Saturday, October 3, 2015

Czersk

Jesteśmy w drodze na wakacje, w tym roku suniemy na Mazury (rany kiedy byłem tu ostatni raz?, chyba jeszcze w harcerstwie).
W ogóle z tym Mazurami, to dziwnie wychodziło, bo moja kochana małżowinka co i raz to nosem kręciła, że to miejsce jej nie odpowiada, a tam jest w ogóle, a gdzie indziej jeszcze gorzej. Wyszukaliśmy w Mikołajkach jakieś lokum, ale niestety, była to forma stancji prowadzonej przez Kościół Ewangelicki, która swoje rozliczenia przeprowadzała inaczej niż to było do zaakceptowania przez dział finansowy mojej firmy. Już powoli rezygnowaliśmy, nawet w internecie pojawiły się wyszukiwania z okolic Karkonoszy, gdy jednak udało mi się Marzenkę przekonać do Węgorzewa. nawet nie tyle przekonać, powiedzmy że była to łagodna forma gwałtu ;-).
No w każdym razie jedziemy...
Ponieważ postanowiliśmy odwiedzić wszystkie zamki w Polsce (już jesteśmy poza połową), to logiczną konsekwencją było ustalenie trasy tak by wpaść tam gdzie jeszcze nie byliśmy. Padło na Czersk.
Mała mieścinka zagubiona gdzieś w polskim interiorze, tuż obok Warszawy.

Niby coś się robi, ale to wszystko takie marudne, powolne, nijakie, czy to wpływ Wielkiej Pijawki, czy może wynik polityki "metropolitalnej" prowadzonej przez półgłówków z ław rządowych? Nie wiem, ale wiem że u nas na południu, ani na Mazurach takiej degrengolady nie widzieliśmy.
Gdzie indziej zawsze uśmiechniętą twarz się spotka, zawsze ktoś zobaczywszy turystę, podejdzie coś podpowie, rzuci jakąś anegdotą, zachęci do zwiedzania. Tu nic. Owszem "wyindagowani na okoliczność" powiedzą gdzie szukać zamku, ale nic więcej, chyba zresztą sami nie wiedzą.


Stajemy prze centralnym skwerze, wokół sennie, jakieś roboty drogowe, ale też prowadzone w tempie geologicznym. Za to wieżę zamku widac doskonale, przynajmniej wiemy gdzie iść.

 Całkiem udane te murale, cóż skoro otoczenie jest raczej deprymujące a one same... no cóż powiedzmy że
 skojarzyły mi się z paszetką do kufajki.

  Do zamku idzie się przez dziedziniec kościelny, kościół oczywiście barokowy.
 

Ale na szczęście nie przytłacza wędrowca swoją okazałością.  

Na miejscu czeka nas kasa biletowa (ludzie większy szmal robi się na pamiątkach i gastronomii niż na biletach, bilety zniechęcają), toytoye i jakiś kawał betonu, chyba cokół pomnika.   



 Kupujemy kartkę pocztową i ... nie wchodzimy. dla zasady - sam zamek to tylko kupa cegieł, jak wejdę na dziedziniec i ocenię czy warto iść na ekspozycje, wtedy mogę kupić bilet, ale nie za sam fakt przejścia po ceglanym mostku! Zresztą jesteśmy przelotem, przed nami jeszcze szmat trasy.




Dla zainteresowanych Czersk w Wikipedii
https://pl.wikipedia.org/wiki/Czersk_%28wojew%C3%B3dztwo_mazowieckie%29
Macie tu zdjęcie rynku w Czersku na przykład... Uwaga nie oglądać podczas ataku melancholii, bo można się do reszty zdołować ;-) 
       

12 comments:

Nomad said...

Ciągle obiecuję sobie Mazury i ciągle nic z tego nie wychodzi.

ikroopka said...

Byłam kilka lat temu, po murach się przeszłam:)
Mazury znam bardzo wycinkowo, ze spływu Krutynią, jakieś czterdzieści lat temu... Nie umiem pływać, więc dziś nie odważyłabym się, ale wtedy? Było super:)

krogulec14 said...

Przedwczoraj wróciłem z... Czerska. Tyle, że z tego co w powiecie chojnickim położony...

A Czersk pokazany przez Ciebie. No cóż, gdyby kiedyś Wisła koryta nie zmieniła, to w Lidze Europejskiem może grałaby... Legia Czersk :-D

monika jall said...

Wlasnie, bilety czesto drogie bilety zniechechecaja, szczegolnie jak wejsc do srodka, a tam tak naprawde niewiele. Oczywiscie nie wszedzie, ale czasem jakas mala miescina, jedna figurka a bileciki kosztujace tyle, co przynajmniej wejscie do Windsoru, troche nieprzemyslane.

Jula said...

Zamek nie najgorzej wygląda. Ja pewnie bym kupiła bilet, weszła do środka, a potem bym się wkurzała, że kasę wydałam a nic ciekawego nie widziałam. Ale gdybym nie weszła na zamek, byłabym pewnie jeszcze bardziej na siebie wściekła.

Michał Cimek said...

Witaj Makromanie.
Olala... Lubię zamki i Mazury. Planujemy tam wyjazd w przyszym roku na parę dni.
Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
Michał

Kris Beskidzki said...

Królowa Bona Cie nie nawiedziła?
Fajna relacja :)
Pozdrawiam :)

Kris Beskidzki said...

Królowa Bona Cie nie nawiedziła?
Fajna relacja :)
Pozdrawiam :)

makroman said...

Nomadzie - koniecznie zrealizuj, Mazury jak Mazury głównie raj dla wodniaków, ale już Warmia ma mnóstwo do zaoferowania rowerzystom.

Ikroopko - no właśnie, łażenie po murach, a ja bym chciał coś więcej.
Wiesz jak to jest, toną zwykle ci którzy całkiem nieźle pływają... Kapok na grzbiet i już po strachu, sam zawsze pływam w kapoku, choć mogę się pochwalić żółtym czepkiem.

Krogulcze - trafne uwagi ;-)

Moniko - w rzeczy samej.

Jula - Ja też bym wszedł mimo konieczności kupna biletu, ale w innych okolicznościach, mając przed sobą jeszcze szmat trasy i pełne ciekawostek Mazury, odpuściłem.

Michale - do siebie zapraszać nie musisz, stale tam wyszukuję inspiracji (co by tu jeszcze zobaczyć). A Mazury z roku na rok piękniejsze, ładniej zagospodarowane, jest do czego zachęcać.

Kris - nawet nie, ale to pewnie dlatego że ja nie nawiedzałem zamku ;-)

Tojav said...

Podoba mi się stwierdzenie o Wielkiej Pijawce. Pijawki wypijają przede wszystkim złą krew, a ta - każdą.

Poboczem drogi said...

Byłam w Czersku w maju, akurat był turniej rycerski, bardzo fajne wydarzenie. My szliśmy wzdłuż wału wiślanego z Góry Kalwarii. Przepięknie kwitły sady jabłoni, cudnie wtedy było. Na zamku też mi się podobało, z wież jest ładny widok na okolicę.
Zawsze sobie też tak myślę, że gdyby nie odsunięcie Wisły to może byłaby stolica

makroman said...

Poboczem - trawestując Arystotelesa "kocham turnieje rycerskie ale bardziej kocham prawdę" ;-) Ucząc się na nich historii przeciętny człowiek dostaje informacje iż pięćset lat temu ludzie albo rozbijali sobie łby toporami, albo katowali w najróżniejszy sposób skazańców. choć dla uczestników to duża frajda (sam nieźle władam mieczem, wić jak jest okazja...)

Pozazdrościć tych nizinnych szlaków,dla moich stóp to terra incognita, łażę albo po górkach (pagórkach) albo po Warmii i Mazurach a środek Polski znam głównie z przejazdów.