 

 Ciastkarnię polecam a jak traficie gdzieś na produkty z tym szyldem to na pewno nie będziecie rozczarowani. Jadłem! Jak jestem świnia na słodycze, i żrem je gdzie popadnie to podobnie smaczne spotykam nader rzadko.
Nawet nie znam nazwy tej uliczki - być może przedłużenie Jagiełły - ale nie koniecznie - w każdym razie prowadzi na Kościół św.św. Piotra i Pawła.
Podobnie malownicza uliczkę widziałem wcześniej tylko w Bielsku Białej (tam też była ciastkarnia... mniam)  
 Lokalna specjalność - płoty konieczne są - to wiemy, ale zamiast szkarad z blach czy dykty, można z nich uczynić sensowny użytek, w formie prezentacji historycznej. 
W Węgorzewie  spotkacie taki przy Nowej marinie - sławiący historię i życie braci Ejsmontów.  

 Zamek - jak by ktoś się od razu nie domyślił... ;-)
Zamek biskupi - więc choć de facto Krzyżacki, to jednak nie były to koszary, ale siedziba mieszkalna, co do dziś jest widoczne.

 Paderewski - armatka polna i coś z klimatów Magdaleny Abakanowicz (może oryginał? - rodzinka nie dała mi sprawdzić).
Cokolwiek eklektyczne zestawienie...

 Gość w dom - Bóg w dom, ale
Na wszelki wypadek, solidne wieloczęściowe wrota i brona zawsze się mogą przydać.
Jak by ktoś skojarzył że "piję" do arabskich kolonizatorów to... dobrze kojarzy.

 Oto rygiel co się zowie! - może automatycznie z pilota w kluczyku nie działała, ale za to była na pewno mniej zawodny ;-) 

 zamków dziedziniec - niby biorą opłaty za wstęp, ale faktycznie jest po co wchodzić.

 Ciemne nieoświetlone lochy... nikt tam nie wchodzi, choć zakazu jako takiego nie ma... no ja i Mikołaj wchodzimy. Latarki w dłoniach i do boju... niestety pusto i posprzątane, ale za to drewniane schody skrzypią i chwieja się zawadiacko... wychodząc znajduję wyłącznik światła... ale z latarkami większa przygoda.

 Widok z zamkowej wieży - nietrudno dostrzec ;-) 
 
 W rzędzie tych uroczych domków jest nader fajny i przyjazne sklepik z pamiątkami, od kartek pocztowych (co się chwali), poprzez koszulki i milion innych duperszwanców a nawet coś na kształt antykwariatu - zwanego po galicyjsku (słusznie) starociami. 
Do tego miła pani właścicielka i nie wygórowane ceny. 


 Maniakalnie lubię chodzić po dachach, ale pochył graniczny to 45 stopni, tu jest tak na oko w okolicach 60. 
Po Gąsiorach to chyba tylko okrakiem siedząc, ale i to bojna. 

 Trochę trudno mi zaakceptować taki widnokrąg - z ziemi tak nie straszy - bo Warmia i Mazury to zielona kraina i drzewa zazwyczaj przesłaniają okoliczność że na horyzoncie nic nie ma (u mnie nie ma za to horyzontu, bo zawsze coś jest przed nim)
 


 No mówcie co chcecie - klejnocik byle tylko żadna władze nie zaprzestały jego szlifowania. 



 Zamkowe zaułki - prawdę powiedziawszy takie widzę po raz pierwszy - nie wykluczam że były w tych zamkach które teraz są ruinami, ale w tych co ruinami nie są , podobnych nie ma. 

 Wincenty Pol 


 Hmmm czystość zamkowych okien nieodparcie skłania by przez nie patrzeć... ;-) 


 A po tej wieży i po tych krużgankach spacerowaliśmy jeszcze 10 minut temu...


Kierujemy się nad gotycki ceglany most


 No i tu znowu nie należy wchodzić 
W sumie skarpa solidna a schodów brak - jak by każdy wchodził to w końcu ktoś by spadł i kark skręcił.
Ale ani ja ani Mikołaj nie nazywamy się "Każdy". 


 Bardzo malownicza budowla - o dziwo bez specjalnych zdobień, po prostu pięknie wkomponowana i chyba urzeka proporcjami. 

 Zakładam ze działali tu ci sami mularze co i przy budowie katedr pracowali - stąd zapewne płynie piękno tej konstrukcji. 

Zaczepia mnie jakiś facet i zagaduje po niemiecku 
-"schöne Brücke"
O żesz myślę sobie, Niemiec, i mnie za Niemca bierze, albo Polak, i chce się Niemcowi podlizać. Tak czy siak, konwersacji z tego nie będzie. 
- "ja, wirklich" odpowiadam, ale w tym momencie przykładam aparat do oka i udaję że straszliwie pochłania mnie robienie zdjęć. Za chwilę zostaję sam. 


 Do centrum wracamy parkiem miejskim - upał nas co nieco "zagotował" i pora ochłonąć. 

A tam w zaułkach jeszcze tyle ciekawostek a tu... już mus jechać dalej

Pozdrowienia dla wszystkich mieszkańców Reszla.

10 comments:

Poboczem drogi said...

Niestety nie byłam. A rzeczywiście dobrze to wygląda, spójnie, po prostu urokliwie. Reszel należy do stowarzyszenia Cittaslow i chyba tam pasuje. Pozdrawiam!

Mig said...

Nie znane mi okolice, ale fajnie jest poznawać dzięki postom.

makroman said...

Poboczem - coś w tym Cittaslow jest. sam bym tam mógł żyć, gdyby nie to że "dla Hucuła nie ma życia jak na połoninie, jak go losy w doły rzucą wnet z tęsknoty zginie". Co prawda Hucułem nie jestem, ale...
Pozdrawiam serdecznie.

Mig - dlatego tak fajnie jest się postami wymieniać. nie sposób być wszędzie, ale zawsze można tam zaglądnąć oczami innego blogera.

Tojav said...

Pięknie pokazałeś "swój" Reszel. A ubecja, zomo? Żyją jak w pączki w maśle i od lat pobierają wysokie emerytury. Nikt ich nie ruszy.

patriota pejzażu said...

Reszel jest piękny. Byłem niestety tylko samochodem - a to się nie liczy. Może za rok będę uczciwie tj. rowerem?

krogulec14 said...

Niewątpliwie jedno z najpiękniejszych miasteczek w Polsce. Śmiało można zapewne porównać do Kazimierza Dolnego, Biecza, Iłży, Bytomia Odrzańskiego i paru takich innych.
Ładną reklamę Reszlowi zrobiłeś :-)

makroman said...

Toyav - Na pewno subiektywnie na niego patrzyłem, ale przecież nie raz już na moim blogu bywałe i wiesz że prędzej wyszydzę niż pochwalę, więc jak chwalę to absolutnie szczerze.

Patrioto - tez bym chciał rowerem ale... moja rodzina ma na ten temat odmienne zdanie. Fakt faktem - jak gdzieś dojdę lub dopedałuję to ta lokacja jest dla mnie ważniejsza niż ta do której dojechałem samochodem. (no ewentualnie może być pociąg - ale to magia kolei działa).

Marku - całkiem śmiało. I na pewno będę odwiedzał tyle razy ile razy będę w pobliżu, bo to dla mnie w końcu drugi koniec Polski.

** Podróżniczka .**** said...

Uwielbiam miasteczka z gotyckimi zamkami.
Świetna reklama dla tego małego miasteczka.
Pozdrawiam:)*

Jula said...

I mnie Reszel zauroczył. A widok z zamkowej wieży na miasteczko jest przepiękny. Malborka z Reszla nigdy nie będzie. Ale może to i lepiej. Takich małych i prawie zapomnianych zamków też potrzebujemy.

makroman said...

Podróżniczko - w Polsce stosunkowo niewiele jest miasteczek z zamkami, to wynika z wielu czynników, a najczęściej takich że podgrodzie mało kiedy miało szanse "wybić" się na niezależność i zamienić w miasto, zazwyczaj upadało wraz z zamkiem. Sporo jest zaś zamków w pobliżu miasteczek - taka symbioza. Nieco inaczej jest w przypadku Warmii i Mazur - tu zamek powstawał jako siedziba miejscowego garnizonu, więc siłą rzeczy był budowany albo w miastach albo miastami obrastał.
Miło że zaglądnęłaś
Pozdrawiam
Maciej.

Jula - Naprawdę świetne miasteczko, tak po prostu czuć że mieszkańcom i władzom "się chce". Z Malborkiem nie ma co porównywać, inna historia, inne uwarunkowania, tylko cegła jako budulec taka sama.