Thursday, August 9, 2012

Zachód słońca w Łącku

Łącko - nieodmiennie kojarzone ze śliwowicą, faktycznie malownicze sady ciągną się tam całymi hektarami.
Dłużej tylko ciągną się malownicze, ryczące, smrodzące, pędzące z wariacką prędkością kolumny aut. 

W łącku byliśmy na weselu brata mojej żony. Ślub w kamienicy, wesele w Łącku - nie powiem nader udana impreza.

I tylko te sznury aut.... jak jedziesz wolniej, to wyprzedzają cię na trzeciego, złośliwie zajeżdżając drogę, jak pędzisz razem ze stadem matołów to nawet nie możesz przepuścić pieszego przez przejście, bo zaraz ktoś wjedzie ci w tyłek, a tam masz przecież dzieci. najbardziej śmieszyło mnie dwóch takich debilków z rejestracjami KNS - wyprzedzili mnie w okolicach Frydmanu, a potem do samego Nowego targu wlekli się tuz przede mną.  To że sobie wyprzedzili, to nic, ich prawo, ale akurat nieźle padało, ryzykowali i swoje a co gorsza moje i mojej rodziny życie, zachlapali mi szybę wodą, gdy musieli wciskać się mi tuż przed maskę, bo inaczej poszli by na czołówkę z jadącymi z przeciwka... pokazali klasę...

Potem cały czas, trzymając stosowną odległość, aby nie mogli zemścić się gwałtownie hamując, piętnowałem ich błędy klaksonem, np gdy nie patrząc na znaki nie wiedzieli że są na drodze z pierwszeństwem i rozpaczliwie rozglądali się na boki - wiem nie było to po dżentelmeńsku, ale cóż cham na chamie zęby łamie.

Swoją drogą, nie dziwię się Podhalanom! Cepry to faktycznie banda, bucowatych gnojków, którzy przeszkadzają im w normalnym życiu, zabierają powietrze, drogi i co gorsza.... nie chcą za to płacić.


Wrrrrrrrr przepierdzielił koło nas debilek w błyszczącym srebrnym BMW...
nie wazne że tuż obok jezdni idzie dwójka dzieci, nieważne że to teren zabudowany, oznakowany i że tu jest przejście - bucuś cisnął sobie na całego - policji oczywiście nie było...


Dopiero wieczorem nieco zelżało 



5 comments:

paula120493 said...

Widzę że tak samo nienawidzimy BMW

lidka1810 said...

niestety, ta droga to koszmar każdego lata i zimy :( ostatnio jechaliśmy do Piwnicznej z NT przez Słowację - miodzio, spokojnie, kulturalnie bez tłoku a dystans niewiele większy.

Ada said...

Żywo pamiętam do dziś pewien powrót autobusem z Zakopanego do Krakowa w niedzielę wieczorem (to była konieczność, musiałam skrócić pobyt i wracać właśnie w niedzielę). Nigdy więcej.
Mam kilka rozwiązań tyczących się ruchu samochodowego w Krakowie i południowej Polsce. Potrzebuję jedynie czegoś w rodzaju autorytarnej władzy ;)

makroman said...

Paula - BMW to dla mnie synonim buractwa.
"Jak otrzymać siekane buraki?
trzeba wrzucić granat odłamkowy do BMW"


Lidka - Tamtędy jeżdżę do rodziny w Cieszynie, nadkładam nieco drogi, ale za to... sama wiesz.


Ada - z całego serca życzę.

Tojav said...

Na te wszystkie nerwy dobrze jest się napić śliwowicy łąckiej. I zapomnieć o samochodzie.