Tuesday, August 16, 2016

Chlewiska czyli... niedosyt.

Chlewiska, kolejny przystanek na naszej objazdówce po zamkach Polski centralnej. 
Położone tuż opodal Szydłowca, zdawały się oferować przynajmniej możliwość spaceru, i na zdawaniu się skończyło.

Onegdaj istniał tu zamek, w zasadzie istnieje do dziś, tylko co z tego?   Chwilę krążymy po miejscowości - choć to w zadzie dwie szosy na krzyż, więc trudno w takim układzie krążyć - bez skutku, nie znajdujemy obiektu. Postanawiam więc rozpytać tubylców, w zasadzie działa zawsze - tym razem nie. Dwie zagadnięte na okoliczność miejscowe "nimfy" robią wielkie oczy, patrzą jedna na drugą i odpowiadają pytaniem "to u nas jest jakiś pałac?"...

Zawracamy, po drodze mijaliśmy ciekawy obiekt, muzeum, może choć to uda się zobaczyć?


 Przed nami
MUZEUM HUTNICTWA i PRZEMYSŁU MASZYNOWEGO w CHLEWISKACH


Fajnie i super... tyle ze zamknięte!
Bo chętnie bym zwiedził, przy okazji starając się zaimponować żonie moją wiedzą tematyczną - w końcu wykształcenie kierunkowe się ma... hutnikiem nie jestem, ale jako mechanik znam zasadę działania chyba wszystkich używanych w przemyśle maszyn, zwłaszcza iż podczas odbywania praktyk za czasów PRL, i tak działało się w ... skansenie ;-)

  
 

 Podejrzewam jednak iż mimo wszystko, sporo bym się nauczył.

 

Ot choćby o procesach hutniczych, które znam tylko z wykładów i to na zasadzie "mówimy wam o tym, ale tylko dlatego że taki jest program".

 

A w sumie hutnictwo to dość magiczny proces, podobnie jak kowalstwo.
(kto się nie parał, obróbką metali ten nie wie).

 
 No szkoda - zamknięte - choć w/g moich szacunków i zegarka mamy jeszcze grubo przed 16...

Pozostaje kwestia zamku. Skoro miejscowi nie wiedza, zresztą i tak ich nie ma...
Przystajemy więc w jakieś bocznej odnodze, wyjmujemy tablet i pytamy Wujka Googla -  owszem udzielił odpowiedzi ale nie do końca takiej jakiej chcieliśmy, przynajmniej wiemy iż trzeba przejechać całą główną ulicę - która poznajemy, po prostym fakcie że ma pierwszeństwo.  Fajnie. zatrzymujemy pojazd a tam ... domofony, elektrycznie zamykane bramy - za ogrodzeniem bryki o wartości przekraczającej moje 10 letnie zarobki... 

Akurat podjeżdżają jakieś dwie kobiety na rowerach (też niebanalnej wartości) - urody nieskomplikowanej... powiedzmy... zdecydowanie mniejszej niż wartość ich rowerów, wstukują jakiś kod na domofonie - odzywa się głos, coś tam ustalają, brama się otwiera... warownia.
Nawet nie próbujemy zdobywać -  nie chodzi nawet o 5 zeta za możliwość pospacerowania po parku i zrobienia zdjęć z bliska  (w ogóle zrobienia zdjęć zamkowi) , ale o sam fakt - nie mam ochoty rozmawiać z jakimś anonimem przez domofon - gdyby był ktoś "na furcie" to nie ma sprawy, ale nie przez kable. Zresztą od początku czuliśmy z Marzenką że to nie "nasza" bajka. 

Obecnie jest tu luksusowy, walący w oczy ilością gwiazdek, hotel i SPA (może mi ktoś wytłumaczyć co to jest ta SPA - bo nie łapię?...)  
Którego ani nazwy nie podaję, ani nie linkuję - niech mi zapłacą za reklamę ;-)

Robię jakieś fotki przez bramę i zmiatamy stąd.


Kolejny cel - Dżewica !

10 comments:

Mad said...

Nie ma co pchać się na siłę do nie swoich bajek. Chociaż muzeum hutnictwa i maszyn... brzmi nader zachęcająco.

makroman said...

Mac - otóż to! Zwłaszcza że to nie wielki przemysł ale raczej manufaktura, więc i rozwiązania mogły by być unikatowe.

Ania said...

Miałeś pecha. Dubeltowego. Albo przyjechałeś po szesnastej.
Dawniej na bramie muzeum była kartka z numerem telefonu - się dzwoniło i przychodził sympatyczny przewodnik, który mieszka w pobliżu.
Szkoda tego muzeum, bo tam świetne maszyny, pomost widokowy, a poza tym wystawa motocykli i samochodów.
To, co sfotografowałeś jako część zamku, to stajnie - obecnie restauracja (ciastko i kawa w cenie obiadu w innym miejscu).
No to się wymądrzyłam, bo to moje okolice pobliskie.

Julijan Lemko said...

I takie "udane wyprawy" się zdarzają.
Przykre...

Stopa w stopę said...
This comment has been removed by the author.
Stopa w stopę said...

Kiepsko wyszło. Jasne, podzielamy niechęć do tego typu spacerowania. A szkoda, z linku wynika, ze byloby na czym zawiesic oko... nie w takiej atmosferze!

Poboczem drogi said...

Szkoda, ale i tak się zdarza. Trzeba i nie swoje bajki zobaczyć, by tym bardziej poczuć swoje :)
Szkoda tego skanseny, takie miejsca lubią ukrywać perełki

makroman said...

Aniu - w Szydłowcu są groby rodziców mojego teścia, więc pewnie zaglądniemy tam jeszcze - być może poprosimy Cie na przewodniczkę, bo rzeczywiście chętnie bym te ekspozycję szczegółowo zobaczył.
Ps. osobiście wolał bym obiad w cenie ciastka i kawy ;-)

Julianie - w sumie to było udanie i tak nie mieliśmy w planach tego skansenu, na sam zamek przeznaczywszy nie więcej niż 15 minut, wiedząc wcześniej że jest to hotel SPA. Z reguły nie zwiedzamy tego typu miejsc, bo albo my przeszkadzamy gościom albo goście nam...

Stopo - mam cichą nadzieję że uda się Anię namówić na przewodniczkę i kiedyś zaprowadzi nas na tyły zamku, za rzeczkę, podobni bardzo ładnie się stamtąd prezentuje.


Poboczem - musowo perełki, bo jak pisałem, to nie wielki przemysł, ale raczej lokalne rzemiosło, więc i rozwiązania inne.

Jula said...

No to sobie pozwiedzaliście.

makroman said...

Zdarza się...