Thursday, August 16, 2012

Pamiętajmy o powstańcach!

Czemu nie pisałem o tym 1 sierpnia? Bo wtedy pisało wielu, nie lubię być jednym z wielu - teraz już nie pisze nikt.... więc piszę ja.
Pamiętajmy o powstańcach - nawet jeśli ich zryw nie miał szans powodzenia - to przecież im zawdzięczamy naszą tożsamość (z tymi co miast prawdy i wolności wolą mieć ciepłą wodę w kranie się nie identyfikuję).

 (Kwatera powstańcza z kopcem na starym Cmentarzu w Tarnowie)

Czy Powstanie Styczniowe miało sens? .... Nie wiem, ale wiem że skoro kilka tysięcy ludzi nagle chwyta za broń, to po prostu dla tego że już nie mogą dłużej znieść tego co ich otacza. A skoro ktoś działa w akcie desperacji to sążniste wywody uczonych łbów na temat zasadności lub nie podejmowanych wówczas decyzji, są co najmniej śmieszne. Tak samo jak śmieszny jest prokurator który analizuje czy waląc napastnika po łbie czymkolwiek popełniłem obronę konieczną, czy tez przekroczyłem jej granice...

 (Akcja uliczna w dniu 1 sierpnia)

A Powstanie Warszawskie? - "Klęska narodowa" (znam facia co szermuje tym określeniem, ale go nie przywołam z nazwiska póki obowiązuje w Polsce nikczemny artykuł 212).
Tych co wydali rozkaz do wybuchu powstania odsądza się od czci i rozumu...

A gdzie rozum odsądzaczy?

Popatrzmy - III Rzesza obrywa na wszystkich frontach, od dłuższego czasu prowadzone są tajne działania w celu zawarcia separatystycznego pokoju choćby tylko na zachodzie. Hitler co i rusz przebąkuje o nadziejach na "cud domu brandenburskiego" - czyli liczy na powtórzenie się historii i nagłe odwrócenie sojuszy.
I o tym Powstańcy wiedzieli
W tym kontekście wybuch Powstania Warszawskiego to dla Hitlera była ogromna szansa skłócenia sojuszników - gdyby na czele USA nie stał stary socjalizujący Dureń Roosevelt, miał by to praktycznie pewne, ale i tak warto było rozgrywać tę kartę. Niestety Hitler był szaleńcem, decyzje które podejmował w tej fazie swoich działań już nic z rozsądkiem wspólnego nie miały, ale tego się Powstańcy mogli tylko domyślać.
Zaryzykowali...



1 comment:

Ada said...

Bardzo łatwo jest debatować nad sensem takich czy innych decyzji, rzucać oskarżenia
primo - znając z perspektywy czasu ich konsekwencje;
secundo - żyjąc sobie w ciepłym i wygodnym świecie, gdzie utrata pracy albo jakieś potknięcie w korporacyjnym wyścigu urasta do rangi tragedii.
Moim zdaniem nie dane jest nam żadne moralne prawo do tego tonu pełnego wyższości, cynicznego, jaki się czasem słyszy u różnych mędrców w wygodnych kapciach, w wygodnym życiu.

Też milczałam 1 sierpnia. Za dużo słów i kłótni, jak zwykle.