Monday, October 19, 2015

Zginęłi - i nadal żyją

Patos typowo prusacki, porównywalny chyba tylko z Rotą Konopnickiej, no cóż jak się ma nieczyste sumienie posyłając na śmierć tysiące ludzi to się im cmentarze w malowniczych miejscach wystawia pięknymi epitafiami ozdobione. I tak lepiej niż Ruscy którzy dla swoich poległych szacunku żadnego nie mieli, na terenach "wyzwolonych" budowano im cmentarze ale wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę że nie o uczczenie krwi żołnierskiej chodzi lecz o zaznaczenie "kto tu rządzi", dziś jeszcze jak upominają się o jakieś pochówki, to przecież nie z szacunku dla człowieka ale czysto przedmiotowo - bo jest okazja dokopać komuś lub na arenie międzynarodowej wskazać że Polacy Litwini, Estończycy czy Łotysze to "faszyści" (skretyniali inteligenci na zachodzie biorą tę hucpę za dobrą monetę). W okolicach Węgorzewa jest cmentarz żołnierzy radzieckich, marny, drętwy (socrealizm przy nim to bez mała awangarda) ani mi się nie chciało aparatu wyjmować. Co innego ten prusacki.

Znam setki cmentarzy z czasów I Wojny Światowej - no trudno żeby nie, jak się jest  łazikiem na Podgórzu, Beskidzie Niskim i ich okolicach to same "wchodzą w drogę" i choć trzęsie mnie na myśl o nieszczęsnych młodych ludziach którzy tracili życia w tych przepięknych krainach (pewnie je przeklinając), to przyznać muszę że C.K. Kriegsgräberinspektion się postarała - świetni architekci, wspaniałe wkomponowanie w krajobraz, świetna kompozycja terenowa... (żyć nie umierać ;-) )   

Ten prusacki nad brzegiem Święcajt niczym im nie ustępuje, co ciekawsze, ze względu na starodrzew iglasty,  oraz prześwitująca taflę jeziora, oraz bądź co bądź upalne i suche lato - natarczywie przypominał mi cmentarze odwiedzane we... Włoszech!

Do cmentarza prowadzi z centrum Węgorzewa niebieski szlak, my jednak szliśmy po prostu ścieżkami jak najbliżej brzegu jeziora i trafiliśmy bezbłędnie.

 Teren okolony kamiennym murkiem, od strony Święcajt przechodzi w swoista galerię widokowa na jezioro.
Tam jednak zdjęć nie robiłem bo... no była tam parka młodych ludzi i nie chciałem psuć im chwili intymności. 



 Zdjęcia są "krojone" bo nie chciałem pokazywać tych którzy są tu tylko przechodniami.

 No mówcie co chcecie ale na adriatyckim wybrzeżu znajdziecie bardzo podobne. 

 "zmaściłem" to zdjęcie, albo krzyż się wali albo drzewa...
Ale przynajmniej oddaje klimat. 

 To już wiecie skąd zaczerpnąłem tytuł ?

 A tak to wygląda od strony jeziora

 Żołnierze pruscy ale nazwiska polskie, wcale ich tu nie mało 
 
 Normą jest że groby żołnierzy rosyjskich są bezimienne - dla armii carskiej ich nazwiska nie miały żadnego znaczenia, jak któryś umierał w szpitalu polowym pruskim lub austriackim to wtedy (jeśli dało się z nim porozumieć) notowano jego nazwisko i umieszczano na grobie gdy ginął w walce... 

Trudno w przypadku cmentarza mówić o atrakcji turystycznej ale to miejsce akurat jest czymś na podobny kształt, bardzo malownicze, dające piękne widoki na jezioro, oferujące chwile zadumy... jak będziecie w Węgorzewie tego podarować sobie nie możecie.

6 comments:

Katarzyna Skóra said...

Rzeczywiście bardzo urokliwe miejsce, o ile można tak mówić o cmentarzu :) klimat tworzą te drzewa i kamienny murek.
Pozdrawiamy.

makroman said...

czemu nie - cmentarze to od zawsze były jedne z najbardziej urokliwych miejsc a w poezji romantycznej scena miłosna na cmentarzu to bez mała standard.

krogulec14 said...

Swego czasu "zaliczyłem" cmentarz żołnierzy sowieckich koło Braniewa. Jest to podobno największy cmentarz wojenny w Europie. Byłem tam z tego względu, że służyłem w jednostce w Braniewie.

Michał Cimek said...

Witaj Makromanie.
Lubię cmentarze. Mają swoją powagę i urok i mówią o czasie przemijania.
Pozdrawiam i na przejażdżkę ciuchcią zapraszam.
Michał

makroman said...

Marku - fakt, straty sowieckie na tym odcinku były ogromne, skoro w takim Tarnowie, gdzie przecież praktycznie żadnych walk nie prowadzono, na cmentarzu (oficjalnie) spoczywa praktycznie kompania wojska, to ilu musiało ginąć tam gdzie Niemcy stawiali twardy opór, a o Warmię i Mazury przecież walczono zajadle.

Michale - ja też lubię cmentarze, co prawda te zapadłe, zapomniane, zarośnięte zielskiem budzą mój gniew jak pisałem przy okazji wcześniejszych wpisów z Mazur, ale za to takie wypielęgnowane to naprawdę uczta dla duszy.
Maciej

Mig said...

Na cmentarzu często jest nastrój jakby wykrojony z rzeczywistości.
Nie wiem czemu lubię tam być... jest cicho, nawet gdy pada i wieje. Nawet myśli nie szarżują i
przestaje się śpieszyć.
Lubie te z drzewami, stare.