Wednesday, August 3, 2016

Tam i spowrotem czyli... Binarowa

Tak wiem - "spowrotem" nie jest poprawne językowo - trudno - tytuł "tam i z powrotem" wydaje mi się błędny logicznie gdyż konstrukcja ta nie powinna zawierać "i" - "tam" (czyli gdzieś podążam) "z powrotem" (czyli będę wracał) - lecz brzmienie "tam z powrotem" brzmi dziwacznie...

Dziś chwila wytchnienia od zamków centralnej Polski. czas wracać na Pogórze. Tym razem zapraszam na wędrówkę z Rzepiennika Suchego do Binarowej.

Od samego początku ta przygoda upływała pod znakiem zmagań z czasem. Po pierwsze i najważniejsze - Rzepiennik Suchy jest najdalszym punktem do którego mogę dotrzeć autobusem kursowym z Tarnowa. Po drugie Binarowa jest stosunkowo daleko. Po trzecie autobus stamtąd (właśnie czemu "stamtąd a nie" z tamtąd"?) odjeżdża dziesięć minut po pierwszej po południu, a przyjeżdża w okolicach dziewiątej przed południem, co daje mi maksymalnie dwie godziny na dojście i dwie na powrót - w sumie na sam marsz wystarczy ale już zatrzymanie się i zwiedzanie - to szarpanie Kronosa za wąsy.

Odwiozłem Marzenkę do pracy, dzieciaki na koloni, więc mam luz. Podjeżdżam pod Biedronkę na Tuchowskiej idę do bankomatoła a on... out of service!  Szlag! mam tylko dwadzieścia minut do planowanego przyjazdu autobusu, odwożącego do domów ludzi po nocnej zmianie. Bieg do auto, jadę na Dabrowskiego, może tam będzie bankomat czynny - bo przeciecz nie mam gotówki na autobus. tyle że po drodze przejazd kolejowy, gdyż wiadukty są nadal zamknięte - zdumiewające jak łatwo decydętom liczyć zyski, całkiem pomijając koszty społeczne lub przerzucając je na obywateli! A stojąc kilkadziesiąt razy na dzień przed przejazdem tracimy czas i paliwo! Mniejsza o buraków, muszę zdążyć. Na szczęście przejazd otwarty, bankomat czynny i szybko znajduję co potrzebne - 1,5 litra mineralnej, 4 move (pomaga przy silnym wypacaniu), batoniki Estellę i proteinowy (daje niezłego kopa), dwie bułki, konserwę rybna i paczkę ciniminis (jadę prosto na drugą zmianę do pracy). Płace i jadę spowrotem na Tuchowską, bo tam mi najlepiej auto zaparkować. 
Przejazd zamknięty - zostało mi 5 minut... tyle że autobus będzie stał w tym samym korku i to za mną, więc jest szansa. 

W końcu jestem na parkingu, zamykam pojazd, i prawie biegiem na przystanek - czas w korku poświeciłem na porządne poukładanie plecaka.

A tu... czekam... czekam zziajany, spocony jeszcze przed marszem, zdenerwowany... czekam.
podjeżdża... dwadzieścia minut spóźnienia! Cholera!  może mi ich braknąć!

Jedziemy ... zatankować - tankowanie, faktury, zakupy... kolejne 15 minut! (zaczynam rzucać mięsem).

Po drodze, zjeżdżając na  zajezdnię kierowcy jeszcze przekazują sobie kasę fiskalną, mam przynajmniej okazję powiedzieć Leszkowi żeby w razie czego poczekał na mnie 10 minut - dłużej nie może.

Powinienem dać rade, ale z powrotu "po wierzchołkach" raczej nici, nie starczy mi czasu.

Mam półtorej godziny na dojście i półtorej na powrót plus margines... niewielki.

Ruszam.





Takich chatynek, na tych terenach sporo. 
Kryta gontem wyglądała by naprawdę uroczo, ale trudno krezusi tu nie mieszkają. 
Jednak widać dbałość o otoczenie, czystość.  wolę schludne godne ubóstwo, niż pławiących się w śmietnikach bogactwo.


 Jak widać loże honorowe na stadionie też nie są przewidziane dla zbyt dużej grupy dostojników.


Kapliczki, jest ich mnóstwo. 
 

Miejsca pamięci - też są. 
W tym miejscu Niemcy rozstrzelali jeńców partyzanckich i zakładników w odwecie za atak oddziału z 16 pp AK na ich konwój. 
(ps. ta "pepesza' wygląda tu cokolwiek dziwnie... ale może tak musiało być żeby się komuna zgodziła na te tablicę?) 


Rożnowicka rogacizna. 
Kolo zresztą przebiegł obok mnie w odległości kilku metrów, tylko nie miałem gotowego aparatu, mają tu chyba spokój bo ostrożność zachowywał tylko podczas przechodzenia przez szosę - zwierzęta się uczą... kierowcy wolniej. 


Znów pamiątka po AKowcach. 
Tak w ogóle to wszyscy mówią Powstanie Warszawskie - ale Akcja Burza to było powstanie na teranie całego kraju!  Cześć i Chwała Powstańcom,  Pamięć ofiarom cywilnym, ale nie zapominajmy o poległych w innych miejscach, nie zapominajmy o spalonych domach, wymordowanych w odwecie za ataki partyzanckie rodzinach! 
44 to nie tylko Warszawa! 


Kolejny raz rzuca się w oczy dbałość o otoczenie - tu nie ma chyba przypadkowych ludzi, ci którzy tu mieszkają wrośli w tę ziemię od dziada pradziada - to widać.  Tak ładnie zagospodarowane obejścia mało kiedy widać nawet w bogatych miejskich dzielnicach. 
(no tak u miastowych to nie ma "obejść" tylko "ogrody" - choć jak pisze Zofia Gołubiew "zamiast miasta ogrodów mamy miasto ogrodzeń" - i nie sposób się z nią nie zgodzić).
 

 Kościół w Rożnowicach - PEREŁKA!!!!
 (będzie cały osobny wpis na jego temat)




Kaplica pogrzebowa w Rożnowicach
(zaraz za kościołem)
 

Mary... ale już nie żadne czary...


Kapliczka św Herkulesa (bo z maczugą) ? 
Jest dwóch świętych z maczuga przedstawianych - św Maciej im św. Juda Tadeusz. Drugi Atrybut czyli mandylion (owalny konterfekt) z obrazem Jezusa rozwiewa wątpliwości.  
Ale żal że nie Maciej i tak pozostaje.


 Lubię takie pamiątki - w końcu kto będzie o nas pamiętał jeśli my sami pamięć o sobie mamy za nic?


 A tu "Nepomucek" - tradycyjnie stawiany obok przepraw przez rzeki (tu akurat rzeki na ma... ale co tam) - w końcu w Bełtawie (tak wiem Wełtawie - ale Bełtawa oddaje sens tamtej nazwy) utopiony, więc jak najbardziej na patrona przepraw się nadaje. 

Od razu widać że to barok - data na cokole 1746 to wyłącznie potwierdzenie.
Prawdopodobnie postawiona przez właścicieli tutejszych dóbr, jako wotum dziękczynne... wiadomo za co. 
Zaraz za nim - dom weselny - ładnie położony, zadbany, czysty, i jest gdzie się przewietrzyć... 
nie będę robił reklamy - ale ... fajowe ( ;-) ) miejsce.

Wchodzę do Racławic.

 Doceńcie! 

A teraz już Binarowa.
 

A najlepiej przyjdźcie tu zobaczyć na własne oczy - bo to nie skansen! Te miejsca żyją! 



Żuraw gnojny... 
Służy do wyciągania gnoju i załadunku go na wóz, przed wywiezieniem w pole - śmierdząca robota, ale jakże potrzebna. Na końcówce ma takie specjalne z prętów wyginane "rapy", "pazury" 
(jak zwał tak zwał).  



Sitniczanka ... 
stróżka...
ze szwagrem po trzech piwach... prawda? 
w 2010 roku podniosła swoje wody o metr powyżej koryta... 
witajcie w górach. 


Szkoła w Binarowej - mówcie co chcecie - ale w takich budynkach łatwiej jest zachować dyscyplinę - sam uczęszczałem (ale ładne słowo) do jedynki - to była dobudówka do CK szkoły - w nowym budynku można było szaleć - tam w starym... no może nie zapach, ale duch rózgi wciąż był wyczuwalny i działał... uspokajająco. 
Zresztą moi młodzi chodzą do Dwójki a tam jest tak samo - to się nazywa "Austro Węgierski styl koszarowy"... 
Choć tu w Binarowej - to eklektyzm/secesja - ot taki sympatyczny styl bez stylu z drugiej połowy XIX wieku. 
 

Przy samym kościele, miejsce parkingowe i punkt odpoczynku dla turystów.  
Teren dobrze opisany, oznakowany - brawo! 


Sam kościół - jeśłi ten w Rożnowicach to pisana z wielkich liter PEREŁKA - to ten zasługuje na miano KLEJNOTU - zresztą wpisano go na listę dziedzictwa UNESCO - nie za darmo gwarantuję Wam - wart jest po stokroć! 
(rzecz jasna będzie osobny post) 
 

Kościelne obejście


Furtka na plebanię


Przedsmak togo co w środku...
Maria - Matka Boska jako... dziewczynka z rodzicami - a to tylko jedna z ciekawostek.
 

Prezbiterium i wejście do zakrystii.
 kościół można zwiedzać, jest pani przewodniczka. 
Ja mam farta, Bóg kocha szaleńców, ale za kilka dni już jej nie ma (pewnie dlatego że trwają prace przy gontach na dachu), dlatego proponuje umawiać czas wizyty.
Podaję namiary:
Małgorzata Nalepa
692 385 244.

Ale lojalnie uprzedzam.
Osoba ta ma ogromną wiedzę, jest świetnym gawędziarzem, kocha swój kościół często wspominając że to jej parafialny (tak znam to uczucie, też ze swojej św. Trójcy dumny jestem) i ...
jak nie macie co najmniej godziny na wszystkie jej opowieści, szczególiki, ciekawostki ... to ...  
sobie ten czas znajdźcie! 
być może będzie to najciekawiej spędzona godzina w waszym życiu. 

Ja nalazłem 45 minut - rezygnując już praktycznie z całego zaplanowanego powrotu, Batony połykam w biegu, piję w marszu. 
Trudno było warto, jak się spóźnię na autobus wyjdzie krzywo, ale mam w sobie jeszcze pokłady siły, spróbuje nadgonić. 

Wracam przez Kamieniec, to wzniesienie nad Binarową, raptem 424 metry, drogi nie dołoży, a pozwoli jeszcze napatrzeć się na okolice. 


Niestety srodze zarośnięty - przydała by się odrobina troski - choć jak widziałem na zdjęciach, zazwyczaj jest on ładnie odsłonięty, choć nie restaurowany.


Drewniany krzyż łaciński jako centralny element cmentarza. 
 

Droga na Kamieniec - o żeby taki był cały szlak... 
to bym nie zdążył... ucinam marzenia w głowie. 


Srokosz szuka przekąski...

 Widok w kierunku Magury

 Panorama na południe 

 Liwocz.

 Gilowa


Śmieszny efekt - ale słońce było tak ostre, ze zdejmowałem z oczu okulary polaryzacyjne i przez nie robiłem zdjęcia, tu widać że trzecia ekspozycja z panoramy, jakoś się z okularami rozminęła - ale za to doskonale prezentuje różnice przy zastosowaniu i bez zastosowania filtra. 
  
 Pogórze Ciężkowickie.
 Kamieniec - tuż za szczytem 

 A skoro juz jesteśmy na szlaku architektury drewnianej...
to jakże ominąć taki przybytek?



 Radło (choć w zasadzie radło to bez kół, ale pługiem też trudno to nazwać - w każdym razie - eksponat jak ze skansenu... ale to nie jest skansen - on żyje!

 Samojebka w lustrze drogowym


Ewidentny brak patriotyzmu! 
Mają w okolicy browar w Grybowie, który waży zdecydowanie ciekawsze piwa niż przemysłowa masówka z Okocimia. 
 
 To już chyba znów Rzepiennik.
w kazdym razie nowoczesność to zawitała - ciekawe jak wygląda rachunek ekonomiczny. 



Tak to już Rzepiennik - zastanawiam się czy to mi tak się w oczach faluje czy jednak jest to co widzę istnieje naprawdę... różnie może być, picie skończyło mi się na Kamieńcu, a po drodze żadnego sklepu nie widziałem. 

Mimo zmęczenia przyspieszam - dochodzi pierwsza, głupio było by się spóźnić na ostatnich metrach!  
Ale prawdę powiedziawszy, mam dość, najchętniej bym stanął albo się położył. Tymczasem przyśpieszam i to pod górkę.  Staram się zastąpić czymś zmęczone mięśnie nóg - stawiam je bardziej prosto, ruch nadając sobie "z poślada" - działa, ale będą mnie półdupki bolały jeszcze przez trzy dni...

Cóż za ulga! Autobus czeka! 
Jestem 7 minut przed odjazdem, starczyło jeszcze czasu by wpaść do sklepu i wycharczeć
o...os..oshi..
Kupuje dużą butelkę i wypijam ją prawie duszkiem. Odzywam. 
na przystanku, starcza czau na złożenie kijków, i przepakowanie plecaka. 
Jadę do pracy - nie dałem plamy. 

14 comments:

Ania said...

Prawdziwy horror - nie mogłam się oderwać od lektury, ale nie zajrzałam na koniec, żeby sobie nie psuć zabawy.

Stanisław Kucharzyk said...

"Austro Węgierski styl koszarowy" - nie znałem tego określenia :-)

makroman said...

Horror może nie, ale dreszczowiec... zwłaszcza jak wiatr przepocone plecy owiał;)

makroman said...

Już sam nie pamiętam skąd go znam, chyba jakiś przewodnik po Krakowie, albo Bielsku-Baiałej.

Stopa w stopę said...

"Bóg sprzyja szaleńcom!" I po co te nerwy? :) Ależ by się chciało zasiąść w takiej loży... zwłaszcza przy takiej pogodzie!

www.stopawstope.blogspot.com

makroman said...

Ale jest też napisane że "nie będziesz wystawiał pana swego na próbę" ;-)

Loża strasznie nasłoneczniona, ale za to wiatka w Binarowej bardzo przytulna i ocieniona.

Jula said...

Adrenalina pewnie była, żeby się wyrobić w czasie. Ale udało się.

Wiesław Zięba said...

Nic nie umknęło Twojej uwadze. Nawet wiejski kibelek przyuważyłeś. Świetna relacja. Piwo z Grybowa też świetne - piłem.

Kasia Kamil Skóra said...

Horror, ale na szczęście z happy-endem :) Ciekawy wpis, przeczytałam od deski do deski.
Już kiedy pierwszy raz,jeszcze jako dziecko zapędziliśmy się z rodzicami na przejażdżkę po Rzepiennikach, to bardzo spodobały mi się tamte strony :)
Oglądając zdjęcia wspomnienia wracają i rzeczywiście ten ład i porządek w tamtych stronach rzuca się w oczy.
Później mam już złe wspomnienia. Kiedy jeździłam tamtędy autobusem do Krakowa, źle znosiłam zakręty w którymś Rzepienniku - choroba lokomocyjna. Ale nie pamiętam w którym ;)
Pozdrawiam,
Kasia.

makroman said...

Jula - owszem

Wiesławie - staram się, ale zapewne i tak mnóstwo rzeczy mi umyka.

Katarzyno - w Rzepiennikach to chyba tylko kawałek przez Strzyżewski jest w miarę posty, reszta to meandry więc się nie dziwię. Jeździła przez Tarnów czy przez Gromnik i Zakliczyn, bo tak chyba jest szybciej?

Kasia Kamil Skóra said...

Jeździłam przez Gromnik i Zakliczyn :) Drugie wyjście z Gorlic też nie było idealne, bo w Zborowicach (?) - chyba tak, też są okropne zakrętasy.
Nieraz przeze mnie autobus musiał tam robić przystanek i wyprowadzali mnie zieloną :) Ale za to piękny widok z tej górki w Zborowicach :)

makroman said...

Zbór owoce, też w kość dać mogą, w sumie to chyba najprościej ale i znacznie dalej było by przez Jasło i Pilzno.
Ale ten Android to dureń napisałem Zborowice a zrobił z tego "zbiór owoce"... sam zaś siebie przez wielką literę pisze.. czyli nie dość że dureń to jeszcze megaloman ;)

Julijan Lemko said...

Jako mieszkaniec Rożnowic cieszę się na wpis o kościele ! ;)
A co do "świętego z maczugą" - w tym przypadku to jest Juda Tadeusz.

Co do AK- owców to nie wszscy oni w naszych stronach świeci byli... Podobnie jak i Panowie z AL/GL :)

Przechodziłeś koło mojego domu, dosłownie hehe :)

Pozdrowienia!

makroman said...

Julianie - ładnie tam macie.
Owszem, będzie i o kościele, choć materiał zdjęciowy z dwóch podejść, bo za pierwszym razem do środka nie dotarłem.
Pozdrowienia dla wszystkich mieszkańców.